LXIV. Honestly, I’d like to eat pancakes.

Gdy Raven zasnęła, Zielony ulotnił się cichutko ze skrzydła szpitalnego prosto w stronę kuchni. Podgrzał sobie obiad w mikrofalówce i zniknął w czeluściach swojej sypialni.

Dochodziła osiemnasta, a w wieży oprócz naszej pary nie było żywej duszy. Nawet Jedwabek gdzieś wsiąkł, co jest co najmniej dziwne. Robin z Gwiazdką wymknęli się na wieczorny spacer, chyba zabrali Silkie’go ze sobą, natomiast Cyborg od godziny przesiadywał w parku razem ze swoją dziewczyną. Wszyscy stwierdzili, że skoro Bestia jest u Rae, to jest ona pod opieką i mogą wyjść. Nie no spoko, w sumie demonka i tak sobie zasnęła.

BB natomiast wziął się za spełnianie obietnicy, którą złożył swojej dziewczynie. Chwycił swojego laptopa i zaczął szukać w wyszukiwarce dobrych lekarzy w okolicy. Przejrzał około dziesięciu forów, jakąś stronkę o medycynie, dodatkowo stronę „dla mam”, ale to nadal jeszcze nie było to. Wybiła dwudziesta, gdy trafił w końcu na to, czego szukał. Ginekolog z 25 letnim doświadczeniem, wykwalifikowany profesor medycyny, nienaganne opinie od pacjentek, gabinet 50 kilometrów od Jump City, a co chyba najważniejsze – kobieta! Rozgorączkowany Beast Boy już chwycił komunikator, by zadzwonić do Raven, ale stwierdził, że nie chce jej budzić. Wybrał więc od razu numer lekarki i zadzwonił.

Po opowiedzeniu pani doktor całej historii, wypytaniu jej o tysiąc rzeczy, skutki uboczne, zdrowie i samopoczucie które czeka Raven po zabiegu, warunki w gabinecie, kolor zasłonek w gabinecie, czas trwania zabiegu i wiele innych, umówił swoją dziewczynę na wizytę. Pani Hunterson zapisała Raven na „za tydzień”, na godzinę 11:00, z tym, że pacjentka będzie musiała zostać w klinice na przynajmniej dwudniowej obserwacji. Bestia stwierdził, że na pewno będzie mógł zostać tam z nią, więc nie przejął się tym zbytnio. Zapisał datę i godzinę zabiegu w komunikatorze, by przekazać jutro te informacje samej Rachel. Teraz, o 21:30 nie ma co już jej budzić, tylko samemu kłaść się do łóżka.

Tymczasem reszta wiary poschodziła się wreszcie do domu, więc zaczął panować w wieży gwar. Tu ktoś układał buty w szafie, tu ktoś mył naczynia, tutaj zwierzątko przyszło się pożywić i spotkało się z krzykiem ze strony pańci, bo kanapa to chyba nie jest jednak najlepszy gatunek karmy dla larw, no ogólnie szum niemiłosierny. W końcu na podłogę z hukiem upadł jakiś talerz i stłukł się na tysiąc kawałków, co zbudziło i Bestię, i śpiącą już dość długo Raven w skrzydle szpitalnym. Zanim Bestia zdążył wkroczyć do kuchni i ochrzanić przyjaciół, w progu spotkał się ze swoją ukochaną, która samodzielnie odpięła się od kroplówki, sprzątnęła po sobie pomieszczenie, w którym przebywała i zamknęła je na klucz. Cmoknęła szybko swojego chłopaka w policzek i rzuciła kluczyki prosto w ręce lidera Tytanów, ku jego ogromnemu zaskoczeniu.

- Słuchajcie, nie róbcie ze mnie sieroty, nie będę tam leżeć w nieskończoność. Czuję się już wystarczająco dobrze, by samej oddychać, jeść i funkcjonować.

Robina trochę przytkało, Cybek starał się nie wtrącać w całą tę sytuację, a Gwiazdeczka podleciała do przyjaciółki i złapała ją za dłoń.

- Jesteś pewna, przyjaciółko? My tylko chcemy twojego dobra, naprawdę!

- Wiem, Gwiazdeczko, ale tak, jestem pewna. Już wszystko jest OK.

- Skoro tak sądzisz – wydusił wreszcie Grayson – No nic, witamy z powrotem!

Cyborg uśmiechnął się, widząc szczęście w oczach swojego najlepszego kumpla, który objął właśnie swoją dziewczynę w talii.

- To jak, na co masz ochotę? – zapytał półrobot, otwierając zamaszyście lodówkę – Ja dzisiaj robię kolację!

- Szczerze mówiąc, zjadłabym naleśniki – Azarathka uśmiechnęła się w stronę Bestii.

Gdy wszyscy oprócz Cybusia usiedli już do stołu, komunikator Rae zawibrował. Widząc jej zdziwioną minę, BB puścił jej oczko.

LXIII. And I swear, there isn’t any fake-meat.

Kilka słów wstępu. Jeszcze raz Was przepraszam za przerwę w pisaniu, nie martwcie się – wpisy znów będą pojawiać się co około 2 dni. Dziękuję za wytrwałość i że mnie nie opuściliście. No i miłej lektury życzę ;)

________________________________

Bestia ulotnił się ze skrzydła za prośbą Raven zaraz po zakończeniu ich krótkiej, aczkolwiek poważnej rozmowy. No, postanowione. Teraz pozostaje znaleźć odpowiedniego specjalistę i mieć nadzieję na pozytywny skutek. Tak generalnie do jego zielonej głowy nie docierało jeszcze to, że może zostać ojcem. Jeden krok może to cofnąć, ale czy on tego chce? Czy ona tego chce? To ciężka sytuacja. Nie, nie. Siedemnaście lat to nie jest odpowiedni wiek na ojcostwo, co to, to nie.
Nie wspomnę już o Rachel – ona miała jeszcze większy mętlik w głowie. Niby ma w sobie nowe życie, ale jakoś tego nie czuje. Może to jeszcze zbyt wcześnie? Może do niej też to jeszcze nie doszło? Niby zgodziła się na usunięcie, ale sama jeszcze nie jest pewna swojej decyzji. Zobaczymy, jak to dalej się jeszcze rozwinie.

Tymczasem pozostała część drużyny nawet nie zdawała sobie sprawy z problemów naszej pary. Beztrosko imprezowali na mieście, spotykali się ze znajomymi i cieszyli się życiem. Swoim, nie cudzym. Związki Tytanów kwitły. Robin nareszcie dowiedział się o Jinx i Cyborgu, chodzą jakieś pogłoski, że różowowłosa ma się wprowadzić do wieży… Słowem – cud, miód i orzeszki. Tylko u BBRae ciągle jest coś nie tak. Wiecie, co jest najśmieszniejsze? Że Gwiazdka cały czas ostatnio gadała o dzieciach. Planowała, czy co? Ciężko mi powiedzieć. Domyślam się tylko, że pewnie Robin nie jest zbyt zachwycony wizją rodzicielstwa w najbliższej przyszłości. Co jak co, superbohaterowie nie mogą sobie na to pozwalać.

Co za paradoks.

Wracając do aktualnych wydarzeń: Było sobotnie popołudnie. Cyborg majsterkował coś w swoim komputerze, Gwiazdka coś gotowała, Robin przeglądał internet, a BB siedział sobie w swojej sypialni i drzemał. Raven natomiast pochłonęła się w lekturze, nadal przebywając w wieżowym szpitalu. Nie życzyła sobie „odwiedzin”. Sądziła, że siedzi tutaj bez sensu, ale nikt nie pozwalał jej stamtąd wyjść, dopóki nie unormuje się jej ciśnienie, puls i nie zniknie wszelki podejrzany ból. Zabroniła więc tytanom wchodzić jej do pomieszczenia bez jej wiedzy i wyraźnego pozwolenia. Beast Boy był trochę zdenerwowany jej decyzją, ale poddał się, bo wiedział, że byłaby to walka z wiatrakami. Gdy ona się uprze, to koniec, kropka i basta, o.

Z kuchni już pachniało, więc prędzej czy później zapach musiał dotrzeć również do pokoju Bestii. Spał w postaci psa, więc tym szybciej wywąchał obiad. Obudził się, przeciągnął zmieniając się w kota i wygramolił się spod koca. Spojrzał w lustro już jako człowiek i przetarł oczy. O rany, trochę się zmieniłem. Istotnie, w jego wyglądzie nastąpiło kilka zmian, ale przeglądając się codziennie rano jakoś tego nie zauważał. Twarz nabrała bardziej dorosłych rysów, ciało wyrzeźbiło się (oczywiście nie samo z siebie), prezentując teraz całkiem ładną, umięśnioną sylwetkę, wysokość wzrosła o kilka… naście? centymetrów… Jeszcze rok temu Zielony był najniższym członkiem drużyny. Teraz jest na równi z Robinem, a najmniejsza jest Rae. Śmiesznie się złożyło. Obiad, tak, obiad. Nadal rozespany chłopak ruszył w stronę jadalni. Przy stole czekali już wszyscy Tytani, oprócz jego dziewczyny oczywiście. Widząc smakowicie pachnącego kurczaka (i osobno kotlety warzywne z czerwonej fasolki, równie pyszne), od razu pomyślał o niej, więc zapytał, czy ona już jadła. Gdy spotkał się z zaprzeczeniem ze strony Tytanów, chwycił pierwszy talerz z szafki, nałożył pokaźną porcję mięsa, ziemniaki oraz surówkę i wyszedł z pomieszczenia, by zanieść danie ukochanej. Stanął przed drzwiami jej tymczasowego pokoju i zapukał.

- Kto tam? – dało się usłyszeć.

- To ja, kochanie – odpowiedział natychmiast nastolatek – przyniosłem Ci obiad. I przyrzekam, że nie ma tutaj żadnego fake-meat.

- Wejdź – rzuciła, klecąc pod nosem zaklęcie odkluczające zamek w drzwiach.

Garfield usiadł przy jej nogach, kładąc talerz na przenośnym stoliku łóżkowym. Demonka podziękowała chłopakowi i zabrała się do jedzenia. On w tym czasie zdążył wysłać smsa pozostałej części drużyny, żeby odłożyli mu jego porcję, zje ją później.

- Jak się czujesz? – zapytał, gdy Azarathka połknęła ostatni kęs mięsa.

- Dużo lepiej. Szukałeś już?

- Szukałem, czytałem dużo opinii, ale to jeszcze nie to. Daj mi trochę czasu, obiecuję, obiecałem, że znajdę odpowiedniego lekarza.

- Wierzę Ci.

Tymi słowami Raven zakończyła rozmowę, odłożyła talerz i stoliczek i przyciągnęła Bestię bliżej siebie. Brakowało jej jego bliskości. Siedemnastolatek czule objął ją ramieniem i począł gładzić palcami jej suche od choroby włosy. To znaczy… nie choroby, tylko złego samopoczucia, które kumulowało się jeszcze ze wczesnym stadium ciąży. BB nie zwrócił na to jakoś uwagi i cieszył się chwilą samotności z ukochaną.

- Jeszcze wszystko się ułoży, zobaczysz.

Kąciki ust Raven uniosły się delikatnie, gdy mocniej wtuliła się w pierś swojego chłopaka. Może to i dobrze, że zdążył wyrobić rzeźbę i urosnąć… Jakoś teraz wygodniej się go przytula.

LXI. I know that question wasn’t very smart.

Chłopak siedział jeszcze trochę czasu w pokoju Raven, nie mogąc wydusić z siebie ani jednego słowa. Chyba jeszcze nie dotarło do niego to, co powiedziała jego ukochana. Siedział tak i siedział z oczami wbitymi w podłogę, trzymając dłoń na dłoni Azarathki. Minął moment, gdy Bestia wstał gwałtownie i rzucił „Muszę to przemyśleć, przepraszam”. Raven to zaskoczyło, spodziewała się nieco innej reakcji z jego strony. Stwierdziła jednak, że da mu czas – w końcu nieczęsto słyszy się, że zostanie się ojcem.

Po tym jak podzieliła się z Bestią tą wiadomością, zrobiło jej się trochę lżej. Położyła się na plecach na samym środku łoża i sięgnęła po książkę. Zaśmiała się pod nosem, że niedługo będzie musiała trochę zmienić gatunek literacki, który najczęściej czyta.
Raven bała się. Bała się, jak to będzie, czy sobie poradzą; ciągle po głowie chodziły jej nieokrzesane myśli, nie wiedziała absolutnie jak ma się zachować, co zmienić w swoim życiu… A zmiany w tym momencie są przecież nieuniknione. Mimo, że to dopiero początek i jeszcze wiele może się wywrócić do góry nogami. Po raz kolejny, jak zazwyczaj ostatnio, odłożyła powieść w połowie, praktycznie całkowicie zapominając jej fabułę. Zagapiła się na suficie. A co jeśli Bestia… Nie, to niemożliwe.

Godzinę później lider zawołał tytanów na obiad. Bezmięsna carbonara rozprzestrzeniała swój zapach po całej wieży, więc nic dziwnego, ze już po dwóch minutkach większość drużyny zjawiła się w jadalni. Chwila, właśnie, większość? Brakowało Beast Boy’a. Gwiazdka postanowiła zawołać go osobiście, poleciała więc w stronę jego pokoju i zapukała cicho, ale stanowczo. Nie usłyszała odpowiedzi. Próbowała uzyskać jakąś reakcję słowem, ale nie udało jej się. W końcu zdenerwowała się i weszła do sypialni Zielonego, ku jego złości.

- Tak trudno zrozumieć, że chcę być sam? – warknął.

Starfire speszyła się nieco, ale po chwili wróciła do reszty przyjaciół i zajęła się posiłkiem. Wszyscy już zapomnieli o tajemniczym incydencie z Garfieldem… Wszyscy, oprócz Raven. Ona wiedziała, że kroi się coś niedobrego. Przeczuwała, że jest to poniekąd związane z nią… i kimś jeszcze.
Kimś, kogo ona sama nawet nie zna, i na razie nie pozna.

Z tytanowego stołu zniknął już prawie cały posiłek – została tylko porcja Bestii. Rae zaproponowała, że zaniesie mu obiad, na co drużyna chętnie przystała. Demonka chwyciła więc talerz i szczelnie okrywając się peleryną wyleciała z jadalni. Kiedy nareszcie stanęła przed drzwiami do pokoju chłopaka, wzięła głęboki oddech i bez pukania wkroczyła do środka.

- Już prawie ci wystygło – zakomunikowała, ale nie doczekała się odpowiedzi.

- Bestio – chwyciła go za ramię, na co on odwrócił się i zrzucił jej rękę – Stało się coś? To znaczy… Tak wiem, to pytanie nie było zbyt mądre.

- Masz rację, nie było. – uciął.

- Nie możesz unikać rozmowy ze mną…

- A ty mogłaś?

Rachel trochę przytkało.

- To była inna sytuacja.

- Nieprawda, identyczna.

Rav coraz bardziej nie rozumiała swojego chłopca.

- Cholera, Bestio – rzekła podłamując ręce – Nie możesz…

- Rachel, sądzę, że powinnaś je usunąć.

LX. It’s not easy.

Raven płakała. Cicho, ale mocno.

Poprosiła przyjaciół, żeby dali jej zostać z Bestią sam na sam. Gdy spełnili jej prośbę, coś w niej pękło – zalała łzami całą bluzkę Garfielda i nadal nie mogła się opanować. Chłopak starał się ją uspokoić jak tylko mógł, ale sam bał się jej słów. Ona jednak jeszcze przez długi czas nie mogła wydusić z siebie słowa.
Wyczerpana płaczem zasnęła w objęciach Beast Boy’a.

***

Kiedy nazajutrz otworzyła oczy, oczywiście pierwszą osobą, którą ujrzała, był Beastie. Na mokrych od łez ustach zawinął się delikatny przebłysk uśmiechu, jednak szybko zniknął. Raven patrzyła na śpiącego chłopaka, roniąc znów kilka łez. BB chyba jakoś to wyczuł, gdyż po chwili się zbudził i przetarł ręką policzek swojej dziewczyny.

- Spokojnie, już dobrze – szepnął zaspanym głosem – Wszystko będzie dobrze, zaśnij jeszcze, to dobrze ci zrobi.

Rav na to tylko mocniej wtuliła się w jego ciało i po chwili usnęła ponownie.

Przed jedenastą zawył alarm, ale Robin kazał Bestii i Raven zostać w wieży. Sądził, że nie powinni w takich nastrojach wyruszać na akcję, bo tylko zaszkodzą sobie i im. Oczywiście poniekąd miał rację.

Gdy reszta drużyny ulotniła się z domu, Bestia wstał i poszedł do kuchni, informując o tym Raven, a następnie zajął się przygotowywaniem pysznego śniadania na osłodę wczorajszego wieczoru. Rachel natomiast zatopiła się w jakiejś książce, ale cały czas czytała jedną stronę w kółko, nie mogła się skupić. W końcu położyła ją na piersiach i spojrzała w sufit. Nie miała pojęcia, jak ma się zabrać za tę rozmowę. Sama jeszcze nie do końca mogła i chciała w to wierzyć, więc nic dziwnego, że nie wiedziała, jak ma się tym podzielić z Bestią. Może zaczekam z tym? Może mu nie powiem? błądziło po jej głowie. Jednak jak szybko jej to do głowy wleciało, tak szybko wyleciało. Wiedziała, że musi mu powiedzieć to dziś, nie ma odwrotu, co się stało, to się nie odstanie.

Chyba.

Kilkanaście minut później Logan zawołał swoją towarzyszkę na posiłek. Gorąca owsianka z owocami kusiła swoim zapachem, jednak Rae tylko miąchała w niej łyżką, wymigując się brakiem apetytu.

- Jeśli ci nie smakuje, zrobię coś innego – napomknął nastolatek, jednak ona zaprzeczyła. Po tej uwadze z jej talerza zaczęło w końcu ubywać.

Beast Boy martwił się. Martwił się i o swoją dziewczynę, i o rozmowę, która go czeka. Nie miał zielonego pojęcia czego się spodziewać, Ravy nawet nie pisnęła jednym słowem.

Tymczasem do wieży zdążyła wrócić już reszta Tytanów. Misja się udała, zresztą okazała się ona jakimś błahym napadem na bank, ot, codzienność. Robin, Gwiazdka i Cyborg mieli dobry humor, więc szybko coś przekąsili i zajęli się sobą. W tym czasie Raven zdążyła się ulotnić z powrotem do swojej sypialni, co BB zauważył dopiero po kilku, może kilkunastu minutach.

Demonka siedziała obolała na łóżku. Po wczorajszych wydarzeniach nadal bolał ją brzuch, a i głowa dawała się we znaki. Gdy Bestia wkroczył do jej pokoju, postanowiła wziąć się za siebie i wyznać to, co leży jej na sercu.

- Proszę cię, usiądź – pociągnęła chłopaka za rękę w stronę łoża – Musimy porozmawiać. Teraz.

Chłopak zaczął się denerwować, ale nie dawał tego po sobie poznać.

- Nasz pobyt w hotelu był miły, nie sądzisz? – zaczęła.

- Raven, przepraszam cię – przerwał jej – wiem, że lubisz owijać w bawełnę, ale proszę cię, powiedz o co dokładnie chodzi.

- To nie takie proste – przyciągnęła ręką po włosach, wzdychając ciężko – nie wiem czy zauważyłeś, ale wcale nie jest mi łatwo.

- Wybacz.

- Bestio – chwyciła go za dłoń – bo wtedy zdarzyło się coś jeszcze.

- Co masz na myśli? Znowu zrobiłem coś nie tak?

- Nie, skąd – zaprzeczyła szybko – wręcz przeciwnie, to znaczy…

- Spokojnie, spokojnie.

- Jestem spokojna. Bo po prostu chodzi o to… Pamiętasz tamtą noc?

- Jak mógłbym zapomnieć? Byłaś cudowna, zresztą ciągle jesteś, kurtka, co ja wygaduję. Ale co to ma do rzeczy?

- Bestio, nadal nic nie rozumiesz? – na twarzy Raven ponownie pojawił się cień uśmiechu.

- No tak średnio bym powiedział.

- Bestio – położyła jego dłoń na swoim brzuchu – jestem w ciąży…

Chłopaka zamurowało. Nie wiedział co powiedzieć, co zrobić, tylko otworzył szeroko oczy i patrzył na towarzyszkę.

- Ja chyba nie do końca rozumiem – wyjąkał – Czy ja… Będę ojcem?

- A jak myślisz? – Raven przewróciła oczami.

- Ojejku – wydusił jeszcze bardziej zielony niż zwykle Beast Boy.

LIX. We must talk about something.

Raven dobrze wiedziała, że Richard ma rację, ale nie dopuszczała do siebie myśli, że to prawda. Zaprzeczyła nerwowo. Kątem oka widziała, że Bestia siedział kawałek dalej z twarzą schowaną w dłoniach. Miał wyrzuty sumienia, nie chciał kłócić się ze swoją dziewczyną w takich chwilach. Chciał być przy niej, wspierać ją, widział, że coś jest nie tak. Gdy dziewczyna trochę się ogarnęła i usiadła na łóżku, poprosiła przyjaciół o opuszczenie pokoju. Wyszli wszyscy oprócz Garfielda. Chłopak zebrał się w sobie i postanowił przeprosić. Na początku tylko chodził od ściany do ściany nie wiedząc, jak ma zacząć, a Rachel wodziła za nim wzrokiem. W końcu zielony kucnął łapiąc swoją dziewczynę za rękę i odezwał się.

- Przepraszam cię. To nie miało tak być, sam nie wiem dlaczego tak to wyszło.

Rae tylko mruknęła potakująco pod nosem.

- Coś mnie tknęło, tak wiesz, od środka.

Demonka patrzyła na swojego chłopaka z uwagą.

- Mam dziwne przeczucia, że coś się wydarzyło. Nie wiem czy coś dobrego, czy wręcz przeciwnie.

- Przyznam ci rację – wydusiła wreszcie nastolatka – Coś się wydarzyło. Jeszcze nie wiem co, ale obawiam się, że nic dobrego.

Beast Boy zamknął oczy i położył głowę na rękach Raven. Tkwił w tej pozycji przez chwilę, ale niedługo potem podniósł się i usiadł obok zasmuconej towarzyszki, obejmując ją czule.

- Nieważne co się wydarzyło, pamiętaj, że zawsze będę przy tobie. Mimo chwil zwątpienia, pamiętaj, że cię kocham.

Dziewczyna runęła na pierś swojego chłopaka i rozpłakała się cicho.

- On wrócił, rozumiesz? – łkała – Wrócił po to, by coś mi przekazać, by znowu zniszczyć spokój, który nastał po jego ostatniej wizycie. On znowu chce mnie, chce nas, nie wiem, zastraszyć? Zgładzić?…

BB głaskał ametystowe włosy nie wiedząc, co ma powiedzieć. Bał się tak samo jak ona. Wiedział, do czego ta podła kreatura jest zdolna.

Po chwili Rachel znowu straciła przytomność i osunęła się na podłogę, za moment unosząc się kilka centymetrów ponad podłogę. Logan nie wiedział co ma zrobić, czym prędzej wezwał Robina puszczając sygnał przez komunikator. Już za moment w pokoju pojawiła się cała drużyna. Roztrzęsiona Gwiazdka pochyliła się nad przyjaciółką i złapała ją za rękę – wyczuła nierówny puls. Na czole demonki pojawiło się kilka kropel potu, co jakiś czas jęczała coś cicho, jakby coś ją tłumiło. Podłoga lekko drżała mimo, że Rav nawet jej nie dotykała.

***

- Musisz mnie wysłuchać, córko. – rozległ się głęboki głos.

- Nie będę, nie mogę, nie! – krzyczała rozpaczliwie Azarathka. Coś jakby przytrzymywało ją w jednym miejscu, nie pozwalało na nawet najmniejszy ruch, a potem łapało okropnym ukłuciem w brzuch. Wtedy wydzierał się z niej krzyk gorszy, niż kiedykolwiek. Łzy leciały jej ciurkiem po policzkach, a postać okryta cieniem płomieni zbliżała się coraz bardziej.

- Posłuchaj mnie – Trygon trzymał na dłoni swoją zrozpaczoną córkę – Tym razem to nie ja narobiłem Ci problemów, sama to zrobiłaś.

- Nie mów tak! – obolała podniosła się resztkami sił i spojrzała ojcu prosto w oczy – Jesteś przyczyną każdego mojego kłopotu, od samych moich narodzin, aż do teraz!

Demon zaśmiał się srogo i odłożył ledwo trzymającą się w pionie Raven na ziemię otoczoną lawą. Kucnął, by ponownie złapać z nią kontakt wzrokowy. Szturchnął ją palcem i szepnął coś, czego dziewczyna widocznie nie chciała wiedzieć – runęła na kolana i wrzeszczała, że to nieprawda, że kłamie, że to niemożliwe, jak to, nie…

***

Po męczących dziesięciu minutach Raven nareszcie otworzyła oczy. Złapała za rękę Bestię i wykończonym głosem wypowiedziała tylko dwa słowa: „Musimy porozmawiać”. Potem ponownie zamknęła oczy i przytuliła się do niego, pozwalając swoim łzom swobodnie spływać po policzkach.

To będzie ciężka rozmowa.

LVIII. I am here, because I must tell you something.

Atmosfera po obiedzie była lekko napięta.

Chyba już każdy z drużyny zdążył zauważyć, że między Bestią a Raven znowu wszczęła się jakaś sprzeczka. Gwiazdka położyła głowę na ramieniu swojego chłopaka, na co on objął ją ramieniem. Oni kłócili się bardzo rzadko, a jeżeli już im się to zdarza, to o błahostkę. Nie to co druga para – Bestia i Raven często się sprzeczali, praktycznie zawsze któreś z nich miało jakieś „ale”, co nie zmieniało faktu, że się kochają. Ot, takie miłosne przekomarzania.

A przynajmniej tak sobie wmawiali.

Generalnie w wieży było spokojnie. Dochodziła godzina 20, Tytani rozlecieli się po swoich pokojach… Było cicho.

Było cicho, dopóki z korytarza nie zaczęły dochodzić podejrzane dźwięki. Stuki, puki, zgrzyty… Pierwsza z pokoju wyskoczyła Gwiazdka. Tym razem jednak nie została skrytykowana pod względem swojej histerii, z której była dobrze znana. Star jest wrażliwą osóbką, a do tego wielu rzeczy i zdarzeń się śmiertelnie boi, o czym wiedzą jej przyjaciele, ale zdążyli się już do tego w miarę przyzwyczaić. Pierwszą osobą, do której kosmitka się zwróciła, był oczywiście jej chłopak. On również słyszał potrzaskiwania i postanowił razem z czerwonowłosą zawiadomić resztę drużyny i zarządzić poszukiwania źródeł tego dziwnego zjawiska.

Tytani niechętnie wygramolili się ze swoich jam, szczególnie Bestia nie miał najmniejszej ochoty na dodatkową, wieczorną integrację drużynową. Miał dość tego dnia, Rachel z resztą też nie paliła się do roboty.
Chcąc nie chcąc, nastolatkowie musieli się zebrać w sobie i przejść wieżę T od góry do dołu.

Raven czuła się coraz gorzej. Nie to, że robiła się chora, czy coś, tylko niepokój powoli zaczął wypełniać jej umysł. Przez jej głowę przeniknęło kilka niekontrolowanych myśli, co nie zdarzało się już od bardzo dawna. Wydawało jej się, że na ścianach widzi przez sekundę płomienie, miała wrażenie, że traci grunt pod nogami… Robiło jej się słabo.

Jak zapewne wiecie, pierwszą osobą, która dostrzega drobne na początku problemy Tytanów, jest zawsze Robin. Zauważył on lekko chybotliwy chód demonki i to, że co jakiś czas masuje sobie ona skronie.

- Wszystko w porządku, Raven? – zapytał troskliwie.

- Co?… – jęknęła – A, tak, wszystko jest dobrze.

- Przecież widzę, że coś jest nie tak. Boli cię głowa?

- Może trochę.

- Wróć do pokoju, sami też sobie poradzimy. – zaproponował z przyjacielskim uśmiechem lider.

- Sama nie wiem czy to dobry pomysł…

- Robin ma rację – wtrąciła Gwiazdeczka – Powinnaś odpocząć, bóle głowy wcale nie są miłym zjawiskiem, przyjaciółko.

- Niech wam będzie. Informujcie mnie na bieżąco – rzuciła, odlatując w stronę swojej sypialni.

Cisza. Spokój.

Roth postanowiła pomedytować. Nie chciała brać żadnych proszków przeciwbólowych – uważała, że medytacja jest lekiem na wszystko, i poniekąd miała rację. Zwracając się plecami do zasłoniętego już okna, uniosła się w powietrze na wysokość mniej więcej metra układając nogi w pozycję lotosu i pochłonęła się w otchłań swojego umysłu.

Na początku było wszystko w porządku, wydawało jej się nawet, że ból całkowicie się ulotnił. Dopiero gdy usłyszała krzyk zorientowała się, że jednak nie wszystko ma pod kontrolą, gdyż nie dochodził on z wnętrza wieży, lecz był słyszalny tylko w jej głowie. Zrozumiała to, gdy po chwili usłyszała go ponownie, ale już z konkretnym słowem. Było to jej imię.

Na jej czole pojawiła się kropla potu. Minutę później ujrzała przed sobą czerwony obraz, z ziemi buchał ogień, a w oddali dała się dostrzec jakaś dziwnie znajoma postać. Rachel oniemiała, kiedy spojrzała na jej sylwetkę dokładniej. Znała ją aż za dobrze, mimo, że już trochę minęło od czasu, gdy widziała ją ostatni raz.

- Zostaw mnie w spokoju! Nie, to niemożliwe, to nie możesz być ty! – wydarła na całe gardło.

- Uspokój się, Rachel. Jestem tu, by ci coś przekazać.

- NIE BĘDĘ CIĘ SŁUCHAĆ! Nie ma mowy, nie! Odejdź, precz!

- Jeżeli nie dowiesz się tego ode mnie, będzie już za późno…

- ODEJDŹ! NIE CHCĘ CIĘ WIDZIEĆ!

***

Gdy Raven otworzyła oczy, ujrzała nad sobą krąg swoich przyjaciół. Jeszcze mocniej niż wcześniej bolała ją głowa.

- Powiedz Raven… To znowu on, prawda…? – zapytał zdenerwowany lider drużyny, podpierając kark odnalezionej, dopiero co oprzytomniałej Tytanki.

LVII. Why you don’t trust me?

Już po chwili Bestia wtargnął do pokoju swojej dziewczyny jak gdyby nigdy nic.

- Przeszło ci? – zapytała ze stoickim spokojem, ale chłopak na to tylko zzieleniał ze złości jeszcze bardziej, niż zwykle. Zaczął coś mamrotać pod nosem, odpowiadając na każde „Hm? Słucham? Co mówisz?” dziwnym burknięciem, na pewno nie okazującym niczego dobrego. Dopiero po kilku minutach nastolatek ogarnął się, stanął wyprostowany i na chwilę zamilkł, przymykając oczy.

- Czy możesz mi łaskawie to – wskazał na ekran komunikatora, starając się nie wybuchnąć krzykiem – wytłumaczyć jakoś racjonalnie?

- Skąd to masz? – zapytała Rae nie rozumiejąc niczego.

- To teraz nieważne. Ważne jest, DLACZEGO się zgodziłaś.

- Bestio, dlaczego mi nie ufasz? Zgodziłam się dla świętego spokoju. I tak nie miałam zamiaru tam iść, dobrze o tym wiesz.

- Ja teraz nic nie wiem.

- Co ci strzeliło do łba? – dziewczyna podeszła do Garfielda i usiłowała go przytulić, ale została odepchnięta.

- Mnie nic. Raven, ja… Muszę ochłonąć.

I wyszedł zostawiając uchylone drzwi.

Raven naprawdę nie miała fioletowego pojęcia o co mogło chodzić Bestii. Czy dała mu jakieś powody, by jej nie ufał? No, może kiedyś, ale to było dawno, i już dawno sobie to wytłumaczyli. A może to on ma coś do ukrycia i próbuje to zamaskować, zrzucając coś na Rae? Nie wiem co o tym myśleć.
Gdy silne, rozbudowane ręce odsunęły Rachel od siebie, ona poczuła się co najmniej dziwnie, po głowie chodziło jej kilka myśli. Pierwsza i chyba najtrafniejsza – kiedy Beast Boy zdążył tak urosnąć i wyrzeźbić swoje ciało? Cholera, chłopak jeszcze dwa lata temu był od Rav niższy o pół głowy, ledwo otwierał słoik z ogórkami, a brzuch miał chudszy niż Starfire. Teraz to co innego – chłopak stojąc przy swojej ukochanej jest od niej przynajmniej o głowę wyższy. Ile on może mierzyć? Ze sto osiemdziesiąt centymetrów? Może nawet więcej, i nadal rośnie. A Raven została już przy swoim stałym wzroście nieprzekraczającym stu sześćdziesięciu centymetrów. Jego mięśnie za to są jak ze stali – nie wiem ile on wyciska, ale na pewno dużo. Spod koszulki odznacza się tzw. sześciopak, o klatce piersiowej nie wspomnę. Natomiast jego uda… Nie widziałam bardziej urzeźbionych, uwierzcie mi. Niejeden kulturysta by mu pozazdrościł.

A ona? Drobna, szczupła, ale z kształtami. Dobrali się, nie ma co.

Wracamy do brutalnej rzeczywistości.

Beastie chodził ostatnio rozdrażniony, co zauważył nawet Cyborg i reszta drużyny. Zielony miał jakieś złe przeczucia, jakby ktoś mu podpowiedział, że niedługo wydarzy się coś niedobrego, a on tylko zastanawiał się, co może zrobić by o tym zapomnieć; zapomniał jednak, że taki kłopot może stworzyć także on sam. Najgorsze jest to, że to nie jest teraz największy problemem w Wieży…

Notka Specjalna #9 – BBRae’s sms-conversations.

W tej przedostatniej już Notce Specjalnej chciałabym pokazać Wam mały wgląd w… historię smsów naszej ukochanej pary. Oboje się zgodzili, mimo, że Raven na początku nie miała ochoty udostępniać mi swojego telefonu, ale Raven to Raven… Bestia nie miał problemu. ;) Myślę, że to fajne przypomnienie niektórych wydarzeń, mała forma sprawozdania – wspomnijmy kilka momentów z „życia” fanfiction.

Ciekawa jestem, czy zgadniecie z kiedy te smsy pochodzą… Co się wtedy działo?
Zadanie dla wytrwałych :P
Powodzenia!

Czekam na odpowiedzi c:

LVI. At the corner is give-away of free tofu, wake up.

Demonka podeszła bliżej i usiadła obok leżącego chłopaka na sofie, a następnie spojrzała na zegarek – dochodziła siedemnasta. Jeśli ten ciołek będzie nadal spał, w nocy będzie przewracał się z boku na bok, co poskutkuje nieprzytomnością następnego dnia. Rachel stwierdziła, że go delikatnie obudzi.

- Kochanie, wstawaj – szepnęła, głaszcząc go po głowie – Jest popołudnie, nie powinieneś spać. Tym bardziej tutaj.

Garfield na to tylko mruknął coś pod nosem i nakrył twarz dłońmi. Nastolatka zaśmiała się pod nosem.

- Śpiochu! – szturchnęła go lekko – Na rogu rozdają darmowe tofu, obudź się.

Bestia nareszcie uchylił oczy.

- Co jest… Co się dzieje… – burknął – Co ty tutaj robisz?! Odsuń się! – zaczął krzyczeć – Zejdź mi z oczu!…

- Bestio, co się stało…?

- Masz jeszcze czelność pytać się co się stało?! Cholera, wyjdź!

Raven totalnie nie wiedziała o co może chodzić Bestii. Przyśniło mu się coś, czy jak? Nieważne, jeszcze się chłopak ogarnie. Rozczarowana Azarathka wróciła z niechęcią do swojego pokoju.

Beast Boy natomiast był z siebie bardzo zadowolony – wszystko na razie szło jak po maśle (no, margarynie roślinnej). Plan wchodził w życie. Chłopak zrzucił z siebie zielono-fioletowy koc i wyruszył w stronę drzwi wyjściowych. Wychodząc, trzasnął nimi siarczyście, a następnie skrył się za krzakami przy brzegu wyspy. Kolejną czynnością było wyciągnięcie przez niego komunikatora i otworzenie okienka z pustym miejscem na SMS z adresatem „Raven”. Zielony dobrze wiedział co robił – zaczął nerwowo pisać dość długą wiadomość, wcześniej blokując numer nadawcy. Jak dobrze, że Robin w końcu wymienił te przestarzałe sprzęty i rozdał drużynie nowoczesne komunikatory nowej generacji – miały o wiele więcej opcji i były czytelniejsze w obsłudze.
Wracając – Beastie rozpisał się na kilka linijek i wysłał swojej dziewczynie wiadomość jako „Nieznajomy”.
Bał się trochę jej reakcji, ale taki był plan – sprawdzenie, jak Rachel zareaguje na tego typu wiadomość. Swoją drogą, ciekawe, czy zajęła się już sprawą z tymi poprzednimi SMSami…

Tymczasem w pokoju Robina trwała awantura. W sumie nic dziwnego, Gwiazdka miała ku temu powody. Wygarnęła mu, że nie życzy sobie, by tak odzywał się do obcej laski, by nie wypytał jej o tak prywatne sprawy, gdy mają zająć się tylko i wyłącznie rozwiązaniem konkretnej sprawy. Lider na początku buntował się przeciwko słowom swojej ukochanej, ale w końcu poddał się i skruszony przyznał się do winy i obiecał poprawę. Starfire – jak to Starfire – szybko swojemu chłopcu wybaczyła i już po chwili para ględziła sobie w najlepsze.

Wracamy do wcześniejszej sprawy. Raven usłyszała dźwięk powiadomienia z komunikatora, więc przerwała na chwilę czytanie i chwyciła urządzenie w rękę. Gdy ujrzała źródło dźwięku, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Cóż za bezczelność! Kto mógł się do tego posunąć?! Jeszcze w takiej chwili… Zignorowała natrętną wiadomość i wróciła do książki. Niestety, co chwilę musiała wracać na początek strony, bo czytając rozmyślała, co się stało z Beast Boy’em – chłopak naprawdę dziwnie się zachował. A jeśli ktoś coś nazmyślał? Może Terra znowu mu coś nagadała? Nie, to niemożliwe. Cholera.

Nim dziewczyna się obejrzała, na ekranie pojawiła się kolejny komunikat. Znowu sms. Tym razem jego treścią było „Nie olewaj mnie Raven, odezwij się”. Roth zaczęła się denerwować – odpisała szybko, żeby nadawca się odczepił od niej i jej chłopaka, ale on nie dawał za wygraną. Nalegał na spotkanie.

Rany, Bestio, co ci strzeliło do głowy? Po co ci to wszystko? Co za zielony łeb…

Rae poddała się – potwierdziła dla świętego spokoju spotkanie pod miejskim parkiem. BB tylko na to czekał – od razu po otrzymaniu SMSa ruszył w stronę pokoju Rav, by wygarnąć jej. Tym razem był przekonany (nieważne, że błędnie), że dziewczyna nie bierze go na poważnie. Co za cep…

LV. My green sweetie

- Angelino, zapraszamy cię do wieży – zaproponował Robin po rozmowie z podejrzanym typem – Ochłoniesz trochę i porozmawiamy.

Dziewczyna chętnie przystała na propozycję, odgarniając na plecy swoje niedługie, blond włosy. Gwiazdka coraz bardziej odsuwała się od niej, bo przybyszka zaczynała działać jej na nerwy, jednak nikt z drużyny nie zwrócił na to uwagi. Bestia szedł bokiem obmyślając szczegóły działania, Cyborg pisał SMSa, Raven jak zwykle podchodziła do „akcji” obojętnie, a Robin… Właśnie, Robin. On cały czas rozmawiał z Angeliną, wypytywał ją o prywatne sprawy. Zdążył dowiedzieć się, że ta średniego wzrostu 20-latka pochodzi z Europy, ale od niedawna mieszka na obrzeżach Jump City. Do USA przybyła, by studiować. Oczywiście lider poznał już jej zainteresowania, wyciągnął z niej to, że studiuje prawo administracyjne, interesuje się sportem (chętnie gra w piłkę nożną i biega, ale nie pogardzi pływaniem czy siłownią), miała jednego chłopaka, ale zerwała z nim przy wyjeździe za granicę, jej matka ma na imię Teresa a ojciec Ralf, w swoim mieszkanku ma rottweilera – Cerbera, a w domu rodzinnym miała konie, bo pasjonowała się hodowlą i jazdą na nich… Słowem – w piętnaście minut dowiedział się praktycznie wszystkiego. Chyba mu się zapomniało, że mieli rozmawiać o sprawach wyłącznie zawodowych. Niedziwne więc, że Starfire zaczęła się irytować.

Gdy grupa wreszcie znalazła się w wieży, nikt nawet nie zauważył, że Raven zdążyła przeteleportować się do swojej sypialni. Po prostu nudziły ją dyrdymały wypływające z ust jej towarzyszy, a dzisiejszy gość również jej działał na nerwy. Nawet Beast Boy tak zajął się wymyślaniem swoich przyszłych poczynań, że nie zorientował się, że jego ukochana się ulotniła! Reszta drużyny natomiast rozgościła się w salonie, stawiając na stół nachosy i soki owocowe. Angela (tak zaczął na nią mówić Robin) rozluźniła się już i prawie zapomniała o całym zajściu… Ale Cyborg nareszcie zdecydował się poruszyć ten temat. Kobietka niechętnie przerwała kolejną pasjonującą rozmowę z liderem Tytanów i opowiedziała ze szczegółami historię dzisiejszego dnia. Wczoraj napisał do niej Adam, przyjaciel z klasy szkoły podstawowej, bo jakimś cudem dowiedział się, że panienka wyprowadziła się z ukochanego miasta i wyjechała do Stanów, akurat do tego samego miasta, w którym on mieszka od początków szkoły średniej. Chciał się spotkać, powspominać stare czasy… A ona się zgodziła. Nie miała pojęcia, że na miejscu zastanie starego faceta, którego pierwszy raz widzi na oczy. Nie znała jego zamiarów, więc uciekła i skryła się między blokami…

No i tak snuła i snuła się między słowami, aż w końcu Bestia przysnął na kanapie. Biedulek tak się zamyślił, że nim się obejrzał, a słodziutko drzemał. Robin natomiast słuchał przybyszki z zainteresowaniem, co niesamowicie wściekało Gwiazdeczkę. Czuła się nieswojo, więc postanowiła wziąć go na słowo. Cyborg gdzieś wyszedł, a Raven siedziała u siebie w pokoju i medytowała. Po jakimś czasie Angelina stwierdziła, że jest późno i musi iść, mimo próśb i nalegań ze strony Richarda ulotniła się z wieży chwilę później. Oj, ma chłopak przerąbane.

Rachel natomiast nareszcie postanowiła wyłonić się ze swojej jamy i zobaczyć co tam u Garfielda. Gdy weszła do względnie pustego salonu i dokładnie się przyjrzała, by za moment ujrzeć swojego chłopca śliniącego poduszkę, uśmiechnęła się delikatnie. Nawet nie wiedziała, co ją czeka po jego przebudzeniu.