XXVII. What should I do?

Z góry Was strasznie przepraszam, że wpisy są tak nieregularne, ale sami wiecie jak to jest – szkoła.
____________________________________________________________________________________

Rany, co ja narobiłem? Dlaczego? Co we mnie wstąpiło? Jak ja mogłem?

__________

Kiedy zrobiłam coś źle? Dlaczego zawsze wszystko niszczę? Po co angażowałam się w tak chorą relację?

__________

W salonie wieży Tytanów panował wyjątkowy nieporządek. Wszystko dlatego, że Robin czegoś szukał, a gdy on czegoś szuka to każda rzecz, która stanie mu na drodze ląduje na ziemi, kanapie… gdziekolwiek się da.

- Człowieku, co ty najlepszego robisz? – zdziwił się Cyborg kładąc na stole talerz z parującym sushi.

Grayson na to tylko burknął, że jest zajęty. Victor nie przejął się tym specjalnie i zawołał przyjaciół na kolację.

- Nie mam apetytu – mruknął zza progu Bestia.

- Stary, zrobiłem nawet wege wersję – zmartwił się robot.

Zielony wzruszył ramionami w geście obojętności i odszedł do swojego pokoju.

- Co z nim? Przecież zawsze lubił rybne rzeczy bez ryby.

- Nie mam pojęcia, ale u Raven też nie wszystko jest w porządku, a przynajmniej tak mi się wydaje – posmutniała Gwiazdka, która właśnie wleciała do jadalni.

- Generalnie w naszym domu dzieją się ostatnio dziwne rzeczy – słusznie zauważył lider – po pierwsze Bestia i Raven ciągle coś mącą, a po drugie cały czas znikają różne rzeczy, chociażby kluczyki od mojego motocykla.

- Ojejku, zostawiłeś je u mnie w pokoju, głuptasie – wtrąciła Starfire, na co Robek dostał rumieńców czując na sobie wzrok wyższego kolegi.

- No, tylko uważajcie tam – zaśmiał się Cybuś – za bachora na razie robi nam tu Bestyjka.

- Spokojna głowa twoja – oburzył się Rob. Kosmitka tylko się uśmiechnęła.

- Raven! Kolację podano!

Cisza.

- Raaaaveeeen!

Nadal tylko milczenie.

- RAAAAAAVEEEEEN!

- DACIE MI W KOŃCU SPOKÓJ?! – wrzasnęła demonka na tyle stanowczo, by przyjaciele rzeczywiście odpuścili sobie namawianie jej do jedzenia.

- A nie mówiłam? – szepnęła Gwiazdeczka. – w naszym domku naprawdę ostatnio dzieje się niedobrze.

- Masz rację, skarbie – podtrzymał rozmowę czarnowłosy – Musimy się jakoś dowiedzieć co się z nimi wydarzyło.

- Dobry pomysł – dodał Victor.

Resztę kolacji pozostała część drużyny przemilczała. Istotnie, nie wyglądało to dobrze, a Tytani przecież nawet nie wiedzieli o związku Beast Boy’a i Rae. Najgorsze było to, że po ostatnim incydencie na twarzy Azarathki pozostał dość widoczny ślad. Postanowiła pozostać w swojej sypialni na tyle, aż rana się zagoi.

Ale czy chodzi tylko o sznytę na policzku?

Garfield zostawił po sobie nie tylko fizyczną krzywdę.

Zdecydowanie mocniejsze były urazy psychiczne.

Pokochał.

Zdradził.

Twierdził, że nadal kocha.

Uderzył.

I co ja mam teraz ze sobą zrobić?

4 Komentarze

  1. Szkoda, ze takie krótkie, ale rozumiem ze do pisania dłuższych opowiadań trzeba niestety zarówno czasu jak i pomysłu. Podobny problem z resztą mam na swoim blogu, ten nieszczęsny brak czasu >.>
    Co do samej treści to niby coś jest, niby nie a sprawia to, że chce się więcej bo w sumie nic nie ruszyło dalej i nie wiem czy się pogodzą czy nie. Znając ich charaktery to będzie ciężko im się teraz dogadać… W sumie za tą ich „chorą” relację ich lubię. Nigdy nie wiadomo co się stanie i kto rozpocznie kłótnie xD
    Czekam na next :)

    • Ja sama się wkurzam niesamowicie, że nie mam jak Wam przekazać tego co chcę, czas, czas, czas, potrzebuję czasuuuuu!

      • Powiem ci jednak, że czasami lepiej się nie spieszyć i opisać wszystko tak jak się chce niż ścigać się z tym wkurzającym czasem. Wiem coś o tym gdyż u mnie pewnie historia inaczej się potoczyła gdybym wrzucała szybciej rozdziały a tak to daje sobie czas na przemyślenia. ^^

        • ja przy toku historii zostaję, ale jakbym miala pisac rozdziały tak dlugie jak bym chciała to posty pojawiałyby się raz na miesiąc, a tego nie chcę. wolę zrobić 2 krótkie w niedużym przedziale czasu niz 1 długi raz na miesiąc.
          Ojezu moja składnia cierpi.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.