XLII. What would you do without me?

Noc minęła okropnie szybko. Po finale imprezy przyjaciele wrócili do domu bardzo zadowoleni, zwłaszcza Raven czuła ogromną euforię – w końcu odbyły się w końcu jej pierwsze, prawdziwe urodziny, takie jakie powinny być zawsze. Do tego po powrocie Bestia zaprosił ją do swojego pokoju i jakoś tak wyszło, że zasnęła już tam. Kiedy rano wreszcie weszła do własnej sypialni, domyśliła się, co na celu miał jej chłopak – nowe lustro już wisiało na miejscu starego. Kurczę, wyglądało przepięknie.

Dziewczyna przejrzała się w lustrze i westchnęła. Jak to w ogóle możliwe, że ona, córka intergalaktycznego demona, zrodzona by siać zniszczenie, ona, wiecznie zimna, sarkastyczna, doczeka się tak wspaniałego życia? Piątka cudownych przyjaciół, w tym druga połówka, która dba o nią jak o największy skarb… Lepiej raczej być nie może. Przez jej głowę przebiegały myśli pokroju „Czym ja sobie na to zasłużyłam?”, ale przerwało jej pukanie do drzwi. Hej, przecież jest dopiero 6:30, kto to?

- I jak, podoba ci się? – próg przekroczył zaspany Beast Boy.

Demonka rzuciła mu się w ramiona.

- Oczywiście, że tak – odpowiedziała – Dlaczego ty nie śpisz? To nie w twoim stylu, jest bardzo wcześnie.

- Tak jakoś wyszło. – Objął nadal patrzącą w odbicie Rae w talii i oparł brodę na jej barku. Zachwycała go jej niesamowita uroda, jej figura, jej twarz, jej włosy, jej wszystko. Ledwo panował nad sobą widząc koronkową, czarną bieliznę na bladym ciele, a ona doskonale o tym wiedziała. Położyła jego dłoń na swoim biodrze i czekała na dalszy rozwój wydarzeń. BB delikatnie zjechał na dół, dotknął jej ud, a następnie wrócił ręką na brzuch.

- Wiesz co? – zagadał ciągnąc dziewczynę subtelnie w stronę łóżka – chyba nadal chce mi się spać. Dokończymy naszą… rozmowę trochę później. Co ty na to, skarbie?

Rety, Garfield naprawdę trochę wydoroślał. Wyrażał się ładniej, zachowywał się dojrzalej, przestał traktować innych jak obiekt żartów… A nie, nadal czasem mu się to zdarza. Nieważne, zostańmy przy tym, że nie wydurnia się już jak gówniarz, potrafi zachować powagę, jeżeli sytuacja tego wymaga. Azarathka jednak nadal potrafiła wyczuć jego poczucie humoru, nawet najlżejszy uśmiech czy przyśmiewkę. Pozwoliła mu położyć się w swojej pościeli, spojrzała jeszcze raz na prezent urodzinowy i dołączyła do niego.

A właśnie! Przecież lustro nie było jedynym upominkiem – Logan podarował jej coś jeszcze. Rav wstała raz jeszcze i wyciągnęła z szuflady kartę z hotelu. Termin nie był jeszcze zarezerwowany, powiedziane zostało tylko to, że wypad ten musi odbyć się w weekend. Chwila, jaki dziś dzień? Chyba niedziela. Hm…

Skoro jest niedziela, to wyjazd może się odbyć chociażby w najbliższy piątek. Tytani raczej nie mają żadnych planów, z wrogami (jeżeli w ogóle zaatakują) Gwiazdka, Robin i Cyborg poradzą sobie doskonale sami, nie widać absolutnie żadnych przeszkód. Muszę porozmawiać o tym z Bestią.

***

Na zegarach wybiła godzina dwunasta. Kiedy ja w ogóle zdążyłam zasnąć? Raven spojrzała na swojego chłopca nadal słodko śpiącego obok niej i przeczesała palcami jego włosy. Nagle ujrzała, że na podłodze leżało… coś. Aaa, to tylko karta hotelowa. A, tak! Przecież para miała o tym porozmawiać w dzień.

- Bestio, czas wstawać – szturchnęła chłopaka nastolatka – już południe, powinniśmy zejść na śniadanie.

- Jeszcze pięć minut, proszę – jęknął zielony, na co demonka zaśmiała się pod nosem. – Zaraz zaraz, co tu jest grane? Gdzie ja… a, no tak. Przecież przyszedłem do ciebie. Dzień dobry, kochanie – cmoknął ją w policzek. W tle dało się słyszeć dziwaczne pomrukiwanie – Wiesz co, może z tym śniadaniem to nie taki zły pomysł… Chyba trochę zgłodniałem.

- No widzisz, co ty byś beze mnie zrobił…

- Absolutnie nic – przytulił ją.

- Dobra, chodź już – odepchnęła go – bo skończy się na tym, że nigdy nie zejdziemy do tej jadalni.

- No niech ci będzie.

3 Komentarze

  1. Bardzo przyjemny lekki rozdział. Idealny na poczytanie przed snem. Ale coś tak za spokojnie… wyczuwam ze coś sie w tym hotelu wydarzy XD

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.