Ostatnia Notka Specjalna #10 – Special One Shot – Life is a Fairytale.

Kochani czytelnicy!

To już ostatnia, dziesiąta Notka Specjalna. Ten moment jest dla mnie… Przełomowy. Pięciocyfrowa liczba na liczniku odwiedzin to jest naprawdę coś. Dziękuję Wam za to, że mnie czytacie! Gdyby nie Wy, skończyłabym to fanfiction już dawno temu. 10 000… Nie do wiary!

Postanowiłam przypieczętować to wydarzenie one shotem. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Wybaczcie, że wstawiam go dopiero teraz, gdy na liczniku jest już ponad 10 300 wizyt.

Dziękuję Wam!

Wasza Kiniaa33

_______________________________

Mam dla Was wiadomość. Sądziliście, że dziwnym uczuciem jest obudzenie się w innym miejscu, niż zasnęliście? Otóż nie. Naprawdę dziwnym uczuciem jest obudzenie się w innym wymiarze. Tak właśnie. Otworzyłam oczy, mruknęłam coś pod nosem, niechcący szturchnęłam łokciem śpiącego jeszcze Bestię, i dopiero zrozumiałam, że oboje leżymy na trawie. Cholera, ale to nie była zwykła trawa – ta trawa była bladoróżowa. Pierwsza myśl: Może Gwiazdka znowu bawiła się moją księgą z zaklęciami? Ale hej, niby dlaczego w takim razie spałam na gołej ziemi… A może ja nie spałam? Sama już nie wiem.

- Bestio, obudź się – potrząsnęłam nim. Byłam coraz bardziej poddenerwowana tą dziwaczną sytuacją. Zielony jeszcze z zamkniętymi oczami przeciągnął się leniwie, dopiero po jakimś czasie łaskawie otwarł swe ślepia. Muszę przyznać, że minę miał komiczną, zapewne podobną do mojej zaraz po przebudzeniu. Stłumiłam delikatny uśmiech i spojrzałam na swojego chłopaka.

- Co tu jest grane…? – zapytał zaspanym głosem.

- Sama chciałabym wiedzieć.

Spojrzał na mnie jak na durnia. No cóż, powiedziałam prawdę. Nie miałam pojęcia gdzie jestem, co tu robię ani skąd się tu wzięłam. Odruchowo wyciągnęłam komunikator. Tak jak myślałam – o zasięgu mogłam sobie najwyżej pomarzyć. Zauważyłam tylko jednego nowego smsa i natychmiast go otworzyłam; był od Robina. Jego treść? Jak pewnie się domyślacie, nic konkretnego: „Przepraszam Was”. Nic więcej. Głupi.
Z drugiej strony, może to jakaś wskazówka? Wiadomość była jakby ucięta – Rob zawsze używa znaków interpunkcyjnych. Może wysłał to przez przypadek i ciąg dalszy miał zostać dosłany, ale dopadł go bezzasięg? Nie miałam pojęcia. Bestia również sprawdził swój sprzęt, ale do niego nie przyszło nic. Postanowiliśmy wspólnie poszukać jakiejś informacji, znaku, wskazówki, czegokolwiek co mogłoby nam podpowiedzieć gdzie jesteśmy.
Wszystko wygląda nadzwyczajnie. Nie wydaje mi się, żeby był to ziemski wymiar.

Wstałam i otrzepałam się z kurzu, a Bestia wziął ze mnie przykład. Obejrzeliśmy się dookoła, ale nie zauważyliśmy niczego znajomego. Wszędzie tylko bezkresne pole, pudroworóżowa łąka, kolorowe kwiatki, o, nawet przebiegła jakaś… Sarna? Coś na jej wzór w każdym razie, bo zwyczajna na pewno nie była. Tutaj wszystko było jakieś… Inne. BB zrobił się małomówny, co zdarza mu się również nieczęsto. Niepokoiła mnie ta cała sytuacja.

Nareszcie coś! Usłyszałam powiadomienie z komunikatora. Tym razem moje przypuszczenia także okazały się trafne – przyszła kontynuacja pierwszej wiadomości od Robina. Niestety zasięg jak łatwo przyszedł, tak łatwo uciekł. Czym prędzej otworzyłam więcej przybyłego smsa. A brzmiał on tak:

„, Gwiazdka wcale nie chciała umieścić Was w tej baśni, jest jej bardzo przykro… Mamy nadzieję, że sobie poradzicie. Czekamy na Wasz powrót, powodzenia!”

No to klops.

Ale hej, przynajmniej dobrze zgadłam, że to Gwiazdka coś zmajstrowała. Tylko teraz nasuwały się pytania: jaka do cholery baśń? W czym sobie poradzimy? Chyba rzeczywiście długo spałam… Lub byłam nieprzytomna.

Podzieliłam się newsami z chłopakiem. Pierwszy raz sobie cokolwiek przypomniał!

- Cybek coś mi opowiadał o księdze magicznych baśni… Z tego co kojarzę, to osoby, które dostały się do niej, żeby z niej wyjść muszą przeżyć jej fabułę… Czy coś takiego.

Kurczę, coraz lepiej. Po pierwsze, nikt mnie o istnieniu takiej księgi nie poinformował, a tym bardziej o tym, że mamy takową w domu. Po drugie – świetnie! Wylądowaliśmy w jakiejś drętwej bajeczce, a do tego musimy odwalić jakąś historyjkę do niej. Fenomenalnie.
Dobrze byłoby dowiedzieć się, gdzie w ogóle jesteśmy. Znam dużo baśni i bajek, ale nie kojarzę takich szczegółów, jak… Różowe roślinki. O rany, w niezłe bagno wdepnęliśmy.

Beast Boy usiadł ponownie na przesadnie uroczej ziemi i zaczął grzebać w komunikatorze. Szukał lokalizacji? Niee! To nie w jego stylu. Ten głupol wygooglował sobie najpopularniejsze baśnie. Znowu zachciało mi się śmiać. Kucnęłam obok niego i oparłam głowę na jego barku. Kopciuszek? Niee, nie zaczynałoby się od łąki. Piękna i Bestia? Zbyt oczywiste. Roszpunka? Na pewno nie.
Więc gdzie my jesteśmy?
Zamknęłam na chwilę oczy i pomasowałam się po skroniach. Wpadliśmy jak śliwka w kompot. Chwila… Co jest?…

***

O RANY! Znowu zasnęłam? Cholera jasna, niech ten dzień się już skończy. Gdzie jest Bestia? Gdzie ja jestem? Przecież przed chwilą byłam na łące, a teraz nagle obudziłam się w jakimś pokoju? Jeny, ile tu błyskotek. Prawie wszystko złote. Ktoś puka. Może to Bestia? Wstałam i poszłam otworzyć. Dlaczego mam na sobie jakąś wstrętną, pstrą sukieneczkę? I chyba zmalałam…

- Witaj córeczko, wszystkiego najlepszego z okazji piętnastych urodzin – do pokoju weszła jakaś kobieta i
przytuliła mnie – zbierz się i zejdź do jadalni, czekamy razem ze służbą i ojcem.

Chwila, chwila. Jaką znowu służbą i ojcem? Ktoś tu chyba stroi sobie ze mnie żarty… I nadal nie wiem, gdzie jest mój chłopak. Przeczesałam włosy (z resztą jakoś przydługie jak na mnie), ubrałam leżące obok łóżka buciki i poszłam na poszukiwania owej jadalni. Po drodze zgubiłam się ze trzy razy, zdążyłam zauważyć, że utknęłam w jakimś pałacu, czy coś w tym guście… Aż w końcu znalazłam szukane pomieszczenie. W środku, przy ogromnym stole siedziało już pełno ludzi, widocznie na mnie czekali. Przy samym wejściu lokaj przywitał mnie słowami „Jak się spało, wasza wysokość?”, co zdziwiło mnie jeszcze bardziej. Usiadłam na wskazanym przez znajomą mi już kobietę miejscu przy stole i słuchałam jej opowieści.

Babeczka opowiadała, że nie wie jak to możliwe, że to już piętnaście lat od kiedy jestem na świecie, że tak szybko dorastam, za chwilę stanę się kobietą, nawet wspomniała coś o jakichś wróżkach, a ja siedziałam z kamienną twarzą, by tylko nie wybuchnąć śmiechem. Nie miałam pojęcia kim są ci ludzie. Gdy moja (tak podejrzewam) matka skończyła historię mojego dotychczasowego życia, od stołu wstał mężczyzna i wręczył mi diamentowy diadem. Służba założyła mi go na głowę i zaczęła się uczta.

***

Gdy przyjęcie się zakończyło dochodziła już godzina 15. Moi rodzice, którzy okazali się parą królewską, musieli pilnie opuścić zamczysko w celu odbycia jakiegoś spotkania. Jakoś mnie w sumie mało to interesowało.
Jak się później dowiedziałam, w pałacu oprócz służby została ze mną moja opiekunka. Coś tu było nie halo – piętnastolatka i opiekunka? Przewrażliwiona rodzinka.
Opiekunka przedstawiła mi się, ale oczywiście zapomniałam jej imienia, gdyż zdawało mi się ono nieistotne. Powiedziała mi potem tylko, że musi zrobić coś ważnego w jednej z komnat, żebym była grzeczna, bla bla bla… a ona zaraz wróci. Przytaknęłam dla świętego spokoju i usiadłam przed lustrem.

Wyglądałam dziwnie.
Mówiłam już, że włosy mi… urosły. Nie przypuszczałam jednak, że także ich kolor się zmienił. Nie mam pojęcia jak to możliwe, że do tej pory jeszcze tego nie zauważyłam, ale byłam teraz szatynką! I to nie wszystko! Moja czakra miała kształt korony i zmieniła kolor na żółtawy, co wyglądało żałośnie i śmiesznie; moje ciało również wyglądało inaczej, bo byłam wyraźnie chudsza. Brakowało też moich piersi. Również moja karnacja stała się nieco ciemniejsza. Co tu się najlepszego wydarzyło…

Zaczęło mi się nudzić. Siedziałam tak przy toaletce i machałam chudymi nóżkami, gniotąc idealnie wyprasowaną, królewską suknię. W okolicy żadnej, absolutnie żadnej książki, rozumiecie to?! Jak tak można żyć w ogóle…
Postanowiłam wybrać się na przechadzkę po swoim ówczesnym domu. Zwiedziłam kuchnię, salę konferencyjną, sypialnię rodziców (nigdy nie widziałam tyle złota na raz), siłownię (nie wiedziałam, że w pałacach są siłownie), pokój gościnny, wszystkie sześć łazienek, pokój rozrywkowy (wiecie, zabawki, gry planszowe, jakieś dziwne pierdoły których przeznaczenia nie umiem rozszyfrować i inne podejrzane rzeczy) i salon. Zostało mi jedno pomieszczenie – strych. Sprawdziłam co robi moja opiekunka – zasnęła jak suseł, więc mogłam sobie spokojnie zwiedzać dalej. Weszłam po skrzypiących schodach i popchnęłam ciężkie, drewniane drzwi, a moim oczom ukazał się stary, najwidoczniej opuszczony warsztat tkacki. Na rozpadającym się stole rozłożony był jakiś skomplikowany sprzęt, a że lubię uczyć się nowych rzeczy, postanowiłam spróbować go ogarnąć. Już zaczynało mi coś wychodzić, gdy musiałam poprawić jedną z nici i zacięłam się na jednym z części maszyny. Z palca poleciało mi trochę krwi, ale starłam ją swoją wspaniałą sukieneczką i nie przejmowałam się tym zbytnio.

Po chwili znudziło mi się tkanie, bo nie dawało szybkich efektów, a praca była monotonna i nudna. Zeszłam z powrotem do swojej komnaty, dokładnie zamykając za sobą drzwi na strych. Nadzorująca mnie dziewczyna nadal spała, a co dziwne, mi też zachciało się spać… Ułożyłam się wygodnie na swoim królewskim łóżku i zasnęłam jak zabita.

_________________________________________

Co to był za facio? Kurtka, dalej nie wiem gdzie jestem, a wszyscy wokół pytają mnie czy odnalazłem nareszcie swoją wybrankę. Gdzie jest Raven?! Ona wiedziałaby co robić! Ten gracior – komunikator – jak zwykle nie działa wtedy, kiedy go potrzebujemy. Ludzie, co to znowu za laski… Idą chyba w moją stronę. W ogóle dlaczego mam na sobie jakieś dzikie pantalony i koronę? A te lale to dopiero są odwalone, jak stróż w Boże Ciało. Ten koleś co do mnie gadał też wyglądał jakoś dziwacznie. Tu wszystko jest dziwaczne!!

- Wasza wysokość, przyszły wieści z miasta – odezwała się jedna z panienek – przeczytać, czy przekazać dalej?

- Daj mi to kobieto – wyrwałem jej z ręki zwój z wiadomością i zabrałem się za czytanie.

Kurczaki, to chyba był jakiś odpowiednik naszych gazet… Że też komuś chce się to wszystko pisać.

No nieźle! Pójdę tam. Może przy okazji znajdę Raven. A no, i słyszałem jak te paniusie gadały między sobą, że za podołanie temu wyzwaniu gwarantowana jest jakaś nagroda, hehe…
Nie było czasu do stracenia.

Od razu zmieniłem się w sokoła i wyleciałem z mojego miejsca pobytu (jakiś zamek czy coś), kierując się w stronę tego opuszczonego pałacu królewskiego. No. Był trochę… obrośnięty. Przez te sto lat zdążyło tu wyrosnąć dużo roślinek. Ale co to dla mnie, phi. Zmieniłem się w jaszczurkę i wspiąłem się po najwyższym drzewie, dostając się do jedynego uchylonego okna. Wgramoliłem się do środka i zmieniłem z powrotem w ludzia. Chyba wbiłem na korytarz, bo było tu pełno drzwi. Otworzyłem kilka i wszędzie widywałem tylko śpiących ludzi… Brr, trochę to straszne.

W końcu jednak dotarłem do komnaty, gdzie wszystko wyglądało w miarę normalnie. Wszedłem do środka i zauważyłem, że ktoś śpi normalnie, na łóżku, w pościeli, jak normalny człowiek! Pochyliłem się nad łóżkiem i odgarnąłem kołdrę. PRZECIEŻ TO RAVEN!
Weźcie mnie trzymajcie, bo nie uwierzę. Moje słoneczko najdroższe, tutaj cię mam!

Rae wyglądała jakoś inaczej, ale i tak ją poznałem, wiedziałem, że to na pewno ona. Pogłaskałem ją po brązowych włosach i dałem buziaka. Nareszcie się obudziła.

_______________________________________

- BESTIO! – ucieszyłam się na widok swojego chłopaka. Przytuliłam go najmocniej jak potrafiłam. Razem słyszeliśmy jak wszystko wokół nas budzi się do życia, dosłownie. Przypomnieliśmy sobie, że to przecież baśń, w której znaleźliśmy się za sprawą Gwiazdeczki.
I nagle w pokoju pojawiła się jakaś wróżka czy inne dziwadło, i za machnięciem jej różdżki pojawiliśmy się z powrotem w naszej ukochanej wieży.

Już za chwilę dał się słyszeć okrzyk powitalny Starfire. Wyściskała nas i przeprosiła za problem.

Jednak my oboje nie gniewaliśmy się na przyjaciółkę. Po prostu cieszyliśmy się sobą.

Przynajmniej będziemy mieli co wspominać.

LVIII. I am here, because I must tell you something.

Atmosfera po obiedzie była lekko napięta.

Chyba już każdy z drużyny zdążył zauważyć, że między Bestią a Raven znowu wszczęła się jakaś sprzeczka. Gwiazdka położyła głowę na ramieniu swojego chłopaka, na co on objął ją ramieniem. Oni kłócili się bardzo rzadko, a jeżeli już im się to zdarza, to o błahostkę. Nie to co druga para – Bestia i Raven często się sprzeczali, praktycznie zawsze któreś z nich miało jakieś „ale”, co nie zmieniało faktu, że się kochają. Ot, takie miłosne przekomarzania.

A przynajmniej tak sobie wmawiali.

Generalnie w wieży było spokojnie. Dochodziła godzina 20, Tytani rozlecieli się po swoich pokojach… Było cicho.

Było cicho, dopóki z korytarza nie zaczęły dochodzić podejrzane dźwięki. Stuki, puki, zgrzyty… Pierwsza z pokoju wyskoczyła Gwiazdka. Tym razem jednak nie została skrytykowana pod względem swojej histerii, z której była dobrze znana. Star jest wrażliwą osóbką, a do tego wielu rzeczy i zdarzeń się śmiertelnie boi, o czym wiedzą jej przyjaciele, ale zdążyli się już do tego w miarę przyzwyczaić. Pierwszą osobą, do której kosmitka się zwróciła, był oczywiście jej chłopak. On również słyszał potrzaskiwania i postanowił razem z czerwonowłosą zawiadomić resztę drużyny i zarządzić poszukiwania źródeł tego dziwnego zjawiska.

Tytani niechętnie wygramolili się ze swoich jam, szczególnie Bestia nie miał najmniejszej ochoty na dodatkową, wieczorną integrację drużynową. Miał dość tego dnia, Rachel z resztą też nie paliła się do roboty.
Chcąc nie chcąc, nastolatkowie musieli się zebrać w sobie i przejść wieżę T od góry do dołu.

Raven czuła się coraz gorzej. Nie to, że robiła się chora, czy coś, tylko niepokój powoli zaczął wypełniać jej umysł. Przez jej głowę przeniknęło kilka niekontrolowanych myśli, co nie zdarzało się już od bardzo dawna. Wydawało jej się, że na ścianach widzi przez sekundę płomienie, miała wrażenie, że traci grunt pod nogami… Robiło jej się słabo.

Jak zapewne wiecie, pierwszą osobą, która dostrzega drobne na początku problemy Tytanów, jest zawsze Robin. Zauważył on lekko chybotliwy chód demonki i to, że co jakiś czas masuje sobie ona skronie.

- Wszystko w porządku, Raven? – zapytał troskliwie.

- Co?… – jęknęła – A, tak, wszystko jest dobrze.

- Przecież widzę, że coś jest nie tak. Boli cię głowa?

- Może trochę.

- Wróć do pokoju, sami też sobie poradzimy. – zaproponował z przyjacielskim uśmiechem lider.

- Sama nie wiem czy to dobry pomysł…

- Robin ma rację – wtrąciła Gwiazdeczka – Powinnaś odpocząć, bóle głowy wcale nie są miłym zjawiskiem, przyjaciółko.

- Niech wam będzie. Informujcie mnie na bieżąco – rzuciła, odlatując w stronę swojej sypialni.

Cisza. Spokój.

Roth postanowiła pomedytować. Nie chciała brać żadnych proszków przeciwbólowych – uważała, że medytacja jest lekiem na wszystko, i poniekąd miała rację. Zwracając się plecami do zasłoniętego już okna, uniosła się w powietrze na wysokość mniej więcej metra układając nogi w pozycję lotosu i pochłonęła się w otchłań swojego umysłu.

Na początku było wszystko w porządku, wydawało jej się nawet, że ból całkowicie się ulotnił. Dopiero gdy usłyszała krzyk zorientowała się, że jednak nie wszystko ma pod kontrolą, gdyż nie dochodził on z wnętrza wieży, lecz był słyszalny tylko w jej głowie. Zrozumiała to, gdy po chwili usłyszała go ponownie, ale już z konkretnym słowem. Było to jej imię.

Na jej czole pojawiła się kropla potu. Minutę później ujrzała przed sobą czerwony obraz, z ziemi buchał ogień, a w oddali dała się dostrzec jakaś dziwnie znajoma postać. Rachel oniemiała, kiedy spojrzała na jej sylwetkę dokładniej. Znała ją aż za dobrze, mimo, że już trochę minęło od czasu, gdy widziała ją ostatni raz.

- Zostaw mnie w spokoju! Nie, to niemożliwe, to nie możesz być ty! – wydarła na całe gardło.

- Uspokój się, Rachel. Jestem tu, by ci coś przekazać.

- NIE BĘDĘ CIĘ SŁUCHAĆ! Nie ma mowy, nie! Odejdź, precz!

- Jeżeli nie dowiesz się tego ode mnie, będzie już za późno…

- ODEJDŹ! NIE CHCĘ CIĘ WIDZIEĆ!

***

Gdy Raven otworzyła oczy, ujrzała nad sobą krąg swoich przyjaciół. Jeszcze mocniej niż wcześniej bolała ją głowa.

- Powiedz Raven… To znowu on, prawda…? – zapytał zdenerwowany lider drużyny, podpierając kark odnalezionej, dopiero co oprzytomniałej Tytanki.

Happy Valentine’s Day!

Kochani czytelnicy i fani Młodych Tytanów!

Z okazji Walentynek chciałabym Wam złożyć najlepsze życzenia.
Dla singli: Abyście znaleźli swoją drugą połówkę i dobrali się z nią tak dobrze, jak Bestia i Raven.
Dla zajętych: Dużo szczęścia i wytrwałości.
Ja zapełniam to pierwsze grono, więc chciałabym Wam jeszcze powiedzieć parę słów: pamiętajcie, nic na siłę! Nie bądźcie jak Terra;)

Mam nadzieję, że ten dzień minął Wam miło.

Dorzucam gratis walentynkowe fanarty z Tytanami. Znajdziecie je również w zakładce „Ilustracje”

Wasza Kiniaa33

LVII. Why you don’t trust me?

Już po chwili Bestia wtargnął do pokoju swojej dziewczyny jak gdyby nigdy nic.

- Przeszło ci? – zapytała ze stoickim spokojem, ale chłopak na to tylko zzieleniał ze złości jeszcze bardziej, niż zwykle. Zaczął coś mamrotać pod nosem, odpowiadając na każde „Hm? Słucham? Co mówisz?” dziwnym burknięciem, na pewno nie okazującym niczego dobrego. Dopiero po kilku minutach nastolatek ogarnął się, stanął wyprostowany i na chwilę zamilkł, przymykając oczy.

- Czy możesz mi łaskawie to – wskazał na ekran komunikatora, starając się nie wybuchnąć krzykiem – wytłumaczyć jakoś racjonalnie?

- Skąd to masz? – zapytała Rae nie rozumiejąc niczego.

- To teraz nieważne. Ważne jest, DLACZEGO się zgodziłaś.

- Bestio, dlaczego mi nie ufasz? Zgodziłam się dla świętego spokoju. I tak nie miałam zamiaru tam iść, dobrze o tym wiesz.

- Ja teraz nic nie wiem.

- Co ci strzeliło do łba? – dziewczyna podeszła do Garfielda i usiłowała go przytulić, ale została odepchnięta.

- Mnie nic. Raven, ja… Muszę ochłonąć.

I wyszedł zostawiając uchylone drzwi.

Raven naprawdę nie miała fioletowego pojęcia o co mogło chodzić Bestii. Czy dała mu jakieś powody, by jej nie ufał? No, może kiedyś, ale to było dawno, i już dawno sobie to wytłumaczyli. A może to on ma coś do ukrycia i próbuje to zamaskować, zrzucając coś na Rae? Nie wiem co o tym myśleć.
Gdy silne, rozbudowane ręce odsunęły Rachel od siebie, ona poczuła się co najmniej dziwnie, po głowie chodziło jej kilka myśli. Pierwsza i chyba najtrafniejsza – kiedy Beast Boy zdążył tak urosnąć i wyrzeźbić swoje ciało? Cholera, chłopak jeszcze dwa lata temu był od Rav niższy o pół głowy, ledwo otwierał słoik z ogórkami, a brzuch miał chudszy niż Starfire. Teraz to co innego – chłopak stojąc przy swojej ukochanej jest od niej przynajmniej o głowę wyższy. Ile on może mierzyć? Ze sto osiemdziesiąt centymetrów? Może nawet więcej, i nadal rośnie. A Raven została już przy swoim stałym wzroście nieprzekraczającym stu sześćdziesięciu centymetrów. Jego mięśnie za to są jak ze stali – nie wiem ile on wyciska, ale na pewno dużo. Spod koszulki odznacza się tzw. sześciopak, o klatce piersiowej nie wspomnę. Natomiast jego uda… Nie widziałam bardziej urzeźbionych, uwierzcie mi. Niejeden kulturysta by mu pozazdrościł.

A ona? Drobna, szczupła, ale z kształtami. Dobrali się, nie ma co.

Wracamy do brutalnej rzeczywistości.

Beastie chodził ostatnio rozdrażniony, co zauważył nawet Cyborg i reszta drużyny. Zielony miał jakieś złe przeczucia, jakby ktoś mu podpowiedział, że niedługo wydarzy się coś niedobrego, a on tylko zastanawiał się, co może zrobić by o tym zapomnieć; zapomniał jednak, że taki kłopot może stworzyć także on sam. Najgorsze jest to, że to nie jest teraz największy problemem w Wieży…

Notka Specjalna #9 – BBRae’s sms-conversations.

W tej przedostatniej już Notce Specjalnej chciałabym pokazać Wam mały wgląd w… historię smsów naszej ukochanej pary. Oboje się zgodzili, mimo, że Raven na początku nie miała ochoty udostępniać mi swojego telefonu, ale Raven to Raven… Bestia nie miał problemu. ;) Myślę, że to fajne przypomnienie niektórych wydarzeń, mała forma sprawozdania – wspomnijmy kilka momentów z „życia” fanfiction.

Ciekawa jestem, czy zgadniecie z kiedy te smsy pochodzą… Co się wtedy działo?
Zadanie dla wytrwałych :P
Powodzenia!

Czekam na odpowiedzi c:

LVI. At the corner is give-away of free tofu, wake up.

Demonka podeszła bliżej i usiadła obok leżącego chłopaka na sofie, a następnie spojrzała na zegarek – dochodziła siedemnasta. Jeśli ten ciołek będzie nadal spał, w nocy będzie przewracał się z boku na bok, co poskutkuje nieprzytomnością następnego dnia. Rachel stwierdziła, że go delikatnie obudzi.

- Kochanie, wstawaj – szepnęła, głaszcząc go po głowie – Jest popołudnie, nie powinieneś spać. Tym bardziej tutaj.

Garfield na to tylko mruknął coś pod nosem i nakrył twarz dłońmi. Nastolatka zaśmiała się pod nosem.

- Śpiochu! – szturchnęła go lekko – Na rogu rozdają darmowe tofu, obudź się.

Bestia nareszcie uchylił oczy.

- Co jest… Co się dzieje… – burknął – Co ty tutaj robisz?! Odsuń się! – zaczął krzyczeć – Zejdź mi z oczu!…

- Bestio, co się stało…?

- Masz jeszcze czelność pytać się co się stało?! Cholera, wyjdź!

Raven totalnie nie wiedziała o co może chodzić Bestii. Przyśniło mu się coś, czy jak? Nieważne, jeszcze się chłopak ogarnie. Rozczarowana Azarathka wróciła z niechęcią do swojego pokoju.

Beast Boy natomiast był z siebie bardzo zadowolony – wszystko na razie szło jak po maśle (no, margarynie roślinnej). Plan wchodził w życie. Chłopak zrzucił z siebie zielono-fioletowy koc i wyruszył w stronę drzwi wyjściowych. Wychodząc, trzasnął nimi siarczyście, a następnie skrył się za krzakami przy brzegu wyspy. Kolejną czynnością było wyciągnięcie przez niego komunikatora i otworzenie okienka z pustym miejscem na SMS z adresatem „Raven”. Zielony dobrze wiedział co robił – zaczął nerwowo pisać dość długą wiadomość, wcześniej blokując numer nadawcy. Jak dobrze, że Robin w końcu wymienił te przestarzałe sprzęty i rozdał drużynie nowoczesne komunikatory nowej generacji – miały o wiele więcej opcji i były czytelniejsze w obsłudze.
Wracając – Beastie rozpisał się na kilka linijek i wysłał swojej dziewczynie wiadomość jako „Nieznajomy”.
Bał się trochę jej reakcji, ale taki był plan – sprawdzenie, jak Rachel zareaguje na tego typu wiadomość. Swoją drogą, ciekawe, czy zajęła się już sprawą z tymi poprzednimi SMSami…

Tymczasem w pokoju Robina trwała awantura. W sumie nic dziwnego, Gwiazdka miała ku temu powody. Wygarnęła mu, że nie życzy sobie, by tak odzywał się do obcej laski, by nie wypytał jej o tak prywatne sprawy, gdy mają zająć się tylko i wyłącznie rozwiązaniem konkretnej sprawy. Lider na początku buntował się przeciwko słowom swojej ukochanej, ale w końcu poddał się i skruszony przyznał się do winy i obiecał poprawę. Starfire – jak to Starfire – szybko swojemu chłopcu wybaczyła i już po chwili para ględziła sobie w najlepsze.

Wracamy do wcześniejszej sprawy. Raven usłyszała dźwięk powiadomienia z komunikatora, więc przerwała na chwilę czytanie i chwyciła urządzenie w rękę. Gdy ujrzała źródło dźwięku, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Cóż za bezczelność! Kto mógł się do tego posunąć?! Jeszcze w takiej chwili… Zignorowała natrętną wiadomość i wróciła do książki. Niestety, co chwilę musiała wracać na początek strony, bo czytając rozmyślała, co się stało z Beast Boy’em – chłopak naprawdę dziwnie się zachował. A jeśli ktoś coś nazmyślał? Może Terra znowu mu coś nagadała? Nie, to niemożliwe. Cholera.

Nim dziewczyna się obejrzała, na ekranie pojawiła się kolejny komunikat. Znowu sms. Tym razem jego treścią było „Nie olewaj mnie Raven, odezwij się”. Roth zaczęła się denerwować – odpisała szybko, żeby nadawca się odczepił od niej i jej chłopaka, ale on nie dawał za wygraną. Nalegał na spotkanie.

Rany, Bestio, co ci strzeliło do głowy? Po co ci to wszystko? Co za zielony łeb…

Rae poddała się – potwierdziła dla świętego spokoju spotkanie pod miejskim parkiem. BB tylko na to czekał – od razu po otrzymaniu SMSa ruszył w stronę pokoju Rav, by wygarnąć jej. Tym razem był przekonany (nieważne, że błędnie), że dziewczyna nie bierze go na poważnie. Co za cep…

LV. My green sweetie

- Angelino, zapraszamy cię do wieży – zaproponował Robin po rozmowie z podejrzanym typem – Ochłoniesz trochę i porozmawiamy.

Dziewczyna chętnie przystała na propozycję, odgarniając na plecy swoje niedługie, blond włosy. Gwiazdka coraz bardziej odsuwała się od niej, bo przybyszka zaczynała działać jej na nerwy, jednak nikt z drużyny nie zwrócił na to uwagi. Bestia szedł bokiem obmyślając szczegóły działania, Cyborg pisał SMSa, Raven jak zwykle podchodziła do „akcji” obojętnie, a Robin… Właśnie, Robin. On cały czas rozmawiał z Angeliną, wypytywał ją o prywatne sprawy. Zdążył dowiedzieć się, że ta średniego wzrostu 20-latka pochodzi z Europy, ale od niedawna mieszka na obrzeżach Jump City. Do USA przybyła, by studiować. Oczywiście lider poznał już jej zainteresowania, wyciągnął z niej to, że studiuje prawo administracyjne, interesuje się sportem (chętnie gra w piłkę nożną i biega, ale nie pogardzi pływaniem czy siłownią), miała jednego chłopaka, ale zerwała z nim przy wyjeździe za granicę, jej matka ma na imię Teresa a ojciec Ralf, w swoim mieszkanku ma rottweilera – Cerbera, a w domu rodzinnym miała konie, bo pasjonowała się hodowlą i jazdą na nich… Słowem – w piętnaście minut dowiedział się praktycznie wszystkiego. Chyba mu się zapomniało, że mieli rozmawiać o sprawach wyłącznie zawodowych. Niedziwne więc, że Starfire zaczęła się irytować.

Gdy grupa wreszcie znalazła się w wieży, nikt nawet nie zauważył, że Raven zdążyła przeteleportować się do swojej sypialni. Po prostu nudziły ją dyrdymały wypływające z ust jej towarzyszy, a dzisiejszy gość również jej działał na nerwy. Nawet Beast Boy tak zajął się wymyślaniem swoich przyszłych poczynań, że nie zorientował się, że jego ukochana się ulotniła! Reszta drużyny natomiast rozgościła się w salonie, stawiając na stół nachosy i soki owocowe. Angela (tak zaczął na nią mówić Robin) rozluźniła się już i prawie zapomniała o całym zajściu… Ale Cyborg nareszcie zdecydował się poruszyć ten temat. Kobietka niechętnie przerwała kolejną pasjonującą rozmowę z liderem Tytanów i opowiedziała ze szczegółami historię dzisiejszego dnia. Wczoraj napisał do niej Adam, przyjaciel z klasy szkoły podstawowej, bo jakimś cudem dowiedział się, że panienka wyprowadziła się z ukochanego miasta i wyjechała do Stanów, akurat do tego samego miasta, w którym on mieszka od początków szkoły średniej. Chciał się spotkać, powspominać stare czasy… A ona się zgodziła. Nie miała pojęcia, że na miejscu zastanie starego faceta, którego pierwszy raz widzi na oczy. Nie znała jego zamiarów, więc uciekła i skryła się między blokami…

No i tak snuła i snuła się między słowami, aż w końcu Bestia przysnął na kanapie. Biedulek tak się zamyślił, że nim się obejrzał, a słodziutko drzemał. Robin natomiast słuchał przybyszki z zainteresowaniem, co niesamowicie wściekało Gwiazdeczkę. Czuła się nieswojo, więc postanowiła wziąć go na słowo. Cyborg gdzieś wyszedł, a Raven siedziała u siebie w pokoju i medytowała. Po jakimś czasie Angelina stwierdziła, że jest późno i musi iść, mimo próśb i nalegań ze strony Richarda ulotniła się z wieży chwilę później. Oj, ma chłopak przerąbane.

Rachel natomiast nareszcie postanowiła wyłonić się ze swojej jamy i zobaczyć co tam u Garfielda. Gdy weszła do względnie pustego salonu i dokładnie się przyjrzała, by za moment ujrzeć swojego chłopca śliniącego poduszkę, uśmiechnęła się delikatnie. Nawet nie wiedziała, co ją czeka po jego przebudzeniu.

LIV. What was that actually, dude?

Spokój oczywiście nie trwał długo – po 2 minutach od zakończenia rozmowy na całą wieżę zawył alarm. Bestia poczuł się trochę niepewnie, w końcu przez te trzy dni zdążył się mocno rozluźnić. Raven natomiast nie przejęła się tym zbytnio – ot, tytanowy chleb powszedni. Już zapomniała o porwaniu, zapomniała o problemach, chciała się tylko zrelaksować; nieważne czy w pokoju, czy na polu walki.

Po chwili z salonu dał się słyszeć znany przez nas okrzyk Robina, więc wszyscy bohaterowie wylecieli/wybiegli z domu za swoim liderem w kierunku miejsca zbrodni. Beast Boy koniecznie chciał zatrzymać Raven w domu, z pięćdziesiąt razy pytał ją czy wszystko w porządku, czy aby na pewno chce iść bla bla bla… Ona oczywiście nie zawahała się ani razu. W sumie to jakoś im umknęło jaka właściwie to akcja – kto i co zaatakował? BB zaczął wypytywać lidera i pozostałą część drużyny, ale nie uzyskał konkretnej odpowiedzi. Naburmuszył się tylko i pędził dalej.

Zdziwił się trochę, gdy na miejscu zobaczył tylko jakiegoś faceta w średnim wieku. Wszyscy spojrzeli pytająco na kapitana, ale on sam nie wiedział co ma powiedzieć.

- Przyrzekam, że wezwanie dobiegało właśnie z tego miejsca – tłumaczył się nieporadnie – Rozglądnijmy się, może rzeczywiście coś się tu wydarzyło…

- Na moje oko to wszystko jest w jak najlepszym porządku – zauważył Cyborg.

- Robin, jesteś pewien, że to było wezwanie, a nie piknięcie wyczerpującej się baterii?

Lekki chichot po kwestii Rachel delikatnie wyprowadził Graysona z równowagi. Postanowił, że po prostu zapyta obecnego na miejscu mężczyznę.

- Przepraszam, czy wszystko w porządku? – zapytał grzecznie.

- Jak najbardziej – usłyszał w odpowiedzi – Nie widzieliście gdzieś blondynki wyglądając na około 20 lat?

- A coś się wydarzyło? – Gwiazdeczka stanęła na ziemi.

- Nie. Rozmawialiśmy, powiedziała, że zaraz wróci, odeszła i nie wróciła.

W tym momencie Robin wysłał Tytanom wymowne spojrzenie.

- Dobrze, ale jakby coś się działo, to proszę mówić – dokończył – Do widzenia panu!

***

- Co to w ogóle było, stary? – oburzył się Bestia – Tylko po to wychodziliśmy z domu?!

- Musimy znaleźć tę dziewczynę.

Team przytaknął i wszyscy wyruszyli na poszukiwania. Garfield od niechcenia zmienił się w zielonkawego labradora i próbował wywęszyć poszukiwaną, na szczęście – ze skutkiem. Zawył wzywając przyjaciół i odkrył, że dana „dwudziestoletnia blondynka” siedzi skulona w ślepym zaułku pomiędzy dwoma kamienicami. Drużyna naradziła się i zgodnie stwierdziła, że najlepiej będzie, jeżeli pierwsza podejdzie Starfire. Dziewczyna ma naprawdę dobre podejście do ludzi.

- Przepraszam? – napomknęła, by nie wystraszyć odnalezionej – Czy możemy porozmawiać…?

- GWIAZDKA! – młoda kobieta rzuciła się kosmitce na szyję – Jak dobrze, że cię widzę! Przepraszam, że was wezwałam, ale…

- Spokojnie, już jest wszystko dobrze, nie denerwuj się – rzekł Robin głosem bohatera (mimo kpin ze strony demonki) wkraczając w ciemny kąt – Opowiedz dokładnie, co się wydarzyło.

- No więc – Nieznajoma wypuściła ciężko powietrze z płuc, by trochę się uspokoić – Pewnie nie widzieliście tego…

- Dziwnego typa dwie przecznice stąd? – Przerwał jej Zielony.

- Tak, właśnie jego. Napisał do mnie wczoraj, czy możemy się spotkać, podszywając się pod mojego starego znajomego. Byłam pewna, że piszę z kolegą z klasy z podstawówki. Gdy jednak przybyłam na miejsce, wyżej wspomniany Ralph okazał się jakimś czterdziestoletnim zboczeńcem: usiadłam do stolika czekając na kolegę, a on się dosiadł i zaczął wygadywać jakieś obrzydliwe rzeczy! Poczułam się zagrożona i pierwsze co mi przyszło do głowy, to wy…

- Bardzo dobrze zrobiłaś, kochana…

- Angelina, mam na imię Angelina.

- Angelino. Dobrze, że nie dopuściłaś do czegoś gorszego. – Urwała Gwiazdka.

Podczas, gdy Tytani próbowali uspokoić trochę nowo poznaną kobietkę, Bestia przetwarzał nowe informacje. Telefon, SMS, podejrzane wiadomości… To wszystko pasowało pod ostatni scenariusz odegrany w hotelu! Oj, nie brzmi to dobrze. Nim chłopak się obejrzał, Robin wziął dziwnego faceta na pogadankę. Już chwilę później w zielonym mózgu powstał dokładny plan działania.

Notka Specjalna #8 – Beast Boy’s Cookbook

W ramach ósmej już Notki Specjalnej udostępnię Wam najciekawsze fragmenty książki kucharskiej Bestii. Jak się domyślacie zapewne, wszystkie będą bezmięsne i nie będą zawierały produktów odzwierzęcych. Dodam, że wszystkie już wypróbował. Zresztą, sama robiłam niektórym potrawom zdjęcia, przepraszam z góry za paski ze snapchata… *Kinga prywatny Bestiowy fotograf* No i chłopak uparł się, żeby napisać do Was kilka słów.

______________________________________

Yo kochani! Kinia chciała koniecznie pokazać Wam kawałek mojego kukbuka (brzmi krócej niż… książka kucharska, bleh). No więc pokażę Wam te najfajniejsze, super dania. Nie wiem, czemu tytani nie chcą się przekonać do weganizmu, jest taki kolorowy i ciekawy. No trudno, ich wybór. Dobrze, że Rae-Rae zaczyna się powoli zagłębiać w bycie wege, mówię Wam, te placuszki wyszły jej… mmm! Pyszne. Zdaje się, że Kinga pisała Wam tutaj na nie przepis, ale powtórzę go tutaj, tyle że bardziej czytelnie. Mam nadzieję, że wypróbujecie chociaż część z tych dań i zobaczycie, jaki weganizm jest super!!

PS.: Nie zrażajcie się tofu na samym początku.

PS2.: W BIEDRONCE JEST TOFU ZA TRZY ZIKO, LEĆCIE I KUPUJCIE LUDZISKA!!

Wasz Bestia

1. Twarożek śniadaniowy z tofu.

Składniki:

- tofu (ja biorę przeważnie pół kostki, wystarczy na 2 przekrojone na pół bułki)

- szczypiorek

- rzodkiewka

- ulubione przyprawy (w moim wypadku papryka słodka, ostra, prażona cebulka, pieprz i sól)

- opcjonalnie mleko kokosowe z puszki do smaku i konsystencji twarożku

Przygotowanie:

Tofu gnieciemy widelcem do uzyskania pożądanej konsystencji, dosypujemy przyprawy na oko, dodajemy posiekany szczypiorek i pokrojoną rzodkiewkę, miąchamy tym widelcem ile wlezie. Ewentualnie dodajemy trochę tego mleka kokosowego, chociaż ja robię najczęściej bez tego i jest git. Łapiemy ulubiony chlebek albo bułę, smarujemy i wsuwamy na śniadanie albo kolację.

null

2. Śniadaniowe placki z przepisu Raven

Składniki:

- 2 banany

- 2 łyżki dowolnych otrębów

- 2 łyżki płatków owsianych

- 2 łyżeczki proszku do pieczenia

- 1/2 szklanki dowolnej mąki, najlepiej pełnoziarnistej

- 100 ml dowolnego roślinnego mleka (np. migdałowego lub sojowego)

Przygotowanie:
Mieszamy wszystkie składniki ze sobą, najlepiej w blenderze na masę przypominającą w konsystencji gęstą śmietanę. Nagrzewamy olej (lub inny roślinny tłuszcz) na patelni, a gdy będzie już gorący to ciapiemy na niego po łyżce powstałej masy i smażymy na złoty kolor. Podajemy z czym tam chcemy, np. z masłem orzechowym albo dżemorem.

3. Najlepsze kotleciory warzywne na świecie

Składniki:

- 3 ziemniaki

- 2 marchewy

- trochę pieczarek (ale bez nich też spokojnie wyjdą)

- mąka

- (dla wegetarian) ser żółty

- przyprawy

Przygotowanie:

Ziemniaki gotujemy w mundurkach, a w tym czasie trzemy marchewy i pieczarki (ewentualnie też ser) na grubych oczkach tarki. Studzimy ziemniory, obieramy je i ciśniemy widelcem, ciśniemy ciśniemy aż będą fajnie rozdrobione. Mieszamy kartofle z pozostałymi składnikami, mieszamy, mieszamy, najlepiej łapkami, z wyczuciem, mieszu mieszu aż będzie spójna masa. Teraz dodajemy przyprawy, dużo przypraw, ja zawsze daje pieprz, sól, paprykę słodką i ostrą, oregano, przyprawę do kurczaka, przyprawę do gyrosa, jakiegoś kucharka, co tam się trafi i będzie pasowało. Mieszamy jeszcze raz i formujemy okrągłe kotleciorki średniej wielkości, obtaczamy w mące i heja! na rozgrzany tłuszcz na patelni. Tyryryry obsmażamy z dwóch stron i podajemy z ziemniorami albo kaszą i jakąś super surówą. Można chlusnąć keczupem albo innym sosem.

(Zdjęcie z Kingowego instagrama)

4. Sojoburger

Składniki:

- kotlety sojowe (w każdym sklepie, koło 2 zł za opakowanie)

- bulion warzywny lub duża ilość przypraw

- sałata

- pomidor

- ogórek

- keczup

- majonez lub sos czosnkowy (dla wegetarian)

- buły (ilość zależna od wielkości żołądka i/lub liczby osób szamających)

Przygotowanie:

Kotlety sojowe w zależności od sposobu przygotowania (czytajcie na opakowaniu!) gotujemy lub namaczamy w wodzie z bulionem lub przyprawami (ja najczęściej mącę wodę pieprzem, solą, kucharkiem, paprykami, oregano, gyrosem, kurczakiem, czasem nawet curry lub kurkumą, czosnkiem w proszku itd. itp.), a następnie obtaczamy w mące lub bułce tartej i smażymy na złociutko. W tym czasie smarujemy rozkrojoną bułę keczupem lub czym tam chcemy i wkładamy do mikrofalówki na trochę. Ściągamy kotlety z patelni, ładujemy na bułę sałatę, potem kotleta (lub kilka), pomidora i ogórka i jeszcze raz wlewamy do środka keczup. Smacznego, yum.

Wiecie, jak coś to można zastąpić kotlety sojowe obsmażonym, przyprawionym tofu. Będzie równie super.

5. Tofu na słodko

Składniki:

- tofu ( myślę, że pół kostki wystarczy)

- syrop klonowy

- masło orzechowe

Przygotowanie:

Kroimy tofu w podłużne, nie za grube kostki. Na rozgrzaną patelnię wrzucamy trochę masła orzechowego, podgrzewamy je, lejemy troszkę syropu klonowego (tylko uważajcie bo superszybko paruje z teflonowych patelni), mieszamy. Wrzucamy pokrojopne tofu i mieszajaj, mieszajajaj, miąchaj, ciapaj. Jak się wszystko fajnie połączy to zrzucamy na talerz, polewamy syropem klonowym i jeszcze mieszamy i ciapamy. Tak, to normalne, że tofu się trochę pociapało i zmieniło kształt z kostki w… bliżej nieokreślone ciapajki. Smacznego!

Jak ktoś nie jest wega, to można ciapnąć jeszcze masy krówkowej. Mmm!

(sorka za snapowy pasek)

6. Smoothie

Składniki:

Generalnie smoothie można zrobić ze wszystkiego, ale podam niezawodne składniki.

- banan

- jabłko

- kiwi

- gruszka

Przygotowanie: Wrzucamy owocki do blendera i mieszujemy aż będzie gładkie. Wiecie, można zmienić nieco składniki i zmieszać chociażby roślinne mleko z bananem… No pychota, mówię Wam. Deser idealny, i sycący do tego!

(tu też)

7. Vega gofry!!!

Składniki:

- 3 szklanki mąki pszennej

- 2 łyżeczki proszku do pieczenia

- 1/3 szklanki soku z pomarańczy

- 1/3 szklanki oleju np. rzepakowego + trochę do nasmarowania gofrownicy

- 3 szklanki mleka roślinnego (każde się nada, ja robię na sojowym waniliowym)

- 2 łyżki cukru

- pół łyżeczki soli

- 1 łyżeczka olejku waniliowego

Przygotowanie:

Do miski wtegowujemy mleko, olej, sok, sól, cukier i olejek waniliowy. Mieszujemy. Potem dodajemy przesianą mąkę i mieszujemy na gładko, żeby nie było grudek. Smarujemy nagrzaną gofrownicę olejem, ciapiemy trochę ciasta i pieczemy koło 5 minut (zależy od Waszego sprzętu). Podajemy z czym tam chcemy. Omnomnom.

To ten, smacznego. I piszcie jak wrażenia.

LIII. Calm, quiet, OUR home.

- Czy my na pewno wszystko zabraliśmy? Ciuchy, łazienka, biżuteria, buty?

Bestia gorączkował się, stojąc przed jeszcze otwartymi drzwiami pokoju hotelowego.

- Cholera! Wiedziałem! – cisnął walizką o ziemię i wparował do łazienki.

Tak jak sądził, na półce od lustra leżał jego komunikator. Chwycił go i wrócił do czekającej współtowarzyszki.

- No, teraz mamy chyba wszystko. Możemy iść oddać kluczyk.

Rachel zadbała o to, by zostawić po ich pobycie należyty porządek. Zmyła naczynia, uporządkowała pościel, posprzątała łazienkę i wytarła kurze. Podczas gdy Beast Boy rozmawiał z recepcją, dziękował za świetną obsługę i tak dalej, ona milczała. Czuła się nieswojo, od kiedy dostała tego smsa.

Czas wyjeżdżać. Wezwana taksówka stała już na parkingu. Kierowca pomógł parze wpakować torby do bagażnika, zaraz potem wszyscy wgramolili się do samochodu i nim się obejrzeli, już byli w drodze. BB próbował uskuteczniać rozmowę z obojgiem współpasażerów, ale mimo jego starań, odzywał się tylko taksówkarz. Z początku dawał dziewczynie za wygraną, ale po jakimś czasie zaczął się martwić. Zapytał, czy wszystko w porządku, a w odpowiedzi usłyszał tylko, że tak, tylko dzień jest jakiś senny. Pomimo zmartwień, odpuścił.

Demonka skłamała. Najprościej mówiąc, czuła się jakby znów zrobiła coś złego wbrew swojej woli i nie wiedziała, jak to zatrzymać. Nie miała zielonego pojęcia, kto mógł być odpowiedzialny za te podejrzane wiadomości. Pierwszą osobą, która przychodziła jej na myśl, była Terra, ale to nie mogła być ona. Swoją drogą, ciekawe co się z nią stało po tej akcji w hotelu… Nieważne.

- No, kochani, jesteśmy na miejscu – zakomunikował pan Staś, znajomy kierowca. Logan wyszedł z auta, otworzył drzwi swojej ukochanej i zaczął wyciągać z auta walizki. Gdy skończył, rozliczył się z taksówkarzem, pozdrowił go i pomachał na pożegnanie.

- Dom – jęknął – I znowu dom.

- Spokojny, cichy, NASZ dom. – dokończyła nastolatka.

Oboje spokojnym krokiem ruszyli w stronę drzwi wejściowych. Przed drzwiami jeszcze na chwilę stanęli, spojrzeli na siebie z uśmiechami na twarzach i dopiero wtedy weszli do środka. Ledwo zdążyli przekroczyć próg,a przed nimi już pojawiła się ucieszona do granic możliwości Gwiazdka. Zaczęła piszczeć z radości i wyściskała porządnie przybyłych przyjaciół, wytrącając im bagaże z rąk. Po kilku minutach nareszcie uwolniła ich z uścisku i wpuściła do salonu, samej wnosząc ich toboły. Głośno zakomunikowała pozostałym członkom drużyny o powrocie Bestii i Raven, ale Cyborg i Robin zdążyli to ogarnąć już po pierwszym pisku szczęścia Star. Chłopcy wstali i przywitali się z współlokatorami. Padło kilka standardowych pytań: jak było, jak hotel, czy obsługa była w porządku, czy podobało im się to zachwalane SPA…

Po półgodzinnych opowieściach (głównie oczywiście gadał Bestia, Rav raczej została przy przytakiwaniu), para postanowiła się rozpakować. Już kilkanaście minut później pralka była pełna, a czyste ubrania i akcesoria łazienkowe ułożone z powrotem na swoich miejscach. No, prawie…

Rachel medytowała. Medytowała nareszcie w swoim pokoju. Mimo, że w hotelu bardzo jej się podobało, i tak tęskniła za swoimi prywatnymi czterema ścianami, za lustrem otrzymanym w prezencie na urodziny, za zasłoniętymi oknami i mroczną aurą demonicznej sypialni. Niezbyt długo cieszyła się spokojem i ciszą – już po dwudziestu minutach do drzwi zapukał Beast Boy.

- Kochanie… – zaczął.

- Nie kończ, wiem co chcesz powiedzieć – przerwała mu dziewczyna – Może jednak dasz mi się tym samej zająć?

- Ale Raven… jesteś pewna, że wiesz co robisz?

- Nie, ale mam przeczucie, że tak będzie lepiej.

- Niech więc tak będzie. Ale jeżeli nie zajmiesz się tym dostatecznie szybko…

- … to sam się tym zajmiesz. Tak, dobrze, TATO.

Zielony speszył się nieco. Zapytał tylko, czy Rae chce być sama, na co usłyszał, że może na razie sobie tutaj siedzieć. Usiadł więc na łóżku poniżej lewitującej w pozycji kwiatu lotosu dziewczyny i zatopił się w przemyśleniach. Nie wiedział, czy dobrze postąpił pozwalając ukochanej zająć się tą dziwną sprawą samej. Miał bardzo mieszane uczucia.