LXIII. And I swear, there isn’t any fake-meat.

Kilka słów wstępu. Jeszcze raz Was przepraszam za przerwę w pisaniu, nie martwcie się – wpisy znów będą pojawiać się co około 2 dni. Dziękuję za wytrwałość i że mnie nie opuściliście. No i miłej lektury życzę ;)

________________________________

Bestia ulotnił się ze skrzydła za prośbą Raven zaraz po zakończeniu ich krótkiej, aczkolwiek poważnej rozmowy. No, postanowione. Teraz pozostaje znaleźć odpowiedniego specjalistę i mieć nadzieję na pozytywny skutek. Tak generalnie do jego zielonej głowy nie docierało jeszcze to, że może zostać ojcem. Jeden krok może to cofnąć, ale czy on tego chce? Czy ona tego chce? To ciężka sytuacja. Nie, nie. Siedemnaście lat to nie jest odpowiedni wiek na ojcostwo, co to, to nie.
Nie wspomnę już o Rachel – ona miała jeszcze większy mętlik w głowie. Niby ma w sobie nowe życie, ale jakoś tego nie czuje. Może to jeszcze zbyt wcześnie? Może do niej też to jeszcze nie doszło? Niby zgodziła się na usunięcie, ale sama jeszcze nie jest pewna swojej decyzji. Zobaczymy, jak to dalej się jeszcze rozwinie.

Tymczasem pozostała część drużyny nawet nie zdawała sobie sprawy z problemów naszej pary. Beztrosko imprezowali na mieście, spotykali się ze znajomymi i cieszyli się życiem. Swoim, nie cudzym. Związki Tytanów kwitły. Robin nareszcie dowiedział się o Jinx i Cyborgu, chodzą jakieś pogłoski, że różowowłosa ma się wprowadzić do wieży… Słowem – cud, miód i orzeszki. Tylko u BBRae ciągle jest coś nie tak. Wiecie, co jest najśmieszniejsze? Że Gwiazdka cały czas ostatnio gadała o dzieciach. Planowała, czy co? Ciężko mi powiedzieć. Domyślam się tylko, że pewnie Robin nie jest zbyt zachwycony wizją rodzicielstwa w najbliższej przyszłości. Co jak co, superbohaterowie nie mogą sobie na to pozwalać.

Co za paradoks.

Wracając do aktualnych wydarzeń: Było sobotnie popołudnie. Cyborg majsterkował coś w swoim komputerze, Gwiazdka coś gotowała, Robin przeglądał internet, a BB siedział sobie w swojej sypialni i drzemał. Raven natomiast pochłonęła się w lekturze, nadal przebywając w wieżowym szpitalu. Nie życzyła sobie „odwiedzin”. Sądziła, że siedzi tutaj bez sensu, ale nikt nie pozwalał jej stamtąd wyjść, dopóki nie unormuje się jej ciśnienie, puls i nie zniknie wszelki podejrzany ból. Zabroniła więc tytanom wchodzić jej do pomieszczenia bez jej wiedzy i wyraźnego pozwolenia. Beast Boy był trochę zdenerwowany jej decyzją, ale poddał się, bo wiedział, że byłaby to walka z wiatrakami. Gdy ona się uprze, to koniec, kropka i basta, o.

Z kuchni już pachniało, więc prędzej czy później zapach musiał dotrzeć również do pokoju Bestii. Spał w postaci psa, więc tym szybciej wywąchał obiad. Obudził się, przeciągnął zmieniając się w kota i wygramolił się spod koca. Spojrzał w lustro już jako człowiek i przetarł oczy. O rany, trochę się zmieniłem. Istotnie, w jego wyglądzie nastąpiło kilka zmian, ale przeglądając się codziennie rano jakoś tego nie zauważał. Twarz nabrała bardziej dorosłych rysów, ciało wyrzeźbiło się (oczywiście nie samo z siebie), prezentując teraz całkiem ładną, umięśnioną sylwetkę, wysokość wzrosła o kilka… naście? centymetrów… Jeszcze rok temu Zielony był najniższym członkiem drużyny. Teraz jest na równi z Robinem, a najmniejsza jest Rae. Śmiesznie się złożyło. Obiad, tak, obiad. Nadal rozespany chłopak ruszył w stronę jadalni. Przy stole czekali już wszyscy Tytani, oprócz jego dziewczyny oczywiście. Widząc smakowicie pachnącego kurczaka (i osobno kotlety warzywne z czerwonej fasolki, równie pyszne), od razu pomyślał o niej, więc zapytał, czy ona już jadła. Gdy spotkał się z zaprzeczeniem ze strony Tytanów, chwycił pierwszy talerz z szafki, nałożył pokaźną porcję mięsa, ziemniaki oraz surówkę i wyszedł z pomieszczenia, by zanieść danie ukochanej. Stanął przed drzwiami jej tymczasowego pokoju i zapukał.

- Kto tam? – dało się usłyszeć.

- To ja, kochanie – odpowiedział natychmiast nastolatek – przyniosłem Ci obiad. I przyrzekam, że nie ma tutaj żadnego fake-meat.

- Wejdź – rzuciła, klecąc pod nosem zaklęcie odkluczające zamek w drzwiach.

Garfield usiadł przy jej nogach, kładąc talerz na przenośnym stoliku łóżkowym. Demonka podziękowała chłopakowi i zabrała się do jedzenia. On w tym czasie zdążył wysłać smsa pozostałej części drużyny, żeby odłożyli mu jego porcję, zje ją później.

- Jak się czujesz? – zapytał, gdy Azarathka połknęła ostatni kęs mięsa.

- Dużo lepiej. Szukałeś już?

- Szukałem, czytałem dużo opinii, ale to jeszcze nie to. Daj mi trochę czasu, obiecuję, obiecałem, że znajdę odpowiedniego lekarza.

- Wierzę Ci.

Tymi słowami Raven zakończyła rozmowę, odłożyła talerz i stoliczek i przyciągnęła Bestię bliżej siebie. Brakowało jej jego bliskości. Siedemnastolatek czule objął ją ramieniem i począł gładzić palcami jej suche od choroby włosy. To znaczy… nie choroby, tylko złego samopoczucia, które kumulowało się jeszcze ze wczesnym stadium ciąży. BB nie zwrócił na to jakoś uwagi i cieszył się chwilą samotności z ukochaną.

- Jeszcze wszystko się ułoży, zobaczysz.

Kąciki ust Raven uniosły się delikatnie, gdy mocniej wtuliła się w pierś swojego chłopaka. Może to i dobrze, że zdążył wyrobić rzeźbę i urosnąć… Jakoś teraz wygodniej się go przytula.

5 Komentarze

  1. oni nie mogą usunąć tego dziecka! nie pozwalam! :O przecież Raven jest taka poukładana itp powinni razem znaleźć sposób gdzie nie będą musieli usuwać dziecka :O :C

  2. Wreszcie nowy rozdział! Tak, wiem, każdy bywa zapracowany. Ale nawet nie wiesz ile my wszyscy na niego czekaliśmy.
    No i jak zawsze udał Ci się.
    Ciekawie prowadzisz tą ciąże(?). Nie wiem jak to określić. Chodzi o ten pomysł z usunięciem. To mnie najbardziej zastanawia.
    Jak na razie pozostaje mi czekać na kolejny wpis, który mam nadzieję pojawi się już niedługo…

  3. notka fajna, tylko trochę długo czekałam. No cóż każdemu może coś wypaść. Tak czy siak czekam na next-a.

  4. Tylko mnie nie zabijajcie XD ale ja się zgadzam by Raven usunęła dziecko. Co jak co jest trochę racji, że superbohaterowie na dodatek mający 17 lat… No sami rozumiecie ;) . Jednak czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością :) !

  5. Hm, naprawdę ciekawy wątek z tym dzieckiem :D „Jakoś teraz wygodniej się go przytula.” Kocham ten fragment ^^

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.