LIX. We must talk about something.

Raven dobrze wiedziała, że Richard ma rację, ale nie dopuszczała do siebie myśli, że to prawda. Zaprzeczyła nerwowo. Kątem oka widziała, że Bestia siedział kawałek dalej z twarzą schowaną w dłoniach. Miał wyrzuty sumienia, nie chciał kłócić się ze swoją dziewczyną w takich chwilach. Chciał być przy niej, wspierać ją, widział, że coś jest nie tak. Gdy dziewczyna trochę się ogarnęła i usiadła na łóżku, poprosiła przyjaciół o opuszczenie pokoju. Wyszli wszyscy oprócz Garfielda. Chłopak zebrał się w sobie i postanowił przeprosić. Na początku tylko chodził od ściany do ściany nie wiedząc, jak ma zacząć, a Rachel wodziła za nim wzrokiem. W końcu zielony kucnął łapiąc swoją dziewczynę za rękę i odezwał się.

- Przepraszam cię. To nie miało tak być, sam nie wiem dlaczego tak to wyszło.

Rae tylko mruknęła potakująco pod nosem.

- Coś mnie tknęło, tak wiesz, od środka.

Demonka patrzyła na swojego chłopaka z uwagą.

- Mam dziwne przeczucia, że coś się wydarzyło. Nie wiem czy coś dobrego, czy wręcz przeciwnie.

- Przyznam ci rację – wydusiła wreszcie nastolatka – Coś się wydarzyło. Jeszcze nie wiem co, ale obawiam się, że nic dobrego.

Beast Boy zamknął oczy i położył głowę na rękach Raven. Tkwił w tej pozycji przez chwilę, ale niedługo potem podniósł się i usiadł obok zasmuconej towarzyszki, obejmując ją czule.

- Nieważne co się wydarzyło, pamiętaj, że zawsze będę przy tobie. Mimo chwil zwątpienia, pamiętaj, że cię kocham.

Dziewczyna runęła na pierś swojego chłopaka i rozpłakała się cicho.

- On wrócił, rozumiesz? – łkała – Wrócił po to, by coś mi przekazać, by znowu zniszczyć spokój, który nastał po jego ostatniej wizycie. On znowu chce mnie, chce nas, nie wiem, zastraszyć? Zgładzić?…

BB głaskał ametystowe włosy nie wiedząc, co ma powiedzieć. Bał się tak samo jak ona. Wiedział, do czego ta podła kreatura jest zdolna.

Po chwili Rachel znowu straciła przytomność i osunęła się na podłogę, za moment unosząc się kilka centymetrów ponad podłogę. Logan nie wiedział co ma zrobić, czym prędzej wezwał Robina puszczając sygnał przez komunikator. Już za moment w pokoju pojawiła się cała drużyna. Roztrzęsiona Gwiazdka pochyliła się nad przyjaciółką i złapała ją za rękę – wyczuła nierówny puls. Na czole demonki pojawiło się kilka kropel potu, co jakiś czas jęczała coś cicho, jakby coś ją tłumiło. Podłoga lekko drżała mimo, że Rav nawet jej nie dotykała.

***

- Musisz mnie wysłuchać, córko. – rozległ się głęboki głos.

- Nie będę, nie mogę, nie! – krzyczała rozpaczliwie Azarathka. Coś jakby przytrzymywało ją w jednym miejscu, nie pozwalało na nawet najmniejszy ruch, a potem łapało okropnym ukłuciem w brzuch. Wtedy wydzierał się z niej krzyk gorszy, niż kiedykolwiek. Łzy leciały jej ciurkiem po policzkach, a postać okryta cieniem płomieni zbliżała się coraz bardziej.

- Posłuchaj mnie – Trygon trzymał na dłoni swoją zrozpaczoną córkę – Tym razem to nie ja narobiłem Ci problemów, sama to zrobiłaś.

- Nie mów tak! – obolała podniosła się resztkami sił i spojrzała ojcu prosto w oczy – Jesteś przyczyną każdego mojego kłopotu, od samych moich narodzin, aż do teraz!

Demon zaśmiał się srogo i odłożył ledwo trzymającą się w pionie Raven na ziemię otoczoną lawą. Kucnął, by ponownie złapać z nią kontakt wzrokowy. Szturchnął ją palcem i szepnął coś, czego dziewczyna widocznie nie chciała wiedzieć – runęła na kolana i wrzeszczała, że to nieprawda, że kłamie, że to niemożliwe, jak to, nie…

***

Po męczących dziesięciu minutach Raven nareszcie otworzyła oczy. Złapała za rękę Bestię i wykończonym głosem wypowiedziała tylko dwa słowa: „Musimy porozmawiać”. Potem ponownie zamknęła oczy i przytuliła się do niego, pozwalając swoim łzom swobodnie spływać po policzkach.

To będzie ciężka rozmowa.

LVIII. I am here, because I must tell you something.

Atmosfera po obiedzie była lekko napięta.

Chyba już każdy z drużyny zdążył zauważyć, że między Bestią a Raven znowu wszczęła się jakaś sprzeczka. Gwiazdka położyła głowę na ramieniu swojego chłopaka, na co on objął ją ramieniem. Oni kłócili się bardzo rzadko, a jeżeli już im się to zdarza, to o błahostkę. Nie to co druga para – Bestia i Raven często się sprzeczali, praktycznie zawsze któreś z nich miało jakieś „ale”, co nie zmieniało faktu, że się kochają. Ot, takie miłosne przekomarzania.

A przynajmniej tak sobie wmawiali.

Generalnie w wieży było spokojnie. Dochodziła godzina 20, Tytani rozlecieli się po swoich pokojach… Było cicho.

Było cicho, dopóki z korytarza nie zaczęły dochodzić podejrzane dźwięki. Stuki, puki, zgrzyty… Pierwsza z pokoju wyskoczyła Gwiazdka. Tym razem jednak nie została skrytykowana pod względem swojej histerii, z której była dobrze znana. Star jest wrażliwą osóbką, a do tego wielu rzeczy i zdarzeń się śmiertelnie boi, o czym wiedzą jej przyjaciele, ale zdążyli się już do tego w miarę przyzwyczaić. Pierwszą osobą, do której kosmitka się zwróciła, był oczywiście jej chłopak. On również słyszał potrzaskiwania i postanowił razem z czerwonowłosą zawiadomić resztę drużyny i zarządzić poszukiwania źródeł tego dziwnego zjawiska.

Tytani niechętnie wygramolili się ze swoich jam, szczególnie Bestia nie miał najmniejszej ochoty na dodatkową, wieczorną integrację drużynową. Miał dość tego dnia, Rachel z resztą też nie paliła się do roboty.
Chcąc nie chcąc, nastolatkowie musieli się zebrać w sobie i przejść wieżę T od góry do dołu.

Raven czuła się coraz gorzej. Nie to, że robiła się chora, czy coś, tylko niepokój powoli zaczął wypełniać jej umysł. Przez jej głowę przeniknęło kilka niekontrolowanych myśli, co nie zdarzało się już od bardzo dawna. Wydawało jej się, że na ścianach widzi przez sekundę płomienie, miała wrażenie, że traci grunt pod nogami… Robiło jej się słabo.

Jak zapewne wiecie, pierwszą osobą, która dostrzega drobne na początku problemy Tytanów, jest zawsze Robin. Zauważył on lekko chybotliwy chód demonki i to, że co jakiś czas masuje sobie ona skronie.

- Wszystko w porządku, Raven? – zapytał troskliwie.

- Co?… – jęknęła – A, tak, wszystko jest dobrze.

- Przecież widzę, że coś jest nie tak. Boli cię głowa?

- Może trochę.

- Wróć do pokoju, sami też sobie poradzimy. – zaproponował z przyjacielskim uśmiechem lider.

- Sama nie wiem czy to dobry pomysł…

- Robin ma rację – wtrąciła Gwiazdeczka – Powinnaś odpocząć, bóle głowy wcale nie są miłym zjawiskiem, przyjaciółko.

- Niech wam będzie. Informujcie mnie na bieżąco – rzuciła, odlatując w stronę swojej sypialni.

Cisza. Spokój.

Roth postanowiła pomedytować. Nie chciała brać żadnych proszków przeciwbólowych – uważała, że medytacja jest lekiem na wszystko, i poniekąd miała rację. Zwracając się plecami do zasłoniętego już okna, uniosła się w powietrze na wysokość mniej więcej metra układając nogi w pozycję lotosu i pochłonęła się w otchłań swojego umysłu.

Na początku było wszystko w porządku, wydawało jej się nawet, że ból całkowicie się ulotnił. Dopiero gdy usłyszała krzyk zorientowała się, że jednak nie wszystko ma pod kontrolą, gdyż nie dochodził on z wnętrza wieży, lecz był słyszalny tylko w jej głowie. Zrozumiała to, gdy po chwili usłyszała go ponownie, ale już z konkretnym słowem. Było to jej imię.

Na jej czole pojawiła się kropla potu. Minutę później ujrzała przed sobą czerwony obraz, z ziemi buchał ogień, a w oddali dała się dostrzec jakaś dziwnie znajoma postać. Rachel oniemiała, kiedy spojrzała na jej sylwetkę dokładniej. Znała ją aż za dobrze, mimo, że już trochę minęło od czasu, gdy widziała ją ostatni raz.

- Zostaw mnie w spokoju! Nie, to niemożliwe, to nie możesz być ty! – wydarła na całe gardło.

- Uspokój się, Rachel. Jestem tu, by ci coś przekazać.

- NIE BĘDĘ CIĘ SŁUCHAĆ! Nie ma mowy, nie! Odejdź, precz!

- Jeżeli nie dowiesz się tego ode mnie, będzie już za późno…

- ODEJDŹ! NIE CHCĘ CIĘ WIDZIEĆ!

***

Gdy Raven otworzyła oczy, ujrzała nad sobą krąg swoich przyjaciół. Jeszcze mocniej niż wcześniej bolała ją głowa.

- Powiedz Raven… To znowu on, prawda…? – zapytał zdenerwowany lider drużyny, podpierając kark odnalezionej, dopiero co oprzytomniałej Tytanki.

LVI. At the corner is give-away of free tofu, wake up.

Demonka podeszła bliżej i usiadła obok leżącego chłopaka na sofie, a następnie spojrzała na zegarek – dochodziła siedemnasta. Jeśli ten ciołek będzie nadal spał, w nocy będzie przewracał się z boku na bok, co poskutkuje nieprzytomnością następnego dnia. Rachel stwierdziła, że go delikatnie obudzi.

- Kochanie, wstawaj – szepnęła, głaszcząc go po głowie – Jest popołudnie, nie powinieneś spać. Tym bardziej tutaj.

Garfield na to tylko mruknął coś pod nosem i nakrył twarz dłońmi. Nastolatka zaśmiała się pod nosem.

- Śpiochu! – szturchnęła go lekko – Na rogu rozdają darmowe tofu, obudź się.

Bestia nareszcie uchylił oczy.

- Co jest… Co się dzieje… – burknął – Co ty tutaj robisz?! Odsuń się! – zaczął krzyczeć – Zejdź mi z oczu!…

- Bestio, co się stało…?

- Masz jeszcze czelność pytać się co się stało?! Cholera, wyjdź!

Raven totalnie nie wiedziała o co może chodzić Bestii. Przyśniło mu się coś, czy jak? Nieważne, jeszcze się chłopak ogarnie. Rozczarowana Azarathka wróciła z niechęcią do swojego pokoju.

Beast Boy natomiast był z siebie bardzo zadowolony – wszystko na razie szło jak po maśle (no, margarynie roślinnej). Plan wchodził w życie. Chłopak zrzucił z siebie zielono-fioletowy koc i wyruszył w stronę drzwi wyjściowych. Wychodząc, trzasnął nimi siarczyście, a następnie skrył się za krzakami przy brzegu wyspy. Kolejną czynnością było wyciągnięcie przez niego komunikatora i otworzenie okienka z pustym miejscem na SMS z adresatem „Raven”. Zielony dobrze wiedział co robił – zaczął nerwowo pisać dość długą wiadomość, wcześniej blokując numer nadawcy. Jak dobrze, że Robin w końcu wymienił te przestarzałe sprzęty i rozdał drużynie nowoczesne komunikatory nowej generacji – miały o wiele więcej opcji i były czytelniejsze w obsłudze.
Wracając – Beastie rozpisał się na kilka linijek i wysłał swojej dziewczynie wiadomość jako „Nieznajomy”.
Bał się trochę jej reakcji, ale taki był plan – sprawdzenie, jak Rachel zareaguje na tego typu wiadomość. Swoją drogą, ciekawe, czy zajęła się już sprawą z tymi poprzednimi SMSami…

Tymczasem w pokoju Robina trwała awantura. W sumie nic dziwnego, Gwiazdka miała ku temu powody. Wygarnęła mu, że nie życzy sobie, by tak odzywał się do obcej laski, by nie wypytał jej o tak prywatne sprawy, gdy mają zająć się tylko i wyłącznie rozwiązaniem konkretnej sprawy. Lider na początku buntował się przeciwko słowom swojej ukochanej, ale w końcu poddał się i skruszony przyznał się do winy i obiecał poprawę. Starfire – jak to Starfire – szybko swojemu chłopcu wybaczyła i już po chwili para ględziła sobie w najlepsze.

Wracamy do wcześniejszej sprawy. Raven usłyszała dźwięk powiadomienia z komunikatora, więc przerwała na chwilę czytanie i chwyciła urządzenie w rękę. Gdy ujrzała źródło dźwięku, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Cóż za bezczelność! Kto mógł się do tego posunąć?! Jeszcze w takiej chwili… Zignorowała natrętną wiadomość i wróciła do książki. Niestety, co chwilę musiała wracać na początek strony, bo czytając rozmyślała, co się stało z Beast Boy’em – chłopak naprawdę dziwnie się zachował. A jeśli ktoś coś nazmyślał? Może Terra znowu mu coś nagadała? Nie, to niemożliwe. Cholera.

Nim dziewczyna się obejrzała, na ekranie pojawiła się kolejny komunikat. Znowu sms. Tym razem jego treścią było „Nie olewaj mnie Raven, odezwij się”. Roth zaczęła się denerwować – odpisała szybko, żeby nadawca się odczepił od niej i jej chłopaka, ale on nie dawał za wygraną. Nalegał na spotkanie.

Rany, Bestio, co ci strzeliło do głowy? Po co ci to wszystko? Co za zielony łeb…

Rae poddała się – potwierdziła dla świętego spokoju spotkanie pod miejskim parkiem. BB tylko na to czekał – od razu po otrzymaniu SMSa ruszył w stronę pokoju Rav, by wygarnąć jej. Tym razem był przekonany (nieważne, że błędnie), że dziewczyna nie bierze go na poważnie. Co za cep…

LV. My green sweetie

- Angelino, zapraszamy cię do wieży – zaproponował Robin po rozmowie z podejrzanym typem – Ochłoniesz trochę i porozmawiamy.

Dziewczyna chętnie przystała na propozycję, odgarniając na plecy swoje niedługie, blond włosy. Gwiazdka coraz bardziej odsuwała się od niej, bo przybyszka zaczynała działać jej na nerwy, jednak nikt z drużyny nie zwrócił na to uwagi. Bestia szedł bokiem obmyślając szczegóły działania, Cyborg pisał SMSa, Raven jak zwykle podchodziła do „akcji” obojętnie, a Robin… Właśnie, Robin. On cały czas rozmawiał z Angeliną, wypytywał ją o prywatne sprawy. Zdążył dowiedzieć się, że ta średniego wzrostu 20-latka pochodzi z Europy, ale od niedawna mieszka na obrzeżach Jump City. Do USA przybyła, by studiować. Oczywiście lider poznał już jej zainteresowania, wyciągnął z niej to, że studiuje prawo administracyjne, interesuje się sportem (chętnie gra w piłkę nożną i biega, ale nie pogardzi pływaniem czy siłownią), miała jednego chłopaka, ale zerwała z nim przy wyjeździe za granicę, jej matka ma na imię Teresa a ojciec Ralf, w swoim mieszkanku ma rottweilera – Cerbera, a w domu rodzinnym miała konie, bo pasjonowała się hodowlą i jazdą na nich… Słowem – w piętnaście minut dowiedział się praktycznie wszystkiego. Chyba mu się zapomniało, że mieli rozmawiać o sprawach wyłącznie zawodowych. Niedziwne więc, że Starfire zaczęła się irytować.

Gdy grupa wreszcie znalazła się w wieży, nikt nawet nie zauważył, że Raven zdążyła przeteleportować się do swojej sypialni. Po prostu nudziły ją dyrdymały wypływające z ust jej towarzyszy, a dzisiejszy gość również jej działał na nerwy. Nawet Beast Boy tak zajął się wymyślaniem swoich przyszłych poczynań, że nie zorientował się, że jego ukochana się ulotniła! Reszta drużyny natomiast rozgościła się w salonie, stawiając na stół nachosy i soki owocowe. Angela (tak zaczął na nią mówić Robin) rozluźniła się już i prawie zapomniała o całym zajściu… Ale Cyborg nareszcie zdecydował się poruszyć ten temat. Kobietka niechętnie przerwała kolejną pasjonującą rozmowę z liderem Tytanów i opowiedziała ze szczegółami historię dzisiejszego dnia. Wczoraj napisał do niej Adam, przyjaciel z klasy szkoły podstawowej, bo jakimś cudem dowiedział się, że panienka wyprowadziła się z ukochanego miasta i wyjechała do Stanów, akurat do tego samego miasta, w którym on mieszka od początków szkoły średniej. Chciał się spotkać, powspominać stare czasy… A ona się zgodziła. Nie miała pojęcia, że na miejscu zastanie starego faceta, którego pierwszy raz widzi na oczy. Nie znała jego zamiarów, więc uciekła i skryła się między blokami…

No i tak snuła i snuła się między słowami, aż w końcu Bestia przysnął na kanapie. Biedulek tak się zamyślił, że nim się obejrzał, a słodziutko drzemał. Robin natomiast słuchał przybyszki z zainteresowaniem, co niesamowicie wściekało Gwiazdeczkę. Czuła się nieswojo, więc postanowiła wziąć go na słowo. Cyborg gdzieś wyszedł, a Raven siedziała u siebie w pokoju i medytowała. Po jakimś czasie Angelina stwierdziła, że jest późno i musi iść, mimo próśb i nalegań ze strony Richarda ulotniła się z wieży chwilę później. Oj, ma chłopak przerąbane.

Rachel natomiast nareszcie postanowiła wyłonić się ze swojej jamy i zobaczyć co tam u Garfielda. Gdy weszła do względnie pustego salonu i dokładnie się przyjrzała, by za moment ujrzeć swojego chłopca śliniącego poduszkę, uśmiechnęła się delikatnie. Nawet nie wiedziała, co ją czeka po jego przebudzeniu.

Notka Specjalna #6 – Cyborg’s worldview.

Dziękuję, że czytacie te moje bazgroły! Pykło nam 6000 wejść, niesamowicie mnie to uszczęśliwia. Kocham ♥
Dedykacja dla pomysłodawczyni Klaudii:*

_____________________________________

Jest godzina 2:00, a ja nie mogę zasnąć, kurczę. Ciekawe która część nawaliła… Nieważne, kiedyś to dopracuję. Spróbuję trochę pomyśleć, skupić się na czymś, może szybciej usnę.

No więc… Od czego zacząć? W sumie moje życie było ciekawe. Zaczęło się nieciekawie, nadal mam wyrzuty sumienia, nadal tęsknię za Mamą, ale czasu nie cofnę. No cóż zrobisz? Nic nie zrobisz. Stało się i się nie odstanie. Czasem zastanawiam się, czy to dobrze, że cudem przeżyłem ten wypadek, że zastąpiono mi połowę ciała tym ustrojstwem. Jak widać, tak musiało być, jestem, żyję, funkcjonuję, chociaż w połowie napędzany przez maszynę. Potem było dołączenie do Tytanów. Poszczęściło mi się, że z nimi jestem. Gdyby nie oni, pewnie już by mnie tu nie było, nie znalazłbym swego rodzaju sensu życia, kogoś, dla kogo mógłbym codziennie wstawać z łóżka. Równie dobrze mogłem strzelić sobie w łeb. No, przeżyliśmy trochę, mieliśmy wzloty i upadki. Parę przygód z Bratem Krwiakiem zmieniło mnie. Wtedy też poznałem moją teraźniejszą dziewczynę, Jinx, z czego niesamowicie się cieszę, kocham ją naprawdę mocno. I mam nadzieję, że ona mnie też.

Rany, dlaczego ja nadal nie śpię?! O czym mogę jeszcze myśleć… Baranów nie będę liczył, to nudne i monotonne. Jedna cyberowca, druga cyberowca, trzeca cyberowca… Nieeee! To nie działa. Myśl Cybek, myśl. Może podsumuję moje znajomości?

Na pierwszy plan wezmę Bestię, w końcu to mój najlepszy kumpel. Nawet od kiedy cwaniak wyrwał w końcu Raven, a ja jestem z Jinx, prawie nie oddaliliśmy się od siebie. No, może tylko zamiast siedzieć czasem bezczynnie w salonie, to on siedzi u Rae, a ja u siebie, razem z moim Skarbem. Ale nadal często gramy na konsoli, jak jakieś dzieciaki, ale to w sumie fajne, przedwczesne dorastanie wcale nie jest okej. Już na początku życia czułem się jak odludek, teraz mogę to z nim nadrobić.

Skoro Bestia był pierwszy, to druga musi być Raven. Nasza sarkastyczna, zimna (chociaż ostatnio jakoś mniej) pół-demonka. O panie, ileż to BB musiał się nastarać, żeby cokolwiek między nimi się wydarzyło… Nie mogę go nazwać szczęściarzem, bo zbyt długo mu to zajęło, tylko właśnie ją… dziwaczką. Rany, tak długo się do kogoś przekonywać! Chociaż w sumie lepiej późno, niż wcale.

Robin… Co ja mam o nim myśleć? Jestem mu wdzięczny za przyjęcie do drużyny. Cieszę się, że ma do mnie zaufanie. Szanuję go, szanuję go za to, że mając trudne dzieciństwo, tak jak ja, potrafił sam się pozbierać. I cieszę się, że dobrze mu się układa z Gwiazdką. Należy mu się.

No właśnie, jeszcze Star. Zawsze uśmiechnięta, potrafi poprawić humor, wierna i lojalna. To właśnie Starfire. Zazwyczaj nie pamiętam o tym, że jest z innej planety. Podziwiam ją, że tak szybko ogarnęła nasz język. Przecież te tamarańskie bulgotanie w ogóle nie brzmi jak żaden ziemski język! Dobrze, że mamy ją w drużynie.

No dobra, jeszcze została moja ukochana. Jinx. Jinx. Jinx.
Czarownica. Kiedyś zła czarownica. Z Roju. Tam się poznaliśmy, właśnie wtedy, gdy Rob wysłał mnie na przeszpiegi do Akademii. Nie mogę narzekać, podobało mi się tam, serio. Zwłaszcza, że teraz Jinx jest moja, kocham w niej wszystko, jej różowe włosy, jej hipnotyzujące oczy, długie nogi, idealne ciało, piękny głos, nawet jej moc, ale najbardziej uwielbiam w niej…

Chrr… Chrr… Chrrrrrr…..