XXII. Who would have thought…

Slade bez skutku próbował skontaktować się z podopieczną. Dlaczego? Ano dlatego, że Raven najzwyczajniej w świecie o nim zapomniała i wyłączyła komunikator – była obrażona na Bestię. Jego również irytował taki obrót spraw. Gwiazdka nie rozumiała całej sytuacji. Najpierw lecieli na łeb, na szyję do wschodnich przyjaciół, by uratować przyjaciółkę i nagle wrócili z powrotem do domu bez niej. Robin podejrzewał jakiś podstęp, starał się wyczuć jakieś kombinacje – był pewien, że to wszystko to jakiś przekręt ze strony wroga. No, miał rację. A Cyborg… a Cyborgowi było wszystko jedno. Jedynie nieco denerwowała go napięta atmosfera w wieży.

Tytani Wschodu przyzwyczaili się już do obecności Rae. Ją natomiast niesamowicie wkurzał co rusz przystawiający się do niej Wodnik – przez niego miała jeszcze bardziej dość tej całej sytuacji. Oczywiście, przecież to, że podporządkował ją sobie zły psychopata, to, że chłopak nie chce jej znać czy to, że musi się męczyć udając, że absolutnie wszystko jest w porządku nie wystarczy – trzeba jeszcze nieudolnie próbować ją poderwać. Ech, co za życie. Muszę wziąć się w garść.
Rachel poprosiła o zebranie w salonie. Tłumaczyła się znowu jakąś wymyśloną historyjką (te wymyślanie również już doprowadzało ją do szału), że ma problemy z medytacją i że wybiera się na całą noc do pewnego miejsca, by ogarnąć swoje myśli. Rany, jakie to już nudne. Zmyślanie jest okropne.
Tak naprawdę, nastolatka postanowiła wreszcie spróbować uwolnić się z łapsk szantażysty. Wiedziała, że sama nie da rady, ale miała pewien plan – jeżeli wszystko pójdzie po jej myśli, powinien się powieść. Demonka przypomniała sobie o pewnej osobie, która mogłaby przydać się w tej „misji”. Pewnej osobie, która doskonale Slade’a zna. Pewnej osobie, której moce połączone z mocami Raven z łatwością zmiotłyby jego nikczemne plany.
Azarathka namierzyła położenie złotowłosej byłej Tytanki i natychmiast przeteleportowała się w pobliże jej mieszkania i zapukała.
- Czego chcesz, Roth? – rzuciła beznamiętnie zaskoczona wizytą Terra.
- Jak pewnie się domyślasz, nie jestem tu dlatego, że się stęskniłam – zaszydziła Rachel – Mam dla ciebie propozycję.
- No więc? – blondynka oparła się o futrynę.
- Mam… mały problem z pewnym osobnikiem, którego dobrze znasz. – przełknęła ślinę – Jeżeli pomożesz mi się z nim rozprawić, dostaniesz cokolwiek sobie wymyślisz.
- Hmm… – rozmyśliła się była Tytanka. Czego mogła sobie zażyczyć? Miała wszystko co było jej potrzebne do życia. Miała swoich przyjaciół… chociaż… chwila – kogoś jej brakowała. Tak, to była myśl.
- Dobra, pomogę ci ze Slade’m – niemal krzyknęła do zniecierpliwionej pół-demonki – ale pod warunkiem, że później będę mogła spotkać się z Bestią.

Raven trochę przytkało. Wiedziała, co kiedyś razem przeszli. Beastie był zakochany w tych zimnych, jasnoniebieskich oczach. Stwierdziła jednak, że przecież teraz Beast Boy kocha ją, swoją małą Rae-Rae, nie Terrę. Zgodziła się.

I popełniła błąd.

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.