LXII. Really? I thought you will shout at me.

Raven obudziła się w śnieżnobiałej pościeli ze zdrętwiałą ręką. Rozejrzała się dookoła… No tak, skrzydło szpitalne w wieży. Ciekawe co tym razem się wydarzyło. Gdy demonka usiłowała podnieść się, dopiero zauważyła co było powodem dyskomfortu w lewej ręce. Poprawiła delikatnie wenflon i spojrzała z pogardą na wiszącą tuż nad nią kroplówkę. No to pięknie, zaczęło się latanie po szpitalach. Komunikator wskazywał godzinę czwartą nad ranem, więc Rachel postanowiła nie wołać do siebie nikogo z drużyny. Nie pamiętała absolutnie nic sprzed ostatniej doby. Zapamiętała tylko to, że rozmawiała z Bestią, a on powiedział coś, czego ona chyba nie chciała usłyszeć. Masując skronie, Rachel próbowała pozbyć się okrutnego bólu głowy, jednak średnio jej to pomagało, a nie zauważyła żadnych proszków przeciwbólowych w zasięgu kroplówki. O zaśnięciu nawet nie ma mowy. Pozostała medytacja, tylko ten cholerny wenflon przeszkadza…

Tymczasem w swoim pokoju Bestia również cierpiał na bezsenność. Przerastały go ostatnie wydarzenia, wieść o ciąży Raven, teraz utrata przez nią przytomności, to zbyt dużo jak na jego zieloną głowę. Sam nie wie, czy dobrze zrobił proponując swojej dziewczynie aborcję (cholera, jak to źle brzmi). Sądził, że ona również nie jest z faktu zadowolona, patrząc na jej wcześniejsze zachowanie. Robin stwierdził, że Raven zemdlała z bólu niewiadomego pochodzenia, a warto wspomnieć o tym, że o dziecku wie tylko BB. Nieźle się porobiło.

***

Powoli świtało. Robin, od razu po przebudzeniu, zerwał się i pobiegł do skrzydła szpitalnego. Odetchnął z ulgą, gdy zastał tam już przytomną Rae, zajętą medytacją.

- Cześć, Raven – przywitał się – Jak się czujesz?

- Nie gorzej, niż zwykle – rzuciła.

- Stało się coś? Chcesz o czymś pogadać? – lider martwił się o współlokatorkę.

- Jeśli już musisz wiedzieć… – zawahała się – Okropnie boli mnie głowa. Możesz podać mi jakieś proszki.

- Robi się.

Grayson wyszedł z sali, by za chwilę wrócić z ketonalem w dłoni. Podał przyjaciółce tabletki i wodę w kryształowej szklance. Rachel połknęła je szybko i wróciła do przerwanej czynności. Po chwili jednak zaczęła ją rozpraszać bliska obecność Robina.

- Mogę ci w czymś… pomóc? – zapytała.

- Raven, coś jest nie tak, widzę to. – powiedział zaniepokojonym głosem.

- Dramatyzujesz. – ucięła.

- Wcale nie, przecież wiesz, że wiem o tobie nieco więcej niż reszta…

- Nie musisz tego powtarzać za każdym razem, gdy rozmawiamy nieco poważniej niż zwykle – zgasiła go.

- Jak chcesz. Pamiętaj tylko, jak coś, to jestem do dyspozycji.

- Mhm.

No, nareszcie wyszedł. Na razie niech nikt nie wie, jeszcze nie wiadomo, co się wydarzy, jest zbyt wcześnie. Może Bestia ma rację… Może powinnam… Musimy porozmawiać.
Azarathka chwyciła komunikator i poprosiła w smsie chłopaka, by do niej przyszedł od razu, gdy się zbudzi.

Beast Boy nie przespał nawet minuty, więc odczytał wiadomość od razu. Ubrał się jakoś na odwal i ruszył w stronę skrzydła, po drodze wpadając na Gwiazdkę.

- Przyjacielu, trapi cię coś? Wyglądasz na zmartwionego czymś okropnym. – zapytała z typową dla siebie troską w głosie.

- Jest okej, Star, wszystko w porządku – odpowiedział niechętnie.

- Jesteś pewien? – kosmitka chciała się upewnić.

- Tak, tak – zrezygnowany Beastie przytaknął – Wszystko jest tak, jak zwykle…

Gwiazdeczka uśmiechnęła się i odleciała w stronę kuchni, więc BB kontynuował wędrówkę do „szpitala”. Szedł coraz mniej pewnie, wahał się, bał się kolejnej konfrontacji z ukochaną, mimo, że kochał ją najbardziej na świecie. Wstrzymał oddech, gdy otwierał szklane drzwi.

- Witaj, Raven – powiedział drżącym głosem. – Prosiłaś, bym przyszedł.

- Owszem, prosiłam – przytaknęła demonka. – Po raz kolejny musimy porozmawiać, nawet nie wiem, jak się tutaj znalazłam, więc wróćmy do tego, o czym mówiliśmy. Twoje zdanie nadal jest takie samo?

Bestia przełknął ślinę.

- Sam już nie wiem, źle to rozegrałem, wiem… To również… Głównie… To nasze… o rany!

- Nie, nie – przerwała mu nastolatka – Chyba masz rację, to zbyt wcześnie. Mamy jeszcze wystarczająco dużo czasu na to, teraz najlepszym wyjściem będzie twój pomysł.

- Naprawdę? Myślałem, że będziesz na mnie krzyczeć – chłopak otarł czoło rękawem – Ale jesteś pewna?

- To dopiero pierwsze tygodnie, to jeszcze nie dziecko, tego jestem pewna.

- Znajdę najlepszego lekarza, obiecuję.

Raven uśmiechnęła się. Może on rzeczywiście chce też mojego dobra.

LXI. I know that question wasn’t very smart.

Chłopak siedział jeszcze trochę czasu w pokoju Raven, nie mogąc wydusić z siebie ani jednego słowa. Chyba jeszcze nie dotarło do niego to, co powiedziała jego ukochana. Siedział tak i siedział z oczami wbitymi w podłogę, trzymając dłoń na dłoni Azarathki. Minął moment, gdy Bestia wstał gwałtownie i rzucił „Muszę to przemyśleć, przepraszam”. Raven to zaskoczyło, spodziewała się nieco innej reakcji z jego strony. Stwierdziła jednak, że da mu czas – w końcu nieczęsto słyszy się, że zostanie się ojcem.

Po tym jak podzieliła się z Bestią tą wiadomością, zrobiło jej się trochę lżej. Położyła się na plecach na samym środku łoża i sięgnęła po książkę. Zaśmiała się pod nosem, że niedługo będzie musiała trochę zmienić gatunek literacki, który najczęściej czyta.
Raven bała się. Bała się, jak to będzie, czy sobie poradzą; ciągle po głowie chodziły jej nieokrzesane myśli, nie wiedziała absolutnie jak ma się zachować, co zmienić w swoim życiu… A zmiany w tym momencie są przecież nieuniknione. Mimo, że to dopiero początek i jeszcze wiele może się wywrócić do góry nogami. Po raz kolejny, jak zazwyczaj ostatnio, odłożyła powieść w połowie, praktycznie całkowicie zapominając jej fabułę. Zagapiła się na suficie. A co jeśli Bestia… Nie, to niemożliwe.

Godzinę później lider zawołał tytanów na obiad. Bezmięsna carbonara rozprzestrzeniała swój zapach po całej wieży, więc nic dziwnego, ze już po dwóch minutkach większość drużyny zjawiła się w jadalni. Chwila, właśnie, większość? Brakowało Beast Boy’a. Gwiazdka postanowiła zawołać go osobiście, poleciała więc w stronę jego pokoju i zapukała cicho, ale stanowczo. Nie usłyszała odpowiedzi. Próbowała uzyskać jakąś reakcję słowem, ale nie udało jej się. W końcu zdenerwowała się i weszła do sypialni Zielonego, ku jego złości.

- Tak trudno zrozumieć, że chcę być sam? – warknął.

Starfire speszyła się nieco, ale po chwili wróciła do reszty przyjaciół i zajęła się posiłkiem. Wszyscy już zapomnieli o tajemniczym incydencie z Garfieldem… Wszyscy, oprócz Raven. Ona wiedziała, że kroi się coś niedobrego. Przeczuwała, że jest to poniekąd związane z nią… i kimś jeszcze.
Kimś, kogo ona sama nawet nie zna, i na razie nie pozna.

Z tytanowego stołu zniknął już prawie cały posiłek – została tylko porcja Bestii. Rae zaproponowała, że zaniesie mu obiad, na co drużyna chętnie przystała. Demonka chwyciła więc talerz i szczelnie okrywając się peleryną wyleciała z jadalni. Kiedy nareszcie stanęła przed drzwiami do pokoju chłopaka, wzięła głęboki oddech i bez pukania wkroczyła do środka.

- Już prawie ci wystygło – zakomunikowała, ale nie doczekała się odpowiedzi.

- Bestio – chwyciła go za ramię, na co on odwrócił się i zrzucił jej rękę – Stało się coś? To znaczy… Tak wiem, to pytanie nie było zbyt mądre.

- Masz rację, nie było. – uciął.

- Nie możesz unikać rozmowy ze mną…

- A ty mogłaś?

Rachel trochę przytkało.

- To była inna sytuacja.

- Nieprawda, identyczna.

Rav coraz bardziej nie rozumiała swojego chłopca.

- Cholera, Bestio – rzekła podłamując ręce – Nie możesz…

- Rachel, sądzę, że powinnaś je usunąć.

LIX. We must talk about something.

Raven dobrze wiedziała, że Richard ma rację, ale nie dopuszczała do siebie myśli, że to prawda. Zaprzeczyła nerwowo. Kątem oka widziała, że Bestia siedział kawałek dalej z twarzą schowaną w dłoniach. Miał wyrzuty sumienia, nie chciał kłócić się ze swoją dziewczyną w takich chwilach. Chciał być przy niej, wspierać ją, widział, że coś jest nie tak. Gdy dziewczyna trochę się ogarnęła i usiadła na łóżku, poprosiła przyjaciół o opuszczenie pokoju. Wyszli wszyscy oprócz Garfielda. Chłopak zebrał się w sobie i postanowił przeprosić. Na początku tylko chodził od ściany do ściany nie wiedząc, jak ma zacząć, a Rachel wodziła za nim wzrokiem. W końcu zielony kucnął łapiąc swoją dziewczynę za rękę i odezwał się.

- Przepraszam cię. To nie miało tak być, sam nie wiem dlaczego tak to wyszło.

Rae tylko mruknęła potakująco pod nosem.

- Coś mnie tknęło, tak wiesz, od środka.

Demonka patrzyła na swojego chłopaka z uwagą.

- Mam dziwne przeczucia, że coś się wydarzyło. Nie wiem czy coś dobrego, czy wręcz przeciwnie.

- Przyznam ci rację – wydusiła wreszcie nastolatka – Coś się wydarzyło. Jeszcze nie wiem co, ale obawiam się, że nic dobrego.

Beast Boy zamknął oczy i położył głowę na rękach Raven. Tkwił w tej pozycji przez chwilę, ale niedługo potem podniósł się i usiadł obok zasmuconej towarzyszki, obejmując ją czule.

- Nieważne co się wydarzyło, pamiętaj, że zawsze będę przy tobie. Mimo chwil zwątpienia, pamiętaj, że cię kocham.

Dziewczyna runęła na pierś swojego chłopaka i rozpłakała się cicho.

- On wrócił, rozumiesz? – łkała – Wrócił po to, by coś mi przekazać, by znowu zniszczyć spokój, który nastał po jego ostatniej wizycie. On znowu chce mnie, chce nas, nie wiem, zastraszyć? Zgładzić?…

BB głaskał ametystowe włosy nie wiedząc, co ma powiedzieć. Bał się tak samo jak ona. Wiedział, do czego ta podła kreatura jest zdolna.

Po chwili Rachel znowu straciła przytomność i osunęła się na podłogę, za moment unosząc się kilka centymetrów ponad podłogę. Logan nie wiedział co ma zrobić, czym prędzej wezwał Robina puszczając sygnał przez komunikator. Już za moment w pokoju pojawiła się cała drużyna. Roztrzęsiona Gwiazdka pochyliła się nad przyjaciółką i złapała ją za rękę – wyczuła nierówny puls. Na czole demonki pojawiło się kilka kropel potu, co jakiś czas jęczała coś cicho, jakby coś ją tłumiło. Podłoga lekko drżała mimo, że Rav nawet jej nie dotykała.

***

- Musisz mnie wysłuchać, córko. – rozległ się głęboki głos.

- Nie będę, nie mogę, nie! – krzyczała rozpaczliwie Azarathka. Coś jakby przytrzymywało ją w jednym miejscu, nie pozwalało na nawet najmniejszy ruch, a potem łapało okropnym ukłuciem w brzuch. Wtedy wydzierał się z niej krzyk gorszy, niż kiedykolwiek. Łzy leciały jej ciurkiem po policzkach, a postać okryta cieniem płomieni zbliżała się coraz bardziej.

- Posłuchaj mnie – Trygon trzymał na dłoni swoją zrozpaczoną córkę – Tym razem to nie ja narobiłem Ci problemów, sama to zrobiłaś.

- Nie mów tak! – obolała podniosła się resztkami sił i spojrzała ojcu prosto w oczy – Jesteś przyczyną każdego mojego kłopotu, od samych moich narodzin, aż do teraz!

Demon zaśmiał się srogo i odłożył ledwo trzymającą się w pionie Raven na ziemię otoczoną lawą. Kucnął, by ponownie złapać z nią kontakt wzrokowy. Szturchnął ją palcem i szepnął coś, czego dziewczyna widocznie nie chciała wiedzieć – runęła na kolana i wrzeszczała, że to nieprawda, że kłamie, że to niemożliwe, jak to, nie…

***

Po męczących dziesięciu minutach Raven nareszcie otworzyła oczy. Złapała za rękę Bestię i wykończonym głosem wypowiedziała tylko dwa słowa: „Musimy porozmawiać”. Potem ponownie zamknęła oczy i przytuliła się do niego, pozwalając swoim łzom swobodnie spływać po policzkach.

To będzie ciężka rozmowa.

LVIII. I am here, because I must tell you something.

Atmosfera po obiedzie była lekko napięta.

Chyba już każdy z drużyny zdążył zauważyć, że między Bestią a Raven znowu wszczęła się jakaś sprzeczka. Gwiazdka położyła głowę na ramieniu swojego chłopaka, na co on objął ją ramieniem. Oni kłócili się bardzo rzadko, a jeżeli już im się to zdarza, to o błahostkę. Nie to co druga para – Bestia i Raven często się sprzeczali, praktycznie zawsze któreś z nich miało jakieś „ale”, co nie zmieniało faktu, że się kochają. Ot, takie miłosne przekomarzania.

A przynajmniej tak sobie wmawiali.

Generalnie w wieży było spokojnie. Dochodziła godzina 20, Tytani rozlecieli się po swoich pokojach… Było cicho.

Było cicho, dopóki z korytarza nie zaczęły dochodzić podejrzane dźwięki. Stuki, puki, zgrzyty… Pierwsza z pokoju wyskoczyła Gwiazdka. Tym razem jednak nie została skrytykowana pod względem swojej histerii, z której była dobrze znana. Star jest wrażliwą osóbką, a do tego wielu rzeczy i zdarzeń się śmiertelnie boi, o czym wiedzą jej przyjaciele, ale zdążyli się już do tego w miarę przyzwyczaić. Pierwszą osobą, do której kosmitka się zwróciła, był oczywiście jej chłopak. On również słyszał potrzaskiwania i postanowił razem z czerwonowłosą zawiadomić resztę drużyny i zarządzić poszukiwania źródeł tego dziwnego zjawiska.

Tytani niechętnie wygramolili się ze swoich jam, szczególnie Bestia nie miał najmniejszej ochoty na dodatkową, wieczorną integrację drużynową. Miał dość tego dnia, Rachel z resztą też nie paliła się do roboty.
Chcąc nie chcąc, nastolatkowie musieli się zebrać w sobie i przejść wieżę T od góry do dołu.

Raven czuła się coraz gorzej. Nie to, że robiła się chora, czy coś, tylko niepokój powoli zaczął wypełniać jej umysł. Przez jej głowę przeniknęło kilka niekontrolowanych myśli, co nie zdarzało się już od bardzo dawna. Wydawało jej się, że na ścianach widzi przez sekundę płomienie, miała wrażenie, że traci grunt pod nogami… Robiło jej się słabo.

Jak zapewne wiecie, pierwszą osobą, która dostrzega drobne na początku problemy Tytanów, jest zawsze Robin. Zauważył on lekko chybotliwy chód demonki i to, że co jakiś czas masuje sobie ona skronie.

- Wszystko w porządku, Raven? – zapytał troskliwie.

- Co?… – jęknęła – A, tak, wszystko jest dobrze.

- Przecież widzę, że coś jest nie tak. Boli cię głowa?

- Może trochę.

- Wróć do pokoju, sami też sobie poradzimy. – zaproponował z przyjacielskim uśmiechem lider.

- Sama nie wiem czy to dobry pomysł…

- Robin ma rację – wtrąciła Gwiazdeczka – Powinnaś odpocząć, bóle głowy wcale nie są miłym zjawiskiem, przyjaciółko.

- Niech wam będzie. Informujcie mnie na bieżąco – rzuciła, odlatując w stronę swojej sypialni.

Cisza. Spokój.

Roth postanowiła pomedytować. Nie chciała brać żadnych proszków przeciwbólowych – uważała, że medytacja jest lekiem na wszystko, i poniekąd miała rację. Zwracając się plecami do zasłoniętego już okna, uniosła się w powietrze na wysokość mniej więcej metra układając nogi w pozycję lotosu i pochłonęła się w otchłań swojego umysłu.

Na początku było wszystko w porządku, wydawało jej się nawet, że ból całkowicie się ulotnił. Dopiero gdy usłyszała krzyk zorientowała się, że jednak nie wszystko ma pod kontrolą, gdyż nie dochodził on z wnętrza wieży, lecz był słyszalny tylko w jej głowie. Zrozumiała to, gdy po chwili usłyszała go ponownie, ale już z konkretnym słowem. Było to jej imię.

Na jej czole pojawiła się kropla potu. Minutę później ujrzała przed sobą czerwony obraz, z ziemi buchał ogień, a w oddali dała się dostrzec jakaś dziwnie znajoma postać. Rachel oniemiała, kiedy spojrzała na jej sylwetkę dokładniej. Znała ją aż za dobrze, mimo, że już trochę minęło od czasu, gdy widziała ją ostatni raz.

- Zostaw mnie w spokoju! Nie, to niemożliwe, to nie możesz być ty! – wydarła na całe gardło.

- Uspokój się, Rachel. Jestem tu, by ci coś przekazać.

- NIE BĘDĘ CIĘ SŁUCHAĆ! Nie ma mowy, nie! Odejdź, precz!

- Jeżeli nie dowiesz się tego ode mnie, będzie już za późno…

- ODEJDŹ! NIE CHCĘ CIĘ WIDZIEĆ!

***

Gdy Raven otworzyła oczy, ujrzała nad sobą krąg swoich przyjaciół. Jeszcze mocniej niż wcześniej bolała ją głowa.

- Powiedz Raven… To znowu on, prawda…? – zapytał zdenerwowany lider drużyny, podpierając kark odnalezionej, dopiero co oprzytomniałej Tytanki.

LVII. Why you don’t trust me?

Już po chwili Bestia wtargnął do pokoju swojej dziewczyny jak gdyby nigdy nic.

- Przeszło ci? – zapytała ze stoickim spokojem, ale chłopak na to tylko zzieleniał ze złości jeszcze bardziej, niż zwykle. Zaczął coś mamrotać pod nosem, odpowiadając na każde „Hm? Słucham? Co mówisz?” dziwnym burknięciem, na pewno nie okazującym niczego dobrego. Dopiero po kilku minutach nastolatek ogarnął się, stanął wyprostowany i na chwilę zamilkł, przymykając oczy.

- Czy możesz mi łaskawie to – wskazał na ekran komunikatora, starając się nie wybuchnąć krzykiem – wytłumaczyć jakoś racjonalnie?

- Skąd to masz? – zapytała Rae nie rozumiejąc niczego.

- To teraz nieważne. Ważne jest, DLACZEGO się zgodziłaś.

- Bestio, dlaczego mi nie ufasz? Zgodziłam się dla świętego spokoju. I tak nie miałam zamiaru tam iść, dobrze o tym wiesz.

- Ja teraz nic nie wiem.

- Co ci strzeliło do łba? – dziewczyna podeszła do Garfielda i usiłowała go przytulić, ale została odepchnięta.

- Mnie nic. Raven, ja… Muszę ochłonąć.

I wyszedł zostawiając uchylone drzwi.

Raven naprawdę nie miała fioletowego pojęcia o co mogło chodzić Bestii. Czy dała mu jakieś powody, by jej nie ufał? No, może kiedyś, ale to było dawno, i już dawno sobie to wytłumaczyli. A może to on ma coś do ukrycia i próbuje to zamaskować, zrzucając coś na Rae? Nie wiem co o tym myśleć.
Gdy silne, rozbudowane ręce odsunęły Rachel od siebie, ona poczuła się co najmniej dziwnie, po głowie chodziło jej kilka myśli. Pierwsza i chyba najtrafniejsza – kiedy Beast Boy zdążył tak urosnąć i wyrzeźbić swoje ciało? Cholera, chłopak jeszcze dwa lata temu był od Rav niższy o pół głowy, ledwo otwierał słoik z ogórkami, a brzuch miał chudszy niż Starfire. Teraz to co innego – chłopak stojąc przy swojej ukochanej jest od niej przynajmniej o głowę wyższy. Ile on może mierzyć? Ze sto osiemdziesiąt centymetrów? Może nawet więcej, i nadal rośnie. A Raven została już przy swoim stałym wzroście nieprzekraczającym stu sześćdziesięciu centymetrów. Jego mięśnie za to są jak ze stali – nie wiem ile on wyciska, ale na pewno dużo. Spod koszulki odznacza się tzw. sześciopak, o klatce piersiowej nie wspomnę. Natomiast jego uda… Nie widziałam bardziej urzeźbionych, uwierzcie mi. Niejeden kulturysta by mu pozazdrościł.

A ona? Drobna, szczupła, ale z kształtami. Dobrali się, nie ma co.

Wracamy do brutalnej rzeczywistości.

Beastie chodził ostatnio rozdrażniony, co zauważył nawet Cyborg i reszta drużyny. Zielony miał jakieś złe przeczucia, jakby ktoś mu podpowiedział, że niedługo wydarzy się coś niedobrego, a on tylko zastanawiał się, co może zrobić by o tym zapomnieć; zapomniał jednak, że taki kłopot może stworzyć także on sam. Najgorsze jest to, że to nie jest teraz największy problemem w Wieży…

Notka Specjalna #9 – BBRae’s sms-conversations.

W tej przedostatniej już Notce Specjalnej chciałabym pokazać Wam mały wgląd w… historię smsów naszej ukochanej pary. Oboje się zgodzili, mimo, że Raven na początku nie miała ochoty udostępniać mi swojego telefonu, ale Raven to Raven… Bestia nie miał problemu. ;) Myślę, że to fajne przypomnienie niektórych wydarzeń, mała forma sprawozdania – wspomnijmy kilka momentów z „życia” fanfiction.

Ciekawa jestem, czy zgadniecie z kiedy te smsy pochodzą… Co się wtedy działo?
Zadanie dla wytrwałych :P
Powodzenia!

Czekam na odpowiedzi c:

LVI. At the corner is give-away of free tofu, wake up.

Demonka podeszła bliżej i usiadła obok leżącego chłopaka na sofie, a następnie spojrzała na zegarek – dochodziła siedemnasta. Jeśli ten ciołek będzie nadal spał, w nocy będzie przewracał się z boku na bok, co poskutkuje nieprzytomnością następnego dnia. Rachel stwierdziła, że go delikatnie obudzi.

- Kochanie, wstawaj – szepnęła, głaszcząc go po głowie – Jest popołudnie, nie powinieneś spać. Tym bardziej tutaj.

Garfield na to tylko mruknął coś pod nosem i nakrył twarz dłońmi. Nastolatka zaśmiała się pod nosem.

- Śpiochu! – szturchnęła go lekko – Na rogu rozdają darmowe tofu, obudź się.

Bestia nareszcie uchylił oczy.

- Co jest… Co się dzieje… – burknął – Co ty tutaj robisz?! Odsuń się! – zaczął krzyczeć – Zejdź mi z oczu!…

- Bestio, co się stało…?

- Masz jeszcze czelność pytać się co się stało?! Cholera, wyjdź!

Raven totalnie nie wiedziała o co może chodzić Bestii. Przyśniło mu się coś, czy jak? Nieważne, jeszcze się chłopak ogarnie. Rozczarowana Azarathka wróciła z niechęcią do swojego pokoju.

Beast Boy natomiast był z siebie bardzo zadowolony – wszystko na razie szło jak po maśle (no, margarynie roślinnej). Plan wchodził w życie. Chłopak zrzucił z siebie zielono-fioletowy koc i wyruszył w stronę drzwi wyjściowych. Wychodząc, trzasnął nimi siarczyście, a następnie skrył się za krzakami przy brzegu wyspy. Kolejną czynnością było wyciągnięcie przez niego komunikatora i otworzenie okienka z pustym miejscem na SMS z adresatem „Raven”. Zielony dobrze wiedział co robił – zaczął nerwowo pisać dość długą wiadomość, wcześniej blokując numer nadawcy. Jak dobrze, że Robin w końcu wymienił te przestarzałe sprzęty i rozdał drużynie nowoczesne komunikatory nowej generacji – miały o wiele więcej opcji i były czytelniejsze w obsłudze.
Wracając – Beastie rozpisał się na kilka linijek i wysłał swojej dziewczynie wiadomość jako „Nieznajomy”.
Bał się trochę jej reakcji, ale taki był plan – sprawdzenie, jak Rachel zareaguje na tego typu wiadomość. Swoją drogą, ciekawe, czy zajęła się już sprawą z tymi poprzednimi SMSami…

Tymczasem w pokoju Robina trwała awantura. W sumie nic dziwnego, Gwiazdka miała ku temu powody. Wygarnęła mu, że nie życzy sobie, by tak odzywał się do obcej laski, by nie wypytał jej o tak prywatne sprawy, gdy mają zająć się tylko i wyłącznie rozwiązaniem konkretnej sprawy. Lider na początku buntował się przeciwko słowom swojej ukochanej, ale w końcu poddał się i skruszony przyznał się do winy i obiecał poprawę. Starfire – jak to Starfire – szybko swojemu chłopcu wybaczyła i już po chwili para ględziła sobie w najlepsze.

Wracamy do wcześniejszej sprawy. Raven usłyszała dźwięk powiadomienia z komunikatora, więc przerwała na chwilę czytanie i chwyciła urządzenie w rękę. Gdy ujrzała źródło dźwięku, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Cóż za bezczelność! Kto mógł się do tego posunąć?! Jeszcze w takiej chwili… Zignorowała natrętną wiadomość i wróciła do książki. Niestety, co chwilę musiała wracać na początek strony, bo czytając rozmyślała, co się stało z Beast Boy’em – chłopak naprawdę dziwnie się zachował. A jeśli ktoś coś nazmyślał? Może Terra znowu mu coś nagadała? Nie, to niemożliwe. Cholera.

Nim dziewczyna się obejrzała, na ekranie pojawiła się kolejny komunikat. Znowu sms. Tym razem jego treścią było „Nie olewaj mnie Raven, odezwij się”. Roth zaczęła się denerwować – odpisała szybko, żeby nadawca się odczepił od niej i jej chłopaka, ale on nie dawał za wygraną. Nalegał na spotkanie.

Rany, Bestio, co ci strzeliło do głowy? Po co ci to wszystko? Co za zielony łeb…

Rae poddała się – potwierdziła dla świętego spokoju spotkanie pod miejskim parkiem. BB tylko na to czekał – od razu po otrzymaniu SMSa ruszył w stronę pokoju Rav, by wygarnąć jej. Tym razem był przekonany (nieważne, że błędnie), że dziewczyna nie bierze go na poważnie. Co za cep…

LV. My green sweetie

- Angelino, zapraszamy cię do wieży – zaproponował Robin po rozmowie z podejrzanym typem – Ochłoniesz trochę i porozmawiamy.

Dziewczyna chętnie przystała na propozycję, odgarniając na plecy swoje niedługie, blond włosy. Gwiazdka coraz bardziej odsuwała się od niej, bo przybyszka zaczynała działać jej na nerwy, jednak nikt z drużyny nie zwrócił na to uwagi. Bestia szedł bokiem obmyślając szczegóły działania, Cyborg pisał SMSa, Raven jak zwykle podchodziła do „akcji” obojętnie, a Robin… Właśnie, Robin. On cały czas rozmawiał z Angeliną, wypytywał ją o prywatne sprawy. Zdążył dowiedzieć się, że ta średniego wzrostu 20-latka pochodzi z Europy, ale od niedawna mieszka na obrzeżach Jump City. Do USA przybyła, by studiować. Oczywiście lider poznał już jej zainteresowania, wyciągnął z niej to, że studiuje prawo administracyjne, interesuje się sportem (chętnie gra w piłkę nożną i biega, ale nie pogardzi pływaniem czy siłownią), miała jednego chłopaka, ale zerwała z nim przy wyjeździe za granicę, jej matka ma na imię Teresa a ojciec Ralf, w swoim mieszkanku ma rottweilera – Cerbera, a w domu rodzinnym miała konie, bo pasjonowała się hodowlą i jazdą na nich… Słowem – w piętnaście minut dowiedział się praktycznie wszystkiego. Chyba mu się zapomniało, że mieli rozmawiać o sprawach wyłącznie zawodowych. Niedziwne więc, że Starfire zaczęła się irytować.

Gdy grupa wreszcie znalazła się w wieży, nikt nawet nie zauważył, że Raven zdążyła przeteleportować się do swojej sypialni. Po prostu nudziły ją dyrdymały wypływające z ust jej towarzyszy, a dzisiejszy gość również jej działał na nerwy. Nawet Beast Boy tak zajął się wymyślaniem swoich przyszłych poczynań, że nie zorientował się, że jego ukochana się ulotniła! Reszta drużyny natomiast rozgościła się w salonie, stawiając na stół nachosy i soki owocowe. Angela (tak zaczął na nią mówić Robin) rozluźniła się już i prawie zapomniała o całym zajściu… Ale Cyborg nareszcie zdecydował się poruszyć ten temat. Kobietka niechętnie przerwała kolejną pasjonującą rozmowę z liderem Tytanów i opowiedziała ze szczegółami historię dzisiejszego dnia. Wczoraj napisał do niej Adam, przyjaciel z klasy szkoły podstawowej, bo jakimś cudem dowiedział się, że panienka wyprowadziła się z ukochanego miasta i wyjechała do Stanów, akurat do tego samego miasta, w którym on mieszka od początków szkoły średniej. Chciał się spotkać, powspominać stare czasy… A ona się zgodziła. Nie miała pojęcia, że na miejscu zastanie starego faceta, którego pierwszy raz widzi na oczy. Nie znała jego zamiarów, więc uciekła i skryła się między blokami…

No i tak snuła i snuła się między słowami, aż w końcu Bestia przysnął na kanapie. Biedulek tak się zamyślił, że nim się obejrzał, a słodziutko drzemał. Robin natomiast słuchał przybyszki z zainteresowaniem, co niesamowicie wściekało Gwiazdeczkę. Czuła się nieswojo, więc postanowiła wziąć go na słowo. Cyborg gdzieś wyszedł, a Raven siedziała u siebie w pokoju i medytowała. Po jakimś czasie Angelina stwierdziła, że jest późno i musi iść, mimo próśb i nalegań ze strony Richarda ulotniła się z wieży chwilę później. Oj, ma chłopak przerąbane.

Rachel natomiast nareszcie postanowiła wyłonić się ze swojej jamy i zobaczyć co tam u Garfielda. Gdy weszła do względnie pustego salonu i dokładnie się przyjrzała, by za moment ujrzeć swojego chłopca śliniącego poduszkę, uśmiechnęła się delikatnie. Nawet nie wiedziała, co ją czeka po jego przebudzeniu.

LIV. What was that actually, dude?

Spokój oczywiście nie trwał długo – po 2 minutach od zakończenia rozmowy na całą wieżę zawył alarm. Bestia poczuł się trochę niepewnie, w końcu przez te trzy dni zdążył się mocno rozluźnić. Raven natomiast nie przejęła się tym zbytnio – ot, tytanowy chleb powszedni. Już zapomniała o porwaniu, zapomniała o problemach, chciała się tylko zrelaksować; nieważne czy w pokoju, czy na polu walki.

Po chwili z salonu dał się słyszeć znany przez nas okrzyk Robina, więc wszyscy bohaterowie wylecieli/wybiegli z domu za swoim liderem w kierunku miejsca zbrodni. Beast Boy koniecznie chciał zatrzymać Raven w domu, z pięćdziesiąt razy pytał ją czy wszystko w porządku, czy aby na pewno chce iść bla bla bla… Ona oczywiście nie zawahała się ani razu. W sumie to jakoś im umknęło jaka właściwie to akcja – kto i co zaatakował? BB zaczął wypytywać lidera i pozostałą część drużyny, ale nie uzyskał konkretnej odpowiedzi. Naburmuszył się tylko i pędził dalej.

Zdziwił się trochę, gdy na miejscu zobaczył tylko jakiegoś faceta w średnim wieku. Wszyscy spojrzeli pytająco na kapitana, ale on sam nie wiedział co ma powiedzieć.

- Przyrzekam, że wezwanie dobiegało właśnie z tego miejsca – tłumaczył się nieporadnie – Rozglądnijmy się, może rzeczywiście coś się tu wydarzyło…

- Na moje oko to wszystko jest w jak najlepszym porządku – zauważył Cyborg.

- Robin, jesteś pewien, że to było wezwanie, a nie piknięcie wyczerpującej się baterii?

Lekki chichot po kwestii Rachel delikatnie wyprowadził Graysona z równowagi. Postanowił, że po prostu zapyta obecnego na miejscu mężczyznę.

- Przepraszam, czy wszystko w porządku? – zapytał grzecznie.

- Jak najbardziej – usłyszał w odpowiedzi – Nie widzieliście gdzieś blondynki wyglądając na około 20 lat?

- A coś się wydarzyło? – Gwiazdeczka stanęła na ziemi.

- Nie. Rozmawialiśmy, powiedziała, że zaraz wróci, odeszła i nie wróciła.

W tym momencie Robin wysłał Tytanom wymowne spojrzenie.

- Dobrze, ale jakby coś się działo, to proszę mówić – dokończył – Do widzenia panu!

***

- Co to w ogóle było, stary? – oburzył się Bestia – Tylko po to wychodziliśmy z domu?!

- Musimy znaleźć tę dziewczynę.

Team przytaknął i wszyscy wyruszyli na poszukiwania. Garfield od niechcenia zmienił się w zielonkawego labradora i próbował wywęszyć poszukiwaną, na szczęście – ze skutkiem. Zawył wzywając przyjaciół i odkrył, że dana „dwudziestoletnia blondynka” siedzi skulona w ślepym zaułku pomiędzy dwoma kamienicami. Drużyna naradziła się i zgodnie stwierdziła, że najlepiej będzie, jeżeli pierwsza podejdzie Starfire. Dziewczyna ma naprawdę dobre podejście do ludzi.

- Przepraszam? – napomknęła, by nie wystraszyć odnalezionej – Czy możemy porozmawiać…?

- GWIAZDKA! – młoda kobieta rzuciła się kosmitce na szyję – Jak dobrze, że cię widzę! Przepraszam, że was wezwałam, ale…

- Spokojnie, już jest wszystko dobrze, nie denerwuj się – rzekł Robin głosem bohatera (mimo kpin ze strony demonki) wkraczając w ciemny kąt – Opowiedz dokładnie, co się wydarzyło.

- No więc – Nieznajoma wypuściła ciężko powietrze z płuc, by trochę się uspokoić – Pewnie nie widzieliście tego…

- Dziwnego typa dwie przecznice stąd? – Przerwał jej Zielony.

- Tak, właśnie jego. Napisał do mnie wczoraj, czy możemy się spotkać, podszywając się pod mojego starego znajomego. Byłam pewna, że piszę z kolegą z klasy z podstawówki. Gdy jednak przybyłam na miejsce, wyżej wspomniany Ralph okazał się jakimś czterdziestoletnim zboczeńcem: usiadłam do stolika czekając na kolegę, a on się dosiadł i zaczął wygadywać jakieś obrzydliwe rzeczy! Poczułam się zagrożona i pierwsze co mi przyszło do głowy, to wy…

- Bardzo dobrze zrobiłaś, kochana…

- Angelina, mam na imię Angelina.

- Angelino. Dobrze, że nie dopuściłaś do czegoś gorszego. – Urwała Gwiazdka.

Podczas, gdy Tytani próbowali uspokoić trochę nowo poznaną kobietkę, Bestia przetwarzał nowe informacje. Telefon, SMS, podejrzane wiadomości… To wszystko pasowało pod ostatni scenariusz odegrany w hotelu! Oj, nie brzmi to dobrze. Nim chłopak się obejrzał, Robin wziął dziwnego faceta na pogadankę. Już chwilę później w zielonym mózgu powstał dokładny plan działania.

LIII. Calm, quiet, OUR home.

- Czy my na pewno wszystko zabraliśmy? Ciuchy, łazienka, biżuteria, buty?

Bestia gorączkował się, stojąc przed jeszcze otwartymi drzwiami pokoju hotelowego.

- Cholera! Wiedziałem! – cisnął walizką o ziemię i wparował do łazienki.

Tak jak sądził, na półce od lustra leżał jego komunikator. Chwycił go i wrócił do czekającej współtowarzyszki.

- No, teraz mamy chyba wszystko. Możemy iść oddać kluczyk.

Rachel zadbała o to, by zostawić po ich pobycie należyty porządek. Zmyła naczynia, uporządkowała pościel, posprzątała łazienkę i wytarła kurze. Podczas gdy Beast Boy rozmawiał z recepcją, dziękował za świetną obsługę i tak dalej, ona milczała. Czuła się nieswojo, od kiedy dostała tego smsa.

Czas wyjeżdżać. Wezwana taksówka stała już na parkingu. Kierowca pomógł parze wpakować torby do bagażnika, zaraz potem wszyscy wgramolili się do samochodu i nim się obejrzeli, już byli w drodze. BB próbował uskuteczniać rozmowę z obojgiem współpasażerów, ale mimo jego starań, odzywał się tylko taksówkarz. Z początku dawał dziewczynie za wygraną, ale po jakimś czasie zaczął się martwić. Zapytał, czy wszystko w porządku, a w odpowiedzi usłyszał tylko, że tak, tylko dzień jest jakiś senny. Pomimo zmartwień, odpuścił.

Demonka skłamała. Najprościej mówiąc, czuła się jakby znów zrobiła coś złego wbrew swojej woli i nie wiedziała, jak to zatrzymać. Nie miała zielonego pojęcia, kto mógł być odpowiedzialny za te podejrzane wiadomości. Pierwszą osobą, która przychodziła jej na myśl, była Terra, ale to nie mogła być ona. Swoją drogą, ciekawe co się z nią stało po tej akcji w hotelu… Nieważne.

- No, kochani, jesteśmy na miejscu – zakomunikował pan Staś, znajomy kierowca. Logan wyszedł z auta, otworzył drzwi swojej ukochanej i zaczął wyciągać z auta walizki. Gdy skończył, rozliczył się z taksówkarzem, pozdrowił go i pomachał na pożegnanie.

- Dom – jęknął – I znowu dom.

- Spokojny, cichy, NASZ dom. – dokończyła nastolatka.

Oboje spokojnym krokiem ruszyli w stronę drzwi wejściowych. Przed drzwiami jeszcze na chwilę stanęli, spojrzeli na siebie z uśmiechami na twarzach i dopiero wtedy weszli do środka. Ledwo zdążyli przekroczyć próg,a przed nimi już pojawiła się ucieszona do granic możliwości Gwiazdka. Zaczęła piszczeć z radości i wyściskała porządnie przybyłych przyjaciół, wytrącając im bagaże z rąk. Po kilku minutach nareszcie uwolniła ich z uścisku i wpuściła do salonu, samej wnosząc ich toboły. Głośno zakomunikowała pozostałym członkom drużyny o powrocie Bestii i Raven, ale Cyborg i Robin zdążyli to ogarnąć już po pierwszym pisku szczęścia Star. Chłopcy wstali i przywitali się z współlokatorami. Padło kilka standardowych pytań: jak było, jak hotel, czy obsługa była w porządku, czy podobało im się to zachwalane SPA…

Po półgodzinnych opowieściach (głównie oczywiście gadał Bestia, Rav raczej została przy przytakiwaniu), para postanowiła się rozpakować. Już kilkanaście minut później pralka była pełna, a czyste ubrania i akcesoria łazienkowe ułożone z powrotem na swoich miejscach. No, prawie…

Rachel medytowała. Medytowała nareszcie w swoim pokoju. Mimo, że w hotelu bardzo jej się podobało, i tak tęskniła za swoimi prywatnymi czterema ścianami, za lustrem otrzymanym w prezencie na urodziny, za zasłoniętymi oknami i mroczną aurą demonicznej sypialni. Niezbyt długo cieszyła się spokojem i ciszą – już po dwudziestu minutach do drzwi zapukał Beast Boy.

- Kochanie… – zaczął.

- Nie kończ, wiem co chcesz powiedzieć – przerwała mu dziewczyna – Może jednak dasz mi się tym samej zająć?

- Ale Raven… jesteś pewna, że wiesz co robisz?

- Nie, ale mam przeczucie, że tak będzie lepiej.

- Niech więc tak będzie. Ale jeżeli nie zajmiesz się tym dostatecznie szybko…

- … to sam się tym zajmiesz. Tak, dobrze, TATO.

Zielony speszył się nieco. Zapytał tylko, czy Rae chce być sama, na co usłyszał, że może na razie sobie tutaj siedzieć. Usiadł więc na łóżku poniżej lewitującej w pozycji kwiatu lotosu dziewczyny i zatopił się w przemyśleniach. Nie wiedział, czy dobrze postąpił pozwalając ukochanej zająć się tą dziwną sprawą samej. Miał bardzo mieszane uczucia.