XLVI. I enjoy our lonely moments together.

Nadal +18, niestety muszę o tym informować przy każdej tego typu notce.
Rozdział pisany przez kogoś innego niż ja, za zgodą oczywiście, po moich delikatnych przeróbkach.

___________________________________________________________________________

Raven i Bestia, mimo bardzo miłych doznań jakie odczuwali, mieli świadomość tego, że obydwoje pierwszy raz mogą być z kimś tak blisko, a do tego z tak bliską osobą. Logan był delikatny, a każdy ruch bardzo ostrożny. Chłopak wiedział doskonale o tym, że dla jego ukochanej to całkowicie nowe doznanie. Jego zmysłowość oraz wyczucie, chwilami na tyle przyjemne sprawiało, że demonka potrafiła całkowicie oddać się rozkoszy wydobywającej się z aktu. Delikatne wbijanie paznokci w plecy przyprawiało nastolatka o dreszcze. Żadne z nich nie chciało, żeby to się skończyło, mogliby pozostać tak blisko już na zawsze. Dopełniali się. Beast Boy zachwycał się swoją kobietą, jej ciałem, zapachem jej skóry, jej spojrzeniem… Ona również nie pozostawała obojętna. Odwzajemniała każdy ruch najlepiej jak potrafiła.

To nie był tylko seks.

Oboje po wszystkim odrazu padli sobie w ramiona. Bestia wyszeptał tylko cichym i wyraźnie zmęczonym głosem „Kocham cię”. Raven nie potrafiła ukryć uśmiechu na swojej twarzy, którą subtelnie oświetlało światło z łazienki. Nie odpowiedziała, po prostu uścisnęła go mocniej.

***

Rankiem, od razu po otwarciu swoich oczu Rae zastanawiała się, czy to wszystko było prawdą.

Czy wczoraj naprawdę się z nim kochałam?

To nie był sen?

Coś jeszcze nie dawało jej spokoju. No bo skoro to prawda…

-Gdzie do cholery jest Bestia?

Ledwie zdążyła wpuścić tę myśl do głowy, a drzwi od pokoju delikatnie się uchyliły. Tak, to Bestia.
Spojrzała na niego i zauważyła, że miał ze sobą talerz z omletem na słodko i szklankę soku pomarańczowego. Można by pomyśleć, że to nic szczególnego, lecz Rae wiedziała, że jej chłopiec starał się i jego intencje były jak najbardziej pozytywne.

- Dzień dobry, kochanie – przywitał się siadając na łóżku. Podał Azarathce śniadanie i runął na poduszkę. – Jesteś naprawdę niesamowita, Rae. Nie wiedziałem, że…

- Ja też nie – przerwała mu.

Zielony na to tylko uśmiechnął się wymownie.

- To co, dzisiaj SPA? – mruknął przeciągając się.

- Myślę, że to dobry pomysł.

- Idę się ogarnąć, a ty zjedz spokojnie. Jak będziesz gotowa, to pójdziemy. Cieszę się, że mamy okazję spędzić tyle czasu tylko we dwoje.

- Uwierz mi, ja też.

4 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.