LXII. Really? I thought you will shout at me.

Raven obudziła się w śnieżnobiałej pościeli ze zdrętwiałą ręką. Rozejrzała się dookoła… No tak, skrzydło szpitalne w wieży. Ciekawe co tym razem się wydarzyło. Gdy demonka usiłowała podnieść się, dopiero zauważyła co było powodem dyskomfortu w lewej ręce. Poprawiła delikatnie wenflon i spojrzała z pogardą na wiszącą tuż nad nią kroplówkę. No to pięknie, zaczęło się latanie po szpitalach. Komunikator wskazywał godzinę czwartą nad ranem, więc Rachel postanowiła nie wołać do siebie nikogo z drużyny. Nie pamiętała absolutnie nic sprzed ostatniej doby. Zapamiętała tylko to, że rozmawiała z Bestią, a on powiedział coś, czego ona chyba nie chciała usłyszeć. Masując skronie, Rachel próbowała pozbyć się okrutnego bólu głowy, jednak średnio jej to pomagało, a nie zauważyła żadnych proszków przeciwbólowych w zasięgu kroplówki. O zaśnięciu nawet nie ma mowy. Pozostała medytacja, tylko ten cholerny wenflon przeszkadza…

Tymczasem w swoim pokoju Bestia również cierpiał na bezsenność. Przerastały go ostatnie wydarzenia, wieść o ciąży Raven, teraz utrata przez nią przytomności, to zbyt dużo jak na jego zieloną głowę. Sam nie wie, czy dobrze zrobił proponując swojej dziewczynie aborcję (cholera, jak to źle brzmi). Sądził, że ona również nie jest z faktu zadowolona, patrząc na jej wcześniejsze zachowanie. Robin stwierdził, że Raven zemdlała z bólu niewiadomego pochodzenia, a warto wspomnieć o tym, że o dziecku wie tylko BB. Nieźle się porobiło.

***

Powoli świtało. Robin, od razu po przebudzeniu, zerwał się i pobiegł do skrzydła szpitalnego. Odetchnął z ulgą, gdy zastał tam już przytomną Rae, zajętą medytacją.

- Cześć, Raven – przywitał się – Jak się czujesz?

- Nie gorzej, niż zwykle – rzuciła.

- Stało się coś? Chcesz o czymś pogadać? – lider martwił się o współlokatorkę.

- Jeśli już musisz wiedzieć… – zawahała się – Okropnie boli mnie głowa. Możesz podać mi jakieś proszki.

- Robi się.

Grayson wyszedł z sali, by za chwilę wrócić z ketonalem w dłoni. Podał przyjaciółce tabletki i wodę w kryształowej szklance. Rachel połknęła je szybko i wróciła do przerwanej czynności. Po chwili jednak zaczęła ją rozpraszać bliska obecność Robina.

- Mogę ci w czymś… pomóc? – zapytała.

- Raven, coś jest nie tak, widzę to. – powiedział zaniepokojonym głosem.

- Dramatyzujesz. – ucięła.

- Wcale nie, przecież wiesz, że wiem o tobie nieco więcej niż reszta…

- Nie musisz tego powtarzać za każdym razem, gdy rozmawiamy nieco poważniej niż zwykle – zgasiła go.

- Jak chcesz. Pamiętaj tylko, jak coś, to jestem do dyspozycji.

- Mhm.

No, nareszcie wyszedł. Na razie niech nikt nie wie, jeszcze nie wiadomo, co się wydarzy, jest zbyt wcześnie. Może Bestia ma rację… Może powinnam… Musimy porozmawiać.
Azarathka chwyciła komunikator i poprosiła w smsie chłopaka, by do niej przyszedł od razu, gdy się zbudzi.

Beast Boy nie przespał nawet minuty, więc odczytał wiadomość od razu. Ubrał się jakoś na odwal i ruszył w stronę skrzydła, po drodze wpadając na Gwiazdkę.

- Przyjacielu, trapi cię coś? Wyglądasz na zmartwionego czymś okropnym. – zapytała z typową dla siebie troską w głosie.

- Jest okej, Star, wszystko w porządku – odpowiedział niechętnie.

- Jesteś pewien? – kosmitka chciała się upewnić.

- Tak, tak – zrezygnowany Beastie przytaknął – Wszystko jest tak, jak zwykle…

Gwiazdeczka uśmiechnęła się i odleciała w stronę kuchni, więc BB kontynuował wędrówkę do „szpitala”. Szedł coraz mniej pewnie, wahał się, bał się kolejnej konfrontacji z ukochaną, mimo, że kochał ją najbardziej na świecie. Wstrzymał oddech, gdy otwierał szklane drzwi.

- Witaj, Raven – powiedział drżącym głosem. – Prosiłaś, bym przyszedł.

- Owszem, prosiłam – przytaknęła demonka. – Po raz kolejny musimy porozmawiać, nawet nie wiem, jak się tutaj znalazłam, więc wróćmy do tego, o czym mówiliśmy. Twoje zdanie nadal jest takie samo?

Bestia przełknął ślinę.

- Sam już nie wiem, źle to rozegrałem, wiem… To również… Głównie… To nasze… o rany!

- Nie, nie – przerwała mu nastolatka – Chyba masz rację, to zbyt wcześnie. Mamy jeszcze wystarczająco dużo czasu na to, teraz najlepszym wyjściem będzie twój pomysł.

- Naprawdę? Myślałem, że będziesz na mnie krzyczeć – chłopak otarł czoło rękawem – Ale jesteś pewna?

- To dopiero pierwsze tygodnie, to jeszcze nie dziecko, tego jestem pewna.

- Znajdę najlepszego lekarza, obiecuję.

Raven uśmiechnęła się. Może on rzeczywiście chce też mojego dobra.

LX. It’s not easy.

Raven płakała. Cicho, ale mocno.

Poprosiła przyjaciół, żeby dali jej zostać z Bestią sam na sam. Gdy spełnili jej prośbę, coś w niej pękło – zalała łzami całą bluzkę Garfielda i nadal nie mogła się opanować. Chłopak starał się ją uspokoić jak tylko mógł, ale sam bał się jej słów. Ona jednak jeszcze przez długi czas nie mogła wydusić z siebie słowa.
Wyczerpana płaczem zasnęła w objęciach Beast Boy’a.

***

Kiedy nazajutrz otworzyła oczy, oczywiście pierwszą osobą, którą ujrzała, był Beastie. Na mokrych od łez ustach zawinął się delikatny przebłysk uśmiechu, jednak szybko zniknął. Raven patrzyła na śpiącego chłopaka, roniąc znów kilka łez. BB chyba jakoś to wyczuł, gdyż po chwili się zbudził i przetarł ręką policzek swojej dziewczyny.

- Spokojnie, już dobrze – szepnął zaspanym głosem – Wszystko będzie dobrze, zaśnij jeszcze, to dobrze ci zrobi.

Rav na to tylko mocniej wtuliła się w jego ciało i po chwili usnęła ponownie.

Przed jedenastą zawył alarm, ale Robin kazał Bestii i Raven zostać w wieży. Sądził, że nie powinni w takich nastrojach wyruszać na akcję, bo tylko zaszkodzą sobie i im. Oczywiście poniekąd miał rację.

Gdy reszta drużyny ulotniła się z domu, Bestia wstał i poszedł do kuchni, informując o tym Raven, a następnie zajął się przygotowywaniem pysznego śniadania na osłodę wczorajszego wieczoru. Rachel natomiast zatopiła się w jakiejś książce, ale cały czas czytała jedną stronę w kółko, nie mogła się skupić. W końcu położyła ją na piersiach i spojrzała w sufit. Nie miała pojęcia, jak ma się zabrać za tę rozmowę. Sama jeszcze nie do końca mogła i chciała w to wierzyć, więc nic dziwnego, że nie wiedziała, jak ma się tym podzielić z Bestią. Może zaczekam z tym? Może mu nie powiem? błądziło po jej głowie. Jednak jak szybko jej to do głowy wleciało, tak szybko wyleciało. Wiedziała, że musi mu powiedzieć to dziś, nie ma odwrotu, co się stało, to się nie odstanie.

Chyba.

Kilkanaście minut później Logan zawołał swoją towarzyszkę na posiłek. Gorąca owsianka z owocami kusiła swoim zapachem, jednak Rae tylko miąchała w niej łyżką, wymigując się brakiem apetytu.

- Jeśli ci nie smakuje, zrobię coś innego – napomknął nastolatek, jednak ona zaprzeczyła. Po tej uwadze z jej talerza zaczęło w końcu ubywać.

Beast Boy martwił się. Martwił się i o swoją dziewczynę, i o rozmowę, która go czeka. Nie miał zielonego pojęcia czego się spodziewać, Ravy nawet nie pisnęła jednym słowem.

Tymczasem do wieży zdążyła wrócić już reszta Tytanów. Misja się udała, zresztą okazała się ona jakimś błahym napadem na bank, ot, codzienność. Robin, Gwiazdka i Cyborg mieli dobry humor, więc szybko coś przekąsili i zajęli się sobą. W tym czasie Raven zdążyła się ulotnić z powrotem do swojej sypialni, co BB zauważył dopiero po kilku, może kilkunastu minutach.

Demonka siedziała obolała na łóżku. Po wczorajszych wydarzeniach nadal bolał ją brzuch, a i głowa dawała się we znaki. Gdy Bestia wkroczył do jej pokoju, postanowiła wziąć się za siebie i wyznać to, co leży jej na sercu.

- Proszę cię, usiądź – pociągnęła chłopaka za rękę w stronę łoża – Musimy porozmawiać. Teraz.

Chłopak zaczął się denerwować, ale nie dawał tego po sobie poznać.

- Nasz pobyt w hotelu był miły, nie sądzisz? – zaczęła.

- Raven, przepraszam cię – przerwał jej – wiem, że lubisz owijać w bawełnę, ale proszę cię, powiedz o co dokładnie chodzi.

- To nie takie proste – przyciągnęła ręką po włosach, wzdychając ciężko – nie wiem czy zauważyłeś, ale wcale nie jest mi łatwo.

- Wybacz.

- Bestio – chwyciła go za dłoń – bo wtedy zdarzyło się coś jeszcze.

- Co masz na myśli? Znowu zrobiłem coś nie tak?

- Nie, skąd – zaprzeczyła szybko – wręcz przeciwnie, to znaczy…

- Spokojnie, spokojnie.

- Jestem spokojna. Bo po prostu chodzi o to… Pamiętasz tamtą noc?

- Jak mógłbym zapomnieć? Byłaś cudowna, zresztą ciągle jesteś, kurtka, co ja wygaduję. Ale co to ma do rzeczy?

- Bestio, nadal nic nie rozumiesz? – na twarzy Raven ponownie pojawił się cień uśmiechu.

- No tak średnio bym powiedział.

- Bestio – położyła jego dłoń na swoim brzuchu – jestem w ciąży…

Chłopaka zamurowało. Nie wiedział co powiedzieć, co zrobić, tylko otworzył szeroko oczy i patrzył na towarzyszkę.

- Ja chyba nie do końca rozumiem – wyjąkał – Czy ja… Będę ojcem?

- A jak myślisz? – Raven przewróciła oczami.

- Ojejku – wydusił jeszcze bardziej zielony niż zwykle Beast Boy.

LIX. We must talk about something.

Raven dobrze wiedziała, że Richard ma rację, ale nie dopuszczała do siebie myśli, że to prawda. Zaprzeczyła nerwowo. Kątem oka widziała, że Bestia siedział kawałek dalej z twarzą schowaną w dłoniach. Miał wyrzuty sumienia, nie chciał kłócić się ze swoją dziewczyną w takich chwilach. Chciał być przy niej, wspierać ją, widział, że coś jest nie tak. Gdy dziewczyna trochę się ogarnęła i usiadła na łóżku, poprosiła przyjaciół o opuszczenie pokoju. Wyszli wszyscy oprócz Garfielda. Chłopak zebrał się w sobie i postanowił przeprosić. Na początku tylko chodził od ściany do ściany nie wiedząc, jak ma zacząć, a Rachel wodziła za nim wzrokiem. W końcu zielony kucnął łapiąc swoją dziewczynę za rękę i odezwał się.

- Przepraszam cię. To nie miało tak być, sam nie wiem dlaczego tak to wyszło.

Rae tylko mruknęła potakująco pod nosem.

- Coś mnie tknęło, tak wiesz, od środka.

Demonka patrzyła na swojego chłopaka z uwagą.

- Mam dziwne przeczucia, że coś się wydarzyło. Nie wiem czy coś dobrego, czy wręcz przeciwnie.

- Przyznam ci rację – wydusiła wreszcie nastolatka – Coś się wydarzyło. Jeszcze nie wiem co, ale obawiam się, że nic dobrego.

Beast Boy zamknął oczy i położył głowę na rękach Raven. Tkwił w tej pozycji przez chwilę, ale niedługo potem podniósł się i usiadł obok zasmuconej towarzyszki, obejmując ją czule.

- Nieważne co się wydarzyło, pamiętaj, że zawsze będę przy tobie. Mimo chwil zwątpienia, pamiętaj, że cię kocham.

Dziewczyna runęła na pierś swojego chłopaka i rozpłakała się cicho.

- On wrócił, rozumiesz? – łkała – Wrócił po to, by coś mi przekazać, by znowu zniszczyć spokój, który nastał po jego ostatniej wizycie. On znowu chce mnie, chce nas, nie wiem, zastraszyć? Zgładzić?…

BB głaskał ametystowe włosy nie wiedząc, co ma powiedzieć. Bał się tak samo jak ona. Wiedział, do czego ta podła kreatura jest zdolna.

Po chwili Rachel znowu straciła przytomność i osunęła się na podłogę, za moment unosząc się kilka centymetrów ponad podłogę. Logan nie wiedział co ma zrobić, czym prędzej wezwał Robina puszczając sygnał przez komunikator. Już za moment w pokoju pojawiła się cała drużyna. Roztrzęsiona Gwiazdka pochyliła się nad przyjaciółką i złapała ją za rękę – wyczuła nierówny puls. Na czole demonki pojawiło się kilka kropel potu, co jakiś czas jęczała coś cicho, jakby coś ją tłumiło. Podłoga lekko drżała mimo, że Rav nawet jej nie dotykała.

***

- Musisz mnie wysłuchać, córko. – rozległ się głęboki głos.

- Nie będę, nie mogę, nie! – krzyczała rozpaczliwie Azarathka. Coś jakby przytrzymywało ją w jednym miejscu, nie pozwalało na nawet najmniejszy ruch, a potem łapało okropnym ukłuciem w brzuch. Wtedy wydzierał się z niej krzyk gorszy, niż kiedykolwiek. Łzy leciały jej ciurkiem po policzkach, a postać okryta cieniem płomieni zbliżała się coraz bardziej.

- Posłuchaj mnie – Trygon trzymał na dłoni swoją zrozpaczoną córkę – Tym razem to nie ja narobiłem Ci problemów, sama to zrobiłaś.

- Nie mów tak! – obolała podniosła się resztkami sił i spojrzała ojcu prosto w oczy – Jesteś przyczyną każdego mojego kłopotu, od samych moich narodzin, aż do teraz!

Demon zaśmiał się srogo i odłożył ledwo trzymającą się w pionie Raven na ziemię otoczoną lawą. Kucnął, by ponownie złapać z nią kontakt wzrokowy. Szturchnął ją palcem i szepnął coś, czego dziewczyna widocznie nie chciała wiedzieć – runęła na kolana i wrzeszczała, że to nieprawda, że kłamie, że to niemożliwe, jak to, nie…

***

Po męczących dziesięciu minutach Raven nareszcie otworzyła oczy. Złapała za rękę Bestię i wykończonym głosem wypowiedziała tylko dwa słowa: „Musimy porozmawiać”. Potem ponownie zamknęła oczy i przytuliła się do niego, pozwalając swoim łzom swobodnie spływać po policzkach.

To będzie ciężka rozmowa.

Ostatnia Notka Specjalna #10 – Special One Shot – Life is a Fairytale.

Kochani czytelnicy!

To już ostatnia, dziesiąta Notka Specjalna. Ten moment jest dla mnie… Przełomowy. Pięciocyfrowa liczba na liczniku odwiedzin to jest naprawdę coś. Dziękuję Wam za to, że mnie czytacie! Gdyby nie Wy, skończyłabym to fanfiction już dawno temu. 10 000… Nie do wiary!

Postanowiłam przypieczętować to wydarzenie one shotem. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Wybaczcie, że wstawiam go dopiero teraz, gdy na liczniku jest już ponad 10 300 wizyt.

Dziękuję Wam!

Wasza Kiniaa33

_______________________________

Mam dla Was wiadomość. Sądziliście, że dziwnym uczuciem jest obudzenie się w innym miejscu, niż zasnęliście? Otóż nie. Naprawdę dziwnym uczuciem jest obudzenie się w innym wymiarze. Tak właśnie. Otworzyłam oczy, mruknęłam coś pod nosem, niechcący szturchnęłam łokciem śpiącego jeszcze Bestię, i dopiero zrozumiałam, że oboje leżymy na trawie. Cholera, ale to nie była zwykła trawa – ta trawa była bladoróżowa. Pierwsza myśl: Może Gwiazdka znowu bawiła się moją księgą z zaklęciami? Ale hej, niby dlaczego w takim razie spałam na gołej ziemi… A może ja nie spałam? Sama już nie wiem.

- Bestio, obudź się – potrząsnęłam nim. Byłam coraz bardziej poddenerwowana tą dziwaczną sytuacją. Zielony jeszcze z zamkniętymi oczami przeciągnął się leniwie, dopiero po jakimś czasie łaskawie otwarł swe ślepia. Muszę przyznać, że minę miał komiczną, zapewne podobną do mojej zaraz po przebudzeniu. Stłumiłam delikatny uśmiech i spojrzałam na swojego chłopaka.

- Co tu jest grane…? – zapytał zaspanym głosem.

- Sama chciałabym wiedzieć.

Spojrzał na mnie jak na durnia. No cóż, powiedziałam prawdę. Nie miałam pojęcia gdzie jestem, co tu robię ani skąd się tu wzięłam. Odruchowo wyciągnęłam komunikator. Tak jak myślałam – o zasięgu mogłam sobie najwyżej pomarzyć. Zauważyłam tylko jednego nowego smsa i natychmiast go otworzyłam; był od Robina. Jego treść? Jak pewnie się domyślacie, nic konkretnego: „Przepraszam Was”. Nic więcej. Głupi.
Z drugiej strony, może to jakaś wskazówka? Wiadomość była jakby ucięta – Rob zawsze używa znaków interpunkcyjnych. Może wysłał to przez przypadek i ciąg dalszy miał zostać dosłany, ale dopadł go bezzasięg? Nie miałam pojęcia. Bestia również sprawdził swój sprzęt, ale do niego nie przyszło nic. Postanowiliśmy wspólnie poszukać jakiejś informacji, znaku, wskazówki, czegokolwiek co mogłoby nam podpowiedzieć gdzie jesteśmy.
Wszystko wygląda nadzwyczajnie. Nie wydaje mi się, żeby był to ziemski wymiar.

Wstałam i otrzepałam się z kurzu, a Bestia wziął ze mnie przykład. Obejrzeliśmy się dookoła, ale nie zauważyliśmy niczego znajomego. Wszędzie tylko bezkresne pole, pudroworóżowa łąka, kolorowe kwiatki, o, nawet przebiegła jakaś… Sarna? Coś na jej wzór w każdym razie, bo zwyczajna na pewno nie była. Tutaj wszystko było jakieś… Inne. BB zrobił się małomówny, co zdarza mu się również nieczęsto. Niepokoiła mnie ta cała sytuacja.

Nareszcie coś! Usłyszałam powiadomienie z komunikatora. Tym razem moje przypuszczenia także okazały się trafne – przyszła kontynuacja pierwszej wiadomości od Robina. Niestety zasięg jak łatwo przyszedł, tak łatwo uciekł. Czym prędzej otworzyłam więcej przybyłego smsa. A brzmiał on tak:

„, Gwiazdka wcale nie chciała umieścić Was w tej baśni, jest jej bardzo przykro… Mamy nadzieję, że sobie poradzicie. Czekamy na Wasz powrót, powodzenia!”

No to klops.

Ale hej, przynajmniej dobrze zgadłam, że to Gwiazdka coś zmajstrowała. Tylko teraz nasuwały się pytania: jaka do cholery baśń? W czym sobie poradzimy? Chyba rzeczywiście długo spałam… Lub byłam nieprzytomna.

Podzieliłam się newsami z chłopakiem. Pierwszy raz sobie cokolwiek przypomniał!

- Cybek coś mi opowiadał o księdze magicznych baśni… Z tego co kojarzę, to osoby, które dostały się do niej, żeby z niej wyjść muszą przeżyć jej fabułę… Czy coś takiego.

Kurczę, coraz lepiej. Po pierwsze, nikt mnie o istnieniu takiej księgi nie poinformował, a tym bardziej o tym, że mamy takową w domu. Po drugie – świetnie! Wylądowaliśmy w jakiejś drętwej bajeczce, a do tego musimy odwalić jakąś historyjkę do niej. Fenomenalnie.
Dobrze byłoby dowiedzieć się, gdzie w ogóle jesteśmy. Znam dużo baśni i bajek, ale nie kojarzę takich szczegółów, jak… Różowe roślinki. O rany, w niezłe bagno wdepnęliśmy.

Beast Boy usiadł ponownie na przesadnie uroczej ziemi i zaczął grzebać w komunikatorze. Szukał lokalizacji? Niee! To nie w jego stylu. Ten głupol wygooglował sobie najpopularniejsze baśnie. Znowu zachciało mi się śmiać. Kucnęłam obok niego i oparłam głowę na jego barku. Kopciuszek? Niee, nie zaczynałoby się od łąki. Piękna i Bestia? Zbyt oczywiste. Roszpunka? Na pewno nie.
Więc gdzie my jesteśmy?
Zamknęłam na chwilę oczy i pomasowałam się po skroniach. Wpadliśmy jak śliwka w kompot. Chwila… Co jest?…

***

O RANY! Znowu zasnęłam? Cholera jasna, niech ten dzień się już skończy. Gdzie jest Bestia? Gdzie ja jestem? Przecież przed chwilą byłam na łące, a teraz nagle obudziłam się w jakimś pokoju? Jeny, ile tu błyskotek. Prawie wszystko złote. Ktoś puka. Może to Bestia? Wstałam i poszłam otworzyć. Dlaczego mam na sobie jakąś wstrętną, pstrą sukieneczkę? I chyba zmalałam…

- Witaj córeczko, wszystkiego najlepszego z okazji piętnastych urodzin – do pokoju weszła jakaś kobieta i
przytuliła mnie – zbierz się i zejdź do jadalni, czekamy razem ze służbą i ojcem.

Chwila, chwila. Jaką znowu służbą i ojcem? Ktoś tu chyba stroi sobie ze mnie żarty… I nadal nie wiem, gdzie jest mój chłopak. Przeczesałam włosy (z resztą jakoś przydługie jak na mnie), ubrałam leżące obok łóżka buciki i poszłam na poszukiwania owej jadalni. Po drodze zgubiłam się ze trzy razy, zdążyłam zauważyć, że utknęłam w jakimś pałacu, czy coś w tym guście… Aż w końcu znalazłam szukane pomieszczenie. W środku, przy ogromnym stole siedziało już pełno ludzi, widocznie na mnie czekali. Przy samym wejściu lokaj przywitał mnie słowami „Jak się spało, wasza wysokość?”, co zdziwiło mnie jeszcze bardziej. Usiadłam na wskazanym przez znajomą mi już kobietę miejscu przy stole i słuchałam jej opowieści.

Babeczka opowiadała, że nie wie jak to możliwe, że to już piętnaście lat od kiedy jestem na świecie, że tak szybko dorastam, za chwilę stanę się kobietą, nawet wspomniała coś o jakichś wróżkach, a ja siedziałam z kamienną twarzą, by tylko nie wybuchnąć śmiechem. Nie miałam pojęcia kim są ci ludzie. Gdy moja (tak podejrzewam) matka skończyła historię mojego dotychczasowego życia, od stołu wstał mężczyzna i wręczył mi diamentowy diadem. Służba założyła mi go na głowę i zaczęła się uczta.

***

Gdy przyjęcie się zakończyło dochodziła już godzina 15. Moi rodzice, którzy okazali się parą królewską, musieli pilnie opuścić zamczysko w celu odbycia jakiegoś spotkania. Jakoś mnie w sumie mało to interesowało.
Jak się później dowiedziałam, w pałacu oprócz służby została ze mną moja opiekunka. Coś tu było nie halo – piętnastolatka i opiekunka? Przewrażliwiona rodzinka.
Opiekunka przedstawiła mi się, ale oczywiście zapomniałam jej imienia, gdyż zdawało mi się ono nieistotne. Powiedziała mi potem tylko, że musi zrobić coś ważnego w jednej z komnat, żebym była grzeczna, bla bla bla… a ona zaraz wróci. Przytaknęłam dla świętego spokoju i usiadłam przed lustrem.

Wyglądałam dziwnie.
Mówiłam już, że włosy mi… urosły. Nie przypuszczałam jednak, że także ich kolor się zmienił. Nie mam pojęcia jak to możliwe, że do tej pory jeszcze tego nie zauważyłam, ale byłam teraz szatynką! I to nie wszystko! Moja czakra miała kształt korony i zmieniła kolor na żółtawy, co wyglądało żałośnie i śmiesznie; moje ciało również wyglądało inaczej, bo byłam wyraźnie chudsza. Brakowało też moich piersi. Również moja karnacja stała się nieco ciemniejsza. Co tu się najlepszego wydarzyło…

Zaczęło mi się nudzić. Siedziałam tak przy toaletce i machałam chudymi nóżkami, gniotąc idealnie wyprasowaną, królewską suknię. W okolicy żadnej, absolutnie żadnej książki, rozumiecie to?! Jak tak można żyć w ogóle…
Postanowiłam wybrać się na przechadzkę po swoim ówczesnym domu. Zwiedziłam kuchnię, salę konferencyjną, sypialnię rodziców (nigdy nie widziałam tyle złota na raz), siłownię (nie wiedziałam, że w pałacach są siłownie), pokój gościnny, wszystkie sześć łazienek, pokój rozrywkowy (wiecie, zabawki, gry planszowe, jakieś dziwne pierdoły których przeznaczenia nie umiem rozszyfrować i inne podejrzane rzeczy) i salon. Zostało mi jedno pomieszczenie – strych. Sprawdziłam co robi moja opiekunka – zasnęła jak suseł, więc mogłam sobie spokojnie zwiedzać dalej. Weszłam po skrzypiących schodach i popchnęłam ciężkie, drewniane drzwi, a moim oczom ukazał się stary, najwidoczniej opuszczony warsztat tkacki. Na rozpadającym się stole rozłożony był jakiś skomplikowany sprzęt, a że lubię uczyć się nowych rzeczy, postanowiłam spróbować go ogarnąć. Już zaczynało mi coś wychodzić, gdy musiałam poprawić jedną z nici i zacięłam się na jednym z części maszyny. Z palca poleciało mi trochę krwi, ale starłam ją swoją wspaniałą sukieneczką i nie przejmowałam się tym zbytnio.

Po chwili znudziło mi się tkanie, bo nie dawało szybkich efektów, a praca była monotonna i nudna. Zeszłam z powrotem do swojej komnaty, dokładnie zamykając za sobą drzwi na strych. Nadzorująca mnie dziewczyna nadal spała, a co dziwne, mi też zachciało się spać… Ułożyłam się wygodnie na swoim królewskim łóżku i zasnęłam jak zabita.

_________________________________________

Co to był za facio? Kurtka, dalej nie wiem gdzie jestem, a wszyscy wokół pytają mnie czy odnalazłem nareszcie swoją wybrankę. Gdzie jest Raven?! Ona wiedziałaby co robić! Ten gracior – komunikator – jak zwykle nie działa wtedy, kiedy go potrzebujemy. Ludzie, co to znowu za laski… Idą chyba w moją stronę. W ogóle dlaczego mam na sobie jakieś dzikie pantalony i koronę? A te lale to dopiero są odwalone, jak stróż w Boże Ciało. Ten koleś co do mnie gadał też wyglądał jakoś dziwacznie. Tu wszystko jest dziwaczne!!

- Wasza wysokość, przyszły wieści z miasta – odezwała się jedna z panienek – przeczytać, czy przekazać dalej?

- Daj mi to kobieto – wyrwałem jej z ręki zwój z wiadomością i zabrałem się za czytanie.

Kurczaki, to chyba był jakiś odpowiednik naszych gazet… Że też komuś chce się to wszystko pisać.

No nieźle! Pójdę tam. Może przy okazji znajdę Raven. A no, i słyszałem jak te paniusie gadały między sobą, że za podołanie temu wyzwaniu gwarantowana jest jakaś nagroda, hehe…
Nie było czasu do stracenia.

Od razu zmieniłem się w sokoła i wyleciałem z mojego miejsca pobytu (jakiś zamek czy coś), kierując się w stronę tego opuszczonego pałacu królewskiego. No. Był trochę… obrośnięty. Przez te sto lat zdążyło tu wyrosnąć dużo roślinek. Ale co to dla mnie, phi. Zmieniłem się w jaszczurkę i wspiąłem się po najwyższym drzewie, dostając się do jedynego uchylonego okna. Wgramoliłem się do środka i zmieniłem z powrotem w ludzia. Chyba wbiłem na korytarz, bo było tu pełno drzwi. Otworzyłem kilka i wszędzie widywałem tylko śpiących ludzi… Brr, trochę to straszne.

W końcu jednak dotarłem do komnaty, gdzie wszystko wyglądało w miarę normalnie. Wszedłem do środka i zauważyłem, że ktoś śpi normalnie, na łóżku, w pościeli, jak normalny człowiek! Pochyliłem się nad łóżkiem i odgarnąłem kołdrę. PRZECIEŻ TO RAVEN!
Weźcie mnie trzymajcie, bo nie uwierzę. Moje słoneczko najdroższe, tutaj cię mam!

Rae wyglądała jakoś inaczej, ale i tak ją poznałem, wiedziałem, że to na pewno ona. Pogłaskałem ją po brązowych włosach i dałem buziaka. Nareszcie się obudziła.

_______________________________________

- BESTIO! – ucieszyłam się na widok swojego chłopaka. Przytuliłam go najmocniej jak potrafiłam. Razem słyszeliśmy jak wszystko wokół nas budzi się do życia, dosłownie. Przypomnieliśmy sobie, że to przecież baśń, w której znaleźliśmy się za sprawą Gwiazdeczki.
I nagle w pokoju pojawiła się jakaś wróżka czy inne dziwadło, i za machnięciem jej różdżki pojawiliśmy się z powrotem w naszej ukochanej wieży.

Już za chwilę dał się słyszeć okrzyk powitalny Starfire. Wyściskała nas i przeprosiła za problem.

Jednak my oboje nie gniewaliśmy się na przyjaciółkę. Po prostu cieszyliśmy się sobą.

Przynajmniej będziemy mieli co wspominać.

LVIII. I am here, because I must tell you something.

Atmosfera po obiedzie była lekko napięta.

Chyba już każdy z drużyny zdążył zauważyć, że między Bestią a Raven znowu wszczęła się jakaś sprzeczka. Gwiazdka położyła głowę na ramieniu swojego chłopaka, na co on objął ją ramieniem. Oni kłócili się bardzo rzadko, a jeżeli już im się to zdarza, to o błahostkę. Nie to co druga para – Bestia i Raven często się sprzeczali, praktycznie zawsze któreś z nich miało jakieś „ale”, co nie zmieniało faktu, że się kochają. Ot, takie miłosne przekomarzania.

A przynajmniej tak sobie wmawiali.

Generalnie w wieży było spokojnie. Dochodziła godzina 20, Tytani rozlecieli się po swoich pokojach… Było cicho.

Było cicho, dopóki z korytarza nie zaczęły dochodzić podejrzane dźwięki. Stuki, puki, zgrzyty… Pierwsza z pokoju wyskoczyła Gwiazdka. Tym razem jednak nie została skrytykowana pod względem swojej histerii, z której była dobrze znana. Star jest wrażliwą osóbką, a do tego wielu rzeczy i zdarzeń się śmiertelnie boi, o czym wiedzą jej przyjaciele, ale zdążyli się już do tego w miarę przyzwyczaić. Pierwszą osobą, do której kosmitka się zwróciła, był oczywiście jej chłopak. On również słyszał potrzaskiwania i postanowił razem z czerwonowłosą zawiadomić resztę drużyny i zarządzić poszukiwania źródeł tego dziwnego zjawiska.

Tytani niechętnie wygramolili się ze swoich jam, szczególnie Bestia nie miał najmniejszej ochoty na dodatkową, wieczorną integrację drużynową. Miał dość tego dnia, Rachel z resztą też nie paliła się do roboty.
Chcąc nie chcąc, nastolatkowie musieli się zebrać w sobie i przejść wieżę T od góry do dołu.

Raven czuła się coraz gorzej. Nie to, że robiła się chora, czy coś, tylko niepokój powoli zaczął wypełniać jej umysł. Przez jej głowę przeniknęło kilka niekontrolowanych myśli, co nie zdarzało się już od bardzo dawna. Wydawało jej się, że na ścianach widzi przez sekundę płomienie, miała wrażenie, że traci grunt pod nogami… Robiło jej się słabo.

Jak zapewne wiecie, pierwszą osobą, która dostrzega drobne na początku problemy Tytanów, jest zawsze Robin. Zauważył on lekko chybotliwy chód demonki i to, że co jakiś czas masuje sobie ona skronie.

- Wszystko w porządku, Raven? – zapytał troskliwie.

- Co?… – jęknęła – A, tak, wszystko jest dobrze.

- Przecież widzę, że coś jest nie tak. Boli cię głowa?

- Może trochę.

- Wróć do pokoju, sami też sobie poradzimy. – zaproponował z przyjacielskim uśmiechem lider.

- Sama nie wiem czy to dobry pomysł…

- Robin ma rację – wtrąciła Gwiazdeczka – Powinnaś odpocząć, bóle głowy wcale nie są miłym zjawiskiem, przyjaciółko.

- Niech wam będzie. Informujcie mnie na bieżąco – rzuciła, odlatując w stronę swojej sypialni.

Cisza. Spokój.

Roth postanowiła pomedytować. Nie chciała brać żadnych proszków przeciwbólowych – uważała, że medytacja jest lekiem na wszystko, i poniekąd miała rację. Zwracając się plecami do zasłoniętego już okna, uniosła się w powietrze na wysokość mniej więcej metra układając nogi w pozycję lotosu i pochłonęła się w otchłań swojego umysłu.

Na początku było wszystko w porządku, wydawało jej się nawet, że ból całkowicie się ulotnił. Dopiero gdy usłyszała krzyk zorientowała się, że jednak nie wszystko ma pod kontrolą, gdyż nie dochodził on z wnętrza wieży, lecz był słyszalny tylko w jej głowie. Zrozumiała to, gdy po chwili usłyszała go ponownie, ale już z konkretnym słowem. Było to jej imię.

Na jej czole pojawiła się kropla potu. Minutę później ujrzała przed sobą czerwony obraz, z ziemi buchał ogień, a w oddali dała się dostrzec jakaś dziwnie znajoma postać. Rachel oniemiała, kiedy spojrzała na jej sylwetkę dokładniej. Znała ją aż za dobrze, mimo, że już trochę minęło od czasu, gdy widziała ją ostatni raz.

- Zostaw mnie w spokoju! Nie, to niemożliwe, to nie możesz być ty! – wydarła na całe gardło.

- Uspokój się, Rachel. Jestem tu, by ci coś przekazać.

- NIE BĘDĘ CIĘ SŁUCHAĆ! Nie ma mowy, nie! Odejdź, precz!

- Jeżeli nie dowiesz się tego ode mnie, będzie już za późno…

- ODEJDŹ! NIE CHCĘ CIĘ WIDZIEĆ!

***

Gdy Raven otworzyła oczy, ujrzała nad sobą krąg swoich przyjaciół. Jeszcze mocniej niż wcześniej bolała ją głowa.

- Powiedz Raven… To znowu on, prawda…? – zapytał zdenerwowany lider drużyny, podpierając kark odnalezionej, dopiero co oprzytomniałej Tytanki.

Notka Specjalna #9 – BBRae’s sms-conversations.

W tej przedostatniej już Notce Specjalnej chciałabym pokazać Wam mały wgląd w… historię smsów naszej ukochanej pary. Oboje się zgodzili, mimo, że Raven na początku nie miała ochoty udostępniać mi swojego telefonu, ale Raven to Raven… Bestia nie miał problemu. ;) Myślę, że to fajne przypomnienie niektórych wydarzeń, mała forma sprawozdania – wspomnijmy kilka momentów z „życia” fanfiction.

Ciekawa jestem, czy zgadniecie z kiedy te smsy pochodzą… Co się wtedy działo?
Zadanie dla wytrwałych :P
Powodzenia!

Czekam na odpowiedzi c:

LV. My green sweetie

- Angelino, zapraszamy cię do wieży – zaproponował Robin po rozmowie z podejrzanym typem – Ochłoniesz trochę i porozmawiamy.

Dziewczyna chętnie przystała na propozycję, odgarniając na plecy swoje niedługie, blond włosy. Gwiazdka coraz bardziej odsuwała się od niej, bo przybyszka zaczynała działać jej na nerwy, jednak nikt z drużyny nie zwrócił na to uwagi. Bestia szedł bokiem obmyślając szczegóły działania, Cyborg pisał SMSa, Raven jak zwykle podchodziła do „akcji” obojętnie, a Robin… Właśnie, Robin. On cały czas rozmawiał z Angeliną, wypytywał ją o prywatne sprawy. Zdążył dowiedzieć się, że ta średniego wzrostu 20-latka pochodzi z Europy, ale od niedawna mieszka na obrzeżach Jump City. Do USA przybyła, by studiować. Oczywiście lider poznał już jej zainteresowania, wyciągnął z niej to, że studiuje prawo administracyjne, interesuje się sportem (chętnie gra w piłkę nożną i biega, ale nie pogardzi pływaniem czy siłownią), miała jednego chłopaka, ale zerwała z nim przy wyjeździe za granicę, jej matka ma na imię Teresa a ojciec Ralf, w swoim mieszkanku ma rottweilera – Cerbera, a w domu rodzinnym miała konie, bo pasjonowała się hodowlą i jazdą na nich… Słowem – w piętnaście minut dowiedział się praktycznie wszystkiego. Chyba mu się zapomniało, że mieli rozmawiać o sprawach wyłącznie zawodowych. Niedziwne więc, że Starfire zaczęła się irytować.

Gdy grupa wreszcie znalazła się w wieży, nikt nawet nie zauważył, że Raven zdążyła przeteleportować się do swojej sypialni. Po prostu nudziły ją dyrdymały wypływające z ust jej towarzyszy, a dzisiejszy gość również jej działał na nerwy. Nawet Beast Boy tak zajął się wymyślaniem swoich przyszłych poczynań, że nie zorientował się, że jego ukochana się ulotniła! Reszta drużyny natomiast rozgościła się w salonie, stawiając na stół nachosy i soki owocowe. Angela (tak zaczął na nią mówić Robin) rozluźniła się już i prawie zapomniała o całym zajściu… Ale Cyborg nareszcie zdecydował się poruszyć ten temat. Kobietka niechętnie przerwała kolejną pasjonującą rozmowę z liderem Tytanów i opowiedziała ze szczegółami historię dzisiejszego dnia. Wczoraj napisał do niej Adam, przyjaciel z klasy szkoły podstawowej, bo jakimś cudem dowiedział się, że panienka wyprowadziła się z ukochanego miasta i wyjechała do Stanów, akurat do tego samego miasta, w którym on mieszka od początków szkoły średniej. Chciał się spotkać, powspominać stare czasy… A ona się zgodziła. Nie miała pojęcia, że na miejscu zastanie starego faceta, którego pierwszy raz widzi na oczy. Nie znała jego zamiarów, więc uciekła i skryła się między blokami…

No i tak snuła i snuła się między słowami, aż w końcu Bestia przysnął na kanapie. Biedulek tak się zamyślił, że nim się obejrzał, a słodziutko drzemał. Robin natomiast słuchał przybyszki z zainteresowaniem, co niesamowicie wściekało Gwiazdeczkę. Czuła się nieswojo, więc postanowiła wziąć go na słowo. Cyborg gdzieś wyszedł, a Raven siedziała u siebie w pokoju i medytowała. Po jakimś czasie Angelina stwierdziła, że jest późno i musi iść, mimo próśb i nalegań ze strony Richarda ulotniła się z wieży chwilę później. Oj, ma chłopak przerąbane.

Rachel natomiast nareszcie postanowiła wyłonić się ze swojej jamy i zobaczyć co tam u Garfielda. Gdy weszła do względnie pustego salonu i dokładnie się przyjrzała, by za moment ujrzeć swojego chłopca śliniącego poduszkę, uśmiechnęła się delikatnie. Nawet nie wiedziała, co ją czeka po jego przebudzeniu.

LIV. What was that actually, dude?

Spokój oczywiście nie trwał długo – po 2 minutach od zakończenia rozmowy na całą wieżę zawył alarm. Bestia poczuł się trochę niepewnie, w końcu przez te trzy dni zdążył się mocno rozluźnić. Raven natomiast nie przejęła się tym zbytnio – ot, tytanowy chleb powszedni. Już zapomniała o porwaniu, zapomniała o problemach, chciała się tylko zrelaksować; nieważne czy w pokoju, czy na polu walki.

Po chwili z salonu dał się słyszeć znany przez nas okrzyk Robina, więc wszyscy bohaterowie wylecieli/wybiegli z domu za swoim liderem w kierunku miejsca zbrodni. Beast Boy koniecznie chciał zatrzymać Raven w domu, z pięćdziesiąt razy pytał ją czy wszystko w porządku, czy aby na pewno chce iść bla bla bla… Ona oczywiście nie zawahała się ani razu. W sumie to jakoś im umknęło jaka właściwie to akcja – kto i co zaatakował? BB zaczął wypytywać lidera i pozostałą część drużyny, ale nie uzyskał konkretnej odpowiedzi. Naburmuszył się tylko i pędził dalej.

Zdziwił się trochę, gdy na miejscu zobaczył tylko jakiegoś faceta w średnim wieku. Wszyscy spojrzeli pytająco na kapitana, ale on sam nie wiedział co ma powiedzieć.

- Przyrzekam, że wezwanie dobiegało właśnie z tego miejsca – tłumaczył się nieporadnie – Rozglądnijmy się, może rzeczywiście coś się tu wydarzyło…

- Na moje oko to wszystko jest w jak najlepszym porządku – zauważył Cyborg.

- Robin, jesteś pewien, że to było wezwanie, a nie piknięcie wyczerpującej się baterii?

Lekki chichot po kwestii Rachel delikatnie wyprowadził Graysona z równowagi. Postanowił, że po prostu zapyta obecnego na miejscu mężczyznę.

- Przepraszam, czy wszystko w porządku? – zapytał grzecznie.

- Jak najbardziej – usłyszał w odpowiedzi – Nie widzieliście gdzieś blondynki wyglądając na około 20 lat?

- A coś się wydarzyło? – Gwiazdeczka stanęła na ziemi.

- Nie. Rozmawialiśmy, powiedziała, że zaraz wróci, odeszła i nie wróciła.

W tym momencie Robin wysłał Tytanom wymowne spojrzenie.

- Dobrze, ale jakby coś się działo, to proszę mówić – dokończył – Do widzenia panu!

***

- Co to w ogóle było, stary? – oburzył się Bestia – Tylko po to wychodziliśmy z domu?!

- Musimy znaleźć tę dziewczynę.

Team przytaknął i wszyscy wyruszyli na poszukiwania. Garfield od niechcenia zmienił się w zielonkawego labradora i próbował wywęszyć poszukiwaną, na szczęście – ze skutkiem. Zawył wzywając przyjaciół i odkrył, że dana „dwudziestoletnia blondynka” siedzi skulona w ślepym zaułku pomiędzy dwoma kamienicami. Drużyna naradziła się i zgodnie stwierdziła, że najlepiej będzie, jeżeli pierwsza podejdzie Starfire. Dziewczyna ma naprawdę dobre podejście do ludzi.

- Przepraszam? – napomknęła, by nie wystraszyć odnalezionej – Czy możemy porozmawiać…?

- GWIAZDKA! – młoda kobieta rzuciła się kosmitce na szyję – Jak dobrze, że cię widzę! Przepraszam, że was wezwałam, ale…

- Spokojnie, już jest wszystko dobrze, nie denerwuj się – rzekł Robin głosem bohatera (mimo kpin ze strony demonki) wkraczając w ciemny kąt – Opowiedz dokładnie, co się wydarzyło.

- No więc – Nieznajoma wypuściła ciężko powietrze z płuc, by trochę się uspokoić – Pewnie nie widzieliście tego…

- Dziwnego typa dwie przecznice stąd? – Przerwał jej Zielony.

- Tak, właśnie jego. Napisał do mnie wczoraj, czy możemy się spotkać, podszywając się pod mojego starego znajomego. Byłam pewna, że piszę z kolegą z klasy z podstawówki. Gdy jednak przybyłam na miejsce, wyżej wspomniany Ralph okazał się jakimś czterdziestoletnim zboczeńcem: usiadłam do stolika czekając na kolegę, a on się dosiadł i zaczął wygadywać jakieś obrzydliwe rzeczy! Poczułam się zagrożona i pierwsze co mi przyszło do głowy, to wy…

- Bardzo dobrze zrobiłaś, kochana…

- Angelina, mam na imię Angelina.

- Angelino. Dobrze, że nie dopuściłaś do czegoś gorszego. – Urwała Gwiazdka.

Podczas, gdy Tytani próbowali uspokoić trochę nowo poznaną kobietkę, Bestia przetwarzał nowe informacje. Telefon, SMS, podejrzane wiadomości… To wszystko pasowało pod ostatni scenariusz odegrany w hotelu! Oj, nie brzmi to dobrze. Nim chłopak się obejrzał, Robin wziął dziwnego faceta na pogadankę. Już chwilę później w zielonym mózgu powstał dokładny plan działania.

LIII. Calm, quiet, OUR home.

- Czy my na pewno wszystko zabraliśmy? Ciuchy, łazienka, biżuteria, buty?

Bestia gorączkował się, stojąc przed jeszcze otwartymi drzwiami pokoju hotelowego.

- Cholera! Wiedziałem! – cisnął walizką o ziemię i wparował do łazienki.

Tak jak sądził, na półce od lustra leżał jego komunikator. Chwycił go i wrócił do czekającej współtowarzyszki.

- No, teraz mamy chyba wszystko. Możemy iść oddać kluczyk.

Rachel zadbała o to, by zostawić po ich pobycie należyty porządek. Zmyła naczynia, uporządkowała pościel, posprzątała łazienkę i wytarła kurze. Podczas gdy Beast Boy rozmawiał z recepcją, dziękował za świetną obsługę i tak dalej, ona milczała. Czuła się nieswojo, od kiedy dostała tego smsa.

Czas wyjeżdżać. Wezwana taksówka stała już na parkingu. Kierowca pomógł parze wpakować torby do bagażnika, zaraz potem wszyscy wgramolili się do samochodu i nim się obejrzeli, już byli w drodze. BB próbował uskuteczniać rozmowę z obojgiem współpasażerów, ale mimo jego starań, odzywał się tylko taksówkarz. Z początku dawał dziewczynie za wygraną, ale po jakimś czasie zaczął się martwić. Zapytał, czy wszystko w porządku, a w odpowiedzi usłyszał tylko, że tak, tylko dzień jest jakiś senny. Pomimo zmartwień, odpuścił.

Demonka skłamała. Najprościej mówiąc, czuła się jakby znów zrobiła coś złego wbrew swojej woli i nie wiedziała, jak to zatrzymać. Nie miała zielonego pojęcia, kto mógł być odpowiedzialny za te podejrzane wiadomości. Pierwszą osobą, która przychodziła jej na myśl, była Terra, ale to nie mogła być ona. Swoją drogą, ciekawe co się z nią stało po tej akcji w hotelu… Nieważne.

- No, kochani, jesteśmy na miejscu – zakomunikował pan Staś, znajomy kierowca. Logan wyszedł z auta, otworzył drzwi swojej ukochanej i zaczął wyciągać z auta walizki. Gdy skończył, rozliczył się z taksówkarzem, pozdrowił go i pomachał na pożegnanie.

- Dom – jęknął – I znowu dom.

- Spokojny, cichy, NASZ dom. – dokończyła nastolatka.

Oboje spokojnym krokiem ruszyli w stronę drzwi wejściowych. Przed drzwiami jeszcze na chwilę stanęli, spojrzeli na siebie z uśmiechami na twarzach i dopiero wtedy weszli do środka. Ledwo zdążyli przekroczyć próg,a przed nimi już pojawiła się ucieszona do granic możliwości Gwiazdka. Zaczęła piszczeć z radości i wyściskała porządnie przybyłych przyjaciół, wytrącając im bagaże z rąk. Po kilku minutach nareszcie uwolniła ich z uścisku i wpuściła do salonu, samej wnosząc ich toboły. Głośno zakomunikowała pozostałym członkom drużyny o powrocie Bestii i Raven, ale Cyborg i Robin zdążyli to ogarnąć już po pierwszym pisku szczęścia Star. Chłopcy wstali i przywitali się z współlokatorami. Padło kilka standardowych pytań: jak było, jak hotel, czy obsługa była w porządku, czy podobało im się to zachwalane SPA…

Po półgodzinnych opowieściach (głównie oczywiście gadał Bestia, Rav raczej została przy przytakiwaniu), para postanowiła się rozpakować. Już kilkanaście minut później pralka była pełna, a czyste ubrania i akcesoria łazienkowe ułożone z powrotem na swoich miejscach. No, prawie…

Rachel medytowała. Medytowała nareszcie w swoim pokoju. Mimo, że w hotelu bardzo jej się podobało, i tak tęskniła za swoimi prywatnymi czterema ścianami, za lustrem otrzymanym w prezencie na urodziny, za zasłoniętymi oknami i mroczną aurą demonicznej sypialni. Niezbyt długo cieszyła się spokojem i ciszą – już po dwudziestu minutach do drzwi zapukał Beast Boy.

- Kochanie… – zaczął.

- Nie kończ, wiem co chcesz powiedzieć – przerwała mu dziewczyna – Może jednak dasz mi się tym samej zająć?

- Ale Raven… jesteś pewna, że wiesz co robisz?

- Nie, ale mam przeczucie, że tak będzie lepiej.

- Niech więc tak będzie. Ale jeżeli nie zajmiesz się tym dostatecznie szybko…

- … to sam się tym zajmiesz. Tak, dobrze, TATO.

Zielony speszył się nieco. Zapytał tylko, czy Rae chce być sama, na co usłyszał, że może na razie sobie tutaj siedzieć. Usiadł więc na łóżku poniżej lewitującej w pozycji kwiatu lotosu dziewczyny i zatopił się w przemyśleniach. Nie wiedział, czy dobrze postąpił pozwalając ukochanej zająć się tą dziwną sprawą samej. Miał bardzo mieszane uczucia.

Notka Specjalna #6 – Cyborg’s worldview.

Dziękuję, że czytacie te moje bazgroły! Pykło nam 6000 wejść, niesamowicie mnie to uszczęśliwia. Kocham ♥
Dedykacja dla pomysłodawczyni Klaudii:*

_____________________________________

Jest godzina 2:00, a ja nie mogę zasnąć, kurczę. Ciekawe która część nawaliła… Nieważne, kiedyś to dopracuję. Spróbuję trochę pomyśleć, skupić się na czymś, może szybciej usnę.

No więc… Od czego zacząć? W sumie moje życie było ciekawe. Zaczęło się nieciekawie, nadal mam wyrzuty sumienia, nadal tęsknię za Mamą, ale czasu nie cofnę. No cóż zrobisz? Nic nie zrobisz. Stało się i się nie odstanie. Czasem zastanawiam się, czy to dobrze, że cudem przeżyłem ten wypadek, że zastąpiono mi połowę ciała tym ustrojstwem. Jak widać, tak musiało być, jestem, żyję, funkcjonuję, chociaż w połowie napędzany przez maszynę. Potem było dołączenie do Tytanów. Poszczęściło mi się, że z nimi jestem. Gdyby nie oni, pewnie już by mnie tu nie było, nie znalazłbym swego rodzaju sensu życia, kogoś, dla kogo mógłbym codziennie wstawać z łóżka. Równie dobrze mogłem strzelić sobie w łeb. No, przeżyliśmy trochę, mieliśmy wzloty i upadki. Parę przygód z Bratem Krwiakiem zmieniło mnie. Wtedy też poznałem moją teraźniejszą dziewczynę, Jinx, z czego niesamowicie się cieszę, kocham ją naprawdę mocno. I mam nadzieję, że ona mnie też.

Rany, dlaczego ja nadal nie śpię?! O czym mogę jeszcze myśleć… Baranów nie będę liczył, to nudne i monotonne. Jedna cyberowca, druga cyberowca, trzeca cyberowca… Nieeee! To nie działa. Myśl Cybek, myśl. Może podsumuję moje znajomości?

Na pierwszy plan wezmę Bestię, w końcu to mój najlepszy kumpel. Nawet od kiedy cwaniak wyrwał w końcu Raven, a ja jestem z Jinx, prawie nie oddaliliśmy się od siebie. No, może tylko zamiast siedzieć czasem bezczynnie w salonie, to on siedzi u Rae, a ja u siebie, razem z moim Skarbem. Ale nadal często gramy na konsoli, jak jakieś dzieciaki, ale to w sumie fajne, przedwczesne dorastanie wcale nie jest okej. Już na początku życia czułem się jak odludek, teraz mogę to z nim nadrobić.

Skoro Bestia był pierwszy, to druga musi być Raven. Nasza sarkastyczna, zimna (chociaż ostatnio jakoś mniej) pół-demonka. O panie, ileż to BB musiał się nastarać, żeby cokolwiek między nimi się wydarzyło… Nie mogę go nazwać szczęściarzem, bo zbyt długo mu to zajęło, tylko właśnie ją… dziwaczką. Rany, tak długo się do kogoś przekonywać! Chociaż w sumie lepiej późno, niż wcale.

Robin… Co ja mam o nim myśleć? Jestem mu wdzięczny za przyjęcie do drużyny. Cieszę się, że ma do mnie zaufanie. Szanuję go, szanuję go za to, że mając trudne dzieciństwo, tak jak ja, potrafił sam się pozbierać. I cieszę się, że dobrze mu się układa z Gwiazdką. Należy mu się.

No właśnie, jeszcze Star. Zawsze uśmiechnięta, potrafi poprawić humor, wierna i lojalna. To właśnie Starfire. Zazwyczaj nie pamiętam o tym, że jest z innej planety. Podziwiam ją, że tak szybko ogarnęła nasz język. Przecież te tamarańskie bulgotanie w ogóle nie brzmi jak żaden ziemski język! Dobrze, że mamy ją w drużynie.

No dobra, jeszcze została moja ukochana. Jinx. Jinx. Jinx.
Czarownica. Kiedyś zła czarownica. Z Roju. Tam się poznaliśmy, właśnie wtedy, gdy Rob wysłał mnie na przeszpiegi do Akademii. Nie mogę narzekać, podobało mi się tam, serio. Zwłaszcza, że teraz Jinx jest moja, kocham w niej wszystko, jej różowe włosy, jej hipnotyzujące oczy, długie nogi, idealne ciało, piękny głos, nawet jej moc, ale najbardziej uwielbiam w niej…

Chrr… Chrr… Chrrrrrr…..