LIX. We must talk about something.

Raven dobrze wiedziała, że Richard ma rację, ale nie dopuszczała do siebie myśli, że to prawda. Zaprzeczyła nerwowo. Kątem oka widziała, że Bestia siedział kawałek dalej z twarzą schowaną w dłoniach. Miał wyrzuty sumienia, nie chciał kłócić się ze swoją dziewczyną w takich chwilach. Chciał być przy niej, wspierać ją, widział, że coś jest nie tak. Gdy dziewczyna trochę się ogarnęła i usiadła na łóżku, poprosiła przyjaciół o opuszczenie pokoju. Wyszli wszyscy oprócz Garfielda. Chłopak zebrał się w sobie i postanowił przeprosić. Na początku tylko chodził od ściany do ściany nie wiedząc, jak ma zacząć, a Rachel wodziła za nim wzrokiem. W końcu zielony kucnął łapiąc swoją dziewczynę za rękę i odezwał się.

- Przepraszam cię. To nie miało tak być, sam nie wiem dlaczego tak to wyszło.

Rae tylko mruknęła potakująco pod nosem.

- Coś mnie tknęło, tak wiesz, od środka.

Demonka patrzyła na swojego chłopaka z uwagą.

- Mam dziwne przeczucia, że coś się wydarzyło. Nie wiem czy coś dobrego, czy wręcz przeciwnie.

- Przyznam ci rację – wydusiła wreszcie nastolatka – Coś się wydarzyło. Jeszcze nie wiem co, ale obawiam się, że nic dobrego.

Beast Boy zamknął oczy i położył głowę na rękach Raven. Tkwił w tej pozycji przez chwilę, ale niedługo potem podniósł się i usiadł obok zasmuconej towarzyszki, obejmując ją czule.

- Nieważne co się wydarzyło, pamiętaj, że zawsze będę przy tobie. Mimo chwil zwątpienia, pamiętaj, że cię kocham.

Dziewczyna runęła na pierś swojego chłopaka i rozpłakała się cicho.

- On wrócił, rozumiesz? – łkała – Wrócił po to, by coś mi przekazać, by znowu zniszczyć spokój, który nastał po jego ostatniej wizycie. On znowu chce mnie, chce nas, nie wiem, zastraszyć? Zgładzić?…

BB głaskał ametystowe włosy nie wiedząc, co ma powiedzieć. Bał się tak samo jak ona. Wiedział, do czego ta podła kreatura jest zdolna.

Po chwili Rachel znowu straciła przytomność i osunęła się na podłogę, za moment unosząc się kilka centymetrów ponad podłogę. Logan nie wiedział co ma zrobić, czym prędzej wezwał Robina puszczając sygnał przez komunikator. Już za moment w pokoju pojawiła się cała drużyna. Roztrzęsiona Gwiazdka pochyliła się nad przyjaciółką i złapała ją za rękę – wyczuła nierówny puls. Na czole demonki pojawiło się kilka kropel potu, co jakiś czas jęczała coś cicho, jakby coś ją tłumiło. Podłoga lekko drżała mimo, że Rav nawet jej nie dotykała.

***

- Musisz mnie wysłuchać, córko. – rozległ się głęboki głos.

- Nie będę, nie mogę, nie! – krzyczała rozpaczliwie Azarathka. Coś jakby przytrzymywało ją w jednym miejscu, nie pozwalało na nawet najmniejszy ruch, a potem łapało okropnym ukłuciem w brzuch. Wtedy wydzierał się z niej krzyk gorszy, niż kiedykolwiek. Łzy leciały jej ciurkiem po policzkach, a postać okryta cieniem płomieni zbliżała się coraz bardziej.

- Posłuchaj mnie – Trygon trzymał na dłoni swoją zrozpaczoną córkę – Tym razem to nie ja narobiłem Ci problemów, sama to zrobiłaś.

- Nie mów tak! – obolała podniosła się resztkami sił i spojrzała ojcu prosto w oczy – Jesteś przyczyną każdego mojego kłopotu, od samych moich narodzin, aż do teraz!

Demon zaśmiał się srogo i odłożył ledwo trzymającą się w pionie Raven na ziemię otoczoną lawą. Kucnął, by ponownie złapać z nią kontakt wzrokowy. Szturchnął ją palcem i szepnął coś, czego dziewczyna widocznie nie chciała wiedzieć – runęła na kolana i wrzeszczała, że to nieprawda, że kłamie, że to niemożliwe, jak to, nie…

***

Po męczących dziesięciu minutach Raven nareszcie otworzyła oczy. Złapała za rękę Bestię i wykończonym głosem wypowiedziała tylko dwa słowa: „Musimy porozmawiać”. Potem ponownie zamknęła oczy i przytuliła się do niego, pozwalając swoim łzom swobodnie spływać po policzkach.

To będzie ciężka rozmowa.

LVIII. I am here, because I must tell you something.

Atmosfera po obiedzie była lekko napięta.

Chyba już każdy z drużyny zdążył zauważyć, że między Bestią a Raven znowu wszczęła się jakaś sprzeczka. Gwiazdka położyła głowę na ramieniu swojego chłopaka, na co on objął ją ramieniem. Oni kłócili się bardzo rzadko, a jeżeli już im się to zdarza, to o błahostkę. Nie to co druga para – Bestia i Raven często się sprzeczali, praktycznie zawsze któreś z nich miało jakieś „ale”, co nie zmieniało faktu, że się kochają. Ot, takie miłosne przekomarzania.

A przynajmniej tak sobie wmawiali.

Generalnie w wieży było spokojnie. Dochodziła godzina 20, Tytani rozlecieli się po swoich pokojach… Było cicho.

Było cicho, dopóki z korytarza nie zaczęły dochodzić podejrzane dźwięki. Stuki, puki, zgrzyty… Pierwsza z pokoju wyskoczyła Gwiazdka. Tym razem jednak nie została skrytykowana pod względem swojej histerii, z której była dobrze znana. Star jest wrażliwą osóbką, a do tego wielu rzeczy i zdarzeń się śmiertelnie boi, o czym wiedzą jej przyjaciele, ale zdążyli się już do tego w miarę przyzwyczaić. Pierwszą osobą, do której kosmitka się zwróciła, był oczywiście jej chłopak. On również słyszał potrzaskiwania i postanowił razem z czerwonowłosą zawiadomić resztę drużyny i zarządzić poszukiwania źródeł tego dziwnego zjawiska.

Tytani niechętnie wygramolili się ze swoich jam, szczególnie Bestia nie miał najmniejszej ochoty na dodatkową, wieczorną integrację drużynową. Miał dość tego dnia, Rachel z resztą też nie paliła się do roboty.
Chcąc nie chcąc, nastolatkowie musieli się zebrać w sobie i przejść wieżę T od góry do dołu.

Raven czuła się coraz gorzej. Nie to, że robiła się chora, czy coś, tylko niepokój powoli zaczął wypełniać jej umysł. Przez jej głowę przeniknęło kilka niekontrolowanych myśli, co nie zdarzało się już od bardzo dawna. Wydawało jej się, że na ścianach widzi przez sekundę płomienie, miała wrażenie, że traci grunt pod nogami… Robiło jej się słabo.

Jak zapewne wiecie, pierwszą osobą, która dostrzega drobne na początku problemy Tytanów, jest zawsze Robin. Zauważył on lekko chybotliwy chód demonki i to, że co jakiś czas masuje sobie ona skronie.

- Wszystko w porządku, Raven? – zapytał troskliwie.

- Co?… – jęknęła – A, tak, wszystko jest dobrze.

- Przecież widzę, że coś jest nie tak. Boli cię głowa?

- Może trochę.

- Wróć do pokoju, sami też sobie poradzimy. – zaproponował z przyjacielskim uśmiechem lider.

- Sama nie wiem czy to dobry pomysł…

- Robin ma rację – wtrąciła Gwiazdeczka – Powinnaś odpocząć, bóle głowy wcale nie są miłym zjawiskiem, przyjaciółko.

- Niech wam będzie. Informujcie mnie na bieżąco – rzuciła, odlatując w stronę swojej sypialni.

Cisza. Spokój.

Roth postanowiła pomedytować. Nie chciała brać żadnych proszków przeciwbólowych – uważała, że medytacja jest lekiem na wszystko, i poniekąd miała rację. Zwracając się plecami do zasłoniętego już okna, uniosła się w powietrze na wysokość mniej więcej metra układając nogi w pozycję lotosu i pochłonęła się w otchłań swojego umysłu.

Na początku było wszystko w porządku, wydawało jej się nawet, że ból całkowicie się ulotnił. Dopiero gdy usłyszała krzyk zorientowała się, że jednak nie wszystko ma pod kontrolą, gdyż nie dochodził on z wnętrza wieży, lecz był słyszalny tylko w jej głowie. Zrozumiała to, gdy po chwili usłyszała go ponownie, ale już z konkretnym słowem. Było to jej imię.

Na jej czole pojawiła się kropla potu. Minutę później ujrzała przed sobą czerwony obraz, z ziemi buchał ogień, a w oddali dała się dostrzec jakaś dziwnie znajoma postać. Rachel oniemiała, kiedy spojrzała na jej sylwetkę dokładniej. Znała ją aż za dobrze, mimo, że już trochę minęło od czasu, gdy widziała ją ostatni raz.

- Zostaw mnie w spokoju! Nie, to niemożliwe, to nie możesz być ty! – wydarła na całe gardło.

- Uspokój się, Rachel. Jestem tu, by ci coś przekazać.

- NIE BĘDĘ CIĘ SŁUCHAĆ! Nie ma mowy, nie! Odejdź, precz!

- Jeżeli nie dowiesz się tego ode mnie, będzie już za późno…

- ODEJDŹ! NIE CHCĘ CIĘ WIDZIEĆ!

***

Gdy Raven otworzyła oczy, ujrzała nad sobą krąg swoich przyjaciół. Jeszcze mocniej niż wcześniej bolała ją głowa.

- Powiedz Raven… To znowu on, prawda…? – zapytał zdenerwowany lider drużyny, podpierając kark odnalezionej, dopiero co oprzytomniałej Tytanki.

LVII. Why you don’t trust me?

Już po chwili Bestia wtargnął do pokoju swojej dziewczyny jak gdyby nigdy nic.

- Przeszło ci? – zapytała ze stoickim spokojem, ale chłopak na to tylko zzieleniał ze złości jeszcze bardziej, niż zwykle. Zaczął coś mamrotać pod nosem, odpowiadając na każde „Hm? Słucham? Co mówisz?” dziwnym burknięciem, na pewno nie okazującym niczego dobrego. Dopiero po kilku minutach nastolatek ogarnął się, stanął wyprostowany i na chwilę zamilkł, przymykając oczy.

- Czy możesz mi łaskawie to – wskazał na ekran komunikatora, starając się nie wybuchnąć krzykiem – wytłumaczyć jakoś racjonalnie?

- Skąd to masz? – zapytała Rae nie rozumiejąc niczego.

- To teraz nieważne. Ważne jest, DLACZEGO się zgodziłaś.

- Bestio, dlaczego mi nie ufasz? Zgodziłam się dla świętego spokoju. I tak nie miałam zamiaru tam iść, dobrze o tym wiesz.

- Ja teraz nic nie wiem.

- Co ci strzeliło do łba? – dziewczyna podeszła do Garfielda i usiłowała go przytulić, ale została odepchnięta.

- Mnie nic. Raven, ja… Muszę ochłonąć.

I wyszedł zostawiając uchylone drzwi.

Raven naprawdę nie miała fioletowego pojęcia o co mogło chodzić Bestii. Czy dała mu jakieś powody, by jej nie ufał? No, może kiedyś, ale to było dawno, i już dawno sobie to wytłumaczyli. A może to on ma coś do ukrycia i próbuje to zamaskować, zrzucając coś na Rae? Nie wiem co o tym myśleć.
Gdy silne, rozbudowane ręce odsunęły Rachel od siebie, ona poczuła się co najmniej dziwnie, po głowie chodziło jej kilka myśli. Pierwsza i chyba najtrafniejsza – kiedy Beast Boy zdążył tak urosnąć i wyrzeźbić swoje ciało? Cholera, chłopak jeszcze dwa lata temu był od Rav niższy o pół głowy, ledwo otwierał słoik z ogórkami, a brzuch miał chudszy niż Starfire. Teraz to co innego – chłopak stojąc przy swojej ukochanej jest od niej przynajmniej o głowę wyższy. Ile on może mierzyć? Ze sto osiemdziesiąt centymetrów? Może nawet więcej, i nadal rośnie. A Raven została już przy swoim stałym wzroście nieprzekraczającym stu sześćdziesięciu centymetrów. Jego mięśnie za to są jak ze stali – nie wiem ile on wyciska, ale na pewno dużo. Spod koszulki odznacza się tzw. sześciopak, o klatce piersiowej nie wspomnę. Natomiast jego uda… Nie widziałam bardziej urzeźbionych, uwierzcie mi. Niejeden kulturysta by mu pozazdrościł.

A ona? Drobna, szczupła, ale z kształtami. Dobrali się, nie ma co.

Wracamy do brutalnej rzeczywistości.

Beastie chodził ostatnio rozdrażniony, co zauważył nawet Cyborg i reszta drużyny. Zielony miał jakieś złe przeczucia, jakby ktoś mu podpowiedział, że niedługo wydarzy się coś niedobrego, a on tylko zastanawiał się, co może zrobić by o tym zapomnieć; zapomniał jednak, że taki kłopot może stworzyć także on sam. Najgorsze jest to, że to nie jest teraz największy problemem w Wieży…

Notka Specjalna #9 – BBRae’s sms-conversations.

W tej przedostatniej już Notce Specjalnej chciałabym pokazać Wam mały wgląd w… historię smsów naszej ukochanej pary. Oboje się zgodzili, mimo, że Raven na początku nie miała ochoty udostępniać mi swojego telefonu, ale Raven to Raven… Bestia nie miał problemu. ;) Myślę, że to fajne przypomnienie niektórych wydarzeń, mała forma sprawozdania – wspomnijmy kilka momentów z „życia” fanfiction.

Ciekawa jestem, czy zgadniecie z kiedy te smsy pochodzą… Co się wtedy działo?
Zadanie dla wytrwałych :P
Powodzenia!

Czekam na odpowiedzi c:

LVI. At the corner is give-away of free tofu, wake up.

Demonka podeszła bliżej i usiadła obok leżącego chłopaka na sofie, a następnie spojrzała na zegarek – dochodziła siedemnasta. Jeśli ten ciołek będzie nadal spał, w nocy będzie przewracał się z boku na bok, co poskutkuje nieprzytomnością następnego dnia. Rachel stwierdziła, że go delikatnie obudzi.

- Kochanie, wstawaj – szepnęła, głaszcząc go po głowie – Jest popołudnie, nie powinieneś spać. Tym bardziej tutaj.

Garfield na to tylko mruknął coś pod nosem i nakrył twarz dłońmi. Nastolatka zaśmiała się pod nosem.

- Śpiochu! – szturchnęła go lekko – Na rogu rozdają darmowe tofu, obudź się.

Bestia nareszcie uchylił oczy.

- Co jest… Co się dzieje… – burknął – Co ty tutaj robisz?! Odsuń się! – zaczął krzyczeć – Zejdź mi z oczu!…

- Bestio, co się stało…?

- Masz jeszcze czelność pytać się co się stało?! Cholera, wyjdź!

Raven totalnie nie wiedziała o co może chodzić Bestii. Przyśniło mu się coś, czy jak? Nieważne, jeszcze się chłopak ogarnie. Rozczarowana Azarathka wróciła z niechęcią do swojego pokoju.

Beast Boy natomiast był z siebie bardzo zadowolony – wszystko na razie szło jak po maśle (no, margarynie roślinnej). Plan wchodził w życie. Chłopak zrzucił z siebie zielono-fioletowy koc i wyruszył w stronę drzwi wyjściowych. Wychodząc, trzasnął nimi siarczyście, a następnie skrył się za krzakami przy brzegu wyspy. Kolejną czynnością było wyciągnięcie przez niego komunikatora i otworzenie okienka z pustym miejscem na SMS z adresatem „Raven”. Zielony dobrze wiedział co robił – zaczął nerwowo pisać dość długą wiadomość, wcześniej blokując numer nadawcy. Jak dobrze, że Robin w końcu wymienił te przestarzałe sprzęty i rozdał drużynie nowoczesne komunikatory nowej generacji – miały o wiele więcej opcji i były czytelniejsze w obsłudze.
Wracając – Beastie rozpisał się na kilka linijek i wysłał swojej dziewczynie wiadomość jako „Nieznajomy”.
Bał się trochę jej reakcji, ale taki był plan – sprawdzenie, jak Rachel zareaguje na tego typu wiadomość. Swoją drogą, ciekawe, czy zajęła się już sprawą z tymi poprzednimi SMSami…

Tymczasem w pokoju Robina trwała awantura. W sumie nic dziwnego, Gwiazdka miała ku temu powody. Wygarnęła mu, że nie życzy sobie, by tak odzywał się do obcej laski, by nie wypytał jej o tak prywatne sprawy, gdy mają zająć się tylko i wyłącznie rozwiązaniem konkretnej sprawy. Lider na początku buntował się przeciwko słowom swojej ukochanej, ale w końcu poddał się i skruszony przyznał się do winy i obiecał poprawę. Starfire – jak to Starfire – szybko swojemu chłopcu wybaczyła i już po chwili para ględziła sobie w najlepsze.

Wracamy do wcześniejszej sprawy. Raven usłyszała dźwięk powiadomienia z komunikatora, więc przerwała na chwilę czytanie i chwyciła urządzenie w rękę. Gdy ujrzała źródło dźwięku, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Cóż za bezczelność! Kto mógł się do tego posunąć?! Jeszcze w takiej chwili… Zignorowała natrętną wiadomość i wróciła do książki. Niestety, co chwilę musiała wracać na początek strony, bo czytając rozmyślała, co się stało z Beast Boy’em – chłopak naprawdę dziwnie się zachował. A jeśli ktoś coś nazmyślał? Może Terra znowu mu coś nagadała? Nie, to niemożliwe. Cholera.

Nim dziewczyna się obejrzała, na ekranie pojawiła się kolejny komunikat. Znowu sms. Tym razem jego treścią było „Nie olewaj mnie Raven, odezwij się”. Roth zaczęła się denerwować – odpisała szybko, żeby nadawca się odczepił od niej i jej chłopaka, ale on nie dawał za wygraną. Nalegał na spotkanie.

Rany, Bestio, co ci strzeliło do głowy? Po co ci to wszystko? Co za zielony łeb…

Rae poddała się – potwierdziła dla świętego spokoju spotkanie pod miejskim parkiem. BB tylko na to czekał – od razu po otrzymaniu SMSa ruszył w stronę pokoju Rav, by wygarnąć jej. Tym razem był przekonany (nieważne, że błędnie), że dziewczyna nie bierze go na poważnie. Co za cep…

LIV. What was that actually, dude?

Spokój oczywiście nie trwał długo – po 2 minutach od zakończenia rozmowy na całą wieżę zawył alarm. Bestia poczuł się trochę niepewnie, w końcu przez te trzy dni zdążył się mocno rozluźnić. Raven natomiast nie przejęła się tym zbytnio – ot, tytanowy chleb powszedni. Już zapomniała o porwaniu, zapomniała o problemach, chciała się tylko zrelaksować; nieważne czy w pokoju, czy na polu walki.

Po chwili z salonu dał się słyszeć znany przez nas okrzyk Robina, więc wszyscy bohaterowie wylecieli/wybiegli z domu za swoim liderem w kierunku miejsca zbrodni. Beast Boy koniecznie chciał zatrzymać Raven w domu, z pięćdziesiąt razy pytał ją czy wszystko w porządku, czy aby na pewno chce iść bla bla bla… Ona oczywiście nie zawahała się ani razu. W sumie to jakoś im umknęło jaka właściwie to akcja – kto i co zaatakował? BB zaczął wypytywać lidera i pozostałą część drużyny, ale nie uzyskał konkretnej odpowiedzi. Naburmuszył się tylko i pędził dalej.

Zdziwił się trochę, gdy na miejscu zobaczył tylko jakiegoś faceta w średnim wieku. Wszyscy spojrzeli pytająco na kapitana, ale on sam nie wiedział co ma powiedzieć.

- Przyrzekam, że wezwanie dobiegało właśnie z tego miejsca – tłumaczył się nieporadnie – Rozglądnijmy się, może rzeczywiście coś się tu wydarzyło…

- Na moje oko to wszystko jest w jak najlepszym porządku – zauważył Cyborg.

- Robin, jesteś pewien, że to było wezwanie, a nie piknięcie wyczerpującej się baterii?

Lekki chichot po kwestii Rachel delikatnie wyprowadził Graysona z równowagi. Postanowił, że po prostu zapyta obecnego na miejscu mężczyznę.

- Przepraszam, czy wszystko w porządku? – zapytał grzecznie.

- Jak najbardziej – usłyszał w odpowiedzi – Nie widzieliście gdzieś blondynki wyglądając na około 20 lat?

- A coś się wydarzyło? – Gwiazdeczka stanęła na ziemi.

- Nie. Rozmawialiśmy, powiedziała, że zaraz wróci, odeszła i nie wróciła.

W tym momencie Robin wysłał Tytanom wymowne spojrzenie.

- Dobrze, ale jakby coś się działo, to proszę mówić – dokończył – Do widzenia panu!

***

- Co to w ogóle było, stary? – oburzył się Bestia – Tylko po to wychodziliśmy z domu?!

- Musimy znaleźć tę dziewczynę.

Team przytaknął i wszyscy wyruszyli na poszukiwania. Garfield od niechcenia zmienił się w zielonkawego labradora i próbował wywęszyć poszukiwaną, na szczęście – ze skutkiem. Zawył wzywając przyjaciół i odkrył, że dana „dwudziestoletnia blondynka” siedzi skulona w ślepym zaułku pomiędzy dwoma kamienicami. Drużyna naradziła się i zgodnie stwierdziła, że najlepiej będzie, jeżeli pierwsza podejdzie Starfire. Dziewczyna ma naprawdę dobre podejście do ludzi.

- Przepraszam? – napomknęła, by nie wystraszyć odnalezionej – Czy możemy porozmawiać…?

- GWIAZDKA! – młoda kobieta rzuciła się kosmitce na szyję – Jak dobrze, że cię widzę! Przepraszam, że was wezwałam, ale…

- Spokojnie, już jest wszystko dobrze, nie denerwuj się – rzekł Robin głosem bohatera (mimo kpin ze strony demonki) wkraczając w ciemny kąt – Opowiedz dokładnie, co się wydarzyło.

- No więc – Nieznajoma wypuściła ciężko powietrze z płuc, by trochę się uspokoić – Pewnie nie widzieliście tego…

- Dziwnego typa dwie przecznice stąd? – Przerwał jej Zielony.

- Tak, właśnie jego. Napisał do mnie wczoraj, czy możemy się spotkać, podszywając się pod mojego starego znajomego. Byłam pewna, że piszę z kolegą z klasy z podstawówki. Gdy jednak przybyłam na miejsce, wyżej wspomniany Ralph okazał się jakimś czterdziestoletnim zboczeńcem: usiadłam do stolika czekając na kolegę, a on się dosiadł i zaczął wygadywać jakieś obrzydliwe rzeczy! Poczułam się zagrożona i pierwsze co mi przyszło do głowy, to wy…

- Bardzo dobrze zrobiłaś, kochana…

- Angelina, mam na imię Angelina.

- Angelino. Dobrze, że nie dopuściłaś do czegoś gorszego. – Urwała Gwiazdka.

Podczas, gdy Tytani próbowali uspokoić trochę nowo poznaną kobietkę, Bestia przetwarzał nowe informacje. Telefon, SMS, podejrzane wiadomości… To wszystko pasowało pod ostatni scenariusz odegrany w hotelu! Oj, nie brzmi to dobrze. Nim chłopak się obejrzał, Robin wziął dziwnego faceta na pogadankę. Już chwilę później w zielonym mózgu powstał dokładny plan działania.

LI. We’ve got us everyday, Beast Boy.

Noc minęła w miarę spokojnie. Raven obudziła się tylko 2 razy, ale od razu brała łyka wody i znów zasypiała wtulając się w swojego chłopaka. Mimo to, śniły jej się koszmary z Terrą w roli głównej; miała jakieś złe przeczucia. Gdy przebudziła się na dobre, wskazówki zegara stały na szóstce. Bestia oczywiście jeszcze słodko chrapał, a ona nie miała serca go budzić. Odgarnęła z siebie kołdrę i dokładnie otuliła nią ukochanego, by za chwilę znaleźć się przy aneksie kuchennym. Używając magii wyciszyła drażniące dźwięki i zabrała się do roboty: w internecie znalazła przepis na wegańskie placki bananowe i przyszykowała składniki. Obrała dwa banany, pokroiła je w plasterki i wrzuciła do blendera, wsypała 2 łyżki otrębów owsianych, a po chwili przypomniała sobie, że trzeba dodać też 2 łyżki owsianych płatków. Na koniec dorzuciła 2 łyżeczki proszku do pieczenia, nieco ponad pół szklanki orkiszowej mąki i 100 ml mleka sojowego. Postawiła kielich na urządzeniu i zmiksowała składniki wyciszonym blenderem. Mieszanina nabrała konsystencji gęstej śmietany, więc demonka nałożyła na rozgrzaną patelnię skropioną roślinnym tłuszczem kilka jej łyżek i usmażyła na złoty kolor.

Po zdjęciu na talerz ostatniego placuszka, Rachel usłyszała pojękiwania budzącego się Garfielda. Idealnie w porę! Szybko nałożyła na bok talerza masło orzechowe, kakao i plasterki trzeciego banana, zgłośniła z powrotem kuchnię i pojawiła się w sypialni z śniadaniem w ręce. Przywitała zielonego soczystym buziakiem w policzek i podała mu gotowe danie. Beastie zareagował bardzo pozytywnie, ucieszył się, a w głębi duszy trochę obawiał, czy da radę wsunąć całą potrawę i nie krzywić się. Znamy przecież historię demonicznych naleśników… Ale po pierwszym kęsie natychmiast zapomniał o czym myślał jeszcze przed chwilą. Placki były obłędnie pyszne!

Nastolatek spałaszował je w kilka minut, a Rae w tym czasie sprzątała po sobie blat. Beast Boy wstał najedzony i niespostrzeżenie wkradł się do kuchni, odłożył delikatnie talerz i przytulił się od tyłu do swojej dziewczyny, która na początku przestraszyła się go, ale po chwili odwzajemniła czułość.

- Jesteś niesamowita, kochanie – szepnął jej do ucha.

- Nie przesadzaj – rzuciła niby obojętnie, wtulając się mocniej.

- Szkoda, że już dziś musimy wracać…

- Trochę szkoda.

- Trochę? Rae…

- I tak mamy się na co dzień, Bestio. Otoczenie nie jest ważne.

- Może i masz rację. Ale musisz przyznać, że to całkiem fajne miejsce.

- Przyznaję, pięknie tutaj.

- Ha! – chłopak oderwał się od współtowarzyszki – No trudno, idę się pakować. Odpocznij sobie, słońce.

Raven uśmiechnęła się i przytaknęła. Usiadła na łóżku i wyciągnęła komunikator, by oznajmić przyjaciołom, że jeszcze dziś będą z Loganem w domu. Jednak zanim zdążyła to zrobić, na ekranie wyskoczyło jej powiadomienie informujące o SMSie z nieznanego numeru. Dziewczyna zaniepokoiła się.

- Bestio, kojarzysz może ten numer…?

______________

PS.: Przepis jest prawdziwy i sprawdzony c:

L. Why do I sense doubt in your voice?

Wycieńczona Raven opadła bezwładnie na łóżko. Zmartwiony chłopak usiadł obok niej i objął jej dłoń.

- Rae, co się tam wydarzyło? – zapytał cicho.

- Ja sama nie wiem – wyszeptała dziewczyna masując skronie. Głowa nadal ją nieco bolała, co zielony zauważył i wstał, by przynieść jakieś proszki. Demonka połknęła lek przeciwbólowy i spuściła głowę.

- Może lepiej ty powiedz mi, co wydarzyło się tam, w tej sali.

- To dość… drażliwy temat – zakłopotał się BB – Jak poczujesz się lepiej, to wszystko sobie wyjaśnimy, teraz się połóż.

- Nie, Bestio. Wyjaśnimy sobie to teraz. Wytłumacz mi łaskawie, o co chodzi, dlaczego tak mnie potraktowano.

- To nie takie proste, jak myślisz, Rae.

- Mogę się założyć, że Terra znowu wymyśliła coś, by nas poróżnić.

- Terry tam nie było, skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?

- A myślisz, że z kim zostałam w pokoju, gdy wyszedłeś?

- Raven, nie bierz tego do siebie, ale wydaje mi się, że przesadzasz…

- Ach, tak?

- Tak. Po prostu jeden z Tytanów Wschodu wygadał się o czymś, co uczyniłaś podczas pobytu u nich.

Raven totalnie nie wiedziała o czym Garfield do niej mówi.

- Kontynuuj proszę.

- Nie wiem, czy przejdzie mi to przez gardło. Rachel, myślałem, że to mnie kochasz…

- Dlaczego wyczuwam wątpliwość w twoim głosie?

- Nie dobijaj mnie, proszę. Speedy sam wszystko potwierdził.

- SŁUCHAM?!

Roth nie wierzyła własnym uszom. Co za podstępna szuja. Tylko jak Tara zmusiła wszystkich TW do skłamania? Coś tu jest nie tak. Azarathka chwyciła swojego chłopaka za rękę i razem z nim weszła do portalu teleportującego, który natychmiast przeniósł ich do sali konferencyjnej. Na samym jej środku stało jakieś dziwaczne urządzenie, a w kącie dała się spostrzec nie kto inny, tylko Terra. Widocznie nie spodziewała się ona odwiedzin, bo natychmiast schowała na plecami pilot, którym chwilę temu próbowała coś zmajstrować.

- Terro, możesz łaskawie wytłumaczyć biednemu Bestii, co właśnie uczyniłaś? Lepiej mów prawdę. – zagroziła Roth. Markov jakoś specjalnie nie przejęła się nią, jedynie wstała i odłożyła pilot na stół.

- Widzę, że już zgrabnie wytłumaczyłaś swojemu chłopcu?

- Zamknij się już, zbyt dużo już namieszałaś! – Warknął na dobre rozwścieczony Logan. Ku wielkiemu zdziwieniu obu dziewczyn, wyszedł z pomieszczenia… by za chwilę wrócić z ochroną hotelową. Blondynka została siłą wyrzucona z budynku, a tajemniczy sprzęt okazał się generatorem hologramowym. Nasza para roześmiała się z całej sytuacji, chociaż nadal nieco niepokoiło ich to, co stało się z Raven. Miejmy nadzieję, że to tylko jednorazowy wybryk.

Pozostała część wieczoru minęła już bez zakłóceń. Beast Boy włączył jakiś film, podczas którego Raven po prostu sobie zasnęła. Zielony postanowił więc zadzwonić do Tytanów, opowiedzieć im to i owo. Wyciągnął z kieszeni komunikator i wyszedł do łazienki, by nie obudzić swojej ukochanej, wybrał numer domowy Wieży i połączył się z trójką przyjaciół. Hmm, właściwie czwórką – u boku Cyborga siedziała jeszcze Jinx. W sumie nie dziwię się chłopakowi, że nie chciał zostać w domu sam na sam z Robem i Gwiazdką.

Garfield opowiedział przyjaciołom o hotelu, pokoju, o restauracjach, o wspaniałym spa i całym dniu spędzonym w nim, zachwalał obsługę, ale oczywiście poskarżył się też na Terrę. Tytani nie mogli uwierzyć w to, że ta wstręciucha znowu próbuje wtrącić się w ich życie. Co ona miała na celu?

Nagle do łazienki wparowała Rae. Jej wzrok nadal był trochę przymglony, ale czuła się dużo lepiej. Dosiadła się do chłopaka i przywitała się z rozmówcami. Pochwaliła się wzorowym zachowaniem Bestii, zachwalała miejsce i generalnie wszystko, co udało jej się do tej pory przeżyć w Bellaviście. Rozmowa trwała do północy, gdyż Gwiazdka stwierdziła, że już pora do łóżek… A Cybuś miał w planach maraton filmowy. Najlepszy kumpel życzył mu żartobliwie powodzenia i razem z Rav pożegnali się. Chyba rzeczywiście trzeba iść już spać.

_________________________

Podoba Wam się nowy wygląd bloga? c;

XLVIII. Me? Of course not, but someone in who he trust? Yes.

- Proszę? – rzuciła nieco zaskoczona Raven. Drzwi uchyliły się i zza progu wyłoniła się jakaś pokojówka.

- Najmocniej przepraszam, że państwu przeszkadzam – mówiła – lecz poproszono mnie o zawołanie pana Logana.

- To chyba ja. – Wstał Bestia, lekko się przechylając do tyłu pod wpływem szarpnięcia przez swoją dziewczynę.

- Czy można wiedzieć, w jakiej sprawie? – zapytała poirytowana.

- Nie wiem, czy mogę udzielić pani tej informacji…

- Garfield to mój mężczyzna, chyba mogę wiedzieć, dlaczego jest potrzebny w recepcji hotelu, u obcych ludzi.

Zielonego przeszły ciarki. Aaaaaa, ona chyba jednak traktuje mnie poważnie!
Rachel za to czuła się jakoś nieswojo. Dowiedziała się tylko, że BB musi obgadać coś z personelem hotelu, i oboje, razem z pokojówką, zniknęli jej z oczu. Położyła się więc na łóżku i chwyciła pierwszą lepszą książkę. Po chwili jednak znów ujrzała pracownicę hotelu w pstrej, przykrótkiej sukieneczce z białym fartuszkiem, która wbiła do pomieszczenia i zatrzasnęła za sobą drzwi. I teraz nie wiem, czy Rae się zdawało, czy po prostu ktoś zakluczył je od zewnątrz.

- Zostałyśmy same – warknęła Terra ściągając z głowy maskę. – Posłuchaj mnie teraz uważnie.

- Nie będę z tobą rozmawiać! – poderwała się demonka – Wiedziałam, że coś jest nie tak, wiedziałam, że…

- Zamknij się już lepiej, bo smęcisz – westchnęła wyraźnie znudzona blondynka – Albo zrobisz co ci każę, albo Bestia dowie się o czymś, czego nie powinien wiedzieć.

- Bestia wszystko wie, nie musisz się o niego martwić.

- A kto powiedział, że będziemy mówić coś, co się wydarzyło? – zadrwiła.

- Nie uwierzy ci!

- Mi nie, ale komuś, komu ufa już raczej tak.

- Gadasz bzdury, Terro. Wynoś się stąd lepiej, bo zawołam prawdziwą obsługę.

- Nawet nie chcesz porozmawiać? Zrobimy mały deal. Co ty na to?

- Nie, dzięki, do widzenia. – Azarthka wypchnęła „koleżankę” za drzwi. Usłyszała coś, że niby jeszcze się policzą, coś tam… Nieważne. Roth od razu wyciągnęła z kieszeni komunikator i napisała smsa do Bestii, że ma wracać nie zważywszy na nic, ale nie doczekała się odpowiedzi. Po piętnastu minutach czekania zakluczyła pokój i zeszła na dół, by poszukać swojego chłopaka. Panie recepcjonistki nieco skrzywiły się na pytanie „Czy nie przechodził tędy taki zielony chłopak?”, ale pokazały jej drzwi, gdzie wchodziła grupka – jak to panienki stwierdziły – dziwnych ludzi, więc pewnie i Beastie tam był. Azarathka zapukała grzecznie i weszła do środka. Jej oczom ukazał się widok dość… niecodzienny. W sali konferencyjnej znajdowali się jej wszyscy znajomi: Robin, Gwiazdka, Cyborg, Jinx, Żądło, Kole, Wodnik, Zwinny i wielu innych… Byli tutaj wszyscy, włącznie z Bestią, który od razu, gdy ujrzał swoją dziewczynę, natychmiast odwrócił wzrok.

- Cześć… wszystkim? – zająknęła się nastolatka – Mogę wiedzieć, co tu się wyprawia?

- Na twoim miejscu nie pokazywałbym się tutaj – warknął Aqualad.

- Ale…

- No co „ale”? Wyjdź po prostu, bo jeszcze bardziej się pogrążysz.

Rav poczuła na sobie wiele par oczu. Znajomych oczu. Oczu, które sprawiały wrażenie chęci zabicia jej. Wybiegła z pomieszczenia i zamknęła się w publicznej toalecie.

XLII. What would you do without me?

Noc minęła okropnie szybko. Po finale imprezy przyjaciele wrócili do domu bardzo zadowoleni, zwłaszcza Raven czuła ogromną euforię – w końcu odbyły się w końcu jej pierwsze, prawdziwe urodziny, takie jakie powinny być zawsze. Do tego po powrocie Bestia zaprosił ją do swojego pokoju i jakoś tak wyszło, że zasnęła już tam. Kiedy rano wreszcie weszła do własnej sypialni, domyśliła się, co na celu miał jej chłopak – nowe lustro już wisiało na miejscu starego. Kurczę, wyglądało przepięknie.

Dziewczyna przejrzała się w lustrze i westchnęła. Jak to w ogóle możliwe, że ona, córka intergalaktycznego demona, zrodzona by siać zniszczenie, ona, wiecznie zimna, sarkastyczna, doczeka się tak wspaniałego życia? Piątka cudownych przyjaciół, w tym druga połówka, która dba o nią jak o największy skarb… Lepiej raczej być nie może. Przez jej głowę przebiegały myśli pokroju „Czym ja sobie na to zasłużyłam?”, ale przerwało jej pukanie do drzwi. Hej, przecież jest dopiero 6:30, kto to?

- I jak, podoba ci się? – próg przekroczył zaspany Beast Boy.

Demonka rzuciła mu się w ramiona.

- Oczywiście, że tak – odpowiedziała – Dlaczego ty nie śpisz? To nie w twoim stylu, jest bardzo wcześnie.

- Tak jakoś wyszło. – Objął nadal patrzącą w odbicie Rae w talii i oparł brodę na jej barku. Zachwycała go jej niesamowita uroda, jej figura, jej twarz, jej włosy, jej wszystko. Ledwo panował nad sobą widząc koronkową, czarną bieliznę na bladym ciele, a ona doskonale o tym wiedziała. Położyła jego dłoń na swoim biodrze i czekała na dalszy rozwój wydarzeń. BB delikatnie zjechał na dół, dotknął jej ud, a następnie wrócił ręką na brzuch.

- Wiesz co? – zagadał ciągnąc dziewczynę subtelnie w stronę łóżka – chyba nadal chce mi się spać. Dokończymy naszą… rozmowę trochę później. Co ty na to, skarbie?

Rety, Garfield naprawdę trochę wydoroślał. Wyrażał się ładniej, zachowywał się dojrzalej, przestał traktować innych jak obiekt żartów… A nie, nadal czasem mu się to zdarza. Nieważne, zostańmy przy tym, że nie wydurnia się już jak gówniarz, potrafi zachować powagę, jeżeli sytuacja tego wymaga. Azarathka jednak nadal potrafiła wyczuć jego poczucie humoru, nawet najlżejszy uśmiech czy przyśmiewkę. Pozwoliła mu położyć się w swojej pościeli, spojrzała jeszcze raz na prezent urodzinowy i dołączyła do niego.

A właśnie! Przecież lustro nie było jedynym upominkiem – Logan podarował jej coś jeszcze. Rav wstała raz jeszcze i wyciągnęła z szuflady kartę z hotelu. Termin nie był jeszcze zarezerwowany, powiedziane zostało tylko to, że wypad ten musi odbyć się w weekend. Chwila, jaki dziś dzień? Chyba niedziela. Hm…

Skoro jest niedziela, to wyjazd może się odbyć chociażby w najbliższy piątek. Tytani raczej nie mają żadnych planów, z wrogami (jeżeli w ogóle zaatakują) Gwiazdka, Robin i Cyborg poradzą sobie doskonale sami, nie widać absolutnie żadnych przeszkód. Muszę porozmawiać o tym z Bestią.

***

Na zegarach wybiła godzina dwunasta. Kiedy ja w ogóle zdążyłam zasnąć? Raven spojrzała na swojego chłopca nadal słodko śpiącego obok niej i przeczesała palcami jego włosy. Nagle ujrzała, że na podłodze leżało… coś. Aaa, to tylko karta hotelowa. A, tak! Przecież para miała o tym porozmawiać w dzień.

- Bestio, czas wstawać – szturchnęła chłopaka nastolatka – już południe, powinniśmy zejść na śniadanie.

- Jeszcze pięć minut, proszę – jęknął zielony, na co demonka zaśmiała się pod nosem. – Zaraz zaraz, co tu jest grane? Gdzie ja… a, no tak. Przecież przyszedłem do ciebie. Dzień dobry, kochanie – cmoknął ją w policzek. W tle dało się słyszeć dziwaczne pomrukiwanie – Wiesz co, może z tym śniadaniem to nie taki zły pomysł… Chyba trochę zgłodniałem.

- No widzisz, co ty byś beze mnie zrobił…

- Absolutnie nic – przytulił ją.

- Dobra, chodź już – odepchnęła go – bo skończy się na tym, że nigdy nie zejdziemy do tej jadalni.

- No niech ci będzie.