Ostatnia Notka Specjalna #10 – Special One Shot – Life is a Fairytale.

Kochani czytelnicy!

To już ostatnia, dziesiąta Notka Specjalna. Ten moment jest dla mnie… Przełomowy. Pięciocyfrowa liczba na liczniku odwiedzin to jest naprawdę coś. Dziękuję Wam za to, że mnie czytacie! Gdyby nie Wy, skończyłabym to fanfiction już dawno temu. 10 000… Nie do wiary!

Postanowiłam przypieczętować to wydarzenie one shotem. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Wybaczcie, że wstawiam go dopiero teraz, gdy na liczniku jest już ponad 10 300 wizyt.

Dziękuję Wam!

Wasza Kiniaa33

_______________________________

Mam dla Was wiadomość. Sądziliście, że dziwnym uczuciem jest obudzenie się w innym miejscu, niż zasnęliście? Otóż nie. Naprawdę dziwnym uczuciem jest obudzenie się w innym wymiarze. Tak właśnie. Otworzyłam oczy, mruknęłam coś pod nosem, niechcący szturchnęłam łokciem śpiącego jeszcze Bestię, i dopiero zrozumiałam, że oboje leżymy na trawie. Cholera, ale to nie była zwykła trawa – ta trawa była bladoróżowa. Pierwsza myśl: Może Gwiazdka znowu bawiła się moją księgą z zaklęciami? Ale hej, niby dlaczego w takim razie spałam na gołej ziemi… A może ja nie spałam? Sama już nie wiem.

- Bestio, obudź się – potrząsnęłam nim. Byłam coraz bardziej poddenerwowana tą dziwaczną sytuacją. Zielony jeszcze z zamkniętymi oczami przeciągnął się leniwie, dopiero po jakimś czasie łaskawie otwarł swe ślepia. Muszę przyznać, że minę miał komiczną, zapewne podobną do mojej zaraz po przebudzeniu. Stłumiłam delikatny uśmiech i spojrzałam na swojego chłopaka.

- Co tu jest grane…? – zapytał zaspanym głosem.

- Sama chciałabym wiedzieć.

Spojrzał na mnie jak na durnia. No cóż, powiedziałam prawdę. Nie miałam pojęcia gdzie jestem, co tu robię ani skąd się tu wzięłam. Odruchowo wyciągnęłam komunikator. Tak jak myślałam – o zasięgu mogłam sobie najwyżej pomarzyć. Zauważyłam tylko jednego nowego smsa i natychmiast go otworzyłam; był od Robina. Jego treść? Jak pewnie się domyślacie, nic konkretnego: „Przepraszam Was”. Nic więcej. Głupi.
Z drugiej strony, może to jakaś wskazówka? Wiadomość była jakby ucięta – Rob zawsze używa znaków interpunkcyjnych. Może wysłał to przez przypadek i ciąg dalszy miał zostać dosłany, ale dopadł go bezzasięg? Nie miałam pojęcia. Bestia również sprawdził swój sprzęt, ale do niego nie przyszło nic. Postanowiliśmy wspólnie poszukać jakiejś informacji, znaku, wskazówki, czegokolwiek co mogłoby nam podpowiedzieć gdzie jesteśmy.
Wszystko wygląda nadzwyczajnie. Nie wydaje mi się, żeby był to ziemski wymiar.

Wstałam i otrzepałam się z kurzu, a Bestia wziął ze mnie przykład. Obejrzeliśmy się dookoła, ale nie zauważyliśmy niczego znajomego. Wszędzie tylko bezkresne pole, pudroworóżowa łąka, kolorowe kwiatki, o, nawet przebiegła jakaś… Sarna? Coś na jej wzór w każdym razie, bo zwyczajna na pewno nie była. Tutaj wszystko było jakieś… Inne. BB zrobił się małomówny, co zdarza mu się również nieczęsto. Niepokoiła mnie ta cała sytuacja.

Nareszcie coś! Usłyszałam powiadomienie z komunikatora. Tym razem moje przypuszczenia także okazały się trafne – przyszła kontynuacja pierwszej wiadomości od Robina. Niestety zasięg jak łatwo przyszedł, tak łatwo uciekł. Czym prędzej otworzyłam więcej przybyłego smsa. A brzmiał on tak:

„, Gwiazdka wcale nie chciała umieścić Was w tej baśni, jest jej bardzo przykro… Mamy nadzieję, że sobie poradzicie. Czekamy na Wasz powrót, powodzenia!”

No to klops.

Ale hej, przynajmniej dobrze zgadłam, że to Gwiazdka coś zmajstrowała. Tylko teraz nasuwały się pytania: jaka do cholery baśń? W czym sobie poradzimy? Chyba rzeczywiście długo spałam… Lub byłam nieprzytomna.

Podzieliłam się newsami z chłopakiem. Pierwszy raz sobie cokolwiek przypomniał!

- Cybek coś mi opowiadał o księdze magicznych baśni… Z tego co kojarzę, to osoby, które dostały się do niej, żeby z niej wyjść muszą przeżyć jej fabułę… Czy coś takiego.

Kurczę, coraz lepiej. Po pierwsze, nikt mnie o istnieniu takiej księgi nie poinformował, a tym bardziej o tym, że mamy takową w domu. Po drugie – świetnie! Wylądowaliśmy w jakiejś drętwej bajeczce, a do tego musimy odwalić jakąś historyjkę do niej. Fenomenalnie.
Dobrze byłoby dowiedzieć się, gdzie w ogóle jesteśmy. Znam dużo baśni i bajek, ale nie kojarzę takich szczegółów, jak… Różowe roślinki. O rany, w niezłe bagno wdepnęliśmy.

Beast Boy usiadł ponownie na przesadnie uroczej ziemi i zaczął grzebać w komunikatorze. Szukał lokalizacji? Niee! To nie w jego stylu. Ten głupol wygooglował sobie najpopularniejsze baśnie. Znowu zachciało mi się śmiać. Kucnęłam obok niego i oparłam głowę na jego barku. Kopciuszek? Niee, nie zaczynałoby się od łąki. Piękna i Bestia? Zbyt oczywiste. Roszpunka? Na pewno nie.
Więc gdzie my jesteśmy?
Zamknęłam na chwilę oczy i pomasowałam się po skroniach. Wpadliśmy jak śliwka w kompot. Chwila… Co jest?…

***

O RANY! Znowu zasnęłam? Cholera jasna, niech ten dzień się już skończy. Gdzie jest Bestia? Gdzie ja jestem? Przecież przed chwilą byłam na łące, a teraz nagle obudziłam się w jakimś pokoju? Jeny, ile tu błyskotek. Prawie wszystko złote. Ktoś puka. Może to Bestia? Wstałam i poszłam otworzyć. Dlaczego mam na sobie jakąś wstrętną, pstrą sukieneczkę? I chyba zmalałam…

- Witaj córeczko, wszystkiego najlepszego z okazji piętnastych urodzin – do pokoju weszła jakaś kobieta i
przytuliła mnie – zbierz się i zejdź do jadalni, czekamy razem ze służbą i ojcem.

Chwila, chwila. Jaką znowu służbą i ojcem? Ktoś tu chyba stroi sobie ze mnie żarty… I nadal nie wiem, gdzie jest mój chłopak. Przeczesałam włosy (z resztą jakoś przydługie jak na mnie), ubrałam leżące obok łóżka buciki i poszłam na poszukiwania owej jadalni. Po drodze zgubiłam się ze trzy razy, zdążyłam zauważyć, że utknęłam w jakimś pałacu, czy coś w tym guście… Aż w końcu znalazłam szukane pomieszczenie. W środku, przy ogromnym stole siedziało już pełno ludzi, widocznie na mnie czekali. Przy samym wejściu lokaj przywitał mnie słowami „Jak się spało, wasza wysokość?”, co zdziwiło mnie jeszcze bardziej. Usiadłam na wskazanym przez znajomą mi już kobietę miejscu przy stole i słuchałam jej opowieści.

Babeczka opowiadała, że nie wie jak to możliwe, że to już piętnaście lat od kiedy jestem na świecie, że tak szybko dorastam, za chwilę stanę się kobietą, nawet wspomniała coś o jakichś wróżkach, a ja siedziałam z kamienną twarzą, by tylko nie wybuchnąć śmiechem. Nie miałam pojęcia kim są ci ludzie. Gdy moja (tak podejrzewam) matka skończyła historię mojego dotychczasowego życia, od stołu wstał mężczyzna i wręczył mi diamentowy diadem. Służba założyła mi go na głowę i zaczęła się uczta.

***

Gdy przyjęcie się zakończyło dochodziła już godzina 15. Moi rodzice, którzy okazali się parą królewską, musieli pilnie opuścić zamczysko w celu odbycia jakiegoś spotkania. Jakoś mnie w sumie mało to interesowało.
Jak się później dowiedziałam, w pałacu oprócz służby została ze mną moja opiekunka. Coś tu było nie halo – piętnastolatka i opiekunka? Przewrażliwiona rodzinka.
Opiekunka przedstawiła mi się, ale oczywiście zapomniałam jej imienia, gdyż zdawało mi się ono nieistotne. Powiedziała mi potem tylko, że musi zrobić coś ważnego w jednej z komnat, żebym była grzeczna, bla bla bla… a ona zaraz wróci. Przytaknęłam dla świętego spokoju i usiadłam przed lustrem.

Wyglądałam dziwnie.
Mówiłam już, że włosy mi… urosły. Nie przypuszczałam jednak, że także ich kolor się zmienił. Nie mam pojęcia jak to możliwe, że do tej pory jeszcze tego nie zauważyłam, ale byłam teraz szatynką! I to nie wszystko! Moja czakra miała kształt korony i zmieniła kolor na żółtawy, co wyglądało żałośnie i śmiesznie; moje ciało również wyglądało inaczej, bo byłam wyraźnie chudsza. Brakowało też moich piersi. Również moja karnacja stała się nieco ciemniejsza. Co tu się najlepszego wydarzyło…

Zaczęło mi się nudzić. Siedziałam tak przy toaletce i machałam chudymi nóżkami, gniotąc idealnie wyprasowaną, królewską suknię. W okolicy żadnej, absolutnie żadnej książki, rozumiecie to?! Jak tak można żyć w ogóle…
Postanowiłam wybrać się na przechadzkę po swoim ówczesnym domu. Zwiedziłam kuchnię, salę konferencyjną, sypialnię rodziców (nigdy nie widziałam tyle złota na raz), siłownię (nie wiedziałam, że w pałacach są siłownie), pokój gościnny, wszystkie sześć łazienek, pokój rozrywkowy (wiecie, zabawki, gry planszowe, jakieś dziwne pierdoły których przeznaczenia nie umiem rozszyfrować i inne podejrzane rzeczy) i salon. Zostało mi jedno pomieszczenie – strych. Sprawdziłam co robi moja opiekunka – zasnęła jak suseł, więc mogłam sobie spokojnie zwiedzać dalej. Weszłam po skrzypiących schodach i popchnęłam ciężkie, drewniane drzwi, a moim oczom ukazał się stary, najwidoczniej opuszczony warsztat tkacki. Na rozpadającym się stole rozłożony był jakiś skomplikowany sprzęt, a że lubię uczyć się nowych rzeczy, postanowiłam spróbować go ogarnąć. Już zaczynało mi coś wychodzić, gdy musiałam poprawić jedną z nici i zacięłam się na jednym z części maszyny. Z palca poleciało mi trochę krwi, ale starłam ją swoją wspaniałą sukieneczką i nie przejmowałam się tym zbytnio.

Po chwili znudziło mi się tkanie, bo nie dawało szybkich efektów, a praca była monotonna i nudna. Zeszłam z powrotem do swojej komnaty, dokładnie zamykając za sobą drzwi na strych. Nadzorująca mnie dziewczyna nadal spała, a co dziwne, mi też zachciało się spać… Ułożyłam się wygodnie na swoim królewskim łóżku i zasnęłam jak zabita.

_________________________________________

Co to był za facio? Kurtka, dalej nie wiem gdzie jestem, a wszyscy wokół pytają mnie czy odnalazłem nareszcie swoją wybrankę. Gdzie jest Raven?! Ona wiedziałaby co robić! Ten gracior – komunikator – jak zwykle nie działa wtedy, kiedy go potrzebujemy. Ludzie, co to znowu za laski… Idą chyba w moją stronę. W ogóle dlaczego mam na sobie jakieś dzikie pantalony i koronę? A te lale to dopiero są odwalone, jak stróż w Boże Ciało. Ten koleś co do mnie gadał też wyglądał jakoś dziwacznie. Tu wszystko jest dziwaczne!!

- Wasza wysokość, przyszły wieści z miasta – odezwała się jedna z panienek – przeczytać, czy przekazać dalej?

- Daj mi to kobieto – wyrwałem jej z ręki zwój z wiadomością i zabrałem się za czytanie.

Kurczaki, to chyba był jakiś odpowiednik naszych gazet… Że też komuś chce się to wszystko pisać.

No nieźle! Pójdę tam. Może przy okazji znajdę Raven. A no, i słyszałem jak te paniusie gadały między sobą, że za podołanie temu wyzwaniu gwarantowana jest jakaś nagroda, hehe…
Nie było czasu do stracenia.

Od razu zmieniłem się w sokoła i wyleciałem z mojego miejsca pobytu (jakiś zamek czy coś), kierując się w stronę tego opuszczonego pałacu królewskiego. No. Był trochę… obrośnięty. Przez te sto lat zdążyło tu wyrosnąć dużo roślinek. Ale co to dla mnie, phi. Zmieniłem się w jaszczurkę i wspiąłem się po najwyższym drzewie, dostając się do jedynego uchylonego okna. Wgramoliłem się do środka i zmieniłem z powrotem w ludzia. Chyba wbiłem na korytarz, bo było tu pełno drzwi. Otworzyłem kilka i wszędzie widywałem tylko śpiących ludzi… Brr, trochę to straszne.

W końcu jednak dotarłem do komnaty, gdzie wszystko wyglądało w miarę normalnie. Wszedłem do środka i zauważyłem, że ktoś śpi normalnie, na łóżku, w pościeli, jak normalny człowiek! Pochyliłem się nad łóżkiem i odgarnąłem kołdrę. PRZECIEŻ TO RAVEN!
Weźcie mnie trzymajcie, bo nie uwierzę. Moje słoneczko najdroższe, tutaj cię mam!

Rae wyglądała jakoś inaczej, ale i tak ją poznałem, wiedziałem, że to na pewno ona. Pogłaskałem ją po brązowych włosach i dałem buziaka. Nareszcie się obudziła.

_______________________________________

- BESTIO! – ucieszyłam się na widok swojego chłopaka. Przytuliłam go najmocniej jak potrafiłam. Razem słyszeliśmy jak wszystko wokół nas budzi się do życia, dosłownie. Przypomnieliśmy sobie, że to przecież baśń, w której znaleźliśmy się za sprawą Gwiazdeczki.
I nagle w pokoju pojawiła się jakaś wróżka czy inne dziwadło, i za machnięciem jej różdżki pojawiliśmy się z powrotem w naszej ukochanej wieży.

Już za chwilę dał się słyszeć okrzyk powitalny Starfire. Wyściskała nas i przeprosiła za problem.

Jednak my oboje nie gniewaliśmy się na przyjaciółkę. Po prostu cieszyliśmy się sobą.

Przynajmniej będziemy mieli co wspominać.

2 Komentarze

  1. Ale świetne!!!! Ja chcę więcej takich notek!!!! I protestuję, przeciwko nie zamieszczaniu już notek specjalnych!!! One były świetne!!! Tak jak ta!!! Cudoooooo… Ja chcę więcej! Ja chcę więcej! Ja chcę więcej! Ja chcę więcej! Ja chcę więcej! Ja chcę więcej! WIĘCEJ!!!! XD XD

    • Naprawdę? Wydawało mi sie, że tych notek nie lubicie. No ale jeżeli naprawdę ich chcecie, to będą, ale co 5000 wejść:) bo co 1000 robi się zamieszanie;) i macie motywację żeby na bloga często wchodzić :D i dziękuję za miłe słowa:)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.