LIX. We must talk about something.

Raven dobrze wiedziała, że Richard ma rację, ale nie dopuszczała do siebie myśli, że to prawda. Zaprzeczyła nerwowo. Kątem oka widziała, że Bestia siedział kawałek dalej z twarzą schowaną w dłoniach. Miał wyrzuty sumienia, nie chciał kłócić się ze swoją dziewczyną w takich chwilach. Chciał być przy niej, wspierać ją, widział, że coś jest nie tak. Gdy dziewczyna trochę się ogarnęła i usiadła na łóżku, poprosiła przyjaciół o opuszczenie pokoju. Wyszli wszyscy oprócz Garfielda. Chłopak zebrał się w sobie i postanowił przeprosić. Na początku tylko chodził od ściany do ściany nie wiedząc, jak ma zacząć, a Rachel wodziła za nim wzrokiem. W końcu zielony kucnął łapiąc swoją dziewczynę za rękę i odezwał się.

- Przepraszam cię. To nie miało tak być, sam nie wiem dlaczego tak to wyszło.

Rae tylko mruknęła potakująco pod nosem.

- Coś mnie tknęło, tak wiesz, od środka.

Demonka patrzyła na swojego chłopaka z uwagą.

- Mam dziwne przeczucia, że coś się wydarzyło. Nie wiem czy coś dobrego, czy wręcz przeciwnie.

- Przyznam ci rację – wydusiła wreszcie nastolatka – Coś się wydarzyło. Jeszcze nie wiem co, ale obawiam się, że nic dobrego.

Beast Boy zamknął oczy i położył głowę na rękach Raven. Tkwił w tej pozycji przez chwilę, ale niedługo potem podniósł się i usiadł obok zasmuconej towarzyszki, obejmując ją czule.

- Nieważne co się wydarzyło, pamiętaj, że zawsze będę przy tobie. Mimo chwil zwątpienia, pamiętaj, że cię kocham.

Dziewczyna runęła na pierś swojego chłopaka i rozpłakała się cicho.

- On wrócił, rozumiesz? – łkała – Wrócił po to, by coś mi przekazać, by znowu zniszczyć spokój, który nastał po jego ostatniej wizycie. On znowu chce mnie, chce nas, nie wiem, zastraszyć? Zgładzić?…

BB głaskał ametystowe włosy nie wiedząc, co ma powiedzieć. Bał się tak samo jak ona. Wiedział, do czego ta podła kreatura jest zdolna.

Po chwili Rachel znowu straciła przytomność i osunęła się na podłogę, za moment unosząc się kilka centymetrów ponad podłogę. Logan nie wiedział co ma zrobić, czym prędzej wezwał Robina puszczając sygnał przez komunikator. Już za moment w pokoju pojawiła się cała drużyna. Roztrzęsiona Gwiazdka pochyliła się nad przyjaciółką i złapała ją za rękę – wyczuła nierówny puls. Na czole demonki pojawiło się kilka kropel potu, co jakiś czas jęczała coś cicho, jakby coś ją tłumiło. Podłoga lekko drżała mimo, że Rav nawet jej nie dotykała.

***

- Musisz mnie wysłuchać, córko. – rozległ się głęboki głos.

- Nie będę, nie mogę, nie! – krzyczała rozpaczliwie Azarathka. Coś jakby przytrzymywało ją w jednym miejscu, nie pozwalało na nawet najmniejszy ruch, a potem łapało okropnym ukłuciem w brzuch. Wtedy wydzierał się z niej krzyk gorszy, niż kiedykolwiek. Łzy leciały jej ciurkiem po policzkach, a postać okryta cieniem płomieni zbliżała się coraz bardziej.

- Posłuchaj mnie – Trygon trzymał na dłoni swoją zrozpaczoną córkę – Tym razem to nie ja narobiłem Ci problemów, sama to zrobiłaś.

- Nie mów tak! – obolała podniosła się resztkami sił i spojrzała ojcu prosto w oczy – Jesteś przyczyną każdego mojego kłopotu, od samych moich narodzin, aż do teraz!

Demon zaśmiał się srogo i odłożył ledwo trzymającą się w pionie Raven na ziemię otoczoną lawą. Kucnął, by ponownie złapać z nią kontakt wzrokowy. Szturchnął ją palcem i szepnął coś, czego dziewczyna widocznie nie chciała wiedzieć – runęła na kolana i wrzeszczała, że to nieprawda, że kłamie, że to niemożliwe, jak to, nie…

***

Po męczących dziesięciu minutach Raven nareszcie otworzyła oczy. Złapała za rękę Bestię i wykończonym głosem wypowiedziała tylko dwa słowa: „Musimy porozmawiać”. Potem ponownie zamknęła oczy i przytuliła się do niego, pozwalając swoim łzom swobodnie spływać po policzkach.

To będzie ciężka rozmowa.

LVII. Why you don’t trust me?

Już po chwili Bestia wtargnął do pokoju swojej dziewczyny jak gdyby nigdy nic.

- Przeszło ci? – zapytała ze stoickim spokojem, ale chłopak na to tylko zzieleniał ze złości jeszcze bardziej, niż zwykle. Zaczął coś mamrotać pod nosem, odpowiadając na każde „Hm? Słucham? Co mówisz?” dziwnym burknięciem, na pewno nie okazującym niczego dobrego. Dopiero po kilku minutach nastolatek ogarnął się, stanął wyprostowany i na chwilę zamilkł, przymykając oczy.

- Czy możesz mi łaskawie to – wskazał na ekran komunikatora, starając się nie wybuchnąć krzykiem – wytłumaczyć jakoś racjonalnie?

- Skąd to masz? – zapytała Rae nie rozumiejąc niczego.

- To teraz nieważne. Ważne jest, DLACZEGO się zgodziłaś.

- Bestio, dlaczego mi nie ufasz? Zgodziłam się dla świętego spokoju. I tak nie miałam zamiaru tam iść, dobrze o tym wiesz.

- Ja teraz nic nie wiem.

- Co ci strzeliło do łba? – dziewczyna podeszła do Garfielda i usiłowała go przytulić, ale została odepchnięta.

- Mnie nic. Raven, ja… Muszę ochłonąć.

I wyszedł zostawiając uchylone drzwi.

Raven naprawdę nie miała fioletowego pojęcia o co mogło chodzić Bestii. Czy dała mu jakieś powody, by jej nie ufał? No, może kiedyś, ale to było dawno, i już dawno sobie to wytłumaczyli. A może to on ma coś do ukrycia i próbuje to zamaskować, zrzucając coś na Rae? Nie wiem co o tym myśleć.
Gdy silne, rozbudowane ręce odsunęły Rachel od siebie, ona poczuła się co najmniej dziwnie, po głowie chodziło jej kilka myśli. Pierwsza i chyba najtrafniejsza – kiedy Beast Boy zdążył tak urosnąć i wyrzeźbić swoje ciało? Cholera, chłopak jeszcze dwa lata temu był od Rav niższy o pół głowy, ledwo otwierał słoik z ogórkami, a brzuch miał chudszy niż Starfire. Teraz to co innego – chłopak stojąc przy swojej ukochanej jest od niej przynajmniej o głowę wyższy. Ile on może mierzyć? Ze sto osiemdziesiąt centymetrów? Może nawet więcej, i nadal rośnie. A Raven została już przy swoim stałym wzroście nieprzekraczającym stu sześćdziesięciu centymetrów. Jego mięśnie za to są jak ze stali – nie wiem ile on wyciska, ale na pewno dużo. Spod koszulki odznacza się tzw. sześciopak, o klatce piersiowej nie wspomnę. Natomiast jego uda… Nie widziałam bardziej urzeźbionych, uwierzcie mi. Niejeden kulturysta by mu pozazdrościł.

A ona? Drobna, szczupła, ale z kształtami. Dobrali się, nie ma co.

Wracamy do brutalnej rzeczywistości.

Beastie chodził ostatnio rozdrażniony, co zauważył nawet Cyborg i reszta drużyny. Zielony miał jakieś złe przeczucia, jakby ktoś mu podpowiedział, że niedługo wydarzy się coś niedobrego, a on tylko zastanawiał się, co może zrobić by o tym zapomnieć; zapomniał jednak, że taki kłopot może stworzyć także on sam. Najgorsze jest to, że to nie jest teraz największy problemem w Wieży…

Notka Specjalna #9 – BBRae’s sms-conversations.

W tej przedostatniej już Notce Specjalnej chciałabym pokazać Wam mały wgląd w… historię smsów naszej ukochanej pary. Oboje się zgodzili, mimo, że Raven na początku nie miała ochoty udostępniać mi swojego telefonu, ale Raven to Raven… Bestia nie miał problemu. ;) Myślę, że to fajne przypomnienie niektórych wydarzeń, mała forma sprawozdania – wspomnijmy kilka momentów z „życia” fanfiction.

Ciekawa jestem, czy zgadniecie z kiedy te smsy pochodzą… Co się wtedy działo?
Zadanie dla wytrwałych :P
Powodzenia!

Czekam na odpowiedzi c:

LV. My green sweetie

- Angelino, zapraszamy cię do wieży – zaproponował Robin po rozmowie z podejrzanym typem – Ochłoniesz trochę i porozmawiamy.

Dziewczyna chętnie przystała na propozycję, odgarniając na plecy swoje niedługie, blond włosy. Gwiazdka coraz bardziej odsuwała się od niej, bo przybyszka zaczynała działać jej na nerwy, jednak nikt z drużyny nie zwrócił na to uwagi. Bestia szedł bokiem obmyślając szczegóły działania, Cyborg pisał SMSa, Raven jak zwykle podchodziła do „akcji” obojętnie, a Robin… Właśnie, Robin. On cały czas rozmawiał z Angeliną, wypytywał ją o prywatne sprawy. Zdążył dowiedzieć się, że ta średniego wzrostu 20-latka pochodzi z Europy, ale od niedawna mieszka na obrzeżach Jump City. Do USA przybyła, by studiować. Oczywiście lider poznał już jej zainteresowania, wyciągnął z niej to, że studiuje prawo administracyjne, interesuje się sportem (chętnie gra w piłkę nożną i biega, ale nie pogardzi pływaniem czy siłownią), miała jednego chłopaka, ale zerwała z nim przy wyjeździe za granicę, jej matka ma na imię Teresa a ojciec Ralf, w swoim mieszkanku ma rottweilera – Cerbera, a w domu rodzinnym miała konie, bo pasjonowała się hodowlą i jazdą na nich… Słowem – w piętnaście minut dowiedział się praktycznie wszystkiego. Chyba mu się zapomniało, że mieli rozmawiać o sprawach wyłącznie zawodowych. Niedziwne więc, że Starfire zaczęła się irytować.

Gdy grupa wreszcie znalazła się w wieży, nikt nawet nie zauważył, że Raven zdążyła przeteleportować się do swojej sypialni. Po prostu nudziły ją dyrdymały wypływające z ust jej towarzyszy, a dzisiejszy gość również jej działał na nerwy. Nawet Beast Boy tak zajął się wymyślaniem swoich przyszłych poczynań, że nie zorientował się, że jego ukochana się ulotniła! Reszta drużyny natomiast rozgościła się w salonie, stawiając na stół nachosy i soki owocowe. Angela (tak zaczął na nią mówić Robin) rozluźniła się już i prawie zapomniała o całym zajściu… Ale Cyborg nareszcie zdecydował się poruszyć ten temat. Kobietka niechętnie przerwała kolejną pasjonującą rozmowę z liderem Tytanów i opowiedziała ze szczegółami historię dzisiejszego dnia. Wczoraj napisał do niej Adam, przyjaciel z klasy szkoły podstawowej, bo jakimś cudem dowiedział się, że panienka wyprowadziła się z ukochanego miasta i wyjechała do Stanów, akurat do tego samego miasta, w którym on mieszka od początków szkoły średniej. Chciał się spotkać, powspominać stare czasy… A ona się zgodziła. Nie miała pojęcia, że na miejscu zastanie starego faceta, którego pierwszy raz widzi na oczy. Nie znała jego zamiarów, więc uciekła i skryła się między blokami…

No i tak snuła i snuła się między słowami, aż w końcu Bestia przysnął na kanapie. Biedulek tak się zamyślił, że nim się obejrzał, a słodziutko drzemał. Robin natomiast słuchał przybyszki z zainteresowaniem, co niesamowicie wściekało Gwiazdeczkę. Czuła się nieswojo, więc postanowiła wziąć go na słowo. Cyborg gdzieś wyszedł, a Raven siedziała u siebie w pokoju i medytowała. Po jakimś czasie Angelina stwierdziła, że jest późno i musi iść, mimo próśb i nalegań ze strony Richarda ulotniła się z wieży chwilę później. Oj, ma chłopak przerąbane.

Rachel natomiast nareszcie postanowiła wyłonić się ze swojej jamy i zobaczyć co tam u Garfielda. Gdy weszła do względnie pustego salonu i dokładnie się przyjrzała, by za moment ujrzeć swojego chłopca śliniącego poduszkę, uśmiechnęła się delikatnie. Nawet nie wiedziała, co ją czeka po jego przebudzeniu.

LIV. What was that actually, dude?

Spokój oczywiście nie trwał długo – po 2 minutach od zakończenia rozmowy na całą wieżę zawył alarm. Bestia poczuł się trochę niepewnie, w końcu przez te trzy dni zdążył się mocno rozluźnić. Raven natomiast nie przejęła się tym zbytnio – ot, tytanowy chleb powszedni. Już zapomniała o porwaniu, zapomniała o problemach, chciała się tylko zrelaksować; nieważne czy w pokoju, czy na polu walki.

Po chwili z salonu dał się słyszeć znany przez nas okrzyk Robina, więc wszyscy bohaterowie wylecieli/wybiegli z domu za swoim liderem w kierunku miejsca zbrodni. Beast Boy koniecznie chciał zatrzymać Raven w domu, z pięćdziesiąt razy pytał ją czy wszystko w porządku, czy aby na pewno chce iść bla bla bla… Ona oczywiście nie zawahała się ani razu. W sumie to jakoś im umknęło jaka właściwie to akcja – kto i co zaatakował? BB zaczął wypytywać lidera i pozostałą część drużyny, ale nie uzyskał konkretnej odpowiedzi. Naburmuszył się tylko i pędził dalej.

Zdziwił się trochę, gdy na miejscu zobaczył tylko jakiegoś faceta w średnim wieku. Wszyscy spojrzeli pytająco na kapitana, ale on sam nie wiedział co ma powiedzieć.

- Przyrzekam, że wezwanie dobiegało właśnie z tego miejsca – tłumaczył się nieporadnie – Rozglądnijmy się, może rzeczywiście coś się tu wydarzyło…

- Na moje oko to wszystko jest w jak najlepszym porządku – zauważył Cyborg.

- Robin, jesteś pewien, że to było wezwanie, a nie piknięcie wyczerpującej się baterii?

Lekki chichot po kwestii Rachel delikatnie wyprowadził Graysona z równowagi. Postanowił, że po prostu zapyta obecnego na miejscu mężczyznę.

- Przepraszam, czy wszystko w porządku? – zapytał grzecznie.

- Jak najbardziej – usłyszał w odpowiedzi – Nie widzieliście gdzieś blondynki wyglądając na około 20 lat?

- A coś się wydarzyło? – Gwiazdeczka stanęła na ziemi.

- Nie. Rozmawialiśmy, powiedziała, że zaraz wróci, odeszła i nie wróciła.

W tym momencie Robin wysłał Tytanom wymowne spojrzenie.

- Dobrze, ale jakby coś się działo, to proszę mówić – dokończył – Do widzenia panu!

***

- Co to w ogóle było, stary? – oburzył się Bestia – Tylko po to wychodziliśmy z domu?!

- Musimy znaleźć tę dziewczynę.

Team przytaknął i wszyscy wyruszyli na poszukiwania. Garfield od niechcenia zmienił się w zielonkawego labradora i próbował wywęszyć poszukiwaną, na szczęście – ze skutkiem. Zawył wzywając przyjaciół i odkrył, że dana „dwudziestoletnia blondynka” siedzi skulona w ślepym zaułku pomiędzy dwoma kamienicami. Drużyna naradziła się i zgodnie stwierdziła, że najlepiej będzie, jeżeli pierwsza podejdzie Starfire. Dziewczyna ma naprawdę dobre podejście do ludzi.

- Przepraszam? – napomknęła, by nie wystraszyć odnalezionej – Czy możemy porozmawiać…?

- GWIAZDKA! – młoda kobieta rzuciła się kosmitce na szyję – Jak dobrze, że cię widzę! Przepraszam, że was wezwałam, ale…

- Spokojnie, już jest wszystko dobrze, nie denerwuj się – rzekł Robin głosem bohatera (mimo kpin ze strony demonki) wkraczając w ciemny kąt – Opowiedz dokładnie, co się wydarzyło.

- No więc – Nieznajoma wypuściła ciężko powietrze z płuc, by trochę się uspokoić – Pewnie nie widzieliście tego…

- Dziwnego typa dwie przecznice stąd? – Przerwał jej Zielony.

- Tak, właśnie jego. Napisał do mnie wczoraj, czy możemy się spotkać, podszywając się pod mojego starego znajomego. Byłam pewna, że piszę z kolegą z klasy z podstawówki. Gdy jednak przybyłam na miejsce, wyżej wspomniany Ralph okazał się jakimś czterdziestoletnim zboczeńcem: usiadłam do stolika czekając na kolegę, a on się dosiadł i zaczął wygadywać jakieś obrzydliwe rzeczy! Poczułam się zagrożona i pierwsze co mi przyszło do głowy, to wy…

- Bardzo dobrze zrobiłaś, kochana…

- Angelina, mam na imię Angelina.

- Angelino. Dobrze, że nie dopuściłaś do czegoś gorszego. – Urwała Gwiazdka.

Podczas, gdy Tytani próbowali uspokoić trochę nowo poznaną kobietkę, Bestia przetwarzał nowe informacje. Telefon, SMS, podejrzane wiadomości… To wszystko pasowało pod ostatni scenariusz odegrany w hotelu! Oj, nie brzmi to dobrze. Nim chłopak się obejrzał, Robin wziął dziwnego faceta na pogadankę. Już chwilę później w zielonym mózgu powstał dokładny plan działania.

LIII. Calm, quiet, OUR home.

- Czy my na pewno wszystko zabraliśmy? Ciuchy, łazienka, biżuteria, buty?

Bestia gorączkował się, stojąc przed jeszcze otwartymi drzwiami pokoju hotelowego.

- Cholera! Wiedziałem! – cisnął walizką o ziemię i wparował do łazienki.

Tak jak sądził, na półce od lustra leżał jego komunikator. Chwycił go i wrócił do czekającej współtowarzyszki.

- No, teraz mamy chyba wszystko. Możemy iść oddać kluczyk.

Rachel zadbała o to, by zostawić po ich pobycie należyty porządek. Zmyła naczynia, uporządkowała pościel, posprzątała łazienkę i wytarła kurze. Podczas gdy Beast Boy rozmawiał z recepcją, dziękował za świetną obsługę i tak dalej, ona milczała. Czuła się nieswojo, od kiedy dostała tego smsa.

Czas wyjeżdżać. Wezwana taksówka stała już na parkingu. Kierowca pomógł parze wpakować torby do bagażnika, zaraz potem wszyscy wgramolili się do samochodu i nim się obejrzeli, już byli w drodze. BB próbował uskuteczniać rozmowę z obojgiem współpasażerów, ale mimo jego starań, odzywał się tylko taksówkarz. Z początku dawał dziewczynie za wygraną, ale po jakimś czasie zaczął się martwić. Zapytał, czy wszystko w porządku, a w odpowiedzi usłyszał tylko, że tak, tylko dzień jest jakiś senny. Pomimo zmartwień, odpuścił.

Demonka skłamała. Najprościej mówiąc, czuła się jakby znów zrobiła coś złego wbrew swojej woli i nie wiedziała, jak to zatrzymać. Nie miała zielonego pojęcia, kto mógł być odpowiedzialny za te podejrzane wiadomości. Pierwszą osobą, która przychodziła jej na myśl, była Terra, ale to nie mogła być ona. Swoją drogą, ciekawe co się z nią stało po tej akcji w hotelu… Nieważne.

- No, kochani, jesteśmy na miejscu – zakomunikował pan Staś, znajomy kierowca. Logan wyszedł z auta, otworzył drzwi swojej ukochanej i zaczął wyciągać z auta walizki. Gdy skończył, rozliczył się z taksówkarzem, pozdrowił go i pomachał na pożegnanie.

- Dom – jęknął – I znowu dom.

- Spokojny, cichy, NASZ dom. – dokończyła nastolatka.

Oboje spokojnym krokiem ruszyli w stronę drzwi wejściowych. Przed drzwiami jeszcze na chwilę stanęli, spojrzeli na siebie z uśmiechami na twarzach i dopiero wtedy weszli do środka. Ledwo zdążyli przekroczyć próg,a przed nimi już pojawiła się ucieszona do granic możliwości Gwiazdka. Zaczęła piszczeć z radości i wyściskała porządnie przybyłych przyjaciół, wytrącając im bagaże z rąk. Po kilku minutach nareszcie uwolniła ich z uścisku i wpuściła do salonu, samej wnosząc ich toboły. Głośno zakomunikowała pozostałym członkom drużyny o powrocie Bestii i Raven, ale Cyborg i Robin zdążyli to ogarnąć już po pierwszym pisku szczęścia Star. Chłopcy wstali i przywitali się z współlokatorami. Padło kilka standardowych pytań: jak było, jak hotel, czy obsługa była w porządku, czy podobało im się to zachwalane SPA…

Po półgodzinnych opowieściach (głównie oczywiście gadał Bestia, Rav raczej została przy przytakiwaniu), para postanowiła się rozpakować. Już kilkanaście minut później pralka była pełna, a czyste ubrania i akcesoria łazienkowe ułożone z powrotem na swoich miejscach. No, prawie…

Rachel medytowała. Medytowała nareszcie w swoim pokoju. Mimo, że w hotelu bardzo jej się podobało, i tak tęskniła za swoimi prywatnymi czterema ścianami, za lustrem otrzymanym w prezencie na urodziny, za zasłoniętymi oknami i mroczną aurą demonicznej sypialni. Niezbyt długo cieszyła się spokojem i ciszą – już po dwudziestu minutach do drzwi zapukał Beast Boy.

- Kochanie… – zaczął.

- Nie kończ, wiem co chcesz powiedzieć – przerwała mu dziewczyna – Może jednak dasz mi się tym samej zająć?

- Ale Raven… jesteś pewna, że wiesz co robisz?

- Nie, ale mam przeczucie, że tak będzie lepiej.

- Niech więc tak będzie. Ale jeżeli nie zajmiesz się tym dostatecznie szybko…

- … to sam się tym zajmiesz. Tak, dobrze, TATO.

Zielony speszył się nieco. Zapytał tylko, czy Rae chce być sama, na co usłyszał, że może na razie sobie tutaj siedzieć. Usiadł więc na łóżku poniżej lewitującej w pozycji kwiatu lotosu dziewczyny i zatopił się w przemyśleniach. Nie wiedział, czy dobrze postąpił pozwalając ukochanej zająć się tą dziwną sprawą samej. Miał bardzo mieszane uczucia.

L. Why do I sense doubt in your voice?

Wycieńczona Raven opadła bezwładnie na łóżko. Zmartwiony chłopak usiadł obok niej i objął jej dłoń.

- Rae, co się tam wydarzyło? – zapytał cicho.

- Ja sama nie wiem – wyszeptała dziewczyna masując skronie. Głowa nadal ją nieco bolała, co zielony zauważył i wstał, by przynieść jakieś proszki. Demonka połknęła lek przeciwbólowy i spuściła głowę.

- Może lepiej ty powiedz mi, co wydarzyło się tam, w tej sali.

- To dość… drażliwy temat – zakłopotał się BB – Jak poczujesz się lepiej, to wszystko sobie wyjaśnimy, teraz się połóż.

- Nie, Bestio. Wyjaśnimy sobie to teraz. Wytłumacz mi łaskawie, o co chodzi, dlaczego tak mnie potraktowano.

- To nie takie proste, jak myślisz, Rae.

- Mogę się założyć, że Terra znowu wymyśliła coś, by nas poróżnić.

- Terry tam nie było, skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?

- A myślisz, że z kim zostałam w pokoju, gdy wyszedłeś?

- Raven, nie bierz tego do siebie, ale wydaje mi się, że przesadzasz…

- Ach, tak?

- Tak. Po prostu jeden z Tytanów Wschodu wygadał się o czymś, co uczyniłaś podczas pobytu u nich.

Raven totalnie nie wiedziała o czym Garfield do niej mówi.

- Kontynuuj proszę.

- Nie wiem, czy przejdzie mi to przez gardło. Rachel, myślałem, że to mnie kochasz…

- Dlaczego wyczuwam wątpliwość w twoim głosie?

- Nie dobijaj mnie, proszę. Speedy sam wszystko potwierdził.

- SŁUCHAM?!

Roth nie wierzyła własnym uszom. Co za podstępna szuja. Tylko jak Tara zmusiła wszystkich TW do skłamania? Coś tu jest nie tak. Azarathka chwyciła swojego chłopaka za rękę i razem z nim weszła do portalu teleportującego, który natychmiast przeniósł ich do sali konferencyjnej. Na samym jej środku stało jakieś dziwaczne urządzenie, a w kącie dała się spostrzec nie kto inny, tylko Terra. Widocznie nie spodziewała się ona odwiedzin, bo natychmiast schowała na plecami pilot, którym chwilę temu próbowała coś zmajstrować.

- Terro, możesz łaskawie wytłumaczyć biednemu Bestii, co właśnie uczyniłaś? Lepiej mów prawdę. – zagroziła Roth. Markov jakoś specjalnie nie przejęła się nią, jedynie wstała i odłożyła pilot na stół.

- Widzę, że już zgrabnie wytłumaczyłaś swojemu chłopcu?

- Zamknij się już, zbyt dużo już namieszałaś! – Warknął na dobre rozwścieczony Logan. Ku wielkiemu zdziwieniu obu dziewczyn, wyszedł z pomieszczenia… by za chwilę wrócić z ochroną hotelową. Blondynka została siłą wyrzucona z budynku, a tajemniczy sprzęt okazał się generatorem hologramowym. Nasza para roześmiała się z całej sytuacji, chociaż nadal nieco niepokoiło ich to, co stało się z Raven. Miejmy nadzieję, że to tylko jednorazowy wybryk.

Pozostała część wieczoru minęła już bez zakłóceń. Beast Boy włączył jakiś film, podczas którego Raven po prostu sobie zasnęła. Zielony postanowił więc zadzwonić do Tytanów, opowiedzieć im to i owo. Wyciągnął z kieszeni komunikator i wyszedł do łazienki, by nie obudzić swojej ukochanej, wybrał numer domowy Wieży i połączył się z trójką przyjaciół. Hmm, właściwie czwórką – u boku Cyborga siedziała jeszcze Jinx. W sumie nie dziwię się chłopakowi, że nie chciał zostać w domu sam na sam z Robem i Gwiazdką.

Garfield opowiedział przyjaciołom o hotelu, pokoju, o restauracjach, o wspaniałym spa i całym dniu spędzonym w nim, zachwalał obsługę, ale oczywiście poskarżył się też na Terrę. Tytani nie mogli uwierzyć w to, że ta wstręciucha znowu próbuje wtrącić się w ich życie. Co ona miała na celu?

Nagle do łazienki wparowała Rae. Jej wzrok nadal był trochę przymglony, ale czuła się dużo lepiej. Dosiadła się do chłopaka i przywitała się z rozmówcami. Pochwaliła się wzorowym zachowaniem Bestii, zachwalała miejsce i generalnie wszystko, co udało jej się do tej pory przeżyć w Bellaviście. Rozmowa trwała do północy, gdyż Gwiazdka stwierdziła, że już pora do łóżek… A Cybuś miał w planach maraton filmowy. Najlepszy kumpel życzył mu żartobliwie powodzenia i razem z Rav pożegnali się. Chyba rzeczywiście trzeba iść już spać.

_________________________

Podoba Wam się nowy wygląd bloga? c;

XLVIII. Me? Of course not, but someone in who he trust? Yes.

- Proszę? – rzuciła nieco zaskoczona Raven. Drzwi uchyliły się i zza progu wyłoniła się jakaś pokojówka.

- Najmocniej przepraszam, że państwu przeszkadzam – mówiła – lecz poproszono mnie o zawołanie pana Logana.

- To chyba ja. – Wstał Bestia, lekko się przechylając do tyłu pod wpływem szarpnięcia przez swoją dziewczynę.

- Czy można wiedzieć, w jakiej sprawie? – zapytała poirytowana.

- Nie wiem, czy mogę udzielić pani tej informacji…

- Garfield to mój mężczyzna, chyba mogę wiedzieć, dlaczego jest potrzebny w recepcji hotelu, u obcych ludzi.

Zielonego przeszły ciarki. Aaaaaa, ona chyba jednak traktuje mnie poważnie!
Rachel za to czuła się jakoś nieswojo. Dowiedziała się tylko, że BB musi obgadać coś z personelem hotelu, i oboje, razem z pokojówką, zniknęli jej z oczu. Położyła się więc na łóżku i chwyciła pierwszą lepszą książkę. Po chwili jednak znów ujrzała pracownicę hotelu w pstrej, przykrótkiej sukieneczce z białym fartuszkiem, która wbiła do pomieszczenia i zatrzasnęła za sobą drzwi. I teraz nie wiem, czy Rae się zdawało, czy po prostu ktoś zakluczył je od zewnątrz.

- Zostałyśmy same – warknęła Terra ściągając z głowy maskę. – Posłuchaj mnie teraz uważnie.

- Nie będę z tobą rozmawiać! – poderwała się demonka – Wiedziałam, że coś jest nie tak, wiedziałam, że…

- Zamknij się już lepiej, bo smęcisz – westchnęła wyraźnie znudzona blondynka – Albo zrobisz co ci każę, albo Bestia dowie się o czymś, czego nie powinien wiedzieć.

- Bestia wszystko wie, nie musisz się o niego martwić.

- A kto powiedział, że będziemy mówić coś, co się wydarzyło? – zadrwiła.

- Nie uwierzy ci!

- Mi nie, ale komuś, komu ufa już raczej tak.

- Gadasz bzdury, Terro. Wynoś się stąd lepiej, bo zawołam prawdziwą obsługę.

- Nawet nie chcesz porozmawiać? Zrobimy mały deal. Co ty na to?

- Nie, dzięki, do widzenia. – Azarthka wypchnęła „koleżankę” za drzwi. Usłyszała coś, że niby jeszcze się policzą, coś tam… Nieważne. Roth od razu wyciągnęła z kieszeni komunikator i napisała smsa do Bestii, że ma wracać nie zważywszy na nic, ale nie doczekała się odpowiedzi. Po piętnastu minutach czekania zakluczyła pokój i zeszła na dół, by poszukać swojego chłopaka. Panie recepcjonistki nieco skrzywiły się na pytanie „Czy nie przechodził tędy taki zielony chłopak?”, ale pokazały jej drzwi, gdzie wchodziła grupka – jak to panienki stwierdziły – dziwnych ludzi, więc pewnie i Beastie tam był. Azarathka zapukała grzecznie i weszła do środka. Jej oczom ukazał się widok dość… niecodzienny. W sali konferencyjnej znajdowali się jej wszyscy znajomi: Robin, Gwiazdka, Cyborg, Jinx, Żądło, Kole, Wodnik, Zwinny i wielu innych… Byli tutaj wszyscy, włącznie z Bestią, który od razu, gdy ujrzał swoją dziewczynę, natychmiast odwrócił wzrok.

- Cześć… wszystkim? – zająknęła się nastolatka – Mogę wiedzieć, co tu się wyprawia?

- Na twoim miejscu nie pokazywałbym się tutaj – warknął Aqualad.

- Ale…

- No co „ale”? Wyjdź po prostu, bo jeszcze bardziej się pogrążysz.

Rav poczuła na sobie wiele par oczu. Znajomych oczu. Oczu, które sprawiały wrażenie chęci zabicia jej. Wybiegła z pomieszczenia i zamknęła się w publicznej toalecie.

XLIII. Who said we will sleep?

- Jak tam się spało? – zadrwił przyjaźnie Cyborg widząc wchodzących do jadalni Bestię i Raven. Zielony kiwnął mu, żeby dał sobie spokój, ale Rae jakoś nazbyt entuzjastycznie zaczęła witać się z przyjaciółmi. Uściskała Gwiazdkę, zbiła pionę z Robinem i Cybkiem… Wszyscy nieco się zdziwili, przecież to nie było w jej stylu. Ostatni raz podobnie zachowała się jakoś rok temu gdy czuła, że zbliża się coś niedobrego. Nic dziwnego więc, że Starfire zaniepokoiła się.

- Czy wszystko w porządku? – położyła rękę na ramieniu przyjaciółki – Chciałabyś nam coś powiedzieć?

- Co? Nie, absolutnie – zaprzeczyła demonka – Wręcz przeciwnie. Po prostu niesamowicie cieszę się, że…

- Rav, mów lepiej o co chodzi. – ściął rozmowę Dick.

- Nie doceniacie moich koleżeńskich gestów.

- Nie obrażaj się, ale wiesz sama, że to do ciebie niepodobne.

- Rany, z kim ja żyję… – westchnęła – No dobrze, porozmawiamy o tym później – dodała, widząc zdezorientowaną minę Bestii.

- Weźmy się może za jedzenie. Śniadanie podano!

Otóż to, jajecznica (i tofucznica) już parowały na talerzach i kusiły swoim wspaniałym zapachem. Tytani od razu rzucili się na posiłek, pochłonęli go w moment, być może z nerwów. O czym mówiła Rachel? Co znów się wydarzyło, albo może ma się wydarzyć? Lider drużyny siedział jak na szpilkach.

Ona jednak miała zupełnie niewinny zamiar. Miała jedynie prośbę do swoich przyjaciół, ale chciała najpierw obgadać to ze swoją drugą połówką. Właśnie w tym celu od razu po śniadaniu zaciągnęła Beast Boy’a do swojej sypialni. Posadziła go na łóżku i sama usiadła obok, wyciągając wcześniej z szuflady kartę z Bellavisty.

- A, no tak! – oprzytomniał nastolatek – Mało co i bym o tym zapomniał. Kiedy chciałabyś się tam wybrać, słoneczko?

Roth trochę skrzywiła się na to zdrobnienie.

- Sądzę, że miło byłoby, gdybyśmy pojechali tam w piątek.

- Ten piątek?

- Tak, właśnie. Tylko nie wiem, jak powiedzieć o tym reszcie drużyny.

- Raczej nie będą mieli nic przeciwko, to przecież tylko jeden weekend.

- Bestio, weekend to nie jest minuta. Będą musieli wyruszać na akcje bez nas.

- Nie przesadzaj, przecież nie są kalekami, poradzą sobie.

- Może i masz rację…

Rozmowa stanęła na tym, że trzeba po prostu ostrzec Tytanów o weekendowej nieobecności pary w wieży. BB ma rację, przecież Gwiazdka, Robin i Cyborg nie mają 5 lat i doskonale poradzą sobie przez 3 dni bez części teamu, czyż nie?

Azarathka wtuliła się w swojego chłopca.

- Tak właściwie, to co ci uderzyło do tego zielonego łba, żeby wymyślić taki prezent?

- No nie mów, że ci się nie podoba.

- Nie powiedziałam tego.

- Pomyślałem, że bardziej ucieszysz się z tego niż z jakiejś pierdoły.

- No, dobrze myślałeś. A co będziemy tam robić, w tym całym hotelu? – spojrzała mu w oczy.

- A co się robi w hotelach? Je, imprezuje, je, imprezuje, czasem korzysta się z basenu, łazienki, je, imprezuje, jakaś sauna też tam jest, je się też, i imprezuje. No i takie tam.

- Jesteś nienormalny. – zaśmiała się.

- No w sumie to wszystko co można robić w hotelu.

- Nie wymieniłeś spania, deklu.

- A kto powiedział, że będziemy spać? – uśmiechnął się szarmancko.

- Jesteś wyjątkowym śpiochem, myślałam, że to się rozumie samo przez się.

- Nie tym razem, skarbie – objął ją – Nie tym razem.

- Czy ty planujesz coś, o czym nie wiem? – w głosie półdemonki można było dostrzec ironię.

- Być może – dodał tajemniczo Garfield i zakończył gadkę pocałunkiem.

- Ej, dobra – kontynuowała dziewczyna odrywając się od jego ust – Chodźmy im powiedzieć.

- Musimyyyy?

- Tak Bestio, musimy. Ogarnij się trochę i chodź.

XLI. I wish nothing gonna be ever bad.

Ledwo Raven odczepiła się od swojego chłopca, a Gwiazdka zaciągnęła ją przed stół, na którym już stał tort z odpalonymi świeczkami. Gdy rozbrzmiała urodzinowa piosenka, demonka w sumie nie wiedziała co ze sobą zrobić,w końcu to jej pierwsze prawdziwe przyjęcie. Uśmiechnęła się więc i stała wzruszona.

- Pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki! – krzyknęła szczęśliwa Gwiazdka.

Chciałabym, żeby już nic się nie zepsuło.

Płomyki zniknęły, nastąpił wielki aplauz ze strony przyjaciół. Każdy po kolei przytulał dziewczynę, co trochę doprowadzało ją do szału, no ale w końcu chcieli dobrze, prawda?

Tort został pożarty w niesamowicie szybkim tempie – w końcu Tytani mieli do dyspozycji cały park rozrywki. Zaczęli od czegoś delikatnego – tzw. panoramy. Rozsiadli się wygodnie na fotelach, by zaraz powoli unieść się 50 metrów w górę. Przez oszklone ściany widać było dokładnie całe miasto. Widok ten zapierał dech w piersiach… Kto by pomyślał, że Jump City jest tak ogromne? Na co dzień wydaje się ono dużo mniejsze.
Platforma opuściła się na dół, drużyna przesiadła się na kolejkę górską. Podczas rejsu panoramą ciasto w żołądkach przetrawiło się chyba już na tyle, by można było zacząć bawić się na całego.
Wydaje mi się, że Gwiazdkowe wrzaski słyszano nawet w Berlinie. Mimo to, wszyscy super się bawili, po przejażdżce rollercoasterem zaliczyli również kredki, wieżę ciśnień, Fasolinkową karuzelę dla fanów Fiki Miki Pegacyki (Rae…?), jakieś kolejne 3 kolejki, i wiele innych atrakcji. Roth nie wiedziała tylko dlaczego nie wybrali się też na diabelski młyn, pomimo jej próśb. No trudno, kiedy indziej.

Robin zakomunikował rozpoczęcie zabaw urodzinowych. Zaczęto od przypinania osiołkowi ogona i piniat, ale nie zapomniano także o grach typu „Prawda czy wyzwanie”. Cała piątka przez kilka godzin świetnie się bawiła, ale w pewnym momencie Cyborg przerwał którąś zabawę w połowie. Wszyscy oprócz Azarathki stali się nagle bardzo podekscytowani – niemal natychmiast zaciągnęli nastolatkę pod ostatnią godną uwagi atrakcję „Wesołego Miasteczka”. No tak, była 23:45, czas wjechać na górę.

Skąd tutaj się wzięła Jinx? A, nieważne. Po chwili w wagonach Diabelskiego Młyna znaleźli się odpowiednio: Starfire i Robin, Cyborg i Jinx, no i oczywiście Raven i Bestia, by zaraz wznieść się na sam szczyt karuzeli.
Kiedy zabrzmiał dzwon ratusza, sygnalizując północ, w niebo wystrzeliła masa fajerwerków.

Jubilatka wpatrzyła się w to wszystko jak w obrazek. Beast Boy objął ją czule i położył głowę na jej barku.

- I jak ci się podobały twoje pierwsze urodziny? – uśmiechnął się.

- Chyba nie mogły być lepsze – osiemnastolatka spojrzała swojemu chłopakowi prosto w oczy.

Po chwili szczęśliwa para pochłonęła się w namiętnym pocałunku.