LXII. Really? I thought you will shout at me.

Raven obudziła się w śnieżnobiałej pościeli ze zdrętwiałą ręką. Rozejrzała się dookoła… No tak, skrzydło szpitalne w wieży. Ciekawe co tym razem się wydarzyło. Gdy demonka usiłowała podnieść się, dopiero zauważyła co było powodem dyskomfortu w lewej ręce. Poprawiła delikatnie wenflon i spojrzała z pogardą na wiszącą tuż nad nią kroplówkę. No to pięknie, zaczęło się latanie po szpitalach. Komunikator wskazywał godzinę czwartą nad ranem, więc Rachel postanowiła nie wołać do siebie nikogo z drużyny. Nie pamiętała absolutnie nic sprzed ostatniej doby. Zapamiętała tylko to, że rozmawiała z Bestią, a on powiedział coś, czego ona chyba nie chciała usłyszeć. Masując skronie, Rachel próbowała pozbyć się okrutnego bólu głowy, jednak średnio jej to pomagało, a nie zauważyła żadnych proszków przeciwbólowych w zasięgu kroplówki. O zaśnięciu nawet nie ma mowy. Pozostała medytacja, tylko ten cholerny wenflon przeszkadza…

Tymczasem w swoim pokoju Bestia również cierpiał na bezsenność. Przerastały go ostatnie wydarzenia, wieść o ciąży Raven, teraz utrata przez nią przytomności, to zbyt dużo jak na jego zieloną głowę. Sam nie wie, czy dobrze zrobił proponując swojej dziewczynie aborcję (cholera, jak to źle brzmi). Sądził, że ona również nie jest z faktu zadowolona, patrząc na jej wcześniejsze zachowanie. Robin stwierdził, że Raven zemdlała z bólu niewiadomego pochodzenia, a warto wspomnieć o tym, że o dziecku wie tylko BB. Nieźle się porobiło.

***

Powoli świtało. Robin, od razu po przebudzeniu, zerwał się i pobiegł do skrzydła szpitalnego. Odetchnął z ulgą, gdy zastał tam już przytomną Rae, zajętą medytacją.

- Cześć, Raven – przywitał się – Jak się czujesz?

- Nie gorzej, niż zwykle – rzuciła.

- Stało się coś? Chcesz o czymś pogadać? – lider martwił się o współlokatorkę.

- Jeśli już musisz wiedzieć… – zawahała się – Okropnie boli mnie głowa. Możesz podać mi jakieś proszki.

- Robi się.

Grayson wyszedł z sali, by za chwilę wrócić z ketonalem w dłoni. Podał przyjaciółce tabletki i wodę w kryształowej szklance. Rachel połknęła je szybko i wróciła do przerwanej czynności. Po chwili jednak zaczęła ją rozpraszać bliska obecność Robina.

- Mogę ci w czymś… pomóc? – zapytała.

- Raven, coś jest nie tak, widzę to. – powiedział zaniepokojonym głosem.

- Dramatyzujesz. – ucięła.

- Wcale nie, przecież wiesz, że wiem o tobie nieco więcej niż reszta…

- Nie musisz tego powtarzać za każdym razem, gdy rozmawiamy nieco poważniej niż zwykle – zgasiła go.

- Jak chcesz. Pamiętaj tylko, jak coś, to jestem do dyspozycji.

- Mhm.

No, nareszcie wyszedł. Na razie niech nikt nie wie, jeszcze nie wiadomo, co się wydarzy, jest zbyt wcześnie. Może Bestia ma rację… Może powinnam… Musimy porozmawiać.
Azarathka chwyciła komunikator i poprosiła w smsie chłopaka, by do niej przyszedł od razu, gdy się zbudzi.

Beast Boy nie przespał nawet minuty, więc odczytał wiadomość od razu. Ubrał się jakoś na odwal i ruszył w stronę skrzydła, po drodze wpadając na Gwiazdkę.

- Przyjacielu, trapi cię coś? Wyglądasz na zmartwionego czymś okropnym. – zapytała z typową dla siebie troską w głosie.

- Jest okej, Star, wszystko w porządku – odpowiedział niechętnie.

- Jesteś pewien? – kosmitka chciała się upewnić.

- Tak, tak – zrezygnowany Beastie przytaknął – Wszystko jest tak, jak zwykle…

Gwiazdeczka uśmiechnęła się i odleciała w stronę kuchni, więc BB kontynuował wędrówkę do „szpitala”. Szedł coraz mniej pewnie, wahał się, bał się kolejnej konfrontacji z ukochaną, mimo, że kochał ją najbardziej na świecie. Wstrzymał oddech, gdy otwierał szklane drzwi.

- Witaj, Raven – powiedział drżącym głosem. – Prosiłaś, bym przyszedł.

- Owszem, prosiłam – przytaknęła demonka. – Po raz kolejny musimy porozmawiać, nawet nie wiem, jak się tutaj znalazłam, więc wróćmy do tego, o czym mówiliśmy. Twoje zdanie nadal jest takie samo?

Bestia przełknął ślinę.

- Sam już nie wiem, źle to rozegrałem, wiem… To również… Głównie… To nasze… o rany!

- Nie, nie – przerwała mu nastolatka – Chyba masz rację, to zbyt wcześnie. Mamy jeszcze wystarczająco dużo czasu na to, teraz najlepszym wyjściem będzie twój pomysł.

- Naprawdę? Myślałem, że będziesz na mnie krzyczeć – chłopak otarł czoło rękawem – Ale jesteś pewna?

- To dopiero pierwsze tygodnie, to jeszcze nie dziecko, tego jestem pewna.

- Znajdę najlepszego lekarza, obiecuję.

Raven uśmiechnęła się. Może on rzeczywiście chce też mojego dobra.

LVIII. I am here, because I must tell you something.

Atmosfera po obiedzie była lekko napięta.

Chyba już każdy z drużyny zdążył zauważyć, że między Bestią a Raven znowu wszczęła się jakaś sprzeczka. Gwiazdka położyła głowę na ramieniu swojego chłopaka, na co on objął ją ramieniem. Oni kłócili się bardzo rzadko, a jeżeli już im się to zdarza, to o błahostkę. Nie to co druga para – Bestia i Raven często się sprzeczali, praktycznie zawsze któreś z nich miało jakieś „ale”, co nie zmieniało faktu, że się kochają. Ot, takie miłosne przekomarzania.

A przynajmniej tak sobie wmawiali.

Generalnie w wieży było spokojnie. Dochodziła godzina 20, Tytani rozlecieli się po swoich pokojach… Było cicho.

Było cicho, dopóki z korytarza nie zaczęły dochodzić podejrzane dźwięki. Stuki, puki, zgrzyty… Pierwsza z pokoju wyskoczyła Gwiazdka. Tym razem jednak nie została skrytykowana pod względem swojej histerii, z której była dobrze znana. Star jest wrażliwą osóbką, a do tego wielu rzeczy i zdarzeń się śmiertelnie boi, o czym wiedzą jej przyjaciele, ale zdążyli się już do tego w miarę przyzwyczaić. Pierwszą osobą, do której kosmitka się zwróciła, był oczywiście jej chłopak. On również słyszał potrzaskiwania i postanowił razem z czerwonowłosą zawiadomić resztę drużyny i zarządzić poszukiwania źródeł tego dziwnego zjawiska.

Tytani niechętnie wygramolili się ze swoich jam, szczególnie Bestia nie miał najmniejszej ochoty na dodatkową, wieczorną integrację drużynową. Miał dość tego dnia, Rachel z resztą też nie paliła się do roboty.
Chcąc nie chcąc, nastolatkowie musieli się zebrać w sobie i przejść wieżę T od góry do dołu.

Raven czuła się coraz gorzej. Nie to, że robiła się chora, czy coś, tylko niepokój powoli zaczął wypełniać jej umysł. Przez jej głowę przeniknęło kilka niekontrolowanych myśli, co nie zdarzało się już od bardzo dawna. Wydawało jej się, że na ścianach widzi przez sekundę płomienie, miała wrażenie, że traci grunt pod nogami… Robiło jej się słabo.

Jak zapewne wiecie, pierwszą osobą, która dostrzega drobne na początku problemy Tytanów, jest zawsze Robin. Zauważył on lekko chybotliwy chód demonki i to, że co jakiś czas masuje sobie ona skronie.

- Wszystko w porządku, Raven? – zapytał troskliwie.

- Co?… – jęknęła – A, tak, wszystko jest dobrze.

- Przecież widzę, że coś jest nie tak. Boli cię głowa?

- Może trochę.

- Wróć do pokoju, sami też sobie poradzimy. – zaproponował z przyjacielskim uśmiechem lider.

- Sama nie wiem czy to dobry pomysł…

- Robin ma rację – wtrąciła Gwiazdeczka – Powinnaś odpocząć, bóle głowy wcale nie są miłym zjawiskiem, przyjaciółko.

- Niech wam będzie. Informujcie mnie na bieżąco – rzuciła, odlatując w stronę swojej sypialni.

Cisza. Spokój.

Roth postanowiła pomedytować. Nie chciała brać żadnych proszków przeciwbólowych – uważała, że medytacja jest lekiem na wszystko, i poniekąd miała rację. Zwracając się plecami do zasłoniętego już okna, uniosła się w powietrze na wysokość mniej więcej metra układając nogi w pozycję lotosu i pochłonęła się w otchłań swojego umysłu.

Na początku było wszystko w porządku, wydawało jej się nawet, że ból całkowicie się ulotnił. Dopiero gdy usłyszała krzyk zorientowała się, że jednak nie wszystko ma pod kontrolą, gdyż nie dochodził on z wnętrza wieży, lecz był słyszalny tylko w jej głowie. Zrozumiała to, gdy po chwili usłyszała go ponownie, ale już z konkretnym słowem. Było to jej imię.

Na jej czole pojawiła się kropla potu. Minutę później ujrzała przed sobą czerwony obraz, z ziemi buchał ogień, a w oddali dała się dostrzec jakaś dziwnie znajoma postać. Rachel oniemiała, kiedy spojrzała na jej sylwetkę dokładniej. Znała ją aż za dobrze, mimo, że już trochę minęło od czasu, gdy widziała ją ostatni raz.

- Zostaw mnie w spokoju! Nie, to niemożliwe, to nie możesz być ty! – wydarła na całe gardło.

- Uspokój się, Rachel. Jestem tu, by ci coś przekazać.

- NIE BĘDĘ CIĘ SŁUCHAĆ! Nie ma mowy, nie! Odejdź, precz!

- Jeżeli nie dowiesz się tego ode mnie, będzie już za późno…

- ODEJDŹ! NIE CHCĘ CIĘ WIDZIEĆ!

***

Gdy Raven otworzyła oczy, ujrzała nad sobą krąg swoich przyjaciół. Jeszcze mocniej niż wcześniej bolała ją głowa.

- Powiedz Raven… To znowu on, prawda…? – zapytał zdenerwowany lider drużyny, podpierając kark odnalezionej, dopiero co oprzytomniałej Tytanki.

Happy Valentine’s Day!

Kochani czytelnicy i fani Młodych Tytanów!

Z okazji Walentynek chciałabym Wam złożyć najlepsze życzenia.
Dla singli: Abyście znaleźli swoją drugą połówkę i dobrali się z nią tak dobrze, jak Bestia i Raven.
Dla zajętych: Dużo szczęścia i wytrwałości.
Ja zapełniam to pierwsze grono, więc chciałabym Wam jeszcze powiedzieć parę słów: pamiętajcie, nic na siłę! Nie bądźcie jak Terra;)

Mam nadzieję, że ten dzień minął Wam miło.

Dorzucam gratis walentynkowe fanarty z Tytanami. Znajdziecie je również w zakładce „Ilustracje”

Wasza Kiniaa33

LVI. At the corner is give-away of free tofu, wake up.

Demonka podeszła bliżej i usiadła obok leżącego chłopaka na sofie, a następnie spojrzała na zegarek – dochodziła siedemnasta. Jeśli ten ciołek będzie nadal spał, w nocy będzie przewracał się z boku na bok, co poskutkuje nieprzytomnością następnego dnia. Rachel stwierdziła, że go delikatnie obudzi.

- Kochanie, wstawaj – szepnęła, głaszcząc go po głowie – Jest popołudnie, nie powinieneś spać. Tym bardziej tutaj.

Garfield na to tylko mruknął coś pod nosem i nakrył twarz dłońmi. Nastolatka zaśmiała się pod nosem.

- Śpiochu! – szturchnęła go lekko – Na rogu rozdają darmowe tofu, obudź się.

Bestia nareszcie uchylił oczy.

- Co jest… Co się dzieje… – burknął – Co ty tutaj robisz?! Odsuń się! – zaczął krzyczeć – Zejdź mi z oczu!…

- Bestio, co się stało…?

- Masz jeszcze czelność pytać się co się stało?! Cholera, wyjdź!

Raven totalnie nie wiedziała o co może chodzić Bestii. Przyśniło mu się coś, czy jak? Nieważne, jeszcze się chłopak ogarnie. Rozczarowana Azarathka wróciła z niechęcią do swojego pokoju.

Beast Boy natomiast był z siebie bardzo zadowolony – wszystko na razie szło jak po maśle (no, margarynie roślinnej). Plan wchodził w życie. Chłopak zrzucił z siebie zielono-fioletowy koc i wyruszył w stronę drzwi wyjściowych. Wychodząc, trzasnął nimi siarczyście, a następnie skrył się za krzakami przy brzegu wyspy. Kolejną czynnością było wyciągnięcie przez niego komunikatora i otworzenie okienka z pustym miejscem na SMS z adresatem „Raven”. Zielony dobrze wiedział co robił – zaczął nerwowo pisać dość długą wiadomość, wcześniej blokując numer nadawcy. Jak dobrze, że Robin w końcu wymienił te przestarzałe sprzęty i rozdał drużynie nowoczesne komunikatory nowej generacji – miały o wiele więcej opcji i były czytelniejsze w obsłudze.
Wracając – Beastie rozpisał się na kilka linijek i wysłał swojej dziewczynie wiadomość jako „Nieznajomy”.
Bał się trochę jej reakcji, ale taki był plan – sprawdzenie, jak Rachel zareaguje na tego typu wiadomość. Swoją drogą, ciekawe, czy zajęła się już sprawą z tymi poprzednimi SMSami…

Tymczasem w pokoju Robina trwała awantura. W sumie nic dziwnego, Gwiazdka miała ku temu powody. Wygarnęła mu, że nie życzy sobie, by tak odzywał się do obcej laski, by nie wypytał jej o tak prywatne sprawy, gdy mają zająć się tylko i wyłącznie rozwiązaniem konkretnej sprawy. Lider na początku buntował się przeciwko słowom swojej ukochanej, ale w końcu poddał się i skruszony przyznał się do winy i obiecał poprawę. Starfire – jak to Starfire – szybko swojemu chłopcu wybaczyła i już po chwili para ględziła sobie w najlepsze.

Wracamy do wcześniejszej sprawy. Raven usłyszała dźwięk powiadomienia z komunikatora, więc przerwała na chwilę czytanie i chwyciła urządzenie w rękę. Gdy ujrzała źródło dźwięku, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Cóż za bezczelność! Kto mógł się do tego posunąć?! Jeszcze w takiej chwili… Zignorowała natrętną wiadomość i wróciła do książki. Niestety, co chwilę musiała wracać na początek strony, bo czytając rozmyślała, co się stało z Beast Boy’em – chłopak naprawdę dziwnie się zachował. A jeśli ktoś coś nazmyślał? Może Terra znowu mu coś nagadała? Nie, to niemożliwe. Cholera.

Nim dziewczyna się obejrzała, na ekranie pojawiła się kolejny komunikat. Znowu sms. Tym razem jego treścią było „Nie olewaj mnie Raven, odezwij się”. Roth zaczęła się denerwować – odpisała szybko, żeby nadawca się odczepił od niej i jej chłopaka, ale on nie dawał za wygraną. Nalegał na spotkanie.

Rany, Bestio, co ci strzeliło do głowy? Po co ci to wszystko? Co za zielony łeb…

Rae poddała się – potwierdziła dla świętego spokoju spotkanie pod miejskim parkiem. BB tylko na to czekał – od razu po otrzymaniu SMSa ruszył w stronę pokoju Rav, by wygarnąć jej. Tym razem był przekonany (nieważne, że błędnie), że dziewczyna nie bierze go na poważnie. Co za cep…

LV. My green sweetie

- Angelino, zapraszamy cię do wieży – zaproponował Robin po rozmowie z podejrzanym typem – Ochłoniesz trochę i porozmawiamy.

Dziewczyna chętnie przystała na propozycję, odgarniając na plecy swoje niedługie, blond włosy. Gwiazdka coraz bardziej odsuwała się od niej, bo przybyszka zaczynała działać jej na nerwy, jednak nikt z drużyny nie zwrócił na to uwagi. Bestia szedł bokiem obmyślając szczegóły działania, Cyborg pisał SMSa, Raven jak zwykle podchodziła do „akcji” obojętnie, a Robin… Właśnie, Robin. On cały czas rozmawiał z Angeliną, wypytywał ją o prywatne sprawy. Zdążył dowiedzieć się, że ta średniego wzrostu 20-latka pochodzi z Europy, ale od niedawna mieszka na obrzeżach Jump City. Do USA przybyła, by studiować. Oczywiście lider poznał już jej zainteresowania, wyciągnął z niej to, że studiuje prawo administracyjne, interesuje się sportem (chętnie gra w piłkę nożną i biega, ale nie pogardzi pływaniem czy siłownią), miała jednego chłopaka, ale zerwała z nim przy wyjeździe za granicę, jej matka ma na imię Teresa a ojciec Ralf, w swoim mieszkanku ma rottweilera – Cerbera, a w domu rodzinnym miała konie, bo pasjonowała się hodowlą i jazdą na nich… Słowem – w piętnaście minut dowiedział się praktycznie wszystkiego. Chyba mu się zapomniało, że mieli rozmawiać o sprawach wyłącznie zawodowych. Niedziwne więc, że Starfire zaczęła się irytować.

Gdy grupa wreszcie znalazła się w wieży, nikt nawet nie zauważył, że Raven zdążyła przeteleportować się do swojej sypialni. Po prostu nudziły ją dyrdymały wypływające z ust jej towarzyszy, a dzisiejszy gość również jej działał na nerwy. Nawet Beast Boy tak zajął się wymyślaniem swoich przyszłych poczynań, że nie zorientował się, że jego ukochana się ulotniła! Reszta drużyny natomiast rozgościła się w salonie, stawiając na stół nachosy i soki owocowe. Angela (tak zaczął na nią mówić Robin) rozluźniła się już i prawie zapomniała o całym zajściu… Ale Cyborg nareszcie zdecydował się poruszyć ten temat. Kobietka niechętnie przerwała kolejną pasjonującą rozmowę z liderem Tytanów i opowiedziała ze szczegółami historię dzisiejszego dnia. Wczoraj napisał do niej Adam, przyjaciel z klasy szkoły podstawowej, bo jakimś cudem dowiedział się, że panienka wyprowadziła się z ukochanego miasta i wyjechała do Stanów, akurat do tego samego miasta, w którym on mieszka od początków szkoły średniej. Chciał się spotkać, powspominać stare czasy… A ona się zgodziła. Nie miała pojęcia, że na miejscu zastanie starego faceta, którego pierwszy raz widzi na oczy. Nie znała jego zamiarów, więc uciekła i skryła się między blokami…

No i tak snuła i snuła się między słowami, aż w końcu Bestia przysnął na kanapie. Biedulek tak się zamyślił, że nim się obejrzał, a słodziutko drzemał. Robin natomiast słuchał przybyszki z zainteresowaniem, co niesamowicie wściekało Gwiazdeczkę. Czuła się nieswojo, więc postanowiła wziąć go na słowo. Cyborg gdzieś wyszedł, a Raven siedziała u siebie w pokoju i medytowała. Po jakimś czasie Angelina stwierdziła, że jest późno i musi iść, mimo próśb i nalegań ze strony Richarda ulotniła się z wieży chwilę później. Oj, ma chłopak przerąbane.

Rachel natomiast nareszcie postanowiła wyłonić się ze swojej jamy i zobaczyć co tam u Garfielda. Gdy weszła do względnie pustego salonu i dokładnie się przyjrzała, by za moment ujrzeć swojego chłopca śliniącego poduszkę, uśmiechnęła się delikatnie. Nawet nie wiedziała, co ją czeka po jego przebudzeniu.

Notka Specjalna #7 – Starfire’s diary

Przekładane z języka tamariańskiego, tłumaczyła autorka bloga.

Drogi Pamiętniczku!

Nastąpił koniec roku, a więc także koniec kolejnego etapu mojego żywota. Muszę przyznać, że ten rok był… udany! Z tej okazji chciałabym podsumować kilka rzeczy.

1. Nauka języka ziemskiego idzie mi coraz lepiej. Robię coraz mniej błędów, czasem tylko zdarza mi się ominąć jedno słowo kilkoma.

2. Moje włosy rosną w niesamowitym tempie! Ta odżywka od Jinx jest wspaniała.

3. Nauczyłam się malować idealne kreski na powiekach.

W wieży trochę się pozmieniało… Cyborg, od zawsze samodzielny i niezależny, związał się z naszą Jinx! Był to szok dla każdego mimo, że każdy wiedział iż oboje czują do siebie miętę. Skoro już o tym mowa… Pamiętniczku, dasz wiarę, że Raven i Bestia nareszcie zostali parą?! Tyle lat! Kiedyś prawie im się udało, ale w nasze spokojne wówczas życie wparowała Terra i przeciągnęła Bestię na swoją stronę. Nieważne! Ważne, że w końcu im się udało i są (tak mi się wydaje) bardzo szczęśliwi. Bestia trochę dojrzał dzięki temu, a Raven stała się jakby milsza i mniej sarkastyczna… Być może miłość rzeczywiście wzbogaca?
Mówiąc o miłości, nie mogę nie wspomnieć o Robinie. Ten rok obfitował w wiązanie nowych par – mój Skarb odważył się nazwać mnie swoją dziewczyną. A wiem przecież, że kiedyś miał z tym okropną trudność. No nic, ważne, że się przełamał i jesteśmy razem. Układa nam się przewspaniale, tfu tfu, nie zapeszać. Mam nadzieję, że będziemy ze sobą żyć długo i szczęśliwie.
Mogę teraz chyba rzec, że to naprawdę był dobry rok. Do zobaczenia później, Pamiętniczku!

Twoja Starfire

null

L. Why do I sense doubt in your voice?

Wycieńczona Raven opadła bezwładnie na łóżko. Zmartwiony chłopak usiadł obok niej i objął jej dłoń.

- Rae, co się tam wydarzyło? – zapytał cicho.

- Ja sama nie wiem – wyszeptała dziewczyna masując skronie. Głowa nadal ją nieco bolała, co zielony zauważył i wstał, by przynieść jakieś proszki. Demonka połknęła lek przeciwbólowy i spuściła głowę.

- Może lepiej ty powiedz mi, co wydarzyło się tam, w tej sali.

- To dość… drażliwy temat – zakłopotał się BB – Jak poczujesz się lepiej, to wszystko sobie wyjaśnimy, teraz się połóż.

- Nie, Bestio. Wyjaśnimy sobie to teraz. Wytłumacz mi łaskawie, o co chodzi, dlaczego tak mnie potraktowano.

- To nie takie proste, jak myślisz, Rae.

- Mogę się założyć, że Terra znowu wymyśliła coś, by nas poróżnić.

- Terry tam nie było, skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?

- A myślisz, że z kim zostałam w pokoju, gdy wyszedłeś?

- Raven, nie bierz tego do siebie, ale wydaje mi się, że przesadzasz…

- Ach, tak?

- Tak. Po prostu jeden z Tytanów Wschodu wygadał się o czymś, co uczyniłaś podczas pobytu u nich.

Raven totalnie nie wiedziała o czym Garfield do niej mówi.

- Kontynuuj proszę.

- Nie wiem, czy przejdzie mi to przez gardło. Rachel, myślałem, że to mnie kochasz…

- Dlaczego wyczuwam wątpliwość w twoim głosie?

- Nie dobijaj mnie, proszę. Speedy sam wszystko potwierdził.

- SŁUCHAM?!

Roth nie wierzyła własnym uszom. Co za podstępna szuja. Tylko jak Tara zmusiła wszystkich TW do skłamania? Coś tu jest nie tak. Azarathka chwyciła swojego chłopaka za rękę i razem z nim weszła do portalu teleportującego, który natychmiast przeniósł ich do sali konferencyjnej. Na samym jej środku stało jakieś dziwaczne urządzenie, a w kącie dała się spostrzec nie kto inny, tylko Terra. Widocznie nie spodziewała się ona odwiedzin, bo natychmiast schowała na plecami pilot, którym chwilę temu próbowała coś zmajstrować.

- Terro, możesz łaskawie wytłumaczyć biednemu Bestii, co właśnie uczyniłaś? Lepiej mów prawdę. – zagroziła Roth. Markov jakoś specjalnie nie przejęła się nią, jedynie wstała i odłożyła pilot na stół.

- Widzę, że już zgrabnie wytłumaczyłaś swojemu chłopcu?

- Zamknij się już, zbyt dużo już namieszałaś! – Warknął na dobre rozwścieczony Logan. Ku wielkiemu zdziwieniu obu dziewczyn, wyszedł z pomieszczenia… by za chwilę wrócić z ochroną hotelową. Blondynka została siłą wyrzucona z budynku, a tajemniczy sprzęt okazał się generatorem hologramowym. Nasza para roześmiała się z całej sytuacji, chociaż nadal nieco niepokoiło ich to, co stało się z Raven. Miejmy nadzieję, że to tylko jednorazowy wybryk.

Pozostała część wieczoru minęła już bez zakłóceń. Beast Boy włączył jakiś film, podczas którego Raven po prostu sobie zasnęła. Zielony postanowił więc zadzwonić do Tytanów, opowiedzieć im to i owo. Wyciągnął z kieszeni komunikator i wyszedł do łazienki, by nie obudzić swojej ukochanej, wybrał numer domowy Wieży i połączył się z trójką przyjaciół. Hmm, właściwie czwórką – u boku Cyborga siedziała jeszcze Jinx. W sumie nie dziwię się chłopakowi, że nie chciał zostać w domu sam na sam z Robem i Gwiazdką.

Garfield opowiedział przyjaciołom o hotelu, pokoju, o restauracjach, o wspaniałym spa i całym dniu spędzonym w nim, zachwalał obsługę, ale oczywiście poskarżył się też na Terrę. Tytani nie mogli uwierzyć w to, że ta wstręciucha znowu próbuje wtrącić się w ich życie. Co ona miała na celu?

Nagle do łazienki wparowała Rae. Jej wzrok nadal był trochę przymglony, ale czuła się dużo lepiej. Dosiadła się do chłopaka i przywitała się z rozmówcami. Pochwaliła się wzorowym zachowaniem Bestii, zachwalała miejsce i generalnie wszystko, co udało jej się do tej pory przeżyć w Bellaviście. Rozmowa trwała do północy, gdyż Gwiazdka stwierdziła, że już pora do łóżek… A Cybuś miał w planach maraton filmowy. Najlepszy kumpel życzył mu żartobliwie powodzenia i razem z Rav pożegnali się. Chyba rzeczywiście trzeba iść już spać.

_________________________

Podoba Wam się nowy wygląd bloga? c;

XLI. I wish nothing gonna be ever bad.

Ledwo Raven odczepiła się od swojego chłopca, a Gwiazdka zaciągnęła ją przed stół, na którym już stał tort z odpalonymi świeczkami. Gdy rozbrzmiała urodzinowa piosenka, demonka w sumie nie wiedziała co ze sobą zrobić,w końcu to jej pierwsze prawdziwe przyjęcie. Uśmiechnęła się więc i stała wzruszona.

- Pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki! – krzyknęła szczęśliwa Gwiazdka.

Chciałabym, żeby już nic się nie zepsuło.

Płomyki zniknęły, nastąpił wielki aplauz ze strony przyjaciół. Każdy po kolei przytulał dziewczynę, co trochę doprowadzało ją do szału, no ale w końcu chcieli dobrze, prawda?

Tort został pożarty w niesamowicie szybkim tempie – w końcu Tytani mieli do dyspozycji cały park rozrywki. Zaczęli od czegoś delikatnego – tzw. panoramy. Rozsiadli się wygodnie na fotelach, by zaraz powoli unieść się 50 metrów w górę. Przez oszklone ściany widać było dokładnie całe miasto. Widok ten zapierał dech w piersiach… Kto by pomyślał, że Jump City jest tak ogromne? Na co dzień wydaje się ono dużo mniejsze.
Platforma opuściła się na dół, drużyna przesiadła się na kolejkę górską. Podczas rejsu panoramą ciasto w żołądkach przetrawiło się chyba już na tyle, by można było zacząć bawić się na całego.
Wydaje mi się, że Gwiazdkowe wrzaski słyszano nawet w Berlinie. Mimo to, wszyscy super się bawili, po przejażdżce rollercoasterem zaliczyli również kredki, wieżę ciśnień, Fasolinkową karuzelę dla fanów Fiki Miki Pegacyki (Rae…?), jakieś kolejne 3 kolejki, i wiele innych atrakcji. Roth nie wiedziała tylko dlaczego nie wybrali się też na diabelski młyn, pomimo jej próśb. No trudno, kiedy indziej.

Robin zakomunikował rozpoczęcie zabaw urodzinowych. Zaczęto od przypinania osiołkowi ogona i piniat, ale nie zapomniano także o grach typu „Prawda czy wyzwanie”. Cała piątka przez kilka godzin świetnie się bawiła, ale w pewnym momencie Cyborg przerwał którąś zabawę w połowie. Wszyscy oprócz Azarathki stali się nagle bardzo podekscytowani – niemal natychmiast zaciągnęli nastolatkę pod ostatnią godną uwagi atrakcję „Wesołego Miasteczka”. No tak, była 23:45, czas wjechać na górę.

Skąd tutaj się wzięła Jinx? A, nieważne. Po chwili w wagonach Diabelskiego Młyna znaleźli się odpowiednio: Starfire i Robin, Cyborg i Jinx, no i oczywiście Raven i Bestia, by zaraz wznieść się na sam szczyt karuzeli.
Kiedy zabrzmiał dzwon ratusza, sygnalizując północ, w niebo wystrzeliła masa fajerwerków.

Jubilatka wpatrzyła się w to wszystko jak w obrazek. Beast Boy objął ją czule i położył głowę na jej barku.

- I jak ci się podobały twoje pierwsze urodziny? – uśmiechnął się.

- Chyba nie mogły być lepsze – osiemnastolatka spojrzała swojemu chłopakowi prosto w oczy.

Po chwili szczęśliwa para pochłonęła się w namiętnym pocałunku.

XXXIX. Robin, I think I’ve got an idea

Para wyszła z pokoju trzymając się za ręce. Oboje byli szczęśliwi z obrotu sprawy – kłótnie nigdy nie są fajne, a zwłaszcza z osobą, którą się kocha. W pudełeczku, które otrzymała Rae, znajdowały się dwa bilety do kina na dzisiejszy wieczór oraz malutka figurka słonika, ponoć przynoszącego szczęście. A ono dziewczynie na pewno by się przydało.

Cyborg, widząc siedzących na kanapie Bestię i Raven, uśmiechnął się tylko i udał się do garażu. Najwyższy czas wymienić płyn chłodniczy, a oprócz tego dobrze byłoby tytanowy samochód po prostu gruntownie wyczyścić. Zwłaszcza pod fotelem kierowcy znajdowało się wiele okruchów i papierów – czasami po prostu nie ma się czasu na postój, trzeba sobie jakoś radzić z jedzeniem, nie?
Cybek już chciał wyciągnąć samochodowy odkurzacz, gdy przy wejściu ujrzał swoją dziewczynę. O jego związku wiedział tylko i wyłącznie Bestia, więc zdziwił się, że Jinx tak po prostu, bez wahania pojawiła się w wieży. Czasem nie wiedział, dlaczego czarownica koniecznie chce kryć się z ich miłością przed przyjaciółmi – wszyscy dobrze ją znają, a przede wszystkim jest zawsze w ich domu mile widziana. Ach, kobiety.
Różowowłosa przywitała swojego chłopca buziakiem w policzek i zadała standardowe pytanie – „Jak leci?”.
Co za niedorzeczność… Nie można po prostu konkretnie zapytać? Nigdy nie wiadomo jak na takie coś odpowiedzieć.
Dziewiętnastolatek opowiedział przyjaciółce o potrzebie wymiany płynów ustrojowych mechanicznego organizmu, a także o zamiarze generalnych porządków w maszynie. Absolwentka Akademii Roju podłapała chęci swojego mężczyzny i zadeklarowała pomoc przy pracy, co bardzo go ucieszyło. Niemal od razu wzięli się do roboty.
Śmiechu było co niemiara, to ktoś kogoś ochlapał wodą, a tutaj odkurzacz niechcący wciągnął kawałek ubrania… Po 2 godzinach aktywnego wypoczynku nastolatkowie postanowili odreagować na mieście. Pogoda była cudowna – słońce świeciło, wiał delikatny, letni wiatr…

Dochodziły godziny szczytu, miasto tętniło życiem. Ludzie pospiesznie wracali z pracy do swoich domów, powoli zamykały się sklepy, czasami ktoś podrzucał bezdomnym zwierzakom jakieś resztki, a dzieci potykały się pod ciężarem ogromnych tornistrów z uśmiechami na twarzy. Młodzież zaczynała opuszczać budynki szkolne i mieszkalne, w końcu był piątek – większość małolatów wybierała się na cotygodniowe imprezy u swoich znajomych bądź w klubach. Nawet padła propozycja wyjścia na coś podobnego, ale Cyborg i Jinx zgodnie stwierdzili, że czas spędzony w ciszy i spokoju jest dużo przyjemniejszy niż głośna muzyka i zataczający się ludzie dookoła.
Postanowili spędzić miłe chwile razem w jakiejś kawiarni.

_________________________________________________________

Tym czasem w Wieży Tytanów panowała idealna cisza. Bestia i Raven delektowali się wspólnie spędzonymi minutami, a Robin i Gwiazdka szukali w Internecie prezentu dla demonki – przecież niedługo są jej urodziny! Nikt oprócz Garfielda nie miał pomysłu co jej kupić. On natomiast był idealnie do tego przygotowany, ale nikomu nie chciał o tym mówić, więc dowiemy się co to jest dopiero w rocznicę narodzin Rae. Ona sama rok temu postanowiła, że od tego momentu będzie świętowała ten dzień tak samo, jak normalni nastolatkowie. Nic dziwnego, że przyjaciele chcieli, by był on wyjątkowy, w końcu Rachel nigdy nie miała takich prawdziwych urodzin.

No ale co można kupić demonce?!
Kosmetyków praktycznie nie używa – ciężko znaleźć biały podkład czy puder, a kombinować z oczami zwyczajnie jej się nie chce. Książki są ciekawsze niż makijaż.
Perfumy? Psika się tylko swoimi ulubionymi, których ma chyba dożywotni zapas.
Za słodyczami nie przepada, tylko od czasu do czasu poczęstuje się gorzką czekoladą albo żelkami.
O muzyce nie wspomnę – płyt ze składankami medytacyjnymi posiada kilkadziesiąt, innych nie słucha.
Jednym słowem – poszukiwania idealnego upominku to katorga.

- Robinie, chyba mam pomysł – szepnęła Starfire – Może po prostu zrobimy jej przepiękny tort i kupimy coś do pokoju? Obraz, świecznik?

- To całkiem dobry pomysł, skarbie – odpowiedział Rob dbając o to, by nikt oprócz rozmówczyni go nie usłyszał – Całkiem niedawno Raven rozglądała się za lustrem… Spójrz! To byłoby idealne! – wskazał na aukcję z lustrem otoczonym ciężką, bogato zdobioną ramą z sztucznie postarzonymi, drewnianymi czaszkami w rogach.

- Wspaniale!

Przyjaciele zadzwonili do właściciela sklepu, u którego dany przedmiot odnaleźli, by umówić się na odbiór zakupu. Ucieszyli się, gdy usłyszeli o możliwości kupna już następnego dnia. Wystarczy już tylko dokupić składniki na tort. Urodziny przecież są już w następną sobotę, pozostał do nich tylko tydzień.

XXXVIII. I am only seventeen, what you’re expecting from me?

Na wstępie chcę powiedzieć tylko, że strasznie mnie motywuje każdy komentarz od Was, każda wizyta na moim blogu. Będę pisać, dopóki ktoś będzie to czytał. Kocham Was <3
I małe pytanie do Was: lubicie dzieci?

________________________________________________

Zbliżało się południe – słońce w zenicie już grzało morskie wody oblewające brzegi Jump City, a śniadanie w Wieży Tytanów nadal nie zostało podane. Dlaczego? Otóż dlatego, że Bestia się zbuntował i zamierzał przespać dziś cały dzień. Na śmierć zapomniał o tym, że jest odpowiedzialny za dzisiejsze posiłki.

- Stary, pogięło cię? Umieramy tu z głodu! – Cyborg zwrócił mu uwagę przez drzwi.

- Sory, dzisiaj jestem niedyspozycyjny – rzucił zielony.

- Bestio, kurde! – zdenerwował się półrobot – Mogłeś chociaż uprzedzić!!

Oto cały Beast Boy – zapominalski, niesumienny Beast Boy. Powinien wcześniej ostrzec, nalepić na drzwi jakąś kartkę, czy cokolwiek… W końcu wyszło na to, że Cyborg podgrzał sobie wczorajsze burrito, Robin z Gwiazdką zjedli coś na mieście, a Raven… w sumie nie wiadomo, co z nią. Nie wyłoniła się dzisiaj ani razu ze swojej sypialni. To pewnie przez tą całą sprzeczkę z Beastie’m. Trudno jej się dziwić – koleś wywinął niezły numer.

A on nadal tego wszystkiego nie rozumiał. Terra przecież nie zamierzała go zabić, tylko zwyczajnie położyła się obok – dziewczyny robią jak zwykle aferę z niczego. Mimo, że Rae to w połowie demon, nadal myśli jak typowa kobieta. Szkoda gadać normalnie.

- Mogę? – do drzwi Logana ponownie zapukał Cybek.

- No wchodź.

- Brachu, co się znowu wydarzyło? Chodzi o Terrę? – spytał.

- A jak myślisz? – zirytował się Garfield – A o co innego może chodzić?

- Nie mów, że doczepiła się do tego, że laski nie odepchnąłeś.

- Nie do końca.

- No więc co się stało?

- Dziewczyńskie fochy, kiedyś jej przejdzie.

- Albo jej nie znasz, albo udajesz debila. – wyśmiał go kolega.

BB przewrócił oczami – to jakiś „Tydzień czepiania się do Bestii”, czy jak?

Mam tylko 17 lat, czego wy ode mnie oczekujecie?

Victor usiadł obok przyjaciela i poklepał go po ramieniu. Zaczął tłumaczyć, że dziewczyny to wcale nie takie proste machiny, że trzeba czasem się czegoś domyślić i takie tam. Chłopak na początku nie chciał słuchać, ale po chwili ogarnął się i zaangażował się w to, co mówił kumpel. Po chwili wyjaśnił mu, dlaczego Rachel się obraziła.

- Kurczę, brachu, to nie dziwota, że strzeliła focha.

- Nie przesadzasz czasem?

- Mówię ci przecież, że babki nie myślą jak faceci. Dla ciebie to nic nie znaczy, ale ona poczuła się trochę zagrożona, więc teraz zostawiła ci całą sprawę do przemyślenia. Musisz teraz jej pokazać, że ci serio na niej zależy, nie na tej blond lafiryndzie.

- Stary, skąd ty to wszystko wiesz?

Stone uśmiechnął się tylko i ponownie poklepał kolegę po ramieniu.

- Kiedyś to zrozumiesz. Ja trochę się już nauczyłem od mojej kobiety.

- Dobra, rozumiem.

_________________________________________________

Raven niezbyt wiedziała, czy jest smutna, czy po prostu bardzo wściekła na swojego chłopca. Próbowała czytać jakąś książkę, ale zatrzymywała się w połowie strony i czytała ją od nowa, bo myślami wciąż uciekała gdzie indziej. W głowie miała sceny z przedwczorajszej nocy – przystawkę Tary do Beast Boy’a, walkę z „koleżanką” i rozwaloną głowę Jinx… Brr. Na dodatek Bestia jak zwykle nic nie rozumie – dla niego to jest nic, że jakaś inna laska się do niego dobierała, no skąd, nieważne. Ludzie, co za niedojrzały bachor.

W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi.

- Kto tam i po cóż?

- To ja, słońce – zza progu wychylił się zielony łeb. – Wpuścisz mnie do środka?

- Skoro musisz, to wejdź.

Beastie przeszedł kilka kroków i stanął naprzeciw swojej dziewczyny. Objął jej dłoń swoimi i złożył w nią jakiś pakunek.

- Strasznie cię przepraszam. Nie wiedziałem, że przez tę idiotkę możesz poczuć się… nieswojo. Chcę tylko, żebyś wiedziała, że to naprawdę nic dla mnie nie znaczyło, no wiesz… ja przecież… spałem. Naprawdę kocham tylko ciebie, Raven.

- Widzę, że coś zrozumiałeś – kąciki ust nastolatki lekko się uniosły.

- Taak, i to sporo.

Rzucając się chłopakowi na szyję, dziewczyna wyszeptała tylko „też cię kocham, Bestio”.