XXXV. Girl, what’s wrong with you?

Wieczór zbliżał się wielkimi krokami. Po przybyciu Terry w wieży zrobiło się jakoś niespokojnie, co jakiś czas słychać było typowe dla blondynki narzekanie na wszystko – jednym słowem jej wizyta cieszyła tylko i wyłącznie Gwiazdkę. Około godziny osiemnastej do drzwi zapukała różowowłosa czarownica, na co Star zareagowała jeszcze większym entuzjazmem. Uściskała gościa niesamowicie mocno i od razu zaprowadziła do salonu, w którym trwały ostatnie przygotowania do imprezy. Jedwabek plątał się gdzieś w kuchni podjadając smakowite kąski podrzucane mu przez Bestię, Cyborg kończył smażyć, gotować i piec potrawy a Robin to wszystko… kontrolował. Na stole leżały już 4 pizze, miska sałatki z chińskiego makaronu, kopiasty talerz naleśników i butelka syropu klonowego (w końcu świętowanie ma trwać aż do śniadania), a także wszelkiego rodzaju przekąski takie jak paszteciki z ciasta francuskiego, chipsy czy klopsiki. Oczywiście nie mogło zabraknąć także ciast owocowych. Do wyboru do koloru: borówkowe, truskawkowe, bananowe, cytrynowe i kilka innych placków już nęciło swoim cudownym, smakowitym zapachem. Zielony ledwo się powstrzymywał przed spałaszowaniem większości z nich.

Tylko Raven na razie nie brała udziału w tym całym zamieszaniu. Siedząc w swojej zacienionej sypialni oddała się wyjątkowo dobrej książce. Nim się obejrzała, na zegarze wybiła godzina dwudziesta druga, co zwiastowało rozpoczęciu Święta Pjągcorga (tak, to na pewno był Pjągcorg!). Demonka westchnęła ciężko, odłożyła powieść na biurko i udała się do pokoju wspólnego, gdzie siedzieli już Cyborg, Bestia, Robin, Gwiazdka, Jinx i Terra.

- A gdzie Żądło? – zdziwiła się nieco.

- Dzwoniła, że akurat jej coś wypadło – odpowiedział Cyborg.

- O, jaka szkoda. Miałam ochotę z nią porozmawiać, dawno się nie widziałyśmy.

- Czyżby? – wtrąciła Terra. – Z tego co wiem, to dopiero co odwiedziłaś Tytanów Wschodu.

- Patrz na siebie, co? – Rachel zacisnęła zęby.

- No przestań Rae, przecież wiesz jak cię lubię – uśmiechnęła się szyderczo.

- Szkoda, że bez wzajemności.

- Dziewczęta, przestańcie – zmartwiła się Starfire łagodząc sytuację gestem. – Spójrzcie jaki piękny wieczór dziś mamy, cieplutko, gwiazdy świecą… Może wyjdziemy na spacer na dobry początek świętowania?

Uczestnicy przyjęcia zgodzili się na propozycję kosmitki. Niemal od razu w korytarzu zrobiło się ciasno, każdy przecież musiał ubrać buty.

Na dworze było około dwudziestu pięciu stopni, jak przystało na środek lata. Niebo wyglądało rzeczywiście wspaniale – białe, ogromne tego wieczoru gwiazdy świetnie kontrastowały z granatowym niczym peleryna Raven otoczeniem. Księżyc oświetlał planetę na tyle mocno, że lampy uliczne wcale nie musiały dziś być włączane. Jump City uspokoiło się, ludzie porozchodzili się do swoich mieszkań, dzięki czemu chodniki i alejki były absolutnie puste, niczym opuszczone dzielnice Azarathu. Raz na jakiś czas dało się słyszeć pomrukiwania nocnych zwierząt, czasem przelatywały nietoperze, dały się dostrzec bezdomne koty poszukujące jakiegoś pożywienia. Kori oczywiście bardzo przejęła się ich losem, więc wstąpiła do sklepu nocnego i kupiła im kocie przysmaki, na co reszta ekipy reagowała uśmiechem.

Kiedy zegar ratusza miejskiego wskazał północ, Tytani razem z Terrą i Jinx postanowili powrócić do domu.
Przyjęcie rozpoczęła się – zabrzmiała muzyka, co poskutkowało niechęcią Raven do czegokolwiek, chłopcy rzucili się na jedzenie, a dziewczęta (poza Rachel of course) śmiały się z zaistniałej sytuacji. Po chwili Jinx wpadła na pomysł.

- Słuchajcie, ostatnio jak byłam na podobnym spotkaniu, to graliśmy w „prawda czy wyzwanie”, to całkiem fajna gra. Przy okazji poznamy się trochę lepiej.

- Ojej, to świetny pomysł, przyjaciółko! Co wy na to, kochani?

- Ja jestem za! Przydałaby się jakaś integracja w tej grupie – Tara rzuciła przeszywające spojrzenie w stronę Roth.

- W sumie to niezły pomysł – przyznał Rob.

- Racja! – zgodnie rzucili Victor i Garfield.

- Ech, no niech wam już będzie.

- Wspaniale! – ucieszyła się gospodyni.

- To kto zaczyna?

- Może ty, Star? To w końcu ty organizujesz tę imprezę.

- Słusznie! Gwiazdko, zaczynaj!

- No dobrze – poddała się – A więc wybieram… Robina.

O kurczę, wysiliłaś się, Gwiazdko.

- Słucham.

- Pytanie czy wyzwanie?

- Pytanie.

- Hmm… Czy wybierzesz się kiedyś ze mną na moją planetę?

- Oczywiście, że tak, słońce.

- Nie słońce, Tamaran, głuptasku.

Wszyscy wybuchnęli śmiechem wprawiając Gwiazdeczkę w osłupienie. Z czego oni się znowu śmieją??
Po chwili kontynuowano zabawę. Rzuconych zostało kilka średnio ciekawych pytań i zadań pokroju krzyknięcia przez okno „Jestem osłem”, przyznaniu się do potajemnego słuchania Justina Biebera przez Jinx, oświadczeniu się misce przez Cyborga… Aż w końcu doszło do Rae. Pytanie miało paść od czarownicy.

- No więc… Czy byłaś kiedykolwiek z kimś tak blisko, jak z Bestią?

- Nie.

- No jak to nie? – oburzyła się Terra – W tej grze się nie kłamie, złotko!

- Tyle, że ja nie kłamię.

- Obie wiemy, że jest inaczej.

- Raven? – demonka wstała czując na sobie oczy innych.

- Nie będę bawiła się z wami w te durne gry.

- No ale Raven! – krzyknęła zrozpaczona Gwiazdka – to dopiero pierwsza zabawa! Zostań, proszę!

- Chwila, chwila, kto nie odpowiada, ten ma karę, co nie? – wtrąciła się znowu Markov.

- Dziewczyno, co z tobą jest nie tak? Nie chce odpowiadać to niech nie odpowiada. – Zwrócił jej uwagę Cybek.

- Dzięki. – rzuciła Roth siadając na kanapie.

- Może zagrajmy w coś innego? – ta sugestia padła od Bestii.

Zielony, widząc zakłopotanie swojej dziewczyny, poczuł się nieco zagrożony. Zostało mu tylko zastanawiać się teraz czy chodzi o Terrę, czy o Wodnika. Przez ciało Beast Boya przeszły dreszcze – nadal gdy myślał o swoim wodnym koledze miał ochotę uderzyć go prosto w twarz, mimo tłumaczeń Rae. „Nic się nie wydarzyło, nigdy bym cię nie zdradziła, za nic”… Słowa, słowa…

- Ma ktoś ochotę na nachosy? Zaraz włączymy jakiś fajny film.

Rozmyślania Logana przerwał Grayson. Teraz głównym zagadnieniem był wybór produkcji kinowej. Komedia? Horror? Romans? Akcja? Rany, za dużo tego wszystkiego. Wybrano w końcu jakiś film miłosny, więc nic dziwnego, że BB sobie smacznie usnął. Obudził się dopiero jakieś dwie godziny później i to w sytuacji całkowicie odwrotnej do tej, w której zasnął.

7 Komentarze

  1. super super super! nie mogę żyć bez twojego bloga, odwiedzam go co kilka godzin <3 mega fabuła, pomysłowe wątki. Oby tak dalej ;)

    • Kurczę, dziękuję! Aż nie wiem co powiedzieć, serio mnie bardzo motywujecie… Zakładając bloga myślałam, że nikt mnie nie będzie czytał :< <3

  2. *w przerwie między jednym zadaniem a drugim*
    Mòwiłam już, że kocham cię za to że tak często wstawiasz notki? <3
    Dołączam się do życzenia Mirales! Za spokojnie tu XD

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.