LIV. What was that actually, dude?

Spokój oczywiście nie trwał długo – po 2 minutach od zakończenia rozmowy na całą wieżę zawył alarm. Bestia poczuł się trochę niepewnie, w końcu przez te trzy dni zdążył się mocno rozluźnić. Raven natomiast nie przejęła się tym zbytnio – ot, tytanowy chleb powszedni. Już zapomniała o porwaniu, zapomniała o problemach, chciała się tylko zrelaksować; nieważne czy w pokoju, czy na polu walki.

Po chwili z salonu dał się słyszeć znany przez nas okrzyk Robina, więc wszyscy bohaterowie wylecieli/wybiegli z domu za swoim liderem w kierunku miejsca zbrodni. Beast Boy koniecznie chciał zatrzymać Raven w domu, z pięćdziesiąt razy pytał ją czy wszystko w porządku, czy aby na pewno chce iść bla bla bla… Ona oczywiście nie zawahała się ani razu. W sumie to jakoś im umknęło jaka właściwie to akcja – kto i co zaatakował? BB zaczął wypytywać lidera i pozostałą część drużyny, ale nie uzyskał konkretnej odpowiedzi. Naburmuszył się tylko i pędził dalej.

Zdziwił się trochę, gdy na miejscu zobaczył tylko jakiegoś faceta w średnim wieku. Wszyscy spojrzeli pytająco na kapitana, ale on sam nie wiedział co ma powiedzieć.

- Przyrzekam, że wezwanie dobiegało właśnie z tego miejsca – tłumaczył się nieporadnie – Rozglądnijmy się, może rzeczywiście coś się tu wydarzyło…

- Na moje oko to wszystko jest w jak najlepszym porządku – zauważył Cyborg.

- Robin, jesteś pewien, że to było wezwanie, a nie piknięcie wyczerpującej się baterii?

Lekki chichot po kwestii Rachel delikatnie wyprowadził Graysona z równowagi. Postanowił, że po prostu zapyta obecnego na miejscu mężczyznę.

- Przepraszam, czy wszystko w porządku? – zapytał grzecznie.

- Jak najbardziej – usłyszał w odpowiedzi – Nie widzieliście gdzieś blondynki wyglądając na około 20 lat?

- A coś się wydarzyło? – Gwiazdeczka stanęła na ziemi.

- Nie. Rozmawialiśmy, powiedziała, że zaraz wróci, odeszła i nie wróciła.

W tym momencie Robin wysłał Tytanom wymowne spojrzenie.

- Dobrze, ale jakby coś się działo, to proszę mówić – dokończył – Do widzenia panu!

***

- Co to w ogóle było, stary? – oburzył się Bestia – Tylko po to wychodziliśmy z domu?!

- Musimy znaleźć tę dziewczynę.

Team przytaknął i wszyscy wyruszyli na poszukiwania. Garfield od niechcenia zmienił się w zielonkawego labradora i próbował wywęszyć poszukiwaną, na szczęście – ze skutkiem. Zawył wzywając przyjaciół i odkrył, że dana „dwudziestoletnia blondynka” siedzi skulona w ślepym zaułku pomiędzy dwoma kamienicami. Drużyna naradziła się i zgodnie stwierdziła, że najlepiej będzie, jeżeli pierwsza podejdzie Starfire. Dziewczyna ma naprawdę dobre podejście do ludzi.

- Przepraszam? – napomknęła, by nie wystraszyć odnalezionej – Czy możemy porozmawiać…?

- GWIAZDKA! – młoda kobieta rzuciła się kosmitce na szyję – Jak dobrze, że cię widzę! Przepraszam, że was wezwałam, ale…

- Spokojnie, już jest wszystko dobrze, nie denerwuj się – rzekł Robin głosem bohatera (mimo kpin ze strony demonki) wkraczając w ciemny kąt – Opowiedz dokładnie, co się wydarzyło.

- No więc – Nieznajoma wypuściła ciężko powietrze z płuc, by trochę się uspokoić – Pewnie nie widzieliście tego…

- Dziwnego typa dwie przecznice stąd? – Przerwał jej Zielony.

- Tak, właśnie jego. Napisał do mnie wczoraj, czy możemy się spotkać, podszywając się pod mojego starego znajomego. Byłam pewna, że piszę z kolegą z klasy z podstawówki. Gdy jednak przybyłam na miejsce, wyżej wspomniany Ralph okazał się jakimś czterdziestoletnim zboczeńcem: usiadłam do stolika czekając na kolegę, a on się dosiadł i zaczął wygadywać jakieś obrzydliwe rzeczy! Poczułam się zagrożona i pierwsze co mi przyszło do głowy, to wy…

- Bardzo dobrze zrobiłaś, kochana…

- Angelina, mam na imię Angelina.

- Angelino. Dobrze, że nie dopuściłaś do czegoś gorszego. – Urwała Gwiazdka.

Podczas, gdy Tytani próbowali uspokoić trochę nowo poznaną kobietkę, Bestia przetwarzał nowe informacje. Telefon, SMS, podejrzane wiadomości… To wszystko pasowało pod ostatni scenariusz odegrany w hotelu! Oj, nie brzmi to dobrze. Nim chłopak się obejrzał, Robin wziął dziwnego faceta na pogadankę. Już chwilę później w zielonym mózgu powstał dokładny plan działania.

5 Komentarze

  1. „Już chwilę później w zielonym mózgu powstał dokładny plan działania.” To mi się najbardziej spodobało :D

  2. O matkooo… Dawno mnie tu nie było. Wybacz. Już nadrobiłam zaległości ^^
    Może mam coś z mózgiem, ale miejscami wiało nudą. Bez obrazy.
    Taa.. jakby u mnie też coś ciekawego się działo…
    Cóż, czekam na next!
    (- nie umiem pisać treściwych komentarzy ._. -)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.