LXII. Really? I thought you will shout at me.

Raven obudziła się w śnieżnobiałej pościeli ze zdrętwiałą ręką. Rozejrzała się dookoła… No tak, skrzydło szpitalne w wieży. Ciekawe co tym razem się wydarzyło. Gdy demonka usiłowała podnieść się, dopiero zauważyła co było powodem dyskomfortu w lewej ręce. Poprawiła delikatnie wenflon i spojrzała z pogardą na wiszącą tuż nad nią kroplówkę. No to pięknie, zaczęło się latanie po szpitalach. Komunikator wskazywał godzinę czwartą nad ranem, więc Rachel postanowiła nie wołać do siebie nikogo z drużyny. Nie pamiętała absolutnie nic sprzed ostatniej doby. Zapamiętała tylko to, że rozmawiała z Bestią, a on powiedział coś, czego ona chyba nie chciała usłyszeć. Masując skronie, Rachel próbowała pozbyć się okrutnego bólu głowy, jednak średnio jej to pomagało, a nie zauważyła żadnych proszków przeciwbólowych w zasięgu kroplówki. O zaśnięciu nawet nie ma mowy. Pozostała medytacja, tylko ten cholerny wenflon przeszkadza…

Tymczasem w swoim pokoju Bestia również cierpiał na bezsenność. Przerastały go ostatnie wydarzenia, wieść o ciąży Raven, teraz utrata przez nią przytomności, to zbyt dużo jak na jego zieloną głowę. Sam nie wie, czy dobrze zrobił proponując swojej dziewczynie aborcję (cholera, jak to źle brzmi). Sądził, że ona również nie jest z faktu zadowolona, patrząc na jej wcześniejsze zachowanie. Robin stwierdził, że Raven zemdlała z bólu niewiadomego pochodzenia, a warto wspomnieć o tym, że o dziecku wie tylko BB. Nieźle się porobiło.

***

Powoli świtało. Robin, od razu po przebudzeniu, zerwał się i pobiegł do skrzydła szpitalnego. Odetchnął z ulgą, gdy zastał tam już przytomną Rae, zajętą medytacją.

- Cześć, Raven – przywitał się – Jak się czujesz?

- Nie gorzej, niż zwykle – rzuciła.

- Stało się coś? Chcesz o czymś pogadać? – lider martwił się o współlokatorkę.

- Jeśli już musisz wiedzieć… – zawahała się – Okropnie boli mnie głowa. Możesz podać mi jakieś proszki.

- Robi się.

Grayson wyszedł z sali, by za chwilę wrócić z ketonalem w dłoni. Podał przyjaciółce tabletki i wodę w kryształowej szklance. Rachel połknęła je szybko i wróciła do przerwanej czynności. Po chwili jednak zaczęła ją rozpraszać bliska obecność Robina.

- Mogę ci w czymś… pomóc? – zapytała.

- Raven, coś jest nie tak, widzę to. – powiedział zaniepokojonym głosem.

- Dramatyzujesz. – ucięła.

- Wcale nie, przecież wiesz, że wiem o tobie nieco więcej niż reszta…

- Nie musisz tego powtarzać za każdym razem, gdy rozmawiamy nieco poważniej niż zwykle – zgasiła go.

- Jak chcesz. Pamiętaj tylko, jak coś, to jestem do dyspozycji.

- Mhm.

No, nareszcie wyszedł. Na razie niech nikt nie wie, jeszcze nie wiadomo, co się wydarzy, jest zbyt wcześnie. Może Bestia ma rację… Może powinnam… Musimy porozmawiać.
Azarathka chwyciła komunikator i poprosiła w smsie chłopaka, by do niej przyszedł od razu, gdy się zbudzi.

Beast Boy nie przespał nawet minuty, więc odczytał wiadomość od razu. Ubrał się jakoś na odwal i ruszył w stronę skrzydła, po drodze wpadając na Gwiazdkę.

- Przyjacielu, trapi cię coś? Wyglądasz na zmartwionego czymś okropnym. – zapytała z typową dla siebie troską w głosie.

- Jest okej, Star, wszystko w porządku – odpowiedział niechętnie.

- Jesteś pewien? – kosmitka chciała się upewnić.

- Tak, tak – zrezygnowany Beastie przytaknął – Wszystko jest tak, jak zwykle…

Gwiazdeczka uśmiechnęła się i odleciała w stronę kuchni, więc BB kontynuował wędrówkę do „szpitala”. Szedł coraz mniej pewnie, wahał się, bał się kolejnej konfrontacji z ukochaną, mimo, że kochał ją najbardziej na świecie. Wstrzymał oddech, gdy otwierał szklane drzwi.

- Witaj, Raven – powiedział drżącym głosem. – Prosiłaś, bym przyszedł.

- Owszem, prosiłam – przytaknęła demonka. – Po raz kolejny musimy porozmawiać, nawet nie wiem, jak się tutaj znalazłam, więc wróćmy do tego, o czym mówiliśmy. Twoje zdanie nadal jest takie samo?

Bestia przełknął ślinę.

- Sam już nie wiem, źle to rozegrałem, wiem… To również… Głównie… To nasze… o rany!

- Nie, nie – przerwała mu nastolatka – Chyba masz rację, to zbyt wcześnie. Mamy jeszcze wystarczająco dużo czasu na to, teraz najlepszym wyjściem będzie twój pomysł.

- Naprawdę? Myślałem, że będziesz na mnie krzyczeć – chłopak otarł czoło rękawem – Ale jesteś pewna?

- To dopiero pierwsze tygodnie, to jeszcze nie dziecko, tego jestem pewna.

- Znajdę najlepszego lekarza, obiecuję.

Raven uśmiechnęła się. Może on rzeczywiście chce też mojego dobra.

Notka Specjalna #6 – Cyborg’s worldview.

Dziękuję, że czytacie te moje bazgroły! Pykło nam 6000 wejść, niesamowicie mnie to uszczęśliwia. Kocham ♥
Dedykacja dla pomysłodawczyni Klaudii:*

_____________________________________

Jest godzina 2:00, a ja nie mogę zasnąć, kurczę. Ciekawe która część nawaliła… Nieważne, kiedyś to dopracuję. Spróbuję trochę pomyśleć, skupić się na czymś, może szybciej usnę.

No więc… Od czego zacząć? W sumie moje życie było ciekawe. Zaczęło się nieciekawie, nadal mam wyrzuty sumienia, nadal tęsknię za Mamą, ale czasu nie cofnę. No cóż zrobisz? Nic nie zrobisz. Stało się i się nie odstanie. Czasem zastanawiam się, czy to dobrze, że cudem przeżyłem ten wypadek, że zastąpiono mi połowę ciała tym ustrojstwem. Jak widać, tak musiało być, jestem, żyję, funkcjonuję, chociaż w połowie napędzany przez maszynę. Potem było dołączenie do Tytanów. Poszczęściło mi się, że z nimi jestem. Gdyby nie oni, pewnie już by mnie tu nie było, nie znalazłbym swego rodzaju sensu życia, kogoś, dla kogo mógłbym codziennie wstawać z łóżka. Równie dobrze mogłem strzelić sobie w łeb. No, przeżyliśmy trochę, mieliśmy wzloty i upadki. Parę przygód z Bratem Krwiakiem zmieniło mnie. Wtedy też poznałem moją teraźniejszą dziewczynę, Jinx, z czego niesamowicie się cieszę, kocham ją naprawdę mocno. I mam nadzieję, że ona mnie też.

Rany, dlaczego ja nadal nie śpię?! O czym mogę jeszcze myśleć… Baranów nie będę liczył, to nudne i monotonne. Jedna cyberowca, druga cyberowca, trzeca cyberowca… Nieeee! To nie działa. Myśl Cybek, myśl. Może podsumuję moje znajomości?

Na pierwszy plan wezmę Bestię, w końcu to mój najlepszy kumpel. Nawet od kiedy cwaniak wyrwał w końcu Raven, a ja jestem z Jinx, prawie nie oddaliliśmy się od siebie. No, może tylko zamiast siedzieć czasem bezczynnie w salonie, to on siedzi u Rae, a ja u siebie, razem z moim Skarbem. Ale nadal często gramy na konsoli, jak jakieś dzieciaki, ale to w sumie fajne, przedwczesne dorastanie wcale nie jest okej. Już na początku życia czułem się jak odludek, teraz mogę to z nim nadrobić.

Skoro Bestia był pierwszy, to druga musi być Raven. Nasza sarkastyczna, zimna (chociaż ostatnio jakoś mniej) pół-demonka. O panie, ileż to BB musiał się nastarać, żeby cokolwiek między nimi się wydarzyło… Nie mogę go nazwać szczęściarzem, bo zbyt długo mu to zajęło, tylko właśnie ją… dziwaczką. Rany, tak długo się do kogoś przekonywać! Chociaż w sumie lepiej późno, niż wcale.

Robin… Co ja mam o nim myśleć? Jestem mu wdzięczny za przyjęcie do drużyny. Cieszę się, że ma do mnie zaufanie. Szanuję go, szanuję go za to, że mając trudne dzieciństwo, tak jak ja, potrafił sam się pozbierać. I cieszę się, że dobrze mu się układa z Gwiazdką. Należy mu się.

No właśnie, jeszcze Star. Zawsze uśmiechnięta, potrafi poprawić humor, wierna i lojalna. To właśnie Starfire. Zazwyczaj nie pamiętam o tym, że jest z innej planety. Podziwiam ją, że tak szybko ogarnęła nasz język. Przecież te tamarańskie bulgotanie w ogóle nie brzmi jak żaden ziemski język! Dobrze, że mamy ją w drużynie.

No dobra, jeszcze została moja ukochana. Jinx. Jinx. Jinx.
Czarownica. Kiedyś zła czarownica. Z Roju. Tam się poznaliśmy, właśnie wtedy, gdy Rob wysłał mnie na przeszpiegi do Akademii. Nie mogę narzekać, podobało mi się tam, serio. Zwłaszcza, że teraz Jinx jest moja, kocham w niej wszystko, jej różowe włosy, jej hipnotyzujące oczy, długie nogi, idealne ciało, piękny głos, nawet jej moc, ale najbardziej uwielbiam w niej…

Chrr… Chrr… Chrrrrrr…..

XLI. I wish nothing gonna be ever bad.

Ledwo Raven odczepiła się od swojego chłopca, a Gwiazdka zaciągnęła ją przed stół, na którym już stał tort z odpalonymi świeczkami. Gdy rozbrzmiała urodzinowa piosenka, demonka w sumie nie wiedziała co ze sobą zrobić,w końcu to jej pierwsze prawdziwe przyjęcie. Uśmiechnęła się więc i stała wzruszona.

- Pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki! – krzyknęła szczęśliwa Gwiazdka.

Chciałabym, żeby już nic się nie zepsuło.

Płomyki zniknęły, nastąpił wielki aplauz ze strony przyjaciół. Każdy po kolei przytulał dziewczynę, co trochę doprowadzało ją do szału, no ale w końcu chcieli dobrze, prawda?

Tort został pożarty w niesamowicie szybkim tempie – w końcu Tytani mieli do dyspozycji cały park rozrywki. Zaczęli od czegoś delikatnego – tzw. panoramy. Rozsiadli się wygodnie na fotelach, by zaraz powoli unieść się 50 metrów w górę. Przez oszklone ściany widać było dokładnie całe miasto. Widok ten zapierał dech w piersiach… Kto by pomyślał, że Jump City jest tak ogromne? Na co dzień wydaje się ono dużo mniejsze.
Platforma opuściła się na dół, drużyna przesiadła się na kolejkę górską. Podczas rejsu panoramą ciasto w żołądkach przetrawiło się chyba już na tyle, by można było zacząć bawić się na całego.
Wydaje mi się, że Gwiazdkowe wrzaski słyszano nawet w Berlinie. Mimo to, wszyscy super się bawili, po przejażdżce rollercoasterem zaliczyli również kredki, wieżę ciśnień, Fasolinkową karuzelę dla fanów Fiki Miki Pegacyki (Rae…?), jakieś kolejne 3 kolejki, i wiele innych atrakcji. Roth nie wiedziała tylko dlaczego nie wybrali się też na diabelski młyn, pomimo jej próśb. No trudno, kiedy indziej.

Robin zakomunikował rozpoczęcie zabaw urodzinowych. Zaczęto od przypinania osiołkowi ogona i piniat, ale nie zapomniano także o grach typu „Prawda czy wyzwanie”. Cała piątka przez kilka godzin świetnie się bawiła, ale w pewnym momencie Cyborg przerwał którąś zabawę w połowie. Wszyscy oprócz Azarathki stali się nagle bardzo podekscytowani – niemal natychmiast zaciągnęli nastolatkę pod ostatnią godną uwagi atrakcję „Wesołego Miasteczka”. No tak, była 23:45, czas wjechać na górę.

Skąd tutaj się wzięła Jinx? A, nieważne. Po chwili w wagonach Diabelskiego Młyna znaleźli się odpowiednio: Starfire i Robin, Cyborg i Jinx, no i oczywiście Raven i Bestia, by zaraz wznieść się na sam szczyt karuzeli.
Kiedy zabrzmiał dzwon ratusza, sygnalizując północ, w niebo wystrzeliła masa fajerwerków.

Jubilatka wpatrzyła się w to wszystko jak w obrazek. Beast Boy objął ją czule i położył głowę na jej barku.

- I jak ci się podobały twoje pierwsze urodziny? – uśmiechnął się.

- Chyba nie mogły być lepsze – osiemnastolatka spojrzała swojemu chłopakowi prosto w oczy.

Po chwili szczęśliwa para pochłonęła się w namiętnym pocałunku.