LXVI. Did something happen?/ The great comeback.

Daruję sobie wszelkie gadaniny, powiem tylko jedno – przepraszam. Mam nadzieję, że ktoś tu jednak jeszcze jest. Oddaję w Wasze ręce nowy rozdział, krótki, wiem, ale przynajmniej jest. Muszę wrócić do formy.
_____________________________________________________________________

Bestia był zestresowany całą sytuacją, powoli zaczynało go to przerastać. No ale cóż, trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów. Zielony dosiadł się na salonową kanapę, gdzie siedzieli jego przyjaciele. Cyborg z uśmiechem podał mu pada, a BB wziął go i zaczął przewracać w dłoniach. Gwiazdka i Robin gdzieś się ulotnili, a Cybek włączył pierwszą lepszą grę i chłopcy zatracili się w niej na cały wieczór.

Raven już dawno spała, mimo, że wcześniej nie czuła się najlepiej z powodu nudności. Zażyła kilka tabletek z odpowiednim przeznaczeniem i położyła się nie patrząc nawet na zegarek.

Dopiero koło drugiej w nocy kumple stwierdzili, że czas na sen. Wyłączyli grę i wrócili do swoich pokojów.

***

Następnego dnia, Raven już o ósmej buszowała w kuchni. Gdy udało jej się zrobić śniadanie, zawołała wszystkich do jadalni. Nadal troszeczkę zaspani Tytani zwlekli się na dół i miło zaskoczeni zasiedli do posiłku. Oczywiście tylko Garfield wiedział, ile wysiłku kosztowało jego dziewczynę zwykłe przygotowanie jedzenia, na dodatek tak wcześnie.

U półdemonów ciąża przebiega nieco inaczej niż u ludzi. Demony nie rozmnażają się w ten sposób, gdyż są to byty całkowicie astralne. Półdemony natomiast mają coś i z człowieka, i z ciała astralnego. Objawy stanu błogosławionego ukazują się dużo wcześniej i to ze zdwojoną siłą. Na szczęście, brzuszek nie ukazuje się w ogóle, co pomaga ukryć potomka aż do samego porodu, który z resztą również wiele różni się od tego „tradycyjnego”. No ale dosyć teorii, wracamy do naszych bohaterów.

- Chcielibyśmy z Bestią wam coś ważnego powiedzieć – Rachel wstała od stołu, a Bestię przeszły dreszcze ze stresu. Podniósł się i stanął obok swojej ukochanej.

- Czy coś się stało? – zapytała zmartwiona Starfire, jednak demonka uspokoiła ją.

- Nie, skąd. Musimy wam tylko powiedzieć, że wyjeżdżamy z Bestią na weekend. – tutaj Zielony odetchnął z ulgą – Nie macie nic przeciwko?

- Absolutnie. Należy wam się odpoczynek – napomknął Robin, a reszta drużyny przytaknęła mu. Azarathka uśmiechnęła się do chłopaka i poprosiła go o pozmywanie naczyń.

***

- No i widzisz, już po sprawie – powiedział Logan, kładąc się na łóżku swojej dziewczyny.

- Nie do końca. Dobrze, że chociaż ty masz do tego wszystkiego tak luzackie podejście. – burknęła siedząca obok niego Rae.

Bestii zrzedła mina. Nie wiedział jak ma zinterpretować te słowa.

Do wyjazdu zostały trzy dni, a do niego nadal nie docierało, co oboje zamierzają zrobić.

INFO #1

Cześć kluseczki!

Tak wiem, dawno mnie nie było. Pewnie liczycie na nową notkę, ale niestety, nie mogę jej dziś Wam dać.

Na słowie wytłumaczenie mam tylko to: Pyrkon i egzaminy gimbazjalne.

Przez ostatni okres miałam bardzo dużo roboty. Najpierw kończyłam cosplay Raven, a potem zaczęła się nawałnica egzaminowa, od poniedziałku siedzę pół dnia w szkole, potem śpię, a od wczoraj mój nos przez kilka godzin wisi nad książkami.

Obiecuję, że po egzaminach zrobię małego remake mojego bloga, notki tym razem naprawdę wrócą do dawnej regularności, a resztę sami zobaczycie :)

Tymczasem zostawiam Wam zdjęcie Raven na pocieszenie.

Do zobaczenia w czwartek <3

LXV. Tell me more.

Bestia i Cybek zabrali się do roboty. Tworzyli dwa rodzaje naleśników – amerykańskie i tradycyjne, oba na kokosowym mleku i bez jaj. Raven usiadła obok Gwiazdki i Robina na kanapie w salonie, by nie przeszkadzać kucharzom. Nawet Jedwabek wyłożył się wygodnie obok niej. Demonka pogłaskała go delikatnie, na co Starfire uśmiechnęła się i położyła rękę na jej ramieniu.

- Cieszę się, że już wszystko jest dobrze – powiedziała z niekłamaną ulgą.

- Taak, ja też – z twarzy Raven uciekł przebłysk uśmiechu.

W kuchni wrzało. Chłopcy co chwilę się o coś sprzeczali, tu spadła szklanka, mąka się wysypała… ach! Ale w końcu po jakimś czasie doszli do porozumienia i usmażyli te nieszczęsne naleśniki. Zrzucili je na talerze, nakryli do stołu i stanęli oboje przed nosem Rae przepychając się oboma rodzajami placuszków – grubymi, pulchnymi oraz cieniutkimi, delikatnymi. Azarathka złapała się za głowę z niewiedzą wypisaną na bladej buzi, więc kumple odpuścili i nałożyli na jej talerz kilka jednych i kilka drugich, a następnie sami wzięli się za pałaszowanie.

***

Od obiadu minęła już godzina, a w całym domu nadal nim pachniało. Po posiłku każdy tytan schował się w swoim pokoju, by odpocząć lub nawet zdrzemnąć się, tak jak zrobił to Bestia. Jednak nie przyszło mu spać zbyt długo, gdyż niemal dziesięć minut po jego zaśnięciu do zielonej sypiali dosłownie wparowała Rachel. Widząc, że nastolatek śpi, usiadła obok niego i pogłaskała go po policzku.

- Wstawaj, miałeś mi coś powiedzieć – szturchnęła nim w końcu.

- Yyyy… co? – powoli wybudzał się BB – A, tak… O rany, zapomniałem.

- Domyśliłam się. No dawaj, obudź się do końca.

- Masz zły humor?

- Nie, po prostu taki jak zwykle, zamiast bycia absolutnie wesołą i szczęśliwą osobą dwa cztery na dobę.

- Dobra, dobra, już. Daj mi chwilę.

Zielony kot przeciągnął się w czterech różnych pozycjach, by wleźć po chwili swojej kobiecie na kolana i zacząć się do niej przymilać. Ona zdjęła go, posadziła obok siebie i z małą pomocą magii zmieniła z powrotem w człowieka. Beast Boy trochę zaczął się wahać. Wyciągnął komunikator, ale zaczął przeczesywać sobie włosy ręką, omijał temat, udawał głupka jednym słowem. Po prostu nie wiedział jak ma zacząć.

- Pamiętasz moją obietnicę, co nie? – zapytał nareszcie.

- Dziwne byłoby, gdybym nie pamiętała. Słucham cię uważnie.

- No więc znalazłem kogoś… godnego uwagi.

- Mhm. Mów mi więcej.

- Pani Nelly Hunterson. 25 lat leczy i… świadczy usługi lekarskie swoim pacjentkom. Nikt na nią nie narzeka, za to wszyscy chwalą.

- To dobrze. Więc co teraz?

- Zapisałem cię… nas na wizytę. Za tydzień.

- To dobrze. Wiesz coś więcej?

- Będziemy musieli zostać tam na jakieś dwa, może trzy dni. Niedaleko domu, więc nie jest źle.

- Oho, to trzeba coś wymyślić przed Robinem, Gwiazdką i Cybkiem. Nie chcę, żeby wiedzieli po co i dokąd jedziemy.

- O, tego nie przemyślałem.

Otóż to, o tym BB zwyczajnie zapomniał. Ale hej, przecież to nie takie trudne, coś na pewno uda mu się wymyślić. Może w ogóle nie będą pytać? Niee, to głupie, nie mogą zostawić ich tak o sobie, bez ostrzeżenia.

Raven miała mieszane uczucia. Niby cieszyła się, że Bestia wziął tę sprawę na poważnie i wywiązał się z obietnicy, ale po cichu nadal miała nadzieję, że się rozmyśli i powie, że jednak chce tego dziecka. Ona w sumie też uważała, że jest za młoda i w ogóle, lecz to nadal nie wycofuje z niej późniejszych wyrzutów sumienia. Trudno, czasem trzeba. Teraz zostało tylko porządnie się przygotować na zabieg, psychicznie i fizycznie.

LXIV. Honestly, I’d like to eat pancakes.

Gdy Raven zasnęła, Zielony ulotnił się cichutko ze skrzydła szpitalnego prosto w stronę kuchni. Podgrzał sobie obiad w mikrofalówce i zniknął w czeluściach swojej sypialni.

Dochodziła osiemnasta, a w wieży oprócz naszej pary nie było żywej duszy. Nawet Jedwabek gdzieś wsiąkł, co jest co najmniej dziwne. Robin z Gwiazdką wymknęli się na wieczorny spacer, chyba zabrali Silkie’go ze sobą, natomiast Cyborg od godziny przesiadywał w parku razem ze swoją dziewczyną. Wszyscy stwierdzili, że skoro Bestia jest u Rae, to jest ona pod opieką i mogą wyjść. Nie no spoko, w sumie demonka i tak sobie zasnęła.

BB natomiast wziął się za spełnianie obietnicy, którą złożył swojej dziewczynie. Chwycił swojego laptopa i zaczął szukać w wyszukiwarce dobrych lekarzy w okolicy. Przejrzał około dziesięciu forów, jakąś stronkę o medycynie, dodatkowo stronę „dla mam”, ale to nadal jeszcze nie było to. Wybiła dwudziesta, gdy trafił w końcu na to, czego szukał. Ginekolog z 25 letnim doświadczeniem, wykwalifikowany profesor medycyny, nienaganne opinie od pacjentek, gabinet 50 kilometrów od Jump City, a co chyba najważniejsze – kobieta! Rozgorączkowany Beast Boy już chwycił komunikator, by zadzwonić do Raven, ale stwierdził, że nie chce jej budzić. Wybrał więc od razu numer lekarki i zadzwonił.

Po opowiedzeniu pani doktor całej historii, wypytaniu jej o tysiąc rzeczy, skutki uboczne, zdrowie i samopoczucie które czeka Raven po zabiegu, warunki w gabinecie, kolor zasłonek w gabinecie, czas trwania zabiegu i wiele innych, umówił swoją dziewczynę na wizytę. Pani Hunterson zapisała Raven na „za tydzień”, na godzinę 11:00, z tym, że pacjentka będzie musiała zostać w klinice na przynajmniej dwudniowej obserwacji. Bestia stwierdził, że na pewno będzie mógł zostać tam z nią, więc nie przejął się tym zbytnio. Zapisał datę i godzinę zabiegu w komunikatorze, by przekazać jutro te informacje samej Rachel. Teraz, o 21:30 nie ma co już jej budzić, tylko samemu kłaść się do łóżka.

Tymczasem reszta wiary poschodziła się wreszcie do domu, więc zaczął panować w wieży gwar. Tu ktoś układał buty w szafie, tu ktoś mył naczynia, tutaj zwierzątko przyszło się pożywić i spotkało się z krzykiem ze strony pańci, bo kanapa to chyba nie jest jednak najlepszy gatunek karmy dla larw, no ogólnie szum niemiłosierny. W końcu na podłogę z hukiem upadł jakiś talerz i stłukł się na tysiąc kawałków, co zbudziło i Bestię, i śpiącą już dość długo Raven w skrzydle szpitalnym. Zanim Bestia zdążył wkroczyć do kuchni i ochrzanić przyjaciół, w progu spotkał się ze swoją ukochaną, która samodzielnie odpięła się od kroplówki, sprzątnęła po sobie pomieszczenie, w którym przebywała i zamknęła je na klucz. Cmoknęła szybko swojego chłopaka w policzek i rzuciła kluczyki prosto w ręce lidera Tytanów, ku jego ogromnemu zaskoczeniu.

- Słuchajcie, nie róbcie ze mnie sieroty, nie będę tam leżeć w nieskończoność. Czuję się już wystarczająco dobrze, by samej oddychać, jeść i funkcjonować.

Robina trochę przytkało, Cybek starał się nie wtrącać w całą tę sytuację, a Gwiazdeczka podleciała do przyjaciółki i złapała ją za dłoń.

- Jesteś pewna, przyjaciółko? My tylko chcemy twojego dobra, naprawdę!

- Wiem, Gwiazdeczko, ale tak, jestem pewna. Już wszystko jest OK.

- Skoro tak sądzisz – wydusił wreszcie Grayson – No nic, witamy z powrotem!

Cyborg uśmiechnął się, widząc szczęście w oczach swojego najlepszego kumpla, który objął właśnie swoją dziewczynę w talii.

- To jak, na co masz ochotę? – zapytał półrobot, otwierając zamaszyście lodówkę – Ja dzisiaj robię kolację!

- Szczerze mówiąc, zjadłabym naleśniki – Azarathka uśmiechnęła się w stronę Bestii.

Gdy wszyscy oprócz Cybusia usiedli już do stołu, komunikator Rae zawibrował. Widząc jej zdziwioną minę, BB puścił jej oczko.

LXIII. And I swear, there isn’t any fake-meat.

Kilka słów wstępu. Jeszcze raz Was przepraszam za przerwę w pisaniu, nie martwcie się – wpisy znów będą pojawiać się co około 2 dni. Dziękuję za wytrwałość i że mnie nie opuściliście. No i miłej lektury życzę ;)

________________________________

Bestia ulotnił się ze skrzydła za prośbą Raven zaraz po zakończeniu ich krótkiej, aczkolwiek poważnej rozmowy. No, postanowione. Teraz pozostaje znaleźć odpowiedniego specjalistę i mieć nadzieję na pozytywny skutek. Tak generalnie do jego zielonej głowy nie docierało jeszcze to, że może zostać ojcem. Jeden krok może to cofnąć, ale czy on tego chce? Czy ona tego chce? To ciężka sytuacja. Nie, nie. Siedemnaście lat to nie jest odpowiedni wiek na ojcostwo, co to, to nie.
Nie wspomnę już o Rachel – ona miała jeszcze większy mętlik w głowie. Niby ma w sobie nowe życie, ale jakoś tego nie czuje. Może to jeszcze zbyt wcześnie? Może do niej też to jeszcze nie doszło? Niby zgodziła się na usunięcie, ale sama jeszcze nie jest pewna swojej decyzji. Zobaczymy, jak to dalej się jeszcze rozwinie.

Tymczasem pozostała część drużyny nawet nie zdawała sobie sprawy z problemów naszej pary. Beztrosko imprezowali na mieście, spotykali się ze znajomymi i cieszyli się życiem. Swoim, nie cudzym. Związki Tytanów kwitły. Robin nareszcie dowiedział się o Jinx i Cyborgu, chodzą jakieś pogłoski, że różowowłosa ma się wprowadzić do wieży… Słowem – cud, miód i orzeszki. Tylko u BBRae ciągle jest coś nie tak. Wiecie, co jest najśmieszniejsze? Że Gwiazdka cały czas ostatnio gadała o dzieciach. Planowała, czy co? Ciężko mi powiedzieć. Domyślam się tylko, że pewnie Robin nie jest zbyt zachwycony wizją rodzicielstwa w najbliższej przyszłości. Co jak co, superbohaterowie nie mogą sobie na to pozwalać.

Co za paradoks.

Wracając do aktualnych wydarzeń: Było sobotnie popołudnie. Cyborg majsterkował coś w swoim komputerze, Gwiazdka coś gotowała, Robin przeglądał internet, a BB siedział sobie w swojej sypialni i drzemał. Raven natomiast pochłonęła się w lekturze, nadal przebywając w wieżowym szpitalu. Nie życzyła sobie „odwiedzin”. Sądziła, że siedzi tutaj bez sensu, ale nikt nie pozwalał jej stamtąd wyjść, dopóki nie unormuje się jej ciśnienie, puls i nie zniknie wszelki podejrzany ból. Zabroniła więc tytanom wchodzić jej do pomieszczenia bez jej wiedzy i wyraźnego pozwolenia. Beast Boy był trochę zdenerwowany jej decyzją, ale poddał się, bo wiedział, że byłaby to walka z wiatrakami. Gdy ona się uprze, to koniec, kropka i basta, o.

Z kuchni już pachniało, więc prędzej czy później zapach musiał dotrzeć również do pokoju Bestii. Spał w postaci psa, więc tym szybciej wywąchał obiad. Obudził się, przeciągnął zmieniając się w kota i wygramolił się spod koca. Spojrzał w lustro już jako człowiek i przetarł oczy. O rany, trochę się zmieniłem. Istotnie, w jego wyglądzie nastąpiło kilka zmian, ale przeglądając się codziennie rano jakoś tego nie zauważał. Twarz nabrała bardziej dorosłych rysów, ciało wyrzeźbiło się (oczywiście nie samo z siebie), prezentując teraz całkiem ładną, umięśnioną sylwetkę, wysokość wzrosła o kilka… naście? centymetrów… Jeszcze rok temu Zielony był najniższym członkiem drużyny. Teraz jest na równi z Robinem, a najmniejsza jest Rae. Śmiesznie się złożyło. Obiad, tak, obiad. Nadal rozespany chłopak ruszył w stronę jadalni. Przy stole czekali już wszyscy Tytani, oprócz jego dziewczyny oczywiście. Widząc smakowicie pachnącego kurczaka (i osobno kotlety warzywne z czerwonej fasolki, równie pyszne), od razu pomyślał o niej, więc zapytał, czy ona już jadła. Gdy spotkał się z zaprzeczeniem ze strony Tytanów, chwycił pierwszy talerz z szafki, nałożył pokaźną porcję mięsa, ziemniaki oraz surówkę i wyszedł z pomieszczenia, by zanieść danie ukochanej. Stanął przed drzwiami jej tymczasowego pokoju i zapukał.

- Kto tam? – dało się usłyszeć.

- To ja, kochanie – odpowiedział natychmiast nastolatek – przyniosłem Ci obiad. I przyrzekam, że nie ma tutaj żadnego fake-meat.

- Wejdź – rzuciła, klecąc pod nosem zaklęcie odkluczające zamek w drzwiach.

Garfield usiadł przy jej nogach, kładąc talerz na przenośnym stoliku łóżkowym. Demonka podziękowała chłopakowi i zabrała się do jedzenia. On w tym czasie zdążył wysłać smsa pozostałej części drużyny, żeby odłożyli mu jego porcję, zje ją później.

- Jak się czujesz? – zapytał, gdy Azarathka połknęła ostatni kęs mięsa.

- Dużo lepiej. Szukałeś już?

- Szukałem, czytałem dużo opinii, ale to jeszcze nie to. Daj mi trochę czasu, obiecuję, obiecałem, że znajdę odpowiedniego lekarza.

- Wierzę Ci.

Tymi słowami Raven zakończyła rozmowę, odłożyła talerz i stoliczek i przyciągnęła Bestię bliżej siebie. Brakowało jej jego bliskości. Siedemnastolatek czule objął ją ramieniem i począł gładzić palcami jej suche od choroby włosy. To znaczy… nie choroby, tylko złego samopoczucia, które kumulowało się jeszcze ze wczesnym stadium ciąży. BB nie zwrócił na to jakoś uwagi i cieszył się chwilą samotności z ukochaną.

- Jeszcze wszystko się ułoży, zobaczysz.

Kąciki ust Raven uniosły się delikatnie, gdy mocniej wtuliła się w pierś swojego chłopaka. Może to i dobrze, że zdążył wyrobić rzeźbę i urosnąć… Jakoś teraz wygodniej się go przytula.

Girl book tag ;)

Chciałabym Was strasznie przeprosić na wstępie za moją nieobecność. Miałam okropnie zajęty miesiąc, ortodonta, lekarze, szkoła, w międzyczasie cosplay Raven, który z resztą dalej kończę… Jeszcze raz przepraszam. Na dniach pojawi się najnowszy rozdział i wrócę do regularnego pisania. Teraz dziękuję Rachel za nominację do Girl Book Tag, przechodzę do rzeczy więc.

1. Troskliwa – postać, której nie można nie pokochać.

No więc według mnie taką postacią jest Starfire. Mimo, że czasem denerwuje swoją przesadą uczuciową, Gwiazdki nie można zlekceważyć. Jej niekłamany entuzjazm i troska o przyjaciół zasługują na pochwałę.

2. Kumpel/a – postać, z którą mogłabyś/mógłbyś się przyjaźnić.

Bestia. Bestia i tyle. Dogadałabym się z Zielonym, bo mamy sporo wspólnego. No i jego poczucie humoru… No kurczę:)

3. Kokietka – postać, która pojawia się zawsze w nieodpowiednim momencie.

Tutaj potwierdzę zdanie nominującej – Cyborg to niszczyciel RobStar i BBRae ;-;

4. Rozpustna – postać myśląca tylko o sobie.

Sądzę, że mogę wspomnieć tu o Terrze. Co prawda bardziej pasuje tutaj jej wersja z TTG – egoistka, myśli tylko o sobie i… No. To Terra.

5. Poprawna – postać, która musi mieć wszystko zaplanowane i przygotowane na każdą okazję.

Robin. Więcej mi nie potrzeba mówić.

6. Zachwycona – postać zgadzająca się na wszystko, rzadko mająca swoje zdanie.

Gdyby nie słowo przed myślnikiem, idealnie pasowałaby mi Raven. Woli pójść na układ, zamiast męczyć się z kłótniami o zdanie.

7. Lwica – postać, która ma zawsze wysokie wymagania i trudno ją czymkolwiek zadowolić.

Madame Rouge. Myślę, że sam

pseudonim wystarczy.

8. Agresywna – postać kick ass.

Pan Kot z „Kid vs. Cat”. O.

9. Zmienna – postać, która często zmienia uczucia.

Terra, chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego. Wystarczy spojrzeć na jej stosunki między Tytanami i Slade’m.

10. Zraniona – postać po przejściach.

Raven. Wszyscy znamy jej historię. Jeżeli coś Wam się zapomniało, odsyłam do notki specjalnej „Raven’s memories” ;)

No i to wszystko. Postanowiłam, że nie będę nikogo nominować. I tak większość osóbek, które chciałabym nominować, i tak już zostały nominowane.

Jeszcze raz Was przepraszam i do zobaczenia!

~Kiniaa33
 

LXII. Really? I thought you will shout at me.

Raven obudziła się w śnieżnobiałej pościeli ze zdrętwiałą ręką. Rozejrzała się dookoła… No tak, skrzydło szpitalne w wieży. Ciekawe co tym razem się wydarzyło. Gdy demonka usiłowała podnieść się, dopiero zauważyła co było powodem dyskomfortu w lewej ręce. Poprawiła delikatnie wenflon i spojrzała z pogardą na wiszącą tuż nad nią kroplówkę. No to pięknie, zaczęło się latanie po szpitalach. Komunikator wskazywał godzinę czwartą nad ranem, więc Rachel postanowiła nie wołać do siebie nikogo z drużyny. Nie pamiętała absolutnie nic sprzed ostatniej doby. Zapamiętała tylko to, że rozmawiała z Bestią, a on powiedział coś, czego ona chyba nie chciała usłyszeć. Masując skronie, Rachel próbowała pozbyć się okrutnego bólu głowy, jednak średnio jej to pomagało, a nie zauważyła żadnych proszków przeciwbólowych w zasięgu kroplówki. O zaśnięciu nawet nie ma mowy. Pozostała medytacja, tylko ten cholerny wenflon przeszkadza…

Tymczasem w swoim pokoju Bestia również cierpiał na bezsenność. Przerastały go ostatnie wydarzenia, wieść o ciąży Raven, teraz utrata przez nią przytomności, to zbyt dużo jak na jego zieloną głowę. Sam nie wie, czy dobrze zrobił proponując swojej dziewczynie aborcję (cholera, jak to źle brzmi). Sądził, że ona również nie jest z faktu zadowolona, patrząc na jej wcześniejsze zachowanie. Robin stwierdził, że Raven zemdlała z bólu niewiadomego pochodzenia, a warto wspomnieć o tym, że o dziecku wie tylko BB. Nieźle się porobiło.

***

Powoli świtało. Robin, od razu po przebudzeniu, zerwał się i pobiegł do skrzydła szpitalnego. Odetchnął z ulgą, gdy zastał tam już przytomną Rae, zajętą medytacją.

- Cześć, Raven – przywitał się – Jak się czujesz?

- Nie gorzej, niż zwykle – rzuciła.

- Stało się coś? Chcesz o czymś pogadać? – lider martwił się o współlokatorkę.

- Jeśli już musisz wiedzieć… – zawahała się – Okropnie boli mnie głowa. Możesz podać mi jakieś proszki.

- Robi się.

Grayson wyszedł z sali, by za chwilę wrócić z ketonalem w dłoni. Podał przyjaciółce tabletki i wodę w kryształowej szklance. Rachel połknęła je szybko i wróciła do przerwanej czynności. Po chwili jednak zaczęła ją rozpraszać bliska obecność Robina.

- Mogę ci w czymś… pomóc? – zapytała.

- Raven, coś jest nie tak, widzę to. – powiedział zaniepokojonym głosem.

- Dramatyzujesz. – ucięła.

- Wcale nie, przecież wiesz, że wiem o tobie nieco więcej niż reszta…

- Nie musisz tego powtarzać za każdym razem, gdy rozmawiamy nieco poważniej niż zwykle – zgasiła go.

- Jak chcesz. Pamiętaj tylko, jak coś, to jestem do dyspozycji.

- Mhm.

No, nareszcie wyszedł. Na razie niech nikt nie wie, jeszcze nie wiadomo, co się wydarzy, jest zbyt wcześnie. Może Bestia ma rację… Może powinnam… Musimy porozmawiać.
Azarathka chwyciła komunikator i poprosiła w smsie chłopaka, by do niej przyszedł od razu, gdy się zbudzi.

Beast Boy nie przespał nawet minuty, więc odczytał wiadomość od razu. Ubrał się jakoś na odwal i ruszył w stronę skrzydła, po drodze wpadając na Gwiazdkę.

- Przyjacielu, trapi cię coś? Wyglądasz na zmartwionego czymś okropnym. – zapytała z typową dla siebie troską w głosie.

- Jest okej, Star, wszystko w porządku – odpowiedział niechętnie.

- Jesteś pewien? – kosmitka chciała się upewnić.

- Tak, tak – zrezygnowany Beastie przytaknął – Wszystko jest tak, jak zwykle…

Gwiazdeczka uśmiechnęła się i odleciała w stronę kuchni, więc BB kontynuował wędrówkę do „szpitala”. Szedł coraz mniej pewnie, wahał się, bał się kolejnej konfrontacji z ukochaną, mimo, że kochał ją najbardziej na świecie. Wstrzymał oddech, gdy otwierał szklane drzwi.

- Witaj, Raven – powiedział drżącym głosem. – Prosiłaś, bym przyszedł.

- Owszem, prosiłam – przytaknęła demonka. – Po raz kolejny musimy porozmawiać, nawet nie wiem, jak się tutaj znalazłam, więc wróćmy do tego, o czym mówiliśmy. Twoje zdanie nadal jest takie samo?

Bestia przełknął ślinę.

- Sam już nie wiem, źle to rozegrałem, wiem… To również… Głównie… To nasze… o rany!

- Nie, nie – przerwała mu nastolatka – Chyba masz rację, to zbyt wcześnie. Mamy jeszcze wystarczająco dużo czasu na to, teraz najlepszym wyjściem będzie twój pomysł.

- Naprawdę? Myślałem, że będziesz na mnie krzyczeć – chłopak otarł czoło rękawem – Ale jesteś pewna?

- To dopiero pierwsze tygodnie, to jeszcze nie dziecko, tego jestem pewna.

- Znajdę najlepszego lekarza, obiecuję.

Raven uśmiechnęła się. Może on rzeczywiście chce też mojego dobra.

LXI. I know that question wasn’t very smart.

Chłopak siedział jeszcze trochę czasu w pokoju Raven, nie mogąc wydusić z siebie ani jednego słowa. Chyba jeszcze nie dotarło do niego to, co powiedziała jego ukochana. Siedział tak i siedział z oczami wbitymi w podłogę, trzymając dłoń na dłoni Azarathki. Minął moment, gdy Bestia wstał gwałtownie i rzucił „Muszę to przemyśleć, przepraszam”. Raven to zaskoczyło, spodziewała się nieco innej reakcji z jego strony. Stwierdziła jednak, że da mu czas – w końcu nieczęsto słyszy się, że zostanie się ojcem.

Po tym jak podzieliła się z Bestią tą wiadomością, zrobiło jej się trochę lżej. Położyła się na plecach na samym środku łoża i sięgnęła po książkę. Zaśmiała się pod nosem, że niedługo będzie musiała trochę zmienić gatunek literacki, który najczęściej czyta.
Raven bała się. Bała się, jak to będzie, czy sobie poradzą; ciągle po głowie chodziły jej nieokrzesane myśli, nie wiedziała absolutnie jak ma się zachować, co zmienić w swoim życiu… A zmiany w tym momencie są przecież nieuniknione. Mimo, że to dopiero początek i jeszcze wiele może się wywrócić do góry nogami. Po raz kolejny, jak zazwyczaj ostatnio, odłożyła powieść w połowie, praktycznie całkowicie zapominając jej fabułę. Zagapiła się na suficie. A co jeśli Bestia… Nie, to niemożliwe.

Godzinę później lider zawołał tytanów na obiad. Bezmięsna carbonara rozprzestrzeniała swój zapach po całej wieży, więc nic dziwnego, ze już po dwóch minutkach większość drużyny zjawiła się w jadalni. Chwila, właśnie, większość? Brakowało Beast Boy’a. Gwiazdka postanowiła zawołać go osobiście, poleciała więc w stronę jego pokoju i zapukała cicho, ale stanowczo. Nie usłyszała odpowiedzi. Próbowała uzyskać jakąś reakcję słowem, ale nie udało jej się. W końcu zdenerwowała się i weszła do sypialni Zielonego, ku jego złości.

- Tak trudno zrozumieć, że chcę być sam? – warknął.

Starfire speszyła się nieco, ale po chwili wróciła do reszty przyjaciół i zajęła się posiłkiem. Wszyscy już zapomnieli o tajemniczym incydencie z Garfieldem… Wszyscy, oprócz Raven. Ona wiedziała, że kroi się coś niedobrego. Przeczuwała, że jest to poniekąd związane z nią… i kimś jeszcze.
Kimś, kogo ona sama nawet nie zna, i na razie nie pozna.

Z tytanowego stołu zniknął już prawie cały posiłek – została tylko porcja Bestii. Rae zaproponowała, że zaniesie mu obiad, na co drużyna chętnie przystała. Demonka chwyciła więc talerz i szczelnie okrywając się peleryną wyleciała z jadalni. Kiedy nareszcie stanęła przed drzwiami do pokoju chłopaka, wzięła głęboki oddech i bez pukania wkroczyła do środka.

- Już prawie ci wystygło – zakomunikowała, ale nie doczekała się odpowiedzi.

- Bestio – chwyciła go za ramię, na co on odwrócił się i zrzucił jej rękę – Stało się coś? To znaczy… Tak wiem, to pytanie nie było zbyt mądre.

- Masz rację, nie było. – uciął.

- Nie możesz unikać rozmowy ze mną…

- A ty mogłaś?

Rachel trochę przytkało.

- To była inna sytuacja.

- Nieprawda, identyczna.

Rav coraz bardziej nie rozumiała swojego chłopca.

- Cholera, Bestio – rzekła podłamując ręce – Nie możesz…

- Rachel, sądzę, że powinnaś je usunąć.

LX. It’s not easy.

Raven płakała. Cicho, ale mocno.

Poprosiła przyjaciół, żeby dali jej zostać z Bestią sam na sam. Gdy spełnili jej prośbę, coś w niej pękło – zalała łzami całą bluzkę Garfielda i nadal nie mogła się opanować. Chłopak starał się ją uspokoić jak tylko mógł, ale sam bał się jej słów. Ona jednak jeszcze przez długi czas nie mogła wydusić z siebie słowa.
Wyczerpana płaczem zasnęła w objęciach Beast Boy’a.

***

Kiedy nazajutrz otworzyła oczy, oczywiście pierwszą osobą, którą ujrzała, był Beastie. Na mokrych od łez ustach zawinął się delikatny przebłysk uśmiechu, jednak szybko zniknął. Raven patrzyła na śpiącego chłopaka, roniąc znów kilka łez. BB chyba jakoś to wyczuł, gdyż po chwili się zbudził i przetarł ręką policzek swojej dziewczyny.

- Spokojnie, już dobrze – szepnął zaspanym głosem – Wszystko będzie dobrze, zaśnij jeszcze, to dobrze ci zrobi.

Rav na to tylko mocniej wtuliła się w jego ciało i po chwili usnęła ponownie.

Przed jedenastą zawył alarm, ale Robin kazał Bestii i Raven zostać w wieży. Sądził, że nie powinni w takich nastrojach wyruszać na akcję, bo tylko zaszkodzą sobie i im. Oczywiście poniekąd miał rację.

Gdy reszta drużyny ulotniła się z domu, Bestia wstał i poszedł do kuchni, informując o tym Raven, a następnie zajął się przygotowywaniem pysznego śniadania na osłodę wczorajszego wieczoru. Rachel natomiast zatopiła się w jakiejś książce, ale cały czas czytała jedną stronę w kółko, nie mogła się skupić. W końcu położyła ją na piersiach i spojrzała w sufit. Nie miała pojęcia, jak ma się zabrać za tę rozmowę. Sama jeszcze nie do końca mogła i chciała w to wierzyć, więc nic dziwnego, że nie wiedziała, jak ma się tym podzielić z Bestią. Może zaczekam z tym? Może mu nie powiem? błądziło po jej głowie. Jednak jak szybko jej to do głowy wleciało, tak szybko wyleciało. Wiedziała, że musi mu powiedzieć to dziś, nie ma odwrotu, co się stało, to się nie odstanie.

Chyba.

Kilkanaście minut później Logan zawołał swoją towarzyszkę na posiłek. Gorąca owsianka z owocami kusiła swoim zapachem, jednak Rae tylko miąchała w niej łyżką, wymigując się brakiem apetytu.

- Jeśli ci nie smakuje, zrobię coś innego – napomknął nastolatek, jednak ona zaprzeczyła. Po tej uwadze z jej talerza zaczęło w końcu ubywać.

Beast Boy martwił się. Martwił się i o swoją dziewczynę, i o rozmowę, która go czeka. Nie miał zielonego pojęcia czego się spodziewać, Ravy nawet nie pisnęła jednym słowem.

Tymczasem do wieży zdążyła wrócić już reszta Tytanów. Misja się udała, zresztą okazała się ona jakimś błahym napadem na bank, ot, codzienność. Robin, Gwiazdka i Cyborg mieli dobry humor, więc szybko coś przekąsili i zajęli się sobą. W tym czasie Raven zdążyła się ulotnić z powrotem do swojej sypialni, co BB zauważył dopiero po kilku, może kilkunastu minutach.

Demonka siedziała obolała na łóżku. Po wczorajszych wydarzeniach nadal bolał ją brzuch, a i głowa dawała się we znaki. Gdy Bestia wkroczył do jej pokoju, postanowiła wziąć się za siebie i wyznać to, co leży jej na sercu.

- Proszę cię, usiądź – pociągnęła chłopaka za rękę w stronę łoża – Musimy porozmawiać. Teraz.

Chłopak zaczął się denerwować, ale nie dawał tego po sobie poznać.

- Nasz pobyt w hotelu był miły, nie sądzisz? – zaczęła.

- Raven, przepraszam cię – przerwał jej – wiem, że lubisz owijać w bawełnę, ale proszę cię, powiedz o co dokładnie chodzi.

- To nie takie proste – przyciągnęła ręką po włosach, wzdychając ciężko – nie wiem czy zauważyłeś, ale wcale nie jest mi łatwo.

- Wybacz.

- Bestio – chwyciła go za dłoń – bo wtedy zdarzyło się coś jeszcze.

- Co masz na myśli? Znowu zrobiłem coś nie tak?

- Nie, skąd – zaprzeczyła szybko – wręcz przeciwnie, to znaczy…

- Spokojnie, spokojnie.

- Jestem spokojna. Bo po prostu chodzi o to… Pamiętasz tamtą noc?

- Jak mógłbym zapomnieć? Byłaś cudowna, zresztą ciągle jesteś, kurtka, co ja wygaduję. Ale co to ma do rzeczy?

- Bestio, nadal nic nie rozumiesz? – na twarzy Raven ponownie pojawił się cień uśmiechu.

- No tak średnio bym powiedział.

- Bestio – położyła jego dłoń na swoim brzuchu – jestem w ciąży…

Chłopaka zamurowało. Nie wiedział co powiedzieć, co zrobić, tylko otworzył szeroko oczy i patrzył na towarzyszkę.

- Ja chyba nie do końca rozumiem – wyjąkał – Czy ja… Będę ojcem?

- A jak myślisz? – Raven przewróciła oczami.

- Ojejku – wydusił jeszcze bardziej zielony niż zwykle Beast Boy.

LIX. We must talk about something.

Raven dobrze wiedziała, że Richard ma rację, ale nie dopuszczała do siebie myśli, że to prawda. Zaprzeczyła nerwowo. Kątem oka widziała, że Bestia siedział kawałek dalej z twarzą schowaną w dłoniach. Miał wyrzuty sumienia, nie chciał kłócić się ze swoją dziewczyną w takich chwilach. Chciał być przy niej, wspierać ją, widział, że coś jest nie tak. Gdy dziewczyna trochę się ogarnęła i usiadła na łóżku, poprosiła przyjaciół o opuszczenie pokoju. Wyszli wszyscy oprócz Garfielda. Chłopak zebrał się w sobie i postanowił przeprosić. Na początku tylko chodził od ściany do ściany nie wiedząc, jak ma zacząć, a Rachel wodziła za nim wzrokiem. W końcu zielony kucnął łapiąc swoją dziewczynę za rękę i odezwał się.

- Przepraszam cię. To nie miało tak być, sam nie wiem dlaczego tak to wyszło.

Rae tylko mruknęła potakująco pod nosem.

- Coś mnie tknęło, tak wiesz, od środka.

Demonka patrzyła na swojego chłopaka z uwagą.

- Mam dziwne przeczucia, że coś się wydarzyło. Nie wiem czy coś dobrego, czy wręcz przeciwnie.

- Przyznam ci rację – wydusiła wreszcie nastolatka – Coś się wydarzyło. Jeszcze nie wiem co, ale obawiam się, że nic dobrego.

Beast Boy zamknął oczy i położył głowę na rękach Raven. Tkwił w tej pozycji przez chwilę, ale niedługo potem podniósł się i usiadł obok zasmuconej towarzyszki, obejmując ją czule.

- Nieważne co się wydarzyło, pamiętaj, że zawsze będę przy tobie. Mimo chwil zwątpienia, pamiętaj, że cię kocham.

Dziewczyna runęła na pierś swojego chłopaka i rozpłakała się cicho.

- On wrócił, rozumiesz? – łkała – Wrócił po to, by coś mi przekazać, by znowu zniszczyć spokój, który nastał po jego ostatniej wizycie. On znowu chce mnie, chce nas, nie wiem, zastraszyć? Zgładzić?…

BB głaskał ametystowe włosy nie wiedząc, co ma powiedzieć. Bał się tak samo jak ona. Wiedział, do czego ta podła kreatura jest zdolna.

Po chwili Rachel znowu straciła przytomność i osunęła się na podłogę, za moment unosząc się kilka centymetrów ponad podłogę. Logan nie wiedział co ma zrobić, czym prędzej wezwał Robina puszczając sygnał przez komunikator. Już za moment w pokoju pojawiła się cała drużyna. Roztrzęsiona Gwiazdka pochyliła się nad przyjaciółką i złapała ją za rękę – wyczuła nierówny puls. Na czole demonki pojawiło się kilka kropel potu, co jakiś czas jęczała coś cicho, jakby coś ją tłumiło. Podłoga lekko drżała mimo, że Rav nawet jej nie dotykała.

***

- Musisz mnie wysłuchać, córko. – rozległ się głęboki głos.

- Nie będę, nie mogę, nie! – krzyczała rozpaczliwie Azarathka. Coś jakby przytrzymywało ją w jednym miejscu, nie pozwalało na nawet najmniejszy ruch, a potem łapało okropnym ukłuciem w brzuch. Wtedy wydzierał się z niej krzyk gorszy, niż kiedykolwiek. Łzy leciały jej ciurkiem po policzkach, a postać okryta cieniem płomieni zbliżała się coraz bardziej.

- Posłuchaj mnie – Trygon trzymał na dłoni swoją zrozpaczoną córkę – Tym razem to nie ja narobiłem Ci problemów, sama to zrobiłaś.

- Nie mów tak! – obolała podniosła się resztkami sił i spojrzała ojcu prosto w oczy – Jesteś przyczyną każdego mojego kłopotu, od samych moich narodzin, aż do teraz!

Demon zaśmiał się srogo i odłożył ledwo trzymającą się w pionie Raven na ziemię otoczoną lawą. Kucnął, by ponownie złapać z nią kontakt wzrokowy. Szturchnął ją palcem i szepnął coś, czego dziewczyna widocznie nie chciała wiedzieć – runęła na kolana i wrzeszczała, że to nieprawda, że kłamie, że to niemożliwe, jak to, nie…

***

Po męczących dziesięciu minutach Raven nareszcie otworzyła oczy. Złapała za rękę Bestię i wykończonym głosem wypowiedziała tylko dwa słowa: „Musimy porozmawiać”. Potem ponownie zamknęła oczy i przytuliła się do niego, pozwalając swoim łzom swobodnie spływać po policzkach.

To będzie ciężka rozmowa.