LXI. I know that question wasn’t very smart.

Chłopak siedział jeszcze trochę czasu w pokoju Raven, nie mogąc wydusić z siebie ani jednego słowa. Chyba jeszcze nie dotarło do niego to, co powiedziała jego ukochana. Siedział tak i siedział z oczami wbitymi w podłogę, trzymając dłoń na dłoni Azarathki. Minął moment, gdy Bestia wstał gwałtownie i rzucił „Muszę to przemyśleć, przepraszam”. Raven to zaskoczyło, spodziewała się nieco innej reakcji z jego strony. Stwierdziła jednak, że da mu czas – w końcu nieczęsto słyszy się, że zostanie się ojcem.

Po tym jak podzieliła się z Bestią tą wiadomością, zrobiło jej się trochę lżej. Położyła się na plecach na samym środku łoża i sięgnęła po książkę. Zaśmiała się pod nosem, że niedługo będzie musiała trochę zmienić gatunek literacki, który najczęściej czyta.
Raven bała się. Bała się, jak to będzie, czy sobie poradzą; ciągle po głowie chodziły jej nieokrzesane myśli, nie wiedziała absolutnie jak ma się zachować, co zmienić w swoim życiu… A zmiany w tym momencie są przecież nieuniknione. Mimo, że to dopiero początek i jeszcze wiele może się wywrócić do góry nogami. Po raz kolejny, jak zazwyczaj ostatnio, odłożyła powieść w połowie, praktycznie całkowicie zapominając jej fabułę. Zagapiła się na suficie. A co jeśli Bestia… Nie, to niemożliwe.

Godzinę później lider zawołał tytanów na obiad. Bezmięsna carbonara rozprzestrzeniała swój zapach po całej wieży, więc nic dziwnego, ze już po dwóch minutkach większość drużyny zjawiła się w jadalni. Chwila, właśnie, większość? Brakowało Beast Boy’a. Gwiazdka postanowiła zawołać go osobiście, poleciała więc w stronę jego pokoju i zapukała cicho, ale stanowczo. Nie usłyszała odpowiedzi. Próbowała uzyskać jakąś reakcję słowem, ale nie udało jej się. W końcu zdenerwowała się i weszła do sypialni Zielonego, ku jego złości.

- Tak trudno zrozumieć, że chcę być sam? – warknął.

Starfire speszyła się nieco, ale po chwili wróciła do reszty przyjaciół i zajęła się posiłkiem. Wszyscy już zapomnieli o tajemniczym incydencie z Garfieldem… Wszyscy, oprócz Raven. Ona wiedziała, że kroi się coś niedobrego. Przeczuwała, że jest to poniekąd związane z nią… i kimś jeszcze.
Kimś, kogo ona sama nawet nie zna, i na razie nie pozna.

Z tytanowego stołu zniknął już prawie cały posiłek – została tylko porcja Bestii. Rae zaproponowała, że zaniesie mu obiad, na co drużyna chętnie przystała. Demonka chwyciła więc talerz i szczelnie okrywając się peleryną wyleciała z jadalni. Kiedy nareszcie stanęła przed drzwiami do pokoju chłopaka, wzięła głęboki oddech i bez pukania wkroczyła do środka.

- Już prawie ci wystygło – zakomunikowała, ale nie doczekała się odpowiedzi.

- Bestio – chwyciła go za ramię, na co on odwrócił się i zrzucił jej rękę – Stało się coś? To znaczy… Tak wiem, to pytanie nie było zbyt mądre.

- Masz rację, nie było. – uciął.

- Nie możesz unikać rozmowy ze mną…

- A ty mogłaś?

Rachel trochę przytkało.

- To była inna sytuacja.

- Nieprawda, identyczna.

Rav coraz bardziej nie rozumiała swojego chłopca.

- Cholera, Bestio – rzekła podłamując ręce – Nie możesz…

- Rachel, sądzę, że powinnaś je usunąć.

4 Komentarze

  1. Że co!!! Bestia z takim tekstem O.o … No to teraz mnie załamałaś :D XD Czekam na rozwinięcie tego :) Super się czyta. Pozdrawiam

  2. Całego bloga przeczytałam w parę dni. Nigdy nie lubiłam paringu BBRae. Ale w twoim wydaniu jest naprawdę świetny. Ta notka mnie zatkała. Raven w ciąży. Nie wyobrażam sobie tego. Musisz to kontynuować.
    Chciałam się dowiedzieć, czy mogła bym tu powiadomić o swoim blogu. Dopiero zaczynam i nie wiem jak go wypromować. Pytam się dlatego, że nie każdy sobie tego życzy.

    • Oczywiście, że możesz!:) i dziękuję. Tak wiem, długo nie było nowego rozdziału, ale kończę swój cosplay Raven i szkoła… Strasznie mi brakuje czasu. Postaram się dziś dodać nową notkę.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.