V. Friends are the light of life

– Cześć mała, mogę wejść? – Zza drzwi pokoju Raven zajrzał Bestia.
- Skoro musisz – rzuciła sucho Rae nawet nie patrząc na gościa. Wyglądała na bardziej ponurą niż zwykle. Medytowała lewitując nad łóżkiem, a wokół niej dawała się dostrzec jakby jakaś poświata… Panował półmrok.
- Coś się stało? – zaniepokojony Beastie usiadł obok odwróconej do niego plecami koleżanki.
- Nic.
- Przecież widzę – nie dawał za wygraną. Widział, jak Jinx powaliła demonkę, ale uważał, że nie można się tym aż tak przejmować. Przecież i tak pokonali Rój. Rachel jakoś to nie poruszyło. Na słowa przyjaciela tylko zacisnęła pięści.
- Każdemu się zdarza – kontynuował zielony – Ważne, że już po wszystkim.
- Ty nic nie rozumiesz, Bestio – naskoczyła na niego słowami mocno zdenerwowana. Beast Boy zamilkł i lekko pogłaskał ramię nadal odwróconej przyjaciółki. Nie reagowała.
- Powiedz mi o co chodzi – próbował nadal Tytan, nadal słysząc tylko jej oddech. – Powiedz, bo jak cię złapię, to już nie puszczę.
Dziewczyna nadal milczała. Chyba nie wierzyła w odwagę Garfielda.
- Sama tego chciałaś! – krzyknął wesoło BB, po czym z całej siły przytulił współlokatorkę. Córka demona nie spodziewała się takiego obrotu sprawy, natychmiast próbowała się uwolnić z uścisku, przeklinając pod nosem przyjaciela. Jednak w środku czuła zupełnie coś innego – w jednej chwili zrobiło jej się milej.
- Dobra, skończ już. – dodała, gdy kolega w końcu puścił jej ramiona. Nadal nie wyglądała najlepiej. – Nie lubię przegrywać. To nie w moim stylu. Nie z moimi mocami. To nigdy nie powinno mieć miejsca.
- Nie bądź dla siebie taka surowa – wtrącił Logan, uśmiechając się mimo tego, że Raven nawet na niego nie spojrzała przez ten cały czas. Ze wszystkich sił chciał chociaż odrobinę poprawić jej humor. – i przestań się wiecznie zadręczać!
Wymawiając ostatnie słowa, Bestia rzucił się z rękami na Tytankę i zaczął łaskotać jej brzuch. Dziewczyna zachichotała pod nosem, miotając się w ucieczce przed palcami przyjaciela. Widząc to, chłopak znów wtulił się w jej plecy. Jakiś mały, blady uśmiech w końcu zagościł na twarzy Rae.
- Lepiej ci, mamusia? – zapytał półżartem nastolatek.
- Może trochę – odburknęła pocieszona połdemonka. W głębi (no bo demony duszy nie mają)czuła się o wiele lepiej, pomimo że nie było tego widać. W końcu spojrzała w oczy Bestii. Bardzo się cieszyła, że przyszedł.

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.